Jasne na Jasnym

Ostatnio trochę tutaj narzekałem..
Choć może – nie tyle narzekałem, co napomknąłem: o trudnościach, o smutku (dogłębnym nawet, oj – lepiej nie bluźnić, mając do czego porównać..), o “nieumiejętnościach”.
Ale..
Wczoraj..
Dzisiaj..
Spacerowałem.

dziś – 26.9.19 Kraków – zaraza na wodzie (a bo to i niedaleko kurii..)


Siedziałem i dziobałem z młodymi gołębiami (takimi z rozczochraną główką).

tu wersja z fajnego filmu – u Almodovara zawsze dużo uczuć w każdym jego filmie; i jaka zasłuchana pogodnie jej słucha starsza pani na widowni – a ten kruczy brunet co śpiewa tak lirycznie – czy jest przez to niemęski?

I przypomniała mi się piosenka, specjalnie dla mnie którą dostałem w sierpniu –
w noc przed moimi urodzinami od Pięknej Pani, która ma dwustu znajomych – a nazywa się Stella de los Santos (*)

i może się w końcu dowiem – do czego ta wolność prowadzi – gdy się Uda!

Spotkałem wielu ojców – spacerujących z synami.

to jednak nie dziś – fot. 2007 – plaża w Sydney


Myślałem o sprawach bliskich i dalszych, myślałem o uczuciach, ale nie przeszłych, historycznych, zamkniętych w minionym (minionym czasie i minionym siebie samym).
O obecnych uczuciach myślałem i je czułem, siebie – obecnego a nie obcego w sobie samym – czułem.

Jaka to radość nie do opisania – jakie to wspaniałe, nowe (inne niż inne, też wspaniałe, ale odmienne) uczucia: to uczucie i poczucie ojca i/do syna, do córki. Jakie uczucia rozpierają ich pierś – gdy pokazują synowi świat, gdy widzą, jak ich syn (córka) widzi świat, gdy dzielą się wspólnym rozumieniem i śmieją razem.

Ojciec, ojcowie – może wtedy widzą czasem, że podpowiedzieli kształt istnienia dla nowego wspaniałego i wielkiego Świata, widzą nowe wspaniałe Światy – w swoich dzieciach i one pozwalają się tym nowym światem dzielić, wpuszczają do niego jak starego odźwiernego, który sam nigdy nie zaglądał do ogrodu baśni.
Ja dzieci nie miałem i nie mam.

Tata z córką przy fontannie na Placu Szczepańskim w Krakowie (w czerwcu 2019)


Oczywiście… gdy rodzic chce ukształtować potomka podług własnych marzeń, rozgoryczeń czy uprzedzeń – wtedy tragedia gotowa, takie połamane światło – już w ręku niosącego kaganiec, jakie to smutne.
Ale nie miałem tutaj pisać o tym co negatywne, co błędne, co bolesne: nie potrzebuję tutaj kontrastu.

Bo poczułem ogromną wdzięczność za Wszystko.
Bo za nic – przecież – wszystko dostałem – marzenia marzeń!
I że małe dobro urośnie [i to malutkie nawet we mnie samym]- i zawsze się uda najlepiej jak może.
I już nie byłem smutny.

I n i e p o t r z e b u j ę j e s z c z e przez c h w i l ę kontrastu,
m o g ę p i s a ć j a s n e p o j a s n y m .

I pomyślałem, że pokażę jeszcze kilka starszych fotografii..

Franz von Stuck
William Blake – z “Jerusalem”
Paul K. Feyerabend myje naczynia. U dołu – Marat nie myje naczyń.
Please follow and like us:
error0

Mój własny, prywatny Saturn

Zastawiam się jakie główne źródło ma osłabienie mentalne i duchowe, rozkojarzenie, dogłębny smutek, które zaczęły się już w pierwszym tygodniu września i trwają.
Jakie główne – czy też jakie “swoiście niezależne” od własnych, zdefiniowanych dawniej lub później cech, wad i słabości charakteru.

Czy to dochodzą do głowy różne, nieujednolicone, “Małe Osobowości” (small “I’s”), których człowiek ma ponoć określoną ilość (zapomniałem ile dokładnie, ale gdzieś około tysiąca) ?
Z opętanego JChs wyrzucił ponoć Legion złych duchów (“bo nas jest wielu”).
W pewnym sensie się skonsolidowałem na drodze do pewnej Indywidualności, ale
w takich czasach kryzysu, tak poznawczego, jak emocjonalnego, wydaje się, że stary bałagan ciągle pozostał zbyt duży. Mam wątpliwości co do tego, co do swojego stanu.
Ja w ogóle mam wiele różnych wątpliwości, w różnych kwestiach.

Dlatego nie usłyszycie u mnie jakichś kosmicznie fantastycznych wiadomości, detali o duchach, o tym jak wygląda i ile “waży” dusza, dokładny opis “4-tej gęstości” i jakie fantastyczne możliwości daje “nowemu człowiekowi” (przynajmniej na teraz..), statkach czy nazwach kosmitów. Wątpliwości to moje drugie Imię. Jeśli o czymś piszę, to znaczy, że jestem co do tego przekonany lub – bardzo znacząco jest to dla mnie uprawdopodobnione (wtedy nie napiszę tego nigdy stanowczo, jako “pewna wiedza”).
A jednak – czy lepiej mieć wątpliwości, nawet w najważniejszych sprawach – czy lepiej nie mieć ich w niczym?
Chyba jednak lepiej być ostrożnym – we wszystkim nieomal. Pod warunkiem, że nie rzutuje to zbytnio na proces decyzyjny i czynienie. A bywa, że niestety rzutuje..
Pisałem jednak w poprzednim wpisie dwa dni temu – cytując Arka – co jest kluczowe dla racjonalizmu. A jest nim krytycyzm – w tym i przede wszystkim SAMOKRYTYCYZM.

A jednak, nigdy nie byłem i nadal nie potrafię być ostrożny w tylu sprawach, które dotyczą emocji, które dotyczą empatii.
Chyba z 2 lata temu Ark radził mi: “musi ci stwardnieć serce“.
A także “powinieneś sprzedawać a nie rozdawać“.
Nawet jeśli to pierwsze kiedyś się stanie (nawet jakbym chciał – jak to zrobić? tyle już było na to sposobności, czasu, tyle zastosowano różnych narzędzi, nawet bardzo wymyślne, nie takie zwykłe – ludzkie, specjalne – podwójne i zimnokrwiste) i i dalej opornie to idzie), to drugie wydaje mi się nie do przeskoczenia. NIE UMIEM SPRZEDAWAĆ wręcz organicznie. Ponoć Lwy nie znają handlu.

Oczywiście sprzedawać nie znaczy tylko: za pieniądze.. Należy to rozumieć szerzej i czasem metaforycznie.

Oczywiście Ducha i jego dary należy trzymać od mamony jak najdalej (jak często Internet nawet o tym zapomina).

Ale ograniczając się tylko do tzw. niezbędnych kontaktów z pieniędzmi:
Byłem prawnikiem ale pieniądze umiałem w życiu brać tylko od instytucji (uniwersytetu, szkoły wyższej). Dlatego zresztą nie zostałem adwokatem, choć ponoć w twórczej analizie konkretnych stanów prawnych miałem talent (casusy rozwalałem nawet bez żadnej wiedzy kodeksowej czy z teorii).
Ale.. to skrajnie nie pragmatyczne i ciągle są tego konsekwencje. I złe konsekwencje, bo jeśli umiałoby się uzyskać jakieś środki dzięki rozsądnej sprzedaży – można byłoby owocnie przeznaczyć je na rozszerzenie pożyteczności tego, na czym nam zależy. Co jest pożyteczne dla Ogółu.

A może jest to tak:
Koty skonstruowane są w oparciu o pierwiastki: Ognia (kreatywność) i Ziemi (pragmatyzm).
Ludzie: Wody (uczucia) i Ziemi.
Ale kot w ludzkim ciele to połączenie: Ognia z Wodą. Brak Ziemi. Brak pragmatyczności.

Żeby skuteczniej być pożytecznym – muszę jednak popracować nad tą pragmatycznością.

A może ktoś (coś) mi zdalnie miesza w głowie? Cóż za fantastyczna hipoteza? Nie ma jednak zbyt dużego pożytku z rozważania tego, przynajmniej jeśli nie ma widoków na jakieś bardziej konkretne wnioski (śledztwo w tej sprawie)- po co wpędzać się w obsesję? Więc rozważanie tego nie byłoby, przynajmniej na teraz, racjonalne i pragmatyczne.

Być może zresztą płacę za wyjątkowo dobry okres, życie w “wiecznym teraz”, życie intuicyjną i twórczą chwilą, jakie miało miejsce od Czerwca do końca Sierpnia?
Może podobny do alchemicznego “Gift of Present” (Dar Chwili Obecnej).
Tak to już jest bowiem w Naturze, że za Nadzwyczajne (jakby Nienaturalne w swej intensywności) okresy “górki” (high states) płaci się proporcjonalną “zniżką”.
Najlepszym tego przykładem jest wykorzystywanie przez ludzi, dla polepszenia samopoczucia lub dla określonych, lepszych wyników mentalnych, pracy, twórczości – różnych używek. Ale jest to wtedy efekt wywołany na własne życzenie i osoba z minimalnym doświadczeniem życiowym wie, że za pożyczoną energię (lub coś innego) będzie musiała później zapłacić.

Tymczasem – to, co miało miejsce – nie odbyło się przecież na moje życzenie.

Otrzymałem bowiem – prezent, a dowiedziałem się o tym bezpośrednio, z wiadomości – ze Znaku.

28 czerwca napisałem o tym wpis (w jego drugiej części).

Od kogo ten prezent? Ha, zapewne od Lwów.

Własny, prywatny “znak w zbożu” (w tym wypadku znak w trawie), nazywany zwykle (j. ang) Crop-Circle lub Crop-Sign (Crop-Signs).
Pojawił się dokładnie pod moim balkonem, zamieściłem nawet jego zdjęcia, niektóre przekontrastowane, aby kształt był lepiej widoczny.

A tak naszkicowałem wtedy ten kszałt:

No cóż, naszkicowałem może trochę niedokładnie ale i znak wyczytać z trawy nie całkiem łatwo dokładnie..
Ale prawie na pewno to symbol związany z Saturnem.

W latach 2005-2008, w których nakręciłem najwięcej filmów (niektóre są na https://vimeo.com/dakunin), wybrałem się do Australii (2007 r.) i wypiłem ocean alkoholu – Saturn kojarzyłem głównie z melancholią, czarną żółcią, acedią (ciut romantycznie ujmowaną, mniej zakonnie – mnisio). Kto chce przeczytać o tym w najciekawszym ujęciu dostępnym po polsku (nie będę tu polecał własnych tekstów, choć też istnieją) może u Marka Bieńczyka w króciutkiej książeczce “Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty”). Ale nie o tym miałem tu pisać, to rozdział zamknięty.

Chociaż.. (dodaję ten akapit wieczorem) w poprzednim wpisie o racjonaliźmie  - dodałem na końcu (będący konsekwencją pewnej ironii, łagodzącej bezczelność tak górnolotnych auto-określeń) pewien passus (i link do mojego melancholicznego "dzieła" z roku 2005, tzw. "książki fikcyjnej") - toteż i tutaj dodam - ale tylko na marginesie - i niech ta krotochwila (książka jest przymróżeniem oka) nikogo nie odwiedzie na dłużej i na poważniej od spraw poważnych..
To ten dodatek: [ & – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”). ]

Ten prywatny Saturn, który dostałem w prezencie na progu Lata tego roku – najlepiej jest chyba opisany na stronie Zakonu Białego Lwa (są dwie strony, raczej nie związane, jedna wydaje się wartościowsza).

A tam pisze m.in.

PLEROMIC SATURN

One’s personal ‘Saturn’ or personified karma becomes one’s teacher. Acquiring the wisdom to handle the consequences of one’s past actions activates this power and one can then become a guide or spiritual parent for others. Pleromic Saturn manifests as the turning around of self-defeating personal traits and habits – infusing them with love so that they correct themselves and become strengths instead of weakness. Negative habits such as anger turns into a firmer, more loving will to pursue one’s highest goals and visions. Depression turns into practical realism and a greater ability to handle one’s problems. Irresponsible curiosity turns into greater understanding and patience. Power-seeking becomes a genuine desire to help others. Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Co w moim bardzo luźnym tłumaczeniu na język polski znaczy:

PLEROMICZNY SATURN (a u mnie – PLEOROMA, przypominam! – w budowie!)

“Osobisty Saturn” lub własna karma staje się nauczycielem.
Zdobycie mądrości do poradzenia sobie z konsekwencjami swoich przeszłych czynów aktywuje tę siłę i możemy zostać przewodnikiem i rodzicem duchowym dla innych.
Pleromiczny Saturn manifestuje się jako odwrócenie auto-destrukcyjnych (umniejszających, sabotujących nasze możliwości) osobistych wad i niekorzystnych przyzwyczajeń – napełnienie ich miłością, tak, że
mogą się skorygować i przemienić ze słabości – w zalety.

Reszta tego podręcznego tłumaczenia na jęz. polski jest być może zbędna?
Może całe jest zbędne?
Nie wiem..
Tyle może wiem, że od nieumiejętności sprzedawania gorsze jest rozdawanie niechcianego/niepotrzebnego.

W każdym razie, wybiorę się na spacer by przemyśleć dokładniej ten fragment i odnieść go do chwili obecnej
i do teraźniejszego czasu :
Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Po spacerze – muszę posprzątać w pokoju! I to generalnie.
Przed i po sprzątaniu – jak wrócę – wrzucę może jakieś fotografie i refleksje związane z otoczeniem (pokojem) i porządkowaniem.

a na widnokręgu ciągle

Please follow and like us:
error0

KWESTIA RACJONALNOŚCI W KONTEKŚCIE ROZWOJU DUCHOWEGO (EWOLUCJI DUSZY), BADAŃ I DOŚWIADCZEŃ NIEMATERIALNYCH

Uważam się za racjonalistę* (&)
*primo: zawsze byłem nad-ambitny, choć nie zawsze wiedziałem
*secundo: a nawet megalomanem (przy kompleksie niższości).

Potocznie, i zbyt powszechnie, przyjęło się uważać – nawet przez dużą liczbę ludzi myślących – że w ogóle mówienie o jakimś świecie niematerialnym, duchu, duszy – wykracza poza racjonalizm, jest nieracjonalne, jest jakoś z racjonalizmem sprzeczne.

Gdy przyjrzymy się jednak problemowi bliżej, zadamy choćby pytanie:
– A niby dlaczego?, możemy spostrzec, jak wątłe podobne twierdzenia mają podstawy
i że w istocie rzeczy są raczej uprzedzeniem, są przesądem.

Racjonalne nie jest wykluczanie pewnej rzeczywistości z refleksji, z badań, z “traktowania jej poważnie” – tak arbitralnie jak wyklucza się duchowość
(ograniczmy się tylko do tego, skrótu myślowego – słowa ogólnego).
Skłonni do tego są ludzie, kierujący się przesądami materialnymi – nie jest to racjonalne.
Skłonni do tego są ludzie, którzy nigdy “duchowości” nie doświadczyli lub doświadczali jej rzadko – a i wtedy raczej się jej przestraszyli czy doznali pomieszania.
W obcowaniu z nią, we wglądzie, w olśnieniu, w naoczności “cudownego” (to pozytywne określenia – negatywne, częściej przez nich wybierane to: halucynacje (co nie przeczy, że istnieją i halucynacje), ogłupienie, zwidy itd. (co nie przeczy, że istnieje i ogłupienie i istnieją zwidy) czy wszelakim innym doświadczeniu duchowym – przestraszyli się głębi/czeluści i/lub swojego (często tym bardziej im obcego, im bardziej żyją iluzją obiektywnego poznania w czysto materialistycznych kategoriach) własnego wnętrza.

Światopogląd materialistyczny, to tak naprawdę, w jego prymitywnym zawężeniu, owoc dopiero XIX wieku, początków rewolucji przemysłowej, uproszczenia mentalne i psychologiczne, zły owoc, który przyniosło Oświecenie.

Domagając się wszędzie standardu “powtarzalności eksperymentu” – właściwego w dalej trwającym paradygmacie dla nauk przyrodniczych (i rzutującego na humanistykę, czego kolejnym złym owocem jest m.in. dziwny status psychologii jako nauki w ogóle i wykluczanie z akademickości niektórych, tak naprawdę bardziej wartościowych, nurtów psychologicznych) to kolejne nieporozumienie.
Metody badawcze powinny być dostosowane do przedmiotu, który badają. Tymczasem zjawiska “duchowe” właśnie tym się przeważnie charakteryzują, że są niepowtarzalne, mają przymiot indywidualności. Metoda oparta o powtarzalny eksperyment naukowy jest tutaj całkowicie chybiona i służy sceptykom jako, równie chybiony, dowód triumfu, nad zjawiskami, które ignorują (ale te zjawiska nie ignorują ich, bo i sceptycy mają problemy duchowe). Aby badać podobne zjawiska należy wypracować inne metody badawcze i być może chwila, gdy zostanie to oficjalnie zauważone i usystematyzowane jest bliska.


Co tak NAPRAWDĘ jest racjonalne pisze choćby fizyk – teoretyk, znawca fizyki kwantowej i wielowymiarowej, prof. Arkadiusz Jadczyk niejako za motto swojego blogu – bo od tego zaczął pierwszy wpis – przyjął cytat z Poppera:

“Jestem racjonalistą. To znaczy, usiłuję podkreślać wagę racjonalności u człowieka. Lecz, jak wszyscy myślący racjonaliści, nie twierdzę, że człowiek jest racjonalny. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą oczywistą, że nawet najbardziej racjonalni ludzie są, pod wieloma względami, wielce nieracjonalni. Racjonalność nie jest cechą ludzką, nie jest też faktem o ludziach. Jest to *zadanie docelowe dla ludzi* – zadanie ciężkie. Osiągnięcie racjonalności, choćby po części, jest rzeczą trudną.

Choć nigdy nie sprzeczam się o słowa, nigdy nie definiuję słów, tutaj muszę wszakże wyjaśnić co rozumiem przez `racjonalność’. Przez racjonalność rozumiem po prostu krytyczny stosunek do problemów – gotowość uczenia się na naszych własnych błędach, oraz przyjęcie postawy świadomego doszukiwania się naszych błędów i naszych uprzedzeń.”

Ark poleca też w jednym ze swoich ostatnich wpisów dwie książki. Pierwsza aut. Rusłana Zukowca o mistykach w sufizmie. Жуковец Руслан – Великие мистики, как они есть. (w jęz. rosyjskim). A oto jej fragment:

“Ludzie żyją pragnieniami, a społeczeństwa – ideami, na których podstawie formułują konkretne pragnienia. Idee rodzą się jakby znikąd – ale czy tak jest w samej rzeczy? Twierdzę, że wszelki rozwój ludzkich społeczności jest inicjowany z góry, zaś idee przynoszą na świat ludzie, którzy stają się świadomymi lub nieświadomymi tych idei przewodnikami. Umysł człowieka działa kierowany przez nieznane,. Operując pojęciami otrzymanymi z zewnątrz i przyprawionymi własnym doświadczeniem. Gdy człowiek znajduje rozwiązanie problemu zewnętrznego, jak na przykład budowa mostu czy hangaru, do tego nie potrzebuje on ingerencji z góry.

Jednak gdy na człowieka przychodzi olśnienie, odkrywające zupełnie nową ideę, dotyczącą społeczeństwa lub kierowania życiem ludzi, to praktycznie zawsze jej pojawienie się w umyśle danego konkretnego człowieka jest inicjowane w górze. Wiedzą o tym pisarze, filozofowie i uczeni, ci którzy odkryli coś nowego. Wielu z nich mówiło o natchnieniu, lecz natchnienie nie zawsze odpowiada temu o czym ja tu piszę. Natchnienie jest wynikiem impulsu energii, impulsu popychającego człowieka do twórczości, domagającego by się w jakiś sposób wyrazić. Zwykle nie jest to połączone z owładnięciem jakimiś nowymi zdolnościami czy nowym pojmowaniem rzeczy. Natchnienie często nawiedza grafomanów i różnego rodzaju rzemieślników sztuki. Olśnienia natomiast doznają nieliczni, nawet spośród utalentowanych i twórców. I tylko poprzez olśnienie przychodzą do ludzi nowe idee, które prowadzą do zmian w życiu wielkich ludzkich społeczności.” 

Druga to “Archetypy Islamu”, Machut-Mendecka Ewa, Wyd. Eneteja 2006. A fragment z niej:

” Intuicja. Racjonalizm jest sufiemu obcy. W polu jego uwagi pozostają pozostałe orientacje, które wyraźnie się. ujawniają (niejako ze sobą “współpracują”) w czasie sufickiej drogi duchowej. Wydaje się, że najwcześniej dochodzi do głosu intuicja, i skoro wycisza się rozum, to ona daje możliwość poznawania i docierania do wiedzy. Zgodnie z koncepcją iluminizmu, jaka narosła wokół sufickich rytuałów, zaawansowany w swoich praktykach sufi potrafi tak bardzo koncentrować intuicję, że doznaje olśnienia, które – w mniemaniu mistyków islamu.jest stanem łaski, darem Boga. Te upragnione stany osiąga się dzięki nieustannym ćwiczeniom.”

& – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”).

Please follow and like us:
error0

NCnNC – odc. 18 (+ Mały Satanista)

Misją Jezusa było przywrócenie, wzmocnienie, ukazanie tej drogi i praktyczne jej nauczanie, a także, ubocznie, ustanowienie pewnej kultury intelektualnej, na pewien określony okres historii i rozwoju ludzkiej cywilizacji.

Na temat tego okresu czasu Jezus zapytywał samego siebie, czy przy jego końcu: „będzie jeszcze można odnaleźć na Ziemi prawdziwą wiarę”?

Czy gdy przyjdzie (powtórnie) Syn Człowieczy -odnajdzie jeszcze wiarę na Ziemi? [Ewangelia Łukasza 18,1]
Takie słowa wypowiedziane przez Chrystusa świadczą, że wątpił on, czy wiara przetrwa.

Tutaj, choć głowa dalej słabo pracuję, napiszę kilka słów ode mnie. Pisałem już o tym zresztą nie raz. Chodzi o wiarę.
Wiara, można powiedzieć, to dwuznaczna sprawa.
Bardzo często przynosi (przynosiła w historii) więcej szkody, niż pożytku. Gdy wiara wyłącza myślenie – to bardzo źle!
Gdy wiara jednak dodaje nam sił i motywacji, by zgodnie z tym, co przemyśleliśmy i zgodnie z obiektywnym poznaniem świata, ludzi i stanu rzeczy – czynić – to wtedy, mogę powiedzieć, dobra to wiara!

Gdy filmowy “Chrystus” Stalker w filmie Tarkowskiego, pod sam koniec filmu, narzeka na tych towarzyszy, których oprowadzał po Zonie, narzeka: “Oni w NIC nie wierzą!”, płaczliwie to mówi, żona uspokaja go i kładzie do łóżka.

plakat do filmu

Jest w Stalkerze kilka scen i kilka wypowiadanych przez aktorów tekstów, które warte są przypomnienia i komentarza.. Zaplanowałem sobie omówienie ich (choćby: muzyki, która tajemniczo oddziałuje na ludzkie uczucia, postaci Samego Stalkera, tego, co to znaczy, że tam “spełniało się to najbardziej sekretne ludzkie życzenie”, wiersza napisanego przez tego, który został nagle obrzydliwie bogaty, zakończenia, (skargi) żony, motywu córki ..) w jednym z pierwszych odcinków moich klipów, warsztatów, prezentacji wideo, w formie wizualnej, może na YouTube, bo na Vimeo to przecież poza samymi twórcami, to kto zagląda?
No ale kiedy ja to zrobię? Ciągle to przesuwam, wszystko ciągle się przesuwa, tak nie może być, trzeba wszystko, co zaczęte pokończyć i to jeszcze – koniecznie – przed końcem roku!

łóżko Stalkera i jego żony, w łóżku córka
Stalker nie zawsze sypia w łóżku

No więc – wiara się przydaje, ale wiedza jest lepsza. I prawdziwa wiedza się nie wyradza – tak niebezpiecznie jak wiara, że może owocować zbrodnią.
A jak wiadomo – liczą się owoce!

..

Tak więc Jezus miał połączyć to, co ludzkie z tym co boskie, w nim samym, i w ten sposób, już w makroskali, przywrócić łączność pomiędzy niebem a ziemią, dla wszystkich ludzi. Musiał zmierzyć się z wszelkimi trudnościami związanymi z wewnętrzną ewolucją człowieka w nim samym, tak by człowiek mógł nawiązać kontakt
i stać się podmiotem także tego, co boskie. Musiał przejść przez wszystkie stadia tej ewolucji w sobie samym, poprzez próby i błędy, zanim stał się doskonały;
o niekończących się wewnętrznych próbach, zwodzeniach i pokusach z tym związanych, mamy tylko kilka, fragmentarycznych wyobrażeń, ledwo mgnień.

[Nie pisałem ja o moich pokusach, zwodzeniach i próbach, tutaj? Ni mgnienia nie dałem? No to dam! Tak właśnie pomyślałem, że to przecież świetnie się .. ogląda, czyta, to się świetnie sprzedaje, oglądanie, czytanie o cudzych perypetiach? – prawda?
Ale tylko wtedy, gdy nie jest to zwierzanie się z cierpień, gdy nie jest to narzekanie. Bo po to co komu?
O tego rodzaju rzeczach należy pisać dowcipnie i pouczająco! To jeżeli tak – to tylko wtedy gdy na formę odpowiednio mądrą i odpowiednio dowcipną wpadnę – to wtedy zamieszczę. Może nawet będzie to więcej niż jedno mgnienie, jesieni. ]

I wszystko to miało miejsce w długim okresie, o którym mamy tylko pośrednie, znikome wiadomości, niektóre wynikają z końcowej fazy jego nauczania, jak wiemy wszyscy, przerwanego nagle i tragicznie ukrzyżowaniem [jak to jest przedstawione w powszechnie znanych nam ewangeliach – podkreślam: Marat Dakunin. A pisałem już, że co do faktów z życia, w tym ukrzyżowania – to ewangelie są manipulacją, nie ma w nich Prawdy!]

Tylko kilka detali wiemy o wcześniejszym okresie, ponad trzydziestu latach życia Jezusa. Na temat tego okresu Jezus i ewangelie generalnie milczą.

Są różne new-ageowe (czy inne, jak to nazwać, to mniej istotne) przekazy, na temat tego, co w tych latach nieznanych się działo. M.in. jakieś historie, że był w Tybecie, że uczył się w buddyjskim klasztorze itd. (hinduizm bardzo lubi przytulać obcych "bogów" - odwrotnie do "ekskluzywnych" i zazdrosnych religii zachodu; a co do buddyzmu - to w zasadzie jest przecież ateizmem, więc też może przytulić "obcego" - trochę inaczej..). 
Wszystkie takie historie - nagle odnalezione czy nam w przestrzeni nowych publikacji (5 Ewangelia itd. ?) papierowych czy internetowych, podane, nic wspólnego z faktami i Prawdą nie mają. Tak twierdzi źródło Kasjopejańskie.
I ja mu wierzę..
(Zabawnie to wierzę tutaj zabrzmiało, w kontekście powyższych wynurzeń na temat wiary, prawda? No cóż, nie można wiedzieć i zweryfikować wszystkiego, nie można wszystkiego w szczegółach poznać tak, by mieć czysto rozumowe przekonanie. Ale wiara - taka jak ta tutaj, moja, powinna mieć jednak inne podstawy niż jakieś "przeczucie" czy "zaufanie autorytetowi" (który daną sprawę poddaje do wierzenia - często nie dopuszczając sprzeciwu, często nie przewidując możliwości zadania jakichś pytań, a jeśli to tylko pytań potwierdzających, wygodnych dla już ogłosznej treści "do wierzenia", czyli pytań tendencyjnych, bo zawierających w sobie czy narzucających pewną istotną treść odpowiedzi). Wiara - podobnie jak indukcja (wnioskowanie od szczegółu do ogółu), by być dopuszczalną (bardziej), zyskać jakąś prawomocność, powinna być oparta na różnych dodatkowych przesłankach. Na przykład na koherencji - mam na myśli to, że co prawda, nie mamy bezpośredniego dowodu na coś, ale za tym, że to coś ma się tak, a nie inaczej, przemawia wiele innych faktów i rzeczy, które już bardziej mamy udowodnione, po prostu się z nimi "klei", do ogółu pasuje - a nie jest z tym wszystkim, co już zebraliśmy i wiemy na bardziej udokumentowanej podstawie, sprzeczne.
[Nie wiem czy dobrze robię, pozwalając sobie tutaj na szersze "od siebie" uwagi - bo cały czas bardzo jestem rozkojarzony i bardzo ogłupiały].


Nie wiemy gdzie mógł pobierać nauki podczas całego tego okresu ani od kogo mógł otrzymać wskazania dotyczące swojej misji i wypełnienia finalnego dramatu, w którym musiał odegrać główną rolę. Zapowiedź tego wszystkiego została ogłoszona przez Jana Chrzciciela, który jednak nie znał wcześniej Chrystusa, a także można ją odnaleźć w licznych symbolicznych wydarzeniach, opisanych w ewangeliach, jak choćby przy okazji przemiany wody w wino, poprzez słowa, które Jezus skierował do swojej matki: „Mój czas jeszcze nie nadszedł” (Jezus zwrócił się wtedy do Marii – „kobieto”, a nie „matko”).

Jednak i tak, niektórzy religijni ludzie, wyobrażają sobie, że Nauczyciel został ukrzyżowany z powodu Piłata (i / lub Żydów) – tak po prostu, niejako koleją pewnego przypadku.

Takie stanowisko jest oczywiście absurdalne. Jezus musiał odegrać zaplanowaną rolę, która została mu wcześniej przypisana. Zostało to zaplanowane, zaaranżowane.

Widać to jeszcze lepiej na przykładzie roli, którą musiał odegrać Judasz. Nie tylko misja Chrystusa została wcześniej dokładnie przygotowana. Także przecież apostołowie nie byli po prostu przypadkowo dobranymi ludźmi – nie zostali wybrani przypadkowo, ale też nie narodzili się i nie wzrastali przypadkiem, to wszystko było częścią zaplanowanej misji.

[Wg mnie powyższe słowa zawierają w sobie zarówna Prawdę jak i nieprawdę. Co – jest czym i dlaczego, to powinno wynikać ze wszystkiego, co tutaj piszę. Ale jeszcze o tym konkretniej napiszę (napisałem, też, ale nie wskazałem tam tego). Tak to jest bowiem, że pewne rzeczy – choć od początku są widome, kojarzy się i WIDZI – stają się później dopiero WIADOME – (widzi, że oznaczają TO COŚ – i rozumie to) dopiero PO FAKCIE – gdy coś się stanie już tak widome, że nierzadko: spada na głowę!
I o tym też napiszę! – bo to bardzo ważne i pouczające!]

jest to fragment nieba, jak to u mnie standardowo..

Teraz: w najwcześniejszych nawiązaniach do okresu dojrzewania Chrystusa, jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości i postawie (rozwadze moralnej)”.
Jezus rozwijał się etapami.

U Łukasza jest powiedziane „Dziecię wzrastało i przepełniało..w łasce” (Łukasz, 2, 52).
Łukasz, który nigdy nie widział i nie poznał Jezusa, także odnotowuje jego pierwsze słowa, gdy został znaleziony w Świątyni w wieku lat dwunastu przez jego ojca i matkę, po poszukiwaniach trwających 3 dni
[te 3 dni, naśladujące 3 dni związane ze Zmartwychwstaniem, także tutaj wyrażają pewną całość, kompletność etapów, w tym wypadku etapu dojrzewania].

Jego matka miała powiedzieć: „Synu, dlaczego nas tak traktujesz? Czy wiesz, że z ojcem poszukiwaliśmy cię zatroskani?”.
Na co Jezusa miał odpowiedzieć: „Czyż nie wiedzieliście, że jestem w domu mego Ojca”?
Odnotujemy, że uwidacznia się tutaj różnica między „ojcem na ziemi” a
„Ojcem w Niebie” – to jest różnica pomiędzy pierwszymi, ziemskimi narodzinami
i wyższymi, Drugimi Narodzinami, które to są, jak powiedzieliśmy, centralnym przedmiotem nauczania Chrystusa.

Nawet w wieku 12 lat, ci, którzy słuchali go w Świątyni byli zdumieni jego rozumieniem spraw bożych (Pisma, Tory) i mądrością odpowiedzi.

I tutaj napiszmy coś, co warto wiedzieć: w swojej autobiografii, Józef Flawiusz, historyk żydowski utrzymywany suto przez Flawiuszy, tak – ten – jeden z tak bardzo nielicznych historyków starożytnych, którzy wspominają w ogóle o kimś takim jak Jezus Chrystus (pozostali to: Swetoniusz, Tacyt.. i ..) i cokolwiek na temat wydarzeń odnotowanych w ewangeliach, pisze, że on sam to (Józef, Flawiusz – nazwany tak od swych mecenasów
i sponsorów) – tak bystry był, że mając 14 lat – biegle rozprawiał z uczonymi w piśmie.
Co nam to mówi? Czyżby to przypadek, koincydencja?

Maurice Nicoll kończy ten ustęp:
Tak więc, idea, że Jezus wzrastał, rozwijał się wewnętrznie, jest dość wyraźna. I powinno być także dość jasne, że musiał minąć stosunkowo długi okres czasu, by jego rozwój stał się pełny i aby osiągnąć taką doskonałość, nazywaną w ewangeliach chwilą jego wywyższenia.

Tutaj kończę parafrazę tego fragmentu z “New Man” Maurice’a Nicoll’a.

Światło w konarach drzew rysuje czasem obrazki. Co tutaj widzimy? Czy coś związanego z wiarą? Po lewej, kiedyś, wydało mi się, że to Madonna z dzieciątkiem. Po prawej – Chrystus w koronie cierniowej – na kolanach (spętany łańcuchami). Ale też mi się zdało, kiedyś, że ta korona cierniowa to jak ufo trochę wygląda.. A jak inaczej spojrzeć to wcale nie Chrystus ale coś innego – i głowa gdzie indziej. Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie? Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Obrazek można zobaczyć większy, wygodniej, klikając powyżej myszki prawym klawiszem i: otwórz grafikę w nowej karcie (itp., w zależności od przeglądarki internetowej)

Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie?

Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Po namyśle postanowiłem tego wpisu tak nie kończyć, ale dodać jeszcze – obrazki – oraz kilka zdań wyjaśnień (choć ryzykuję, bo w nie najlepszej jestem dalej formie intelektualnej).

ten obrazek dodaję dla siebie, dla chwili jasności umysłu

No więc, cały przekaz ewangeliczny, a co za tym idzie, całe dzieło objaśniania przypowieści ewangelicznych – jednak jest – jak widać, nieodłącznie w kontekście ewangelicznych kolei życia, w tym tzw. ukrzyżowania. Ukrzyżowania miały miejsce: była to stosowana wtedy przedśmiertna tortura. Narzędzie egzekucji: tortury kończące się śmiercią. Natomiast jeśli chodzi o “ukrzyżowanie Syna Bożego” i jego eschatologiczny, teologiczny, filozoficzny sens – to muszę jasno napisać, że taki sens nie istnieje. Przedstawianie tak wydarzeń to kłamstwo. Bardzo szkodliwe, psychologicznie, na różnych poziomach, bardzo złe owoce dające, co widzimy z historii.
Sens to ma – ta cała historia – ale raczej taki, jaki w erystyce mają najbardziej odwracające kota ogonem (sofistyczne – ktoś by powiedział) argumenty!
(erystyka różni się od dialektyki tym, że w erystyce dozwolone są wszelkie metody by wygrać spór – nie chodzi bowiem o Prawdę – ale o zwycięstwo w sporze).
Inaczej: jest to dzieło przewrotnej inteligencji stworzone i podane – do wierzenia, bo jak się szerzej w obszarze “wiedzy” rozejrzeć to nijak przemawiających za tym argumentów czy dowodów historycznych nie można znaleźć, a jeśli już – to sprokurowane lub sfałszowane! I inteligencja tego pomysłu jest doprawdy diabelsko celna!

Niniejsza fotografia jest podkolorowana przeze mnie. To jest jeden wyjątek – i go zaznaczam. Żadnych kształtów na fotografiach tutaj prezentowanych nigdy nie zmieniam, nic nie dodaję, nie wymazuję, nie poprawiam. Tutaj także żadne kształty, formy, tworzone przez chmury – nie zostały zmienione! Zastosowałem tylko filtr gradacyjny, który częściowo podkolorował miejscowo (na czerwono itd.). Może to zresztą niedobrze, że podkolorowałem. Następnym razem dostarczę oryginał i może omówię dodatkowo.

Jak tutaj wyżej stwierdza mocnymi słowy Maurice Nicoll – Jezus musiał przejść cały proces doskonalenia.
Skoro “nawet On”, to oczywiście i każdy z nas. Był w moim życiu taki okres, w którym – tak mi się wydawało wtedy, intelektualnie dla mnie satysfakcjonująco wypracowałem sobie odpowiednie sensy teologiczne i filozoficzne – dotyczące ofiary “Syna Boga” – ukrzyżowania. W dużej mierze na zasadzie “absolutnego stania się człowiekiem do końca – w sensie także największego cierpienia, właściwego dla człowieka” oraz rodzaju “rozgrzeszenia / pokuty Boga (Boga Ojca)”.
Jest dla mnie – nadal – kwestią wielkiego zadziwienia – że można na poważnie porządkować sobie myślowo pewne “fakty”, które się zasłyszało – od dzieciństwa –
i w które się “jakoś wierzy” – tak, że wydają się intelektualnie zadowalająco uzasadnione.
Jest pewnym paradoksem, że koleje losu (koleje blogowego pisania) spowodowały,
że o tak istotnej kwestii – wypadło mi pisać – w tak kiepskim, auto-diagnostycznie, stanie umysłu. Może jednak tak powinno być? Czy masz szukać uzasadnień dla “nie zrobienia”? – chyba nie byłoby to właściwie.
Ale na tym – wyżej – szczupłym wyjaśnieniu – pozostanę.

Może tylko dodam jedno, prywatne, intymne, wspomnienie.
Zadziwiające wręcz, jak różne ważkie sprawy z dzieciństwa (z okresu od kiedy się pamięta, ok. 4 lat w moim wypadku) zacierają się nam w pamięci. Gdy jakoś sobie o tych kwestiach przypomnimy – okazuje się, że (!) odpowiadają one na nasze obecne, dorosłe (bardziej dojrzałe, czy może lepiej: zadane przez bardziej doświadczone socjalizowane – choć ja jestem coś jakby pustelnikiem od ok. 8 lat – “ja”) pytania, zwykle poprawnie. Podsuwają nam właściwe rozwiązania. W moim wypadku, mogę powiedzieć: zgadzają się, harmonizują, z tym – co spotykam, jako daną informację – będąc już “dorosły”.

symbol całodobowej apteki

No więc, byłem ostatnio z Mamą na pięknej wycieczce (udało mi się ją zaplanować i zorganizować tak, że chyba mama rzeczywiście ma teraz dobre wspomnienia). Był czas na kilka rozmów, tak jak dorośli rozmawiają między sobą. Bardzo rzadko, czasem do końca życia, jest okazja, by dzieci mogły w ten sposób porozmawiać ze swoimi rodzicami. I tym razem, pośród różnych tematów i wspomnień (niektóre dotyczyły młodości mamy i okresu “przed poznaniem Taty” – taka tematyka chyba jest szczególnie rzadka w rozmowach między rodzicielami a potomkami) mama przypomniała mi, jaki byłem nieznośny, niewychowany, w okresie gdy pierwszy raz miałem chodzić na zajęcia z religii.
Był to okres ok. 6 roku życia. 7 lat – to już pierwsza klasa szkoły podstawowej i przygotowanie do I Komunii Świętej.
Pamiętam salkę przy plebanii (parafia św. Mateusza), do której dzieci chodziły na religię – szkoła była nieopodal (nie chodziłem do przedszkola, ale do “Zerówki” już chodziłem).
Mama opowiedziała mi jak bardzo narzekała na mnie babcia, mówiąc rodzicom, Mamie, jaki jestem “nieznośny” i “niewychowany” – gdy chciała mnie zaprowadzić na lekcję religii. Ponoć przy tej okazji opowiadałem jakieś koszmarne głupoty, od których włos się jeżył Babci na głowie, a oczy przygodnych ludzi to słyszących (sióstr zakonnych, księdza, czy innych rodziców odprowadzających dzieci do salki katechetycznej) stawały w słup. Coś że “to kłamstwo”, “ksionc kłamie!”, że “pluję na krzyż, wcale nie święty!’ i tym podobne.
I skąd coś takiego w 6-latku. Poddanym przecież wychowaniu. Babcię ogarnęła – przy kilku takich występach – taka zgroza, że od tej pory, Mama, choć rano miała obowiązkowy dojazd do pracy (zootechnicznego zakładu doświadczalnego) długi i bardzo uciążliwy, to jednak musiała mnie odstawiać na te lekcje religii. Babcia tego – absolutnie przeżywać nie chciała.

Mama (daleko w tle) na Pilsku – krzyże na górze Pilsko nieopodal Korbielowa, rok 2017
tutaj można zobaczyć większe i powiększać sobie lupką https://www.flickr.com/photos/maratphdakunin/37382563476/
niebo i chmury
Jerozolima 2019, Droga Krzyżowa w Jerozolimie: za odpowiednią opłatę pielgrzymi mogą dostać (z jakiegoś biznesu który takie krzyże trzyma i wypożycza) duży krzyż do poniesienia – ale jeden, więc wszyscy chcą nieść – i tak idzie się lżej…hm…
Jerozolima, styczeń 2019 – ten pan jednak dostał swój osobisty krzyż, widać musiał swoje zabulić..

W “Alfa Omega” (film fabularny z akcją surrealistyczno – symboliczną, reż. Marat Dakunin, Polska 2007) też jest nawiązanie (i teraz zdaję sobie sprawę, że to była raczej, w sferze “zaakceptowanego stanu rzeczy” – prekognicja. Choć zależy w którą stronę patrzeć, bo jeśli w stronę dziecięcą – to raczej – późnawa reperkusja..).

Natomiast w prawie arcydziele filmowym Alejandro Jodorowsky’ego “Święta Góra” (1973 r.) jest cały symboliczny, błyskotliwie prowadzony i takoż zilustrowany scenograficznie, wątek..

kadry z filmu “Święta Góra” (Holly Mountain) w reż. Alejandro Jodorowsky’ego.

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0

Zaćmienie umysłowe i mary przeszłości oraz Spektralna Teoria Boga, Duszy i Świadomości

Tak, te Mary to się tutaj nieprzypadkowo pojawiły..
Ale nie będę tutaj pisał o Mary, Marry Lou.

Skończył się sierpień i przestało mi się w miaro jasno myśleć i celować.

I co jeszcze?
Ano, zbyt kontemplacyjne mam w takich okresach podejście do Wszystkiego –
a za mało aktywne.
Chcę (muszę – skasowane po namyśle) się poprawić! (dopisane 21.09. a poprzednie bluźnierstwo skasowane)

To co było, jest i będzie – i że trzeba (należy) aktualizować potencjalne.
Ku najwyższemu Dobru Wszystkiego.

obraz olejny, chyba 1997 rok


Może nie jest to, aż tak, że ktoś mi w głowie zdalnie grzebie i nie tylko myśli moje – znając – odpowiednie podrzuca, ale i odpowiednie nastroje wywołuje, jak tutaj – w syntetycznej telepatii :

Masakra, nie?
A przecież wypowiadający się jest dość wiarygodny..
Poza tym pasuje mi to z doświadczeń osobistych, do tematu mar.. (czy też Marry).

Nie wiem czy do końca słusznie robię, ale może z tego jakiś pożytek będzie i ktoś się zacuka albo się komuś coś skojarzy..
W każdym razie w latach 2013-2014 miałem dość znaczne zaćmienie umysłowe (i nie tylko) i zacząłem konstruować (przemyśliwać) oraz notować m.in. taką teoryjkę, którą nazwałem “SPEKTRALNĄ TEORIĄ BOGA, DUSZY i ŚWIADOMOŚCI”.
Miałem to udoskonalić, poprawić błędy i literówki, rozwiązać kilka istniejących tam niewyjaśnionych dylematów i ogólnie rozszerzyć. Jeszcze nawet w 2016 roku się zastanawiałem, czy do tego nie wrócić. W końcu jednak zdecydowałem, że choć pewne przesłanki były słuszne a nawet prawdziwe, to całościowo ta teoryjka szła w złym kierunku i poza tym szkodliwym.
Będąc wynikiem zaćmienia umysłowego.
Ale, teraz tak pomyślałem, warto to, z odpowiednim oczywiście zastrzeżeniem i przestrogą, przypomnieć, w tym kontekście, że teraz pewne ślady zaćmienia umysłowego się pojawiają, po tym lecie.. Muszę sobie z nimi jakoś poradzić.

Tak więc, może się to przyda choćby do tego, by prześledzić pewnego rodzaju skrzywienia ..
Nie poprawiona, z literówkami i ogólnie wstyd pokazywać, ale z wszystkimi tymi zastrzeżeniami pewne dwa, trzy akapity może tam warte są przypomnienia, w tym ogólnym pomieszaniu. Można zobaczyć np. tutaj TEORIA SPEKTRALNA NOTATKI i WYKRES- PDF

tak, żeby coś przeczytać, można zobaczyć – prawy przycisk – pokaż grafikę

Lub też ten schemat większy czytelny można zobaczyć tutaj.

Szukałem takiej ładnej okładki spektralnej, którą kiedyś zrobiłem, ale
nie znalazłem, jak znajdę, to wrzucę, domeny gdzie się pisało (Np. portal
liternet.pl – nie działają).

A teraz to wrześniowe, przedjesienne, pomieszanie mi po przebudzeniu się z mary sennej, takie podsunęło myśli:

Dusza istnieje na wszystkich (7) poziomach istnienia,
natomiast to, co przeżywam teraz jako wcielenie jest określonym wycinkiem spektrum świadomości.

Stąd też istnieje możliwość (pewna i pod pewnymi warunkami)
kontaktu – w dół i w górę (rozmowa z naturą, łączność
z aniołami, Źródłem).

Nastręczało się pytanie: Dlaczego jestem tu gdzie jestem i widzę to, co widzę,
wiem i doświadczam tego, co wiem i doświadczam – czyli
pytanie o to, dlaczego jestem akurat w danym wycinku spektrum
i ten przeżywam?

Zróbmy eksperyment myślowy i przyjmijmy, że to, kim jestem, i jaki jestem, jest tym aspektem (tymi aspektami) duszy, które muszą się jeszcze doskonalić.

I na teraz, w tym przed-jesiennym pomieszaniu, to mi wychodzi, że głównie chodzi o to:
– pomieszanie (praca nad koncentracją na celach), dyscyplina
– lenistwo, rozproszenie
– eliminacja podrzucanych negatywnych schematów myślowych i …nastroju (łatwo powiedzieć!)
– ze sferą obsesyjną (uczuciową) mniej – ale może ktoś bardziej nad tym powinien się skupić?
No bo, w sumie, piszę – dla siebie też, ale nie tylko..

Poza tym, polecam posłuchać to tutaj:

Facet poza fajną ironią i ładnym tłumaczeniem dualizmu (początek)
interesująco odpowiada na mój stary dylemat: co na poziomie gdzie
nie istnieje czas (czas jest iluzją) porządkuje rozwój/ewolucję:;odpowiada na to prosto ;
jest to po prostu przyrost wiedzy (rozumienia) .
Nie wpadłem na to wtedy.
Ten materiał można uznać za naprawdę pożyteczny, tak mi się wydaje, wg mojej wiedzy.

Dodaję jeszcze taki tekst: skądś go sobie skopiowałem (?) i zapisałem w notatniku, można powiedzieć, że koresponduje w pewnych aspektach z tym, co piszę wyżej, ale ZA NIC NIE MOGĘ SOBIE PRZYPOMNIEĆ – co gdzie jak – sprawdzałem w google i też jakoś nie wychodzi. Wrzucę go jednak, dla eksperymentu:

To konkretne "Ja" które podróżuje teraz…nawiązanie:
Dusza jest owocem z którego wzrasta Nasienie Świadomości. Inaczej dusza która sie rozwija zgodnie z Boskim Planem Stworzenia staje się dojrzała. I juz dojrzała dusza nie wciela się cała w Materię a jedynie wciela swój aspekt ten który jeszcze wymaga pracy. Ma to tez role ochronną czyli to co duszy niedojrzałej zapewnia właśnie portal organiczny ( Para Rodzicielska).

Można to też inaczej nieco wyjaśnić, po prostu eksperymenty genetyczne mogą stworzyc ciało ale nie stworzą duszy bo dusza jest ZRODZONA a nie stworzona i cała ta historia grzechu pierworodnych sprowadza się do zablokowania portali z duszami inaczej KRADZIEZY DUSZ BOGA.

Jeśli ciało powstało z powodu ducha, to cud; jeśli duch dla ciała, to jest cud cudów. Ale dziwię się temu: jak tak wielkie bogactwo zamieszkało w tej nędzy...

Zrozumiałam także, że gadzie istoty są ważną cechą oraz częścią Planu Najwyższego. Wykonują swoją rolę w specyficzny sposób. Są inteligentne, sprytne, wyślizgujące się, jak na węże przystało, skore do manipulowania tymi, którzy się ich zabobonnie boją, lub wierzą w nie jak w potężne, straszliwe, wszechmocne bóstwa. W ten sposób utrzymują w świecie lęków i samopotępienia mnóstwo duchów zbrodniarzy, samobójców, ofiar nie potrafiących przebaczyć swoim katom… są niejako dozorcami piekła

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 16 – Czy ewangelie to Prawda?

Zamieszczam okładkę, pierwszą stronę wstępu i pierwszą stronę rozdziału biografii ucznia Gurdżijewa, Maurice’a Nicoll’a (aut. Samuel Copley)

Maurice Nicoll miał specjalny szacunek do ewangelii i włożył wielki wkład w ukazanie ich prawdziwego, wewnętrznego, ezoteryczno – psychologicznego znaczenia.

Chciałbym tutaj podkreślić jeszcze raz, że nie zajmuję się wiarą, nie zajmuję się religią, kontynuując tutaj cykl “Nowy Człowiek na Nowe Czasy” prezentuję parafrazę dzieła Maurice’a Nicoll’a “Nowy Człowiek”, z moim, często obfitym, komentarzem.

Mój komentarz oraz pewne dopowiedzenia (unikam natomiast oczywistych zmian, które wykrzywiłyby lub przekłamały tekst oryginału) mają na celu odciążyć prezentowane treści ze znaczeń religijnych i odwołań do dogmatów czy też faktów (choćby z życia Jezusa), które przyjęło się przez wiele wieków uważać za Prawdziwe.

Choć może powinienem doprecyzować, bo słowo “odciążyć” w odniesieniu do oryginalnego opracowania Nicoll’a jest niesprawiedliwe. Nie o to chodzi, że jego rozumieniu i jego wyjaśnieniom psychologii i znaczeń ewangelicznych można coś zarzucić, chodzi o to, że – czytelnik może naturalnie iść w kierunku swoich dogmatycznych i faktograficznych skojarzeń. Jest też jeszcze jedna kwestia: Nicoll mianowicie – gdy pisał to co pisał, nie dysponował jednak pewną wiedzą, opartą na nowszych badaniach naukowych i innych, dotyczącą historiografii biblijnej ale i dotyczącą innych, zweryfikowanych pozytywnie przekazów. Gdyby dysponował, zapewne wtedy sam, pewne kwestie odpowiednio by zaakcentował.
Ponieważ jest – jak jest – staram się czynić to ja – w parafrazie – a czynię to tylko i wyłącznie ze względu na Prawdę i Dobro Czytelnika.
Brzmi to bardzo zagadkowo, za co przepraszam, ale temat jest bardzo poważny

i jednak obszerny – podjęty zostanie w przyszłości, gdy przyjdzie na to pora i miejsce.

Wg mojej wiedzy – prawdziwe one nie są, a całe ewangelie są kompilacją,
i to kompilacją nie tylko ze złą wolą modyfikowaną i redagowaną, ale nawet ze złą wolą, manipulacyjną, stworzoną.
Pisałem o tym tutaj na tym blogu, niekiedy jednak nie wprost, w metaforycznej i literackiej formie – na przykład tutaj – pisząc o LEWICIE.

Niemniej, techniki manipulacji od dawna pozostają podobne i Prawdę (w różnym procencie i zagęszczeniu) łączy się z kłamstwem.

Ewangelie, choć, z tego co wiem, co do życia i faktów z życia Jezusa i innych faktów tam podawanych, są zmyśleniem i wzorują się na różnych innych dawnych historiach, hagiografiach i mitach, to jednak – posiadają tą znaczną część Prawdy Odwiecznej, by mogły oddziaływać duchowo i przemawiać do człowieka, do ludzi – od wieków.

Ta Prawdziwa część to przede wszystkim przypowieści i parabole ewangeliczne, które mieszczą niedającą się przecenić i zawsze (szczególnie teraz, w obecnych Czasach!) aktualną wiedzę o psychologii człowieka i jego duchowym i moralnym rozwoju.

Jednak manipulacje i zakłamania winne są w znacznej mierze (i symbolicznie) temu, jak przemawiają i dlaczego całe chrześcijaństwo od ponad 1500 lat wygląda jak jedna wielka parodia tego, co zostało naprawdę przekazane, szczególnie w sferze etycznej.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – Odcinek 15

Zaczynamy więc następną część – po wstępie – “Nowego Człowieka”,
psychologicznej interpretacji przypowieści ewangelicznych
(ich ezoterycznego, “wewnętrznego” znaczenia) pióra ucznia
G. Gurdżijewa, Maurica Nicoll’a.

Jest to parafraza – tłumaczenie niedokładne (w pewnym sensie twórcze),
z moim – raz obfitszym, raz bardziej lakonicznym, komentarzem.

Przypomnę też, że Jezus, jaki się tam (i tutaj) pojawia
– szczególnie w moim komentarzu – jest jednym z tych,
na pewno bardzo znaczącym, którzy ten Wyższy Poziom bycia osiągnęli.

)Abstrahuję tutaj w znacznej mierze od wszelkich religii i wierzeń, skupiam się na warstwie psychologicznej i praktycznego doskonalenia człowieka – jego umysłowości (jego Rozumienia – co wielokrotnie podkreśla Nicoll, człowiek jest w istocie tym, czym jest jego rozumienie), jego uczuć (w tym przede wszystkim uczuć moralnych, jego wewnętrznej etyki – która oczywiście najdonioślejsze znaczenie ma wtedy, gdy jest praktyczna, gdy przejawia się na zewnątrz).

Naszym ideałem jest człowiek – monolit, który udoskonalił swoje “Ja”, ograniczył – wyeliminował inne, współgrające w nim “osobowości” (demoniczny legion małych “ja”), czego ukoronowaniem jest osiągnięcie prawdziwego kontaktu ze swoim “Wyższym Ja” – Duszą – osiągnięcie bycia Indywidualnego (Indywidualność jest czymś więcej niż osobowość”).

Naszym ideałem jest też przeciwieństwo hipokryty – człowiek który mi osobiście, co do tej cechy, czy też więcej niż cechy – tego rysu nadającego mu czy spajającego jego Indywidualność – jest i był bliski od dawna (rysu kamiennego, ostrego – o “krystalizacji” jako swoistym udoskonaleniu osobowości pisał często prof. Arkadiusz Jadczyk. Zob. przykładowo piękny wpis blogowy “.. O tym jak znaleźć prawdziwą miłość Duszy)

Taki oto wstęp do tej dalszej części właśnie (2:03 w nocy, 12 września AD 2019) udało mi się zaimprowizować.. i na teraz, wydaje mi się, że oddaje on satysfakcjonująco to, co myślę w tym temacie.

I myślę, że tym razem – na tym wstępie, pozostanę, dodam jedynie do tego, krótkiego w treści odcinka – kilka elementów wizualnych.
Choćby – takiego oto – Jezusa..

Plakat do filmu “Stalker” Andreja Tarkowskiego
jw.
jw.
jw.

i

jw.

Please follow and like us:
error0

Z Domu do domu

Wróciłem z Domu do domu.

kule bilardowe – bile (kadr z filmu Pomiędzy 1/2″)


No, jeszcze nie w tej największej, najważniejszej skali, wtedy napisałbym zapewne: „Wróciłem z domu do Domu”.

Teraz akurat kolejność przydania większego znaczenia (zaszczytnego – ale nie zawsze) nadałem odwrotną, gdyż wracałem z domu rodzinnego do miejsca, mieszkania, w którym obecnie sam mieszkam (dosłownie). Ten dom, gdzie dalej mieszkają Rodzice, gdzie spędziłem wiele lat, choć nie jest to dom, w którym się wychowałem – taki dom (kamienica) jest gdzie indziej i nie o nim teraz pora pisać, choć też łączy się jakoś z tematem (w inny sposób); w każdym razie nie o konkretny architektoniczny wytwór tu przede wszystkim chodzi (choć trudno zastąpić pewne ukształtowania duszy czy pamięci gdy było to w tajemniczym ogrodzie za domem etc.etc. – czymś trywialnym, więc i Miejsce ma WPŁYW)

Także wg G. Gurdżijewa na to, kim człowiek zostanie (czy “osoba” stanie się człowiekiem w pełnym znaczeniu) i jaki będzie indywidualnie, jakie ma na to szanse (lepsze lub gorsze – na stanie się prawdziwym indywidualnym człowiekiem) wpływ mają najróżniejsze obiektywne warunki początkowe: z jakimi nauczycielami i edukacją dane mu było się spotkać w najwcześniejszym okresie (to oczywiste) czy też właśnie w jakim miejscu jego charakter się kształtował, jakie wrażenia wizualne, audialne, naturalne, otaczały go w okresie dojrzewania i dorastania..

kadr z filmu “Pomiędzy 1/2”


Do głowy przychodzą choćby, nie mające nazwy, wrażenia, snujące się pomiędzy niedookreśloną świadomością historii rodziny, kraju i narodu (dziecko spogląda czasem przypadkowo na umieszczona na  ścianach portrety, czasem historyczne sztychy, obrazy religijne, w niektórych domach – jakieś symbole przeszłego statusu (herby etc.), dziecko same snuje na temat widzianego (wrażeń, impresji) swoje własne historie, domyśla się znaczeń, czasem zapyta o to rodziców lub osobę starszą, ale odpowiedź, która się zdarza, najczęściej jest zbyt skomplikowana pojęciowo czy językowo (co nie znaczy automatycznie cenna i mądra), albo nieporadna, albo precyzyjna i prawdziwa, ale dziecku nic nie mówiąca, ze względu na brak jeszcze własnych odniesień. Najlepsze może są odpowiedzi zagadkowe.., prawie każda zresztą może się taką stać – i później, jadąc dalej wśród młodocianych zabawek na drodze domysłów i zabawy w budowanie wiadomości – dziecko snuje sobie prywatne historie i fabuły, i charaktery i zdarzenia, i motywy i racje i może nawet jakieś imponderabilia i jakieś spirytualia – zainspirowane wrażeniami, tym co otacza ja w pokoju dziecięcym na ścianie, w formie i zdobieniu mebla, w przypadkowej uwadze którą usłyszało, a która jemu tylko bardzo kojarzy się z dawno nie działającym zegarem z kukułką, który wisi już tylko jako ozdoba, nie licząc czasu – czasu dlań już nieistniejącego..

z książeczki o zabawkach

Rozpisałem się – a miałem tylko napomknąć, że wróciłem z Domu do domu.

Wina rozkojarzenia, bo są pewne problemy, trudne, a także tajemnicze
i zagadkowe.
Ale przede wszystkim trudne i bolesne.
Chciałbym je móc, pomóc jakoś rozwiązać, przyczynić się do tego, by przestały zabierać osobom mi bliskim energię i narażać na zmartwienia i nerwy..

Mocne więzy, mocne i tajemnicze, łączą dzieci i rodziców.
I nawet pewne ludowe lub inne przesądy czy powiedzenia z tym związane, wiele, ma dużo racji. Nawet to, że syn może wyczuć przez ścianę i różnicę poziomów (pięter) bicie serca matki..

kadr z filmu “Pomiędzy 1/2”

Przypomniał mi się krótki film, który lubię chyba najbardziej, z tych wszystkich, które amatorsko nakręciłem w zeszłej dekadzie. Występuje w nim wiele postaci z dziecięcego pokoju – czy raczej dawnego domowego salonu. Choćby wielki czarny stół – akurat przy tym masywnym, rozkładanym stole z czarnego dębu bawiłem się jako dziecko, w jego zakamarkach pamiętam, pod blatem, chowałem różne karteczki i bardzo czekałem na Boże Narodzenie, gdzie wielka choinka (w kamienicy z wysokimi sufitami) przystrajała wszystko królewsko.
Występują w tym dziwnym filmie też inne rekwizyty kojarzone z dzieckiem, ale także z osobą już bardziej dorosłą, będącą dalej na drodze życia – dojrzewania czy dorastania.. ale do czego?

[Jedni powiedzą: do pełni człowieczeństwa, inni: do śmierci, jeszcze inni: do wiecznego powrotu.. A ja bym może powiedział o tym większym finale (w drodze do finału finałów): do kolejnej, radośnie i owocnie zakończonej zabawy, pełnej uczuć i śmiechu..(?)]

Miałem tak jako dziecko, że wydawało mi się, że wszystko żyje, posiada świadomość. Stąd też, martwiło mnie nawet, gdy – nie mówiąc o zwierzątkach (pamiętam ratowanie małej myszki, starała się mama mnie jakoś pocieszyć, myszkę próbowaliśmy karmić pipetką..) – nawet niektóre martwe rzeczy mogły wg mnie cierpieć czy „czuć się źle”.
W tym kontekście żałowałem pamiętam – na przykład – pękniętej piłki, nie dlatego, że szkoda, bo nie przyda się już do kopania, ale dlatego, że piłka jest chora a może nawet umiera.. i przeżywałem to, do pewnego stopnia.

pęknięta bombka – kadr z filmu “Pomiędzy 1/2”


W filmie (14 lat temu, 2005 r.) starałem się jakoś to pokazać – poprzez pęknięcie ozdoby choinkowej (bombki*) i jej.. pogrzeb..
Pękniętą bańkę, honorowo, na marach, niosą ołowiane żołnierzyki (żołnierzyków miałem sporo, ale ołowiane akurat to nie do końca moja epoka dzieciństwa, więc specjalnie do filmu kupiłem je wcześniej  na allegro…).

kadr z filmu “Pomiędzy 1/2”

Rodzicom jestem bardzo wdzięczny, że chyba – najpiękniej i stając dosłownie na głowie (w tamtych czasach – pierwsza połowa lat 80 w Polsce, PRL, po stanie wojennym, w sklepach nic albo jeszcze gorzej niż nic..itd.) zadbali o moją wyobraźnię – bawiłem się wszystkim i na dużą skalę, mama robiła mi kostiumy, stroje, kombinowano skądś narzędzia, makiety, rekwizyty, jakie sobie uwidziałem (a w co się nie bawiłem.. to temat na.. poświęce temu jeszcze zupełnie specjalne wspomnienie, przyjdzie na to czas) .
Sam opis tego wypełniłby księgę komponowaną wg “każdego dnia w roku”.

Tylko przykładowo – miałem rozbudowane laboratorium chemiczne (rodzice pracowali wtedy w zakładzie – pracowni badań biochemicznych), późniejsze skomplikowane aparaty użyte zostały nawet jako rekwizyty w filmie, takie jak choćby ten:
Licznik kropel,
na potrzeby metafory filmowej
i jej sekretnej historii nazwany przeze mnie “Licznikiem Łez”

kadr z filmu “Pomiędzy 1/2”


A to ten krótki, ok. 10 minutowy film, pokazywany był m.in. we Włoszech, na festiwalu “filmowej poezji”.

Ale nie film jest tutaj najważniejszy, a nawet ważny.
Ważne jest co innego.

Bardzo kocham moją Mamę i mojego Ojca i chcę żeby spotykały ich już – tysiąckrotnie zasłużone – już tylko radości i – ewentualnie – miłe niespodzianki. I tylko takie.
M.

* rozwalenie bombki – rekwizytu do filmu, na potrzeby zagrania jej “pogrzebu” – nie było przyjemne. Powinien być napis na końcu: “W tym filmie nie skrzywdzono żadnych zwierząt, ale skrzywdzono choinkową ozdobę”.

Please follow and like us:
error0

Jesienne sprzątanie i planowanie, cele ludzi, Duch Matejki i Ecce Homo

Jesień idzie, pod koniec sierpnia zeszłego roku jeszcze koty się wyraźnie prężąc ogony na dachu na przeciwko żegnały letnio ze mną, zapowiadając tegoroczne lwy..

I jakoś mi się zawieruszyły tutaj starsze fotografie, i to nawet jedna mojego Taty, nie wiadomo dlaczego, może dlatego, że jesienne,
a jesienne do jesiennego ciągnie, to według takiej zasady, że podobne przyciąga podobne (ale zasada, że przeciwności się przyciągają -też ma swój moment triumfu, pisałem ja i o tym, ale nie pamiętam dokładnie gdzie i jak..muszę sobie przypomnieć, to napiszę znów i może składniej i sensowniej).

Fotografia mojego Taty Bogusława – wykończona i sksiężycowana przeze mnie już.. czy zepsuta?
a to też – po lecie – w 2012 roku – na konińskim jeziorze chyba – stateczkiem dla gości OKFA – festiwalu kina niezależnego i amatorskiego w Koninie – bardzo to był dla mnie okres nieciekawy, .. nie ma co wspominać, miałem tam taki króciutki film – którego nikt nie zrozumiał – bo i nie był z mojej winy najlepiej zrobiony do rozumienia pewnie, kto chce może rzucić okiem;
W opisie (obraz się powinien sam obrazem wypowiadać, to też i w filmie tylko jeden moment jest, gdy ktoś coś mówi, tzn. słowami), 
napisałem coś takiego, ale raczej niepotrzebnie:

W doktrynie chrześcijańskiego kościoła powszechnego, człowiek
znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, na którego
sumieniu ciąży grzech ciężki (a na czyimż nie ciąży), a więc
zrywający przymierze z Bogiem i który nie zdąży się przed
śmiercią z grzechu tego wyspowiadać i przyjąć Najświętszego
Sakramentu (odnowić przymierza) skazany zostanie na wieczne
potępienie (piekło). Jednak – mimo niemożliwości spowiedzi
i przyjęcia przed śmiercią sakramentów może on uzyskać
zbawienie – jeśli wzbudzi w sobie przed śmiercią tzw. żal
doskonały. Oznacza to, że będzie żałował szczerze swoich
grzechów nie ze względu na grożącą karę, nie z powodu strachu
przed potępieniem i piekłem ale tylko i wyłącznie dlatego, że
obraził Dobrego Boga Miłości.

Tego rodzaju żal w sytuacji zagrożenia śmiercią (sytuacji
granicznej) wydaje się przy conditio ego humana niepodobnym..
Nawet starając się bowiem usilnie, świadomie usunąć strach i
skupić na samym „bezinteresownym” żalu, skrusze i miłości czyż
można wyeliminować choć cząstkę tego ludzkiego „interesu”
eschatologicznego? Czy bojaźń nie będzie wracać jak bumerang,
nie poddając się nakazowi bezinteresownej skruchy, czy w ogóle
strach (myśl) o śmierci można przemóc? 
 Wydaje się, że dla człowieka nieobdarzonego swoistym
charyzmatem altruizmu, świętego, możliwe jest to tylko poprzez
pewną transracjonalność, ingerencję przypadku, czegoś
pozaświadomego, a być może – w chwili śmierci – skupieniu się
nie na sobie właśnie, ale na innych, bliskich, bliźnich. 
(ENG)
According to the Christian doctrine, a dying man, who does not
manage to confess and take communion before his death, has
still got a chance of God’s forgiveness.
However, he should; at least at the very last moment before
his death, repent his sins and not be driven by selfish fear
of punishment or hell. When a dying man regrets that he has
rejected God’s love with his sins; when he thinks of his
neighbour instead of himself, he expresses the so-called
PERFECT REPENTANCE. 

Taak.. To tyle takich wspominek, a co do sprzątania jesiennego, to jest takie schorzenie (szczególnie osób chyba samotnych, w podeszłym wieku, może i szczególniej starszych kawalerów) jak zbieractwo.. miałem do uprzątnięcia pewną piwnicę zajętą od dołu do góry niejako zupełnie.. I przyznać muszę, że choć trochę na początku się udzielałem, to jednak nie ja wysprzątałem, a Duch Matejki był tak miły i uczynny, że nie tyle mi pomógł w sprzątaniu, co mówić wprost i bez ogródek: wysprzątał za mnie.
Najpierw może pokażemy człowieka, a później szatę.. tzn, piwnicę, znaczy się pomieszczenie.
Czy mówiąc jeszcze inaczej: najpierw człowiek, później .. otoczenie?
Czy może: najpierw podmiot, później przedmiot?
O co to chodziło?
I jakieś waśnie się z tego rodzą, pamiętam.
W każdym razie Kant Immanuel zalecał: Człowieka uczyń zawsze tylko Celem, nigdy środkiem do celu…
A jak teraz jest, czy Człowiek zawsze jest tylko celem? Nigdy środkiem?
A może jest odwrotnie? Wszyscy ludzie, społeczeństwo, narody, są środkiem, środkami są mnogimi do celu, do celów, do jakichś celów, ale jakich? Czy dla nich? No skoro są środkami do celów, to te cele pewnie już nie dla nich.. A dla kogo w takim razie?
Czyje to są cele?
Jakiegoś innego społeczeństwa czy jakichś innych jednostek, które się tym to oto, traktowanym jako środek (mniej lub bardziej niewolniczo) – społeczeństwem – wysługują?

Mnożą się tutaj pytania o środki i cele, i to w różnych kierunkach, i są ciekawe, ale miejca w małej notce brak, ale pewne tropy są podane w formie literackiej miniatury – tutaj – https://dakunin.com/pieczywo_czesc1.pdf


Rzekło się, że od człowieka zacząć trzeba, więc niech będzie, oto i Człowiek:

Duch Matejki pod Księżycem, a może to Twardowski, skoro też w Krakowie i pod księżycem? Nic na pewno tutaj nie wiadomo..

Z jakichś przyczyn Duch Matejki, zwany też Rasputinem (niesłusznie, gdyż w odróżnieniu od rzeczonego rosyjskiego wizjonera, mistyka – co najmniej dwuznacznego.., tenże zachowuje w pełni celibat i czystość i to już od dawna.., oraz – nie miesza się do polityki!)

telewizji bardzo nie lubi:

Wstępuje w niego czasem takiego ‘dzikiego kota duch’ – szczególniej, gdy programy publicystyczne widzi – to go drażni wyjątkowo! Trzeba uważać!

Gdy wysprzątał Duch piwnicę do dna samego, taki oto Ćpun chaosu koto-królik się ukazał:

można powiększyć (jak wszystkie fotografie tutaj – prawy klawisz myszki i pokaż grafikę w nowej karcie itp.)

A to jest tak mniej więcej w połowie – chaosu

połowa chaosu

I w tym miejscu ten wpis zakończę, bo się zadumałem.

Please follow and like us:
error0