Nowy Człowiek na Nowe Czasy – cz. 9

Kontynuujemy tam, gdzie zakończyliśmy w części 8.

Tam, gdzie nie ma (dostępu do) Prawdy należącej do tego porządku, stan człowieka niekiedy przyrównywany jest i nazywany jako taki, gdy jest się „spragnionym”.

„Biedny i potrzebujący szukają wody i nie mogą jej odnaleźć, i ich języki usychają z pragnienia” (Izajasz, XLI, 17).

Lub, gdy ludzie podążają za złą, wykrzywioną prawdą niekiedy czynione jest porównanie do picia gorzkiej wody, lub niezdatnej do picia, zatrutej wody.

Zastosujmy teraz to wyobrażenie wody, oznaczającej Prawdę, w odwiecznym języku, do jednego z powiedzeń Chrystusa, i odnajdźmy jakie jest jego psychologiczne znaczenie, w odróżnieniu od dosłownego.

Chrystus powiedział: „ Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (Mateusz, 10; 42).

Tutaj osoba myśląca w duchu dosłowności może sądzić, że wszystko, co jest potrzebne, to podać kubek zimnej wody dziecku. Lecz jeśli woda oznacza Prawdę, to fraza ta odnosi się do przekazywania wiedzy, słów prawdy, każdemu, bez znaczenia na pozycję czy status.

A „ci mali” tutaj nie oznaczają dzieci (w Grece), lecz osobę „małą” w swoim rozumieniu, nie mającą głębszej, prawdziwej wiedzy.
Odnotujmy też, że aby otrzymać Prawdę, umysł musi być jak kubek, który jest zdolny pomieścić to, co ma zostać wlane. Tak więc, człowiek musi być gotów i chętny do przyjęcia nauczania, by jego umysł był jak kubek na wodę.

Maurice Nicoll podsumowuje tutaj, że powiedzenie zatem odnosi się do właściwości zarówno podającego wodę jak i ją otrzymującego. Natomiast chciałbym wskazać, że ukształtowanie naczynia, jako zdolnego pomieścić (i przenieść, z miejsca na miejsca,
od kogoś, do kogoś innego) wodę, nie musi odnosić się tylko do tego, kto ma otrzymać. Pilnować, by naczynie do przekazania wody było do tego zdatne powinien także ten, który wodę spragnionemu podaje. Wskazuje to na to, że nie jest bez znaczenia i po stronie podającego wodę, tak jak każdą treść, informację, czy coś użytecznego, leży staranie, by uczynić w odpowiedni sposób, w odpowiedniej formie, formie która nadaje się do danego celu i jednocześnie spowoduje, że zawartość bez uszczerbku trafi do nowej osoby. Dbanie o odpowiednie „ukształtowanie kubka” to dbanie o to, by mówiący czy piszący mógł trafić do słuchającego czy czytającego. To przywiązywanie należytej wagi do tego, by uczynić ze swej strony wszystko co można, bez zdeformowania samego przekazu (zatrucia wody), by napicie się wody przez drugą osobę nie było trudniejsze, niż być musi.
Staram się o to dbać, w różny sposób. Czy mi wychodzi, nie jestem pewien.


To wszystko nie może być logicznie wyrażone, ale może zostać psychologicznie zrozumiane. I to właśnie jest główną intencją odwiecznego języka, który zaczęliśmy poznawać.

Myślałem, że dzisiejszy odcinek pozostanie bez ilustracji, ale na niebie pojawiła się wesoła parka, więc daję.. i jeszcze jednego, znajomego.

Wrocław, Lwy i niezapowiedziani goście

Byłem w gościnie u miłych Znajomych we Wrocławiu

dentysta?
nor

Wróciłem do Krakowa przed północą..

powstało kocie muzeum..
trochę siedziałem na facebooku… czy facebloku

w ogóle lwów coraz więcej

I wpadł niezapowiedziany Gość z Daleka

a ktoś uciekał..

Wnet następne odcinki…

M.

Pies jaki jest ..

Od zaprzyjaźnionych Aniołków wiem skądinąd, że taki stwór – jak pies wcale nie powstał w wyniku ewolucji, a został.. zaprojektowany.

Może dlatego – nie jest on wszędzie dozwolony?

czasem nie wiadomo, czy to jednak on do końca..
to na pewno on.. chociaż
agresja czy zabawa? (ŚP Ynk)
to niekoniecznie pies (alchemia coś na ten temat podpowiada..)
to chyba zwariowany spaniel..
na spacerze z..

H20 [NCnNC cz. 8]

Ponieważ wszystkie pisma „święte”, mistyczne, zawierają zarówno dosłowne, literalne jak i głębsze, psychologiczne, znaczenia, mogą „paść”, znaleźć oddźwięk na różnych poziomach zrozumienia, w szczególności mogą zostać odebrane w podwójny sposób.

Gdyby człowiek nie był zdolny do żadnego rozwoju i potencjalnej ewolucji nie miałoby to większego sensu. To właśnie dlatego, że do takiej ewolucji człowiek jest zdolny, istnieją przypowieści. Duchowe („święte”) wyobrażenie człowieka – to jest to, co określa się jako „wewnętrzne” lub ezoteryczne – zakłada, że posiada on pewien nieużywany i nierozwinięty poziom zrozumienia i że jego prawdziwy rozwój jest ściśle związany z osiągnięciem tego wyższego poziomu.

Tak więc wszystkie pisma mistyczne, także te w formie przypowieści, posiadają podwójne znaczenie, ponieważ zawarte jest w nich znaczenie dosłowne, zaprojektowane by trafić do człowieka na ten poziom, na którym się on właśnie znajduje, lecz w tym samym czasie mające pewną zdolność (Czesław Miłosz może nazwałby to, jak i Simon Weil – o ile pamiętam – „dźwignią transcendencji”)  dosięgnięcia wyższego poziomu (i pociągnięcia w ten sposób rozumienia samego człowieka na wyższy poziom), który to wyższy poziom jest w człowieku potencjalnie obecny i niejako oczekuje na jego „wspięcie się” wyżej.

Przypowieści są formą przekazania „starożytnego” znaczenia.

[W oryginale pisze „ancient” – starożytnego, wydaje mi się jednak, że tutaj lepiej – przetłumaczyć „odwieczne”, odwiecznego znaczenia, jako uosobiające nieprzemijające, ale zapomniane prawdy]

Przypowieść w ewangeliach posługuję się pewnym odwiecznym językiem, od dawna zapomnianym. Był taki czas, gdy język przypowieści mógł być bezpośrednio zrozumiany. Ten język – język przypowieści, alegorii i cudów – jest stracony dla współczesnej ludzkości. Ale nadal istnieją źródła, które umożliwiają nam uchwycenie części tego odwiecznego znaczenia. Ponieważ celem przypowieści jest połączenie niższych i wyższych znaczeń, może być pomyślana jako most pomiędzy dwoma poziomami, przerzucony pomiędzy dosłownym a psychologicznym zrozumieniem.

Jak zobaczymy, całościowy język był kiedyś dobrze znany, ta dwoista technika była rozpoznana i pewne słowa, pojęcia i terminy były z premedytacją używane by mogły być zrozumiane w podwójnym sensie. W tym odwiecznym języku tworzone było połączenie pomiędzy wyższym a niższym znaczeniem – lub, co jest tym samym, wyższą i niższą stroną, poziomem w człowieku.

Nasze pierwotne narodziny urzeczywistniają się w ewolucji ze świata komórkowego
w organizm ludzki. Narodzić się drugi raz lub powtórnie [nie do końca pasuje tutaj „odrodzić”] oznacza ewoluować do wyższej psychologii, do wyższego możliwego poziomu zrozumienia. To jest wyższym celem człowieka, zgodnie z wszystkimi antycznymi (historycznymi) pismami, w których człowiek często przedstawiany jest, psychologicznie, jako niewzrośnięte nasiono.
Jest to wiedza ezoteryczna. Ten poziom może być osiągnięty tylko dzięki nowej wiedzy
i nowemu nauczaniu, którym towarzyszy emocjonalne zaangażowanie, „wczucie się” człowieka w nowe zagadnienia i odpowiednia praktyka. Wiedza, która przybliża człowiekowi taką możliwość nazywana jest niekiedy, w ewangeliach, Prawdą, czasami zaś Słowem.

Nie jest to jednak zwykła prawda, lub zwykła wiedza. Jest to wiedza o tym następnym kroku w rozwoju, o wyższym poziomie.

Aby poczynić pierwsze obserwacje o tym odwiecznym podwójnym języku przypowieści, zobaczmy na początku jak przedstawiana jest tam Prawda.

W tym języku przedmioty, zjawiska zewnętrzne, obserwowalne, reprezentują te psychiczne, wewnętrzne i niewidoczne. Życie zewnętrzne, rejestrowane przez normalne zmysły, jest przenoszone w inny poziom znaczeniowy.

Tak więc Prawda – nie jest jakimś widocznym przedmiotem, ale zostaje oddana, zaprezentowana poprzez takie w tym języku. Przypowieść jest pełna wizualnego obrazowania, z przedmiotami i zjawiskami w pełni postrzegalnymi zmysłowo. Jednak każdy taki obraz coś należącego do psychologicznego poziomu znaczenia, odmiennego od po prostu użytego obrazu.

W ewangeliach często używane jest słowo „woda”. Co to słowo znaczy w odwiecznym języku? W dosłownym znaczeniu tego słowa jest to oczywiście substancja fizyczna, zwana wodą. Ale psychologicznie, na wyższym poziomie znaczeniowym, sens jest odmienny.
„Woda” nie oznacza po prostu wodę.



Chrystus, mówiąc o powtórnych narodzinach do Nikodema, mówi, że człowiek musi narodzić się z wody i z ducha: „Jeśli człowiek nie narodzi się z wody i z ducha, nie może wejść do królestwa bożego.” (Jan 3;5)

Co zatem oznacza ta woda?
Musi mieć jakieś kolejne znaczenie, psychologiczne lub wyższe.
Możemy domyślać się, że „duch” oznacza, być może – wolę, lub intymną, ale najbardziej realną ludzką część. I możemy rozumieć, że narodzić się powtórnie nie oznacza oczywiście wejść na powrót do łona matki, do macicy, jak myślał Nikodem, który uosabia człowieka zdolnego jedynie do dosłownego, literalnego zrozumienia.

Cokolwiek możemy myśleć o znaczeniu „ducha”, nie możemy wyobrazić sobie, dysponując naszym zwykłym rozumieniem, co oznacza „woda” w tym antycznym (odwiecznym) podwójnym języku, w którym rzeczy i sprawy postrzegalne zmysłowo przekazują, oddają inne i specjalne znaczenia.
Nie mamy tutaj wskazówki.

Powiedzieć, że człowiek musi narodzić się na nowo z fizycznie rozumianej „wody” jest jawnym nonsensem. Co więc zatem może ta woda, psychologicznie, oznaczać?

Możemy odnaleźć, badając znaczenie innych biblijnych ustępów, co ten fizyczny obraz reprezentuje na psychologicznym poziomie znaczeniowym. Mogą być przytoczone setki przykładów. Weźmy jeden z ewangelii. Chrystus rozmawia z kobietą z Samarii przy studni i mówi jej, że mógłby jej ofiarować „żyjącą wodę/wodę życia”.

Chrystus odzywa się do niej kiedy kobieta przychodzi nabrać wody ze studni: „Każdy kto czerpie i pije tę wodę będzie znów spragniony, ale wodę, którą może zaczerpnąć u mnie (którą ja mogę mu dać do picia) ugasi na zawsze jego pragnienie, ta woda, która ja mogę dać stanie się w nim kołem wodnym (studnią – wiecznym źródłem), z którego tryska życie wieczne”. (Jan 4;13-14).

Wydaje się jasnym, że słowo „woda” zostało użyte tutaj w specjalnym sensie, należącym do odwiecznego i zapomnianego języka.

Podobnie, w Starym Testamencie, w Księdze Jeremiasza (ang. Jeremiah) jest powiedziane: „For my people have comitted two evils: they have forsaken me the fountain of living waters, and hewed them out cisterns, broken cisterns, that can hold no water” (Jeremiah, 2;13).

Czym zatem jest ta woda, żyjąca woda (woda życia)?

Jest to Prawda.

Ale oznacza to specjalny rodzaj prawdy, specjalny rodzaj i formułę wiedzy,
nazywaną „żyjącą prawdą”. Jest to „prawda żywa” ponieważ czyni człowieka żywym
w nim samym, a nie umarłym, jeśli zostanie przyswojona i zastosowana w praktyce.





W nauczaniu ezoterycznym – a więc odnoszącym się do ewolucji wewnętrznej – człowiek nazywany jest umarłym, jeśli nie wie, nie przyswoił i nie praktykuje niczego co wiąże się z tą wiedzą, z tą prawdą. Jest to wiedza, która jest prawdą tylko w odniesieniu do wyższego poziomu rozwoju, który potencjalnie oczekuje na każdego.
Jest to wiedza o tym wyższym rodzaju człowieczeństwa i drodze do niego. Odnosi się do tego, co człowiek musi wiedzieć, myśleć, odczuwać, rozumieć i czynić by osiągnąć swój następny poziom rozwoju. Nie jest to prawda zewnętrzna, dotycząca zewnętrznych przedmiotów i spraw, lecz prawda wewnętrzna, o człowieku w nim samym, jakim człowiekiem w istocie jest i w jaki sposób może siebie samego odmienić. Tak więc jest to prawda ezoteryczna (ezoteryczny oznacza wewnętrzny) lub Prawda odnosząca się do wewnętrznego rozwoju i nowej organizacji człowieka, która wiedzie do kolejnego stopnia w jego realnej ewolucji. Albowiem nikt nie może się zmienić, nikt nie może stać się inny, nikt nie może ewoluować i osiągnąć tego możliwego wyższego poziomu i, jak się mówi, odrodzić się (narodzić powtórnie), jeśli najpierw nie dowie się, nie usłyszy i nie podąży za nauczeniem, które tego dotyczy.

*

[Człowiek musi się oczywiście najpierw dowiedzieć i zidentyfikować – jaki jest. Więc warto należycie oceniać tzw. zwykłą świadomość, dzienną świadomość.. Choć ograniczona i powszednia nie może być jakimś wzgardzonym instrumentem, który gotowi jesteśmy już teraz kwestionować czy odrzucać w pogoni za oświeceniem – jest to bowiem nasze jedyne narzędzie, na którym pracujemy, nasz warsztat.
Podkreślam to, dlatego, że zbyt często spotyka się “oświeconego”, który w kategoriach zwykłej świadomości jest po prostu, mówiąc najmniej złośliwie, średnio rozgarnięty..]

Idea jest całkiem jasna. Nauczanie, które prowadzi do wyższego poziomu istnieje –
i zawsze istniało.

To nauczanie jest realną wiedzą psychologiczną dotyczącą człowieka i potencjalnego rozwoju Nowego Człowieka w nim.

Człowiek nie ma możliwości wymyślić tego sam z siebie.

Może budować cysterny, ale nie będą one zdolne pomieścić tej wody..

Ale ale – za długi już ten tekst. Dobrej Nocy!

[NCnNC cz. 7] Deptanie pereł


Pisze Mateusz w rozdziale 7:6:

„Nie dawajcie psom tego , co święte , i nie rzucajcie swych pereł przed świnie , by ich nie podeptały nogami , i obróciwszy się , was nie poszarpały „.

Ta zewnętrzna, niższa strona ludzkiego rozumienia, zachowuje się tutaj często jak stopa, która depcze wyższe znaczenia, nie mogąc ich pojąć na własnym poziomie. To strona człowieka, która wierzy tylko temu, co pokazać są w stanie cielesne zmysły, ta strona umysłu, która „trzyma się”, stąpa po ziemi, tak jak czynią to właśnie stopy.


Przypomina mi się tutaj utyskiwanie G. Gurdżijewa nad językiem angielskim, który nazywał małpim. Przykładowo – słowo oddające najwyższą i najczystszą część człowieka, duszę, jest niezmiernie podobne do tego, które przystaje do części najniższej i najbrudniejszej.

Zob. Soul /ang. dusza/

Soil – gleba, grunt, ziemia
– to soil – pobrudzić

Ta strona nie może otrzymać nauczania o wewnętrznej ewolucji, gdyż jest zwrócona ku wszystkiemu temu, co zewnętrzne, a nie temu, co wewnętrzne.

Ta strona nie może zatem pojąć czegoś takiego, jak powtórne narodziny.

Człowiek ma tylko jeden poród, oczywiście. Jednocześnie wszystkie (niemal) nauki ezoteryczne mówią, że jest zdolny narodzić się drugi raz, osiągnąć Drugie – Powtórne narodziny. Ale te powtórne narodziny (re-birth; odrodzenie) należą do człowieka w nim samym, prywatnego, sekretnego, wewnętrznego, nie do tego, jakim wydaje się być w życiu i jakim jawi się nawet we własnych myślach
 i wyobrażeniach; czy jest to tzw. człowiek sukcesu czy pretendujący do niego.
To drugie należy do człowieka zewnętrznego, takim jaki się przedstawia sobie lub innym lub wydaje się być, nie takim – jakim jest.

W psychologicznym nauczaniu zawartym w ewangeliach człowiek nie jest rozpatrywany jako taki, jakim się zdaje być, ale taki, jaki najgłębiej – jest.
To jeden z powodów, dla których Chrystus zaatakował Faryzeuszy. Gdyż byli głównie tym, co przedstawia się na zewnątrz; tylko powierzchniowo sprawiali wrażenie dobrych, sprawiedliwych i religijnych. Poprzez atak na faryzeuszy, atakował tę stronę człowieka, która skupia się na zewnętrznym, widocznym wrażeniu, przedstawia się tak lub inaczej, by osiągnąć jakiś zewnętrzny cel, pochwałę, lęk; tymczasem człowiek wewnętrznie może być od tego jak najbardziej odległy, nawet zepsuty. Faryzeusz, rozumiany jako figura – metafora psychologiczna, to nic innego jak ta udająca strona człowieka, która pretenduje tego, by jawić się (także, oczywiście, dla skorej do samookłamania samoświadomości człowieka, który łatwo daje się takiej zewnętrznej masce zwieźć – tym łatwiej, im dla niego to wygodniejsze) jako dobra, pełna cnót itd. Oczywiście, jest większy lub mniejszy faryzeusz w każdym człowieku i takie jest tego określenia psychologiczne znaczenie.

Wszystko, powtórzmy: bez wyjątku, powiedziane w ewangeliach, niezależnie od tego, czy zaprezentowane w formie przypowieści, cudu lub rozmowy – dialogu, ma znaczenie psychologiczne, odrywając się od dosłownego sensu użytych słów i znaczenia opowiedzianych faktów i zdarzeń. Dlatego też zdarzenia, dialogi, opowieść ewangeliczna o Chrystusie i jego krytyce oraz interakcjach z faryzeuszami odnosi się nie do tak właśnie nazwanych, określonych, historycznych przedstawicieli społeczności żydowskiej (były 3 główne „sekty”: faryzeusze, saduceusze i esseńczycy]) żyjących tak dawno temu, ale do każdego tutaj i teraz, do faryzeusza w każdym z nas. Do tej nieszczerej, ceniącej głównie zewnętrzny pozór, osobowości w nas samych, która oczywiście nie może uzyskać żadnego realnego nauczania, wiedzy psychologicznej, bez szukania w niej i przy okazji niej okazji do czegoś cenionego w zewnętrznym świecie, pochwały, nagrody.
Na ten temat będzie jeszcze powiedziane więcej.

[NCnNC cz. 6] O wewnętrznej i zewnętrznej stronie człowieka

Człowiek musi zacząć rozumieć sam z siebie, „dla siebie samego”, zanim zdobędzie dostęp do głębi nauczania ewangelii.

Ponownie jednak nasuwają się wątpliwości: dlaczego jednak nie przekazać tego bardziej wprost? Dochodzimy do kolejnego pytania: Dlaczego to wyższe znaczenie nie może być przekazane bardziej bezpośrednio i jednoznacznie?
W jakim celu to skrywanie znaczeń, te historyjki i bajki? Dlaczego forma przypowieści? – itd.

Każdy z nas posiada swoją „zewnętrzną” stronę, która rozwinęła się poprzez udział w życiu, doświadczenia życiowe i kontakt z innymi. Posiada też stronę wewnętrzną, która pozostaje zagadkowa, niepewna, nierozwinięta. Nauczanie o Powtórnych Narodzinach i wewnętrznej ewolucji powinno paść, dotrzeć nie tylko do tej zewnętrznej strony, rozwiniętej i ukazywanej w codziennym życiu. Niektórzy ludzie dochodzą do etapu, gdy zdają sobie sprawę, że takie życie i jego zewnętrzne, powszednie cele ich nie satysfakcjonuje, gdzie sami z siebie, indywidualnie zaczynają spoglądać w nowych kierunkach i szukać odmiennych celów, zanim zetkną się z jakąkolwiek wiedzą czy nauczaniem, podobnym do tego przekazywanego w ewangeliach. Zewnętrzna strona człowieka jest zorganizowana przez okoliczności codziennego życia i jego wymogi, dopasowana do pozycji społecznej i indywidualnych możliwości. W pewnym sensie jest sztuczna, jest czymś nabytym. Tymczasem to właśnie wewnętrzna, niezorganizowana strona człowieka, ma możliwość ewolucji i wzrostu, tak jak dzieje się to w przypadku nasiona, z samej siebie.

Z tego powodu nauka o wewnętrznej ewolucji musi posiadać taką formę, aby nie padła (nie dotarła) jedynie na tę zewnętrzną ludzką stronę. W pierwszym rzędzie – na początek – musi trafić do strony zewnętrznej, np. jako historia odnosząca się do zwyczajnych, życiowych okoliczności, faktów i zdarzeń. Nauka taka powinna jednak być zdolna do penetrowania w głąb, głębiej – by dotrzeć i przebudzić w człowieku tę wewnętrzną, niezorganizowaną stronę.
Człowiek rozwija się wewnętrznie poprzez swoje głębsze refleksje, nie zaś przy udziale strony kontrolowanej przez zewnętrzne życie i pod jego wpływem ukształtowanej. Człowiek ewoluuje poprzez ducha swoje indywidualnego zrozumienia, utożsamienie się i zgodę na to, co rozpoznaje jako prawdziwe. Psychologiczne znaczenie względnie fragmentarycznych nauk, zawartych w ewangeliach, odnosi się do wewnętrznej strony każdego człowieka. Gdy ktoś pojmie, że człowiek może ewoluować tylko przez rozwój swojego indywidualnego, a co za tym idzie, wewnętrznego zrozumienia, będzie mógł zauważyć, że gdyby prawda nauczania o znaczeniu ewolucji wewnętrznej padła i znalazła oddźwięk na zewnętrznej stronie człowieka byłaby bezużyteczna lub wydać by się mogła zgoła absurdalna, nonsensowna.
W samej rzeczy, ta nauka może zawsze być wypaczona i zniszczona, gdy padnie, zostanie odniesiona, do niewłaściwego „miejsca” w człowieku – na przykład jego strony handlowej, biznesowej, związanej z zewnętrznie postrzeganymi zyskami i stratami.

Do tematu wewnętrznej i zewnętrznej strony nawiązuje esej, który napisałem rok temu – mówi się tam o wpływach “A” i wpływach “B” oraz o tym, że pewni ludzie przyciągają innych i nawzajem siebie znajdują..
Myślę, że to bardzo ciekawe. A tym ciekawsze, że sprawdzone!

Więc zapraszam także tutaj:

Praca i odpoczynek

Trochę odpocząłem, ale co odpocznę to zjawia się posłaniec i ogonem przypomina, że trzeba pisać..


Bo licho nie śpi


No to wieczorem pewnie coś napiszę..

M.

Interludium (nie czytać)

Tak się często gęsto tutaj sumituję, pisząc co piszę, i nie tylko, ale muszę Wam powiedzieć, o Wy niecni Goście, którzy mimo jasnego ostrzeżenia by tego nie czytać
(i co się rozumie oczywiście także: nie wchodzić, nie oglądać itd.) – jednak czytacie, weszliście i oglądacie..

Wbrew temu co się dawniej mawiało i co się dalej nierzadko mawia, że ciekawość wiedzie do piekła, mówię ja Wam, a gdy ja mówię, zaprawdę powiadam Wam, nie tylko ja mówię; a może nawet ja zgoła nic nie mówię...
 W najbliższych Czasach Proroków i Znaków nie zabraknie, więc trzeba uważać i czy aby się jest pod dobrymi skrzydłami! I nie na słowie tylko polegać, ale na tym co przynosi
i jak się w czasie z ludźmi obchodzi. 

Albowiem

BŁOGOSŁAWIONA JEST CIEKAWOŚĆ !

I gdy ostrzegani jesteście: – O to pytać nie należy, albo: – Tego sprawdzać się nie godzi, bo to pewne i święte, albo inne takie kwiatki,

a nie słuchacie – i Wy błogosławieni jesteście!

Zaprawdę powiadam Wam – bądźcie jak dzieci w ciekawości niecierpliwej i nieustającej!

Bądźcie ciekawscy jak KOTY!

Im bardziej co dogmatycznie wyniosłe i im wyżej wisi – tym celniej trącajcie łapką by sprawdzić na jakiej nici zawieszone i gdzie ta nić prowadzi.

Albowiem nie jest sztuką wejść do Labiryntu i zabić Minotaura,

sztuką jest z niego wyjść – na powrót – i dotrzeć do Ludzi z tym, co się im niesie.

Taka dola.

(PS. Ciekawe, kiedy Żydzi się dowiedzą, że nie są żadnym Boga narodem wybranym..
Ulubioną rasą Stwórcy są koty!)

rys. Bogusław Polch
już tu jesteśmy

z sieci..

w Pradze..
15.VII.2019 r.

pozdrawiam! M

Pytania, Prawda i racja.. [Nowy Człowiek na Nowe Czasy – NCnNC – odc. 5]

Napisałem na końcu ostatniego odcinka:

Taki, jaki jest – w stanie początkowym – człowiek jest niekompletny, niedokończony. Człowiek może przyczynić się do swojej wewnętrznej ewolucji – indywidualnie. Jeśli nie ma potrzeby tego uczynić, jeśli sobie tego nie życzy – nie musi. Wtedy jest nazywany trawą (plewami) – która pali się, jako bezużyteczną. To jest – zarówno ostrzeżenie jak i zachęta. Ale ta nauka nie można być przekazana bezpośrednio czy też pod zewnętrznym przymusem
(choć tyle razy próbowano ją przekazywać przymusowo, przez tych oczywiście, którzy sami nic nie zrozumieli, zrozumieli totalnie na opak – skutki przecież, były odwrotne).

Myślącemu czytelnikowi nasuwa się tutaj, jak i mi się nasuwało, w dawniejszych latach i później, właściwie i nadal, wiele ważkich pytań.

Pytania te związane są z kwestiami podstawowymi: z całym kształtem i zasadami tego, co Stworzone, ze Stwórcą (Bogiem, Źródłem czy jakkolwiek by je/go nazwać), z tym jaki jest (jeśli ktoś dopuszcza się, a uważam, że do pewnego stopnia jest to uprawnione, antropomorfizacji; „Na Boży obraz i podobieństwo”, „Jako na Górze tak i na Dole”), jakie są zasady, reguły, prawa przenikające Rzeczywistość (i czy rzeczywistość to to co widzimy, a może żyjemy bardziej w czymś iluzorycznym, jak gra komputerowa czy hologram – po to by się czegoś nauczyć, do czegoś dojrzeć, bo człowiek najszybciej i najlepiej uczy się właśnie gdy zaangażowany jest w rodzaj gry, a gra taka jak życie jest przecież dość angażująca).. Nasuwają się pytania związane z naturą takich pojęć i takich naszych przeczuć i odczuć wewnętrznych, jak „dobro”, „sprawiedliwość”, ale także „kara”, „grzech” (błąd), czy „zło”.

Nie sposób na te wszelkie takie pytania odpowiedzieć tutaj. Być może (na pewno) są jednak dobrym tematem rozmów – takich, które prowadzi się już bezpośrednio, w zaprzyjaźnionym gronie, a jeśli nie, to – najlepiej – w gronie ludzi którzy wiedzą, że inny też może mieć racje i dopuszczają zmianę swoim zapatrywań, wśród ludzi którzy chcą się ciągle uczyć, którzy wiedzą, że warto żyć tak, jakby miało się nazajutrz umrzeć, a uczyć warto się tak, jakby się miało żyć wiecznie.

Na pewne z tych pytań jednak na tym blogu odpowiemy, czy też raczej: postaram się odpowiedzieć. Bardziej od siebie nawet, i ze swojego doświadczenia życiowego niż posiłkując się tekstem „Nowy Człowiek” Maurice’a Nicolla. Ten bowiem raczej nie trudzi się (zapewne słusznie) próbą rozwiązywania takich wątpliwości, wychodzi bowiem zapewne z założenia, że jego czytelnik takie kwestie już sobie jakoś prywatnie zagospodarował i wie, co warto, nie roztrząsa postmodernistycznie pewnych „oczywistości serca” i sięga po jego tekst, mając już jakieś wspólne z autorem „rozumienie rzeczy”.

Ja jednak, na pewne takie fundamentalne pytania i wątpliwości w toku wpisów na tym blogu będę starał się, jakkolwiek ułomnie, próbować nakreślić pewne możliwe do zaakceptowania tezy a nawet „odpowiedzi”, sądzę bowiem, że Czytelnik, który tutaj zagląda, może tego potrzebować, że może być to mu pomocne.
Jest w tym też oczywiście i niebezpieczeństwo, bo kto prezentuje jakieś swoje tezy i opinie, jakkolwiek dobrze nie uzasadniane, wystawia się na naturalną dla każdego człowieka mającego jeszcze ego (a kto go jeszcze, choćby zredukowanego, nie ma? – nie byłby już taki człowiek człowiekiem..), potrzebę polemiki. Gdy pokusą do tego jest próżność lub chęć powodowania konfliktu, wtedy najgorzej, ale bywa też, że rezultat jest bardzo cenny – i z dyskusji rodzi się wartość dodana, wiedza i Prawda pewniejsza, współdzielona. Oby tak było i to bardzo by mi się podobało, i po to oczywiście pod każdym wpisem tutaj przewidziane jest miejsce na komentarze.

Na koniec może, o Prawdzie i jej posiadaniu (ten tryb językowy, taki właścicielski już jest podejrzany – jak.. choćby pewne nazwy – kto np. nazwie się „Prawo i Sprawiedliwość” czy nie ma choćby poświadomej potrzeby zawłaszczenia prawa i sprawiedliwości dla siebie, pryncypialnie i stronniczo, tak, że innym już ni prawa ni sprawiedliwości wtedy nie staje?), opowiem dowcip, znany, ale może ktoś nie słyszał.

Mówi oto pewien Żyd:

– 50 % racji, jeśli kto ma tyle, to bardzo dobrze, to wspaniale, tylko Bogu dziękować i się kłaniać…;

– a 60 % racji.. – tyle, to już cud najprawdziwszy, że o więcej nie wolno wręcz prosić!

– a 70 % racji..to podejrzane.. to naprawdę podejrzane i zaufać trudno;

– 100 % racji! ??? Kto mówi, że ma rację na 100 procent ten zbój i oszust i diabeł wcielony! Uczciwy człowiek od takiego ucieka.

Tymczasem,

M.

[NCnNC] Nowy Człowiek Na Nowe Czasy – Odc. 4

Powiedziane zostało ostatnio, że specjalne treści, odnoszące się do wewnętrznego rozważenia, wymagają specjalnego języka.

jasno świecić to jak jasno mówić – co lampka ma wspólnego z piórem..

Jeśli znaczenie zostałoby wyrażone literalnie, bezpośrednio – nikt by nie uwierzył, wszyscy wzięliby to za banał czy nonsens.

(Nawiasem mówiąc, kiedyś doszedłem do tego, że to, co określa się jako banał, jest po prostu najprostszą sprawdzającą się prawdą. Jednak celowo się ją tak stygmatyzuje, gdyż ta najprostsza skuteczna droga widziana jest także jako najtrudniejsza i szuka się skrótów..)

Idea nie zostałaby pojęta. I gorzej – zostałaby wyśmiana.
Wiedza wyższego rodzaju, porządku, głębsze znaczenie,
jeśli opada na dosłowny, zwykły, podstawowy poziom rozumienia,
brzmi nonsensownie lub zostanie najzupełniej błędnie odebrana i zrozumiana.
Wtedy stanie się bezużyteczna i gorzej (szkodliwa). 

Wyższe znaczenie może być przekazywane tylko tym, którzy są blisko do odebrania tego głębszego przekazu. Jest to jeden z powodów, dla których tzw. mistyczne, święte pisma – czyli te, które mają przekazać więcej niż tylko dosłowne znaczenie użytych słów – muszą wyższe znaczenia mieścić wewnątrz, dostosowanego do zewnętrznych celów „opakowania”.

różne opakowania..



Celem nie jest oszukanie czy zwiedzenie ludzi (choć tutaj fotografia przedstawia bardziej niecne przebrania i opakowania . . . . . .),
lecz zapobiegnięcie temu, by wyższe znaczenie opadło na niższy poziom rozumienia i by przez to nie zniszczona została jego subtelna istota.

Ludzie często wyobrażają sobie, że mogą pojąć i zrozumieć wszystko, jeśli tylko zostanie im to powiedziane. Jest to oczywiście nieporozumienie. Rozwój czyjegoś zrozumienia, zdolność dostrzegania subtelności, rozróżniania, jest długim procesem. Wszyscy zgodzą się z tym, że małe dzieci nie mogą być uczone o różnych sprawach życia bezpośrednio, ponieważ ich zrozumienie, ich doświadczenie, jest niewielkie. Jest też powszechnie wiadome, że wiedza o pewnych składnikach zwykłej rzeczywistości, nie może być zrozumiana bez odpowiedniego przygotowania, jak to jest choćby z wieloma dziedzinami nauki czy wiedzy technicznej. Nie jest oczywiście wystarczające dla odpowiedniego pojęcia, by po prostu komuś zostało to opowiedziane.

Celem wszystkich pism objawionych czy mistycznych jest przekazać wyższe znaczenia i głębszą wiedzę poprzez zwykły język i literalnie ujęte opowieści i informacje – jako punkt startowy.

Przypowieści mają swoje zwykłe znaczenie. Ich celem jest przekazanie czy podpowiedzenie wyższych znaczeń, używając do tego niższych – zwykłych, codziennych, w taki sposób, że słuchający czy czytający może zacząć myśleć i rozważać znaczenie autonomicznie w sobie, albo i nie.

dziecko ma prosty stosunek do świata..



Człowiek na początku rozumie dosłowne, złożone z opowiedzianych faktów, naturalne znaczenia. Aby podnieść, pogłębić zrozumienie, cokolwiek jest opowiedziane musi najpierw zostać odebrane na tym pierwszym, początkowym poziomie. Człowieka musi najpierw zatrzymać znaczenie dosłowne. Wyższe znaczenie jest celowo tak zaprojektowane, by początkowo odnaleźć się na zwykłym poziomie zrozumienia a później by podjęta została pewna praca w ludzkim wnętrzu, w jego rozumieniu, w kierunku odnalezienia poprzez zwykłe – kolejnego, głębszego poziomu rozumienia. Z tego punktu widzenia przypowieści są pewnym instrumentem służącym transformacji w odniesieniu do odbieranych znaczeń. Jak też następnie zobaczymy, instrument ten to także środek, medium, pomiędzy niższym a wyższym poziomem w rozwoju naszego zrozumienia.

Ewangelie
mówią przede wszystkim o możliwej potencjalnej ewolucji, rozwoju, zmianie
człowieka, określanej „Drugimi (Powtórnymi) Narodzinami” (jest to swoiste im i
właściwsze w tym wypadku pojęcie niż „odrodzenie” czy „rozwój” czy też modne
„oświecenie”, które to wcale nie warunkuje – co wiemy z pewnych przekazów –
także pozytywnego rozwoju etycznego). To jest ich naczelna idea.

Zacznijmy od ujęcia tej ludzkiej wewnętrznej ewolucji jako ewolucji skali i głębi ludzkiego rozumienia. Ewangelie nauczają, że człowiek żyjący na Ziemi jest w stanie podjąć określoną ewolucję wewnętrzną jeśli napotka właściwą naukę z tym związaną. Z tego powodu Chrystus powiedział:

„Ja jestem Drogą i Prawdą i życiem” (Jan 14:6)

Ta wewnętrzna ewolucja ma wymiar psychologiczny. Poszerzenie, pogłębienie, przemienienie swojego rozumienia należy do rozwoju psychicznego. Stanie się człowiekiem o większym zrozumieniu jest ewolucją psychologiczną. Leży to w sferze myśli, uczuć i zachowań – wszystkie wypływają z kształtu ludzkiego zrozumienia.

[W oryginalnym jęz., z którego czerpie ta parafraza słowa wyrażające rozumienie i zrozumienie: understanding – ma pewien dodatkowy wymiar, niesienie z sobą bardziej konkretne i uczuciowe brzmienia, niż w języku polskim. Dodaje jakby do tego, co się rozpoznaje, w sensie czystej wiedzy i informacji, pewien koloryt emocjonalny, w tym understanding pobrzmiewa bowiem także empatia – bardziej rozumiejący to także bardziej „współczujący”]

Człowiek jest tym, czym jest jego Rozumienie.
Jeśli chcemy zobaczyć, czym człowiek jest, a nie tylko, jakim się zdaje, jaki się przedstawia, powinniśmy patrzyć na poziom jego rozumienia.
Ewangelie mówią więc o realnej psychologii, opartej na nauczaniu, że człowiek, żyjący na Ziemi jest zdolny do określonej wewnętrznej ewolucji w zrozumieniu.

Dobra Nowina od początku do końca dotyczy tego możliwe rozwoju wewnętrznego człowieka. Ewangelie są niczym innym jak dokumentami, naukami psychologicznymi. Dotyczą psychicznych kwestii związanych z i warunkujących ten psychologiczny rozwój człowieka – to jest, m.in. co (jak) człowiek musi myśleć, odczuwać i czynić, aby osiągnąć nowy poziom zrozumienia.

Ewangelie nie opowiadają o wydarzeniach ze zwykłego, codziennego życia, przynajmniej nie głównie, nie to jest ich istotą.

Poddana jest idea, że człowiek, wewnętrznie, jest nasionem, które może wzrosnąć. 

Taki, jaki jest – w stanie początkowym – człowiek jest niekompletny, niedokończony. Człowiek może przyczynić się do swojej wewnętrznej ewolucji – indywidualnie. Jeśli nie ma potrzeby tego uczynić, jeśli sobie tego nie życzy – nie musi. Wtedy jest nazywany trawą (plewami) – która pali się, jako bezużyteczną. To jest – zarówno ostrzeżenie jak i zachęta.

Ale ta nauka nie można być przekazana bezpośrednio czy też pod zewnętrznym przymusem
(choć tyle razy próbowano ją przekazywać przymusowo, przez tych oczywiście, którzy sami nic nie zrozumieli, zrozumieli totalnie na opak – skutki przecież, były odwrotne).

Doszliśmy do ważnego, trudnego miejsca, ale jak na ekranowe czytanie, treść ta robi się zbyt długa, więc tutaj zrobimy krótką pauzę – by wrócić do tematu ze świeżym umysłem..

W każdym razie, jest do czego dążyć!

Drzewo przy Fundacji Elektrowni w Rybniku, tam gdzie pracowała Ewa, (c) M

Pozdrowienia!

M