Co widać na Fotografiach? (nowy format galerii)

W poprzednim wpisie dominowały (dodawane z drogi, na bieżąco)
foty niezbyt dobrej jakości, dlatego w tym zamieszczam kilkanaście (14) ciekawszych.
Tym razem nie opatruje ich żadnym opisem czy tytułem (ale są dostępne dane techn.).

Zaeksperymentowałem dla wygody oglądającego z formatem galerii – po kliknięciu obrazek się powiększa i można wygodnie przeglądać wszystkie oraz jest też opcja wyświetlenia w pełnych rozmiarach (tutaj ok. 2000px lub 1400px – dł. bok).
Taki można sobie pobrać, wydrukować a i zawiesić nad łóżkiem i interpretować, choćby co rano i wieczór, byle nie na klęczkach.

Jeśli ktoś ma Ochotę – może tytuł lub interpretację nadać danej fotografii sam
– np. używając Komentarza pod wpisem lub komentarza,
który można od razu dodać pod fotografią w otworzonej galerii
(z tego co widzę – ale nie wiem jak to będzie działać w różnych przeglądarkach i na różnym sprzęcie).
Tak to powinno wyglądać po kliknięciu w obrazek:


Byłoby fajnie, ale wiadomo, że Ochota, dobra Chęć i inne takie, to towar obecnie coraz rzadszy. A jeśli już, to bywa wybrakowany i tak krótkotrwały, że zamiaru się nie kończy, a tylko podejmuje i zawiesza – jak choćby obrazek świętobliwy nad łóżkiem. Zawieszona ochota jednak nic nie daje (za to odbiera energię), w niczym nie chroni ani nie pomaga, podobnie zresztą jak i obrazki same w sobie (zawieszone lub nie). Ważne, co się później z tym, co się zobaczyło (albo i nie) robi.. I do czego nas to inspiruje.

Skoro jednak chęci i ochoty to towary rzadkie, to powinny być, prawem ekonomii, droższe.. I rzeczywiście są: dla mnie, ale nie tylko dla mnie. Także dla tych, którzy za tymi obrazkami stoją. A są Tacy. Bo ja sam, to pikuś, że tak powiem. Ja tylko, jak widzę, fotografuję..

Oczywiście żadna z fotografii nie jest zmieniana, modyfikowana czy “fałszowana” pod względem wszystkiego tego, co na nich widać (albo nie widać). Są to fotografie dokumentalne, głównie nieba i chmur, co nie zawsze w sumie też widać.
Jeśli podkręcam kontrasty i poziomy i pewne rzeczy uwydatniam przy pomocy programu do obróbki fotografii, po zgraniu z komórki lub aparatu, to nie dlatego, że lubuję się w kiczowatych przerysowaniach, ale dlatego, że moim priorytetem jest uwydatnienie, podkreślenie, zaakcentowanie pewnych kształtów itd. – które na każdej z fotografii są widoczne i tak, w stanie najbardziej naturalnym, prosto z aparatu, ale pewna obróbka jedynie pomaga je ujrzeć dokładniej, pełniej i detaliczniej.

W następnym wpisie zajmę się już tematem poddanym przez Batona, w jednym z jego komentarzy, które ostatnio tutaj zamieszczał.

Marat Dakunin

Please follow and like us:
error0

Nadzienie dające nadzieję

Jest to wpis na bieżąco pisany, na telefonie, zatem z góry przepraszam za wszelkie ewentualne usterki, literówki etc. Zaczynam go ok. 17 zakończę zapewne ok. 00.

Stefan Banach, polski geniusz matematyki z międzywojennego Lwowa szukał natchnienia, najlepiej mu się pracowało, najpełniej potrafił się twórczo skupić, wśród kawiarnianego zgiełku, pośród rozgadanych ludzi, zapełniających zastawione trunkami, niedojedzonymi śledziami, serwetkami (które akurat Banach często zapełniał wzorami) stoliki. Pośród podniesionych, podpitych głosów, muzyki, brzękania sztućców i talerzy. Z przyjaciółmi, z którymi dyskutował najtrudniejsze teorematy często wybierał kawiarnię “Szkocką”, między innymi dlatego, że na marmurowych blatach tamtejszych stolików dobrze się pisało kopiowym ołówkiem (ponieważ takie zapisy, zawierające nierzadko genialne obliczenia i pomysły czasami ulatniały się z chwilą starcia przez kelnera, kupiono później zeszyt tzw. Szkocki, by trwałej przechowywał cenne wpisy i wydawano go zaprzyjaźnionym z lokalem matematykom do użycia zamiast brudzenia marmuru). No, ale to dłuższa historia. W każdym razie, jak to zwykle bywa resztę lokalu wypełniali inni goście (mayamatycy) i ich różne, mniej lub bardziej iluzoryczne dysputy.

S. Banach dużo palił i nie tylko..
Kawiarnia Szkocka zdjęcie już sporo z 60-70 lat po erze wspomnianych spotkań. Zdjęcia z sieci (Wikipedia). Wszystkie zdjęcia – tutaj na blogu czy gdziekolwiek, gdzie ja maczam ręce, jeśli nie są podpisane czyjego autorstwa – lub skąd – znaczy to, że są wykonane przeze mnie. Od tej zasady nie ma nigdy wyjątków, jeśli może być coś nie tak – tylko przez przeoczenie, ale staram się na to baczyć i nie przeoczyć nigdy.

Podczas wojny i okupacji niemieckiej Lwowa (bo była i sowiecka, a niemieckie nawet dwie), matematycznemu geniuszowi udało się załatwić bezpieczną, dającą “swobodę” wśród nazistowskich łapanek i opresji pracę i dobre “papiery”. Pracował jako karmiciel wszy.

Karmiciele wszy dla Instytutu Weigla

Kiedyś, niecałą dekadę temu, kolega, warszawski profesor matematyki i informatyki – Alx, zainspirował mnie do nakręcenia krótkiej impresji wideo, do słów jego wiersza, osnutego na motywach tego okupacyjnego epizodu geniusza Banacha. Kto ciekaw, rzeczony klip jest do obejrzenia tutaj: https://vimeo.com/132769392

Poewizja do wiersza Alexa (osnutego na wojennych losach Banacha, geniusza matematycznego ze Lwowa)

Ha!

Biomed ostatnio fatalny, Słońca niewiele, sił mało.., czasem nawet serce boli. Niech się choćby taka Jasmuheen wybierze do Polski w listopadzie i spróbuje odżywiać się samą praną – powodzenia!

Wybrałem się jednak i ja, pośród zgiełk, ludzi, mayamatyków, rozmowy i brzdękania..
I piszę. Co prawda nie na serwetce ani na marmurze, ale za to utrwalam, lepiej może nawet niż na kartkach, jak w szkockim zeszycie tamci, ponad 80 lat temu. Poszedłem zatem, podumać, skupić się i pisać, do Świątyni
(Kraków, jak wiadomo od wieków grodem jest we wszelakie świątynie bogatym).

First person perspective w nawiedzonej przeze mnie właśnie świątyni.

A mogłem przechodzić obok:

Baton z nadzieniem dającym Nadzieję. Fot. z sieci.

Nie przechodziłem, tej synchroniczności nie było, ale ją stworzyłem i przywołałem, na pamiątkę tego, że to Baton przyszedł do mnie. Co mi sprawiło radość. Dziękuję!

Baton pisze, że blog jest trudny, teksty tutaj są trudne (niektóre, być może).
Tak nie powinno być.
Kiedyś o tym pamiętałem, we wstępie do mojego wizualnego podręcznika do prawa (wydanego w 2008 r., Warszawa C. H. Beck Verlag) ) pisałem przecież:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. Praca autora niniejszego skryptu miała w przeważającej mierze charakter formalno-techniczny. Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Ale Baton pisze też, że czuje się jak koneser, czytając.
Czy to źle? To chyba akurat dobrze.

Pamiętam, że i ja tak trochę może i podobnie się czułem, gdy jesienią 2007 roku, po powrocie z Australii (gdzie nie znalazłem tego, czego szukałem),

Darling Harbour w Sydney
To też Ukochany Port Sydneyczyków, tym razem z 2 moich fotografii zrobiłem kolaż DownUnder co jest też popularną nazwą tego kontynentu.
A to dzielni australijscy chłopcy, APEC 2007

zacząłem odwiedzać blog fizyka matematycznego Arkadiusza Jadczyka (który nadal jest i regularnie przez Autora pisany). Mogłem sobie tam nawet, w komentarzach podyskutować, czasem się poczubić trochę, czasem z czym zgodzić, a najwięcej pewnie dowiedzieć i poćwiczyć myślenie, z różnymi Ludźmi, gośćmi bloga Arka.
A byli (i niektórzy są nadal) wśród nich m. in. : profesorowie matematyki, fizyki, tak teoretycy jak doświadczalnicy (choćby Trurl z Klapaucjuszem – serio, taki miał nick..), nauk technicznych, filozofowie (tacy z tytułami i tacy z pretensjami oraz samoucy), bywali też wszelkiej maści dziwacy, polscy niedocenieni wynalazcy, także licealistki (pozdrawiam Kopciuszka z tamtych czasów), psycholożki.. Kogóż tam nie było.

Razu jednego, pewien prof. dr hab. inż. nauk technicznych udowadniał mi w dyskusji,
że człowiek żadnej wolności nie ma i wolności tylko w pewnych granicach iluzję, gdyż
– i choćby dlatego – nie miał nawet wolności czy być czy nie być, czy się urodzić, żyć, nie zapytano go o to.. Więc co i dalej mówić o innych zdeterminowaniach. Byłem wtedy bezczelnawy bardziej niż teraz i zaargumentowałem, że o wolności w ogóle można mówić tylko gdy coś (ktoś) istnieje. W nieistnieniu żadnego dylematu wolności być nie miał, z definicji niejako. Riposty się nie doczekałem..

Baton wskazuje też, że pewne teksty, które są nienajgorsze (wspomina o “Bułce”) są za bardzo ukryte.
Tutaj znowu są dwie drogi i dwie możliwości.
Można upierać się, tak jak Gieorgij Gurdżijew, że pewne teksty muszą być celowo skomplikowane (często pozornie, bo po prostu wymagają nie tylko nawet erudycji i oczytania, co doświadczenia życiowego i umiejętności widzenia tego, co wokół nas jak
i w nas samych) lub pewne treści powinny być na różne sposoby poukrywane, dlatego by dotarł do nich czytelnik odpowiednio zdeterminowany i wnikliwy, taki, który zasłuży. Przypomina to klasyczne wschodnie próby, które musiał przejść uczeń. Choćby żeby mu się chciało gdzieś indziej niż.. na czole.. kliknąć.

“Opowieści Belzebuba dla Wnuka” są przecież tak napisane (choćby językowo, literacko), że aż nie chce się ich czytać. To, że autor wprowadza irytujące neologizmy wydaje się wyłącznie denerwujące, dopóki potencjalnie nie odkryjemy, że robi to celowo, gdyż chce odzwyczaić nas od znanych pojęć, które rozumiemy zupełnie opatrznie – (tu powinno być “opacznie” ale zostawiam literówkę, gdy ja zauważyłem, gdyż też na coś wskazuje..) niż należy je rozumieć, wg niego, prawdziwie (jak choćby pojęcie: śmierć).

Ale.. Czy ja chcę aby podobne zagrywki stosować?
Utrudniać by selekcjonować zdeterminowanych czy odpowiednio uważnych?
A gdzie tam.. Nie chcę.
Nie jestem Gurdżijewem i nie jest też pierwsza połowa XX wieku.

Czasy są inne, Ostatnie, i na takie sprawy czasu już nie ma.

Przeciwnie. Działam w ramach tego, co się rozpoczęło, mianowicie to, że, wszystko co było dotąd zakryte, zostanie ujawnione.

Por. Ewangelia wg Mateusza 10,26.

(lekko większy zrobi się ten zrzut ekranu po zastosowaniu: prawy klawisz myszki i Otwórz grafikę w nowej karcie..)

Dlatego wszystkie uwagi Batona przyjmuję też jako napomnienie (łagodne, widać dobre ma mój Gość serce i wyrozumiałe, co już go stawia, to tylko samo, ponad wieloma koneserami, i co, nawiasem mówiąc, wypełnia też zalecenie Gurdżijewa, by dla ludzkich niedoskonałości być wyrozumiałym.. Lecz nie pobłażliwym w tym znaczeniu, które mogłoby samym tym ludziom przynieść szkodę).

Dlatego wyprostuję pewne nie do końca chcący (niechcący raczej) ukryte treści, nie tylko Bułkę.

W najbliższych wpisach, może nie pierwszym czy drugim, ale jeszcze w listopadzie, zajmę się jednak dwoma, bardzo ważnymi pytaniami, propozycjami rozważań, które Baton postawił.

A wyrozumiały i łagodny tutaj akurat nie był, bo poruszył kwestie, na które napisać coś sensownego najtrudniej, tym bardziej, gdy tak ogólnie są zagajone.

Temat istnienia zła i Złych, najkrócej mowiąc oraz temat: myślenia.
I bardzo to ogólne i jedne z najtrudniejszych kwestii, dla ludzi, i ich myślenia (w przypadku myślenia o myśleniu jest to: metamyślenia – typowe dla filozofów, szczególnie kognitywistów, analitycznych, języka i nauki).
Jest to trudne jednak także – i w w pierwszym przypadku (zagadnienia zła) może nawet
i kluczowe – w obszarze serca: czyli uczuć, odczuć, emocji, empatii.

Tu jednak muszę przerwać, gdyż opuszczam świątynię i idę w stronę..

Przeszedłem przez nawę główną.

nawa główna

Nie oglądając zbytnio się na portal frontowy i specyficzne nowomodne rozety.

Portal frontowy i nowomodne rozetki

Szedłem tędy:

Cofnąłem się rakiem na chwilę

Później tędy:

Ścieżka jest raz szersza i widoma a raz bardziej zagadkowa.

I owędy.

Tutaj, choć portal i ornamentyka bardziej tradycyjna, nie wszedłem. Nie tylko dlatego, że na głucho wyzamykane.

Wypatrzylem corvina alba, ale akurat wśród innego gatunku.

trochę zmarznięty

Zagruchało mi m. in. o tym, że trzeba wprowadzić na tym blogu lepsze funkcjonalności
i sprawdzić tagowania, bo pewnie jeśli ktoś szuka po tagach to wielu wpisów nie pokaże.. Mój błąd, niestaranność i pewna nieznajomość wordpressa. Powinienem też sporządzić listę wszystkich wpisów z krótkim wskazaniem zawartości łatwo dostępną z linku obok (na górze, w menu po prawej jest tylko zaczątek takiego spisu). Inaczej wiele treści się gubi. Zrobię to.

Poza tym poprawię pewne tagowania, bo źle pewne słowa kluczowe –keywordsy – tagi – urządziłem i dublując się niejako (choćby : ewangelia, ewangelie, fotografia, fotografie) wprowadzają w błąd. Poza tym muszę sprawdzić czy pewne są w ogóle dodane tam gdzie trzeba. A pewne są zbędne.

Zakarbowałem sobie te potrzebne zmiany funkcjonalne
i przejrzystościowe, pragmatyczne i prakseologiczne, techniczno – formalne oraz wygodnościowo – popularyzacyjne, poczym ruszyłem dalej.

Z Białym się jednak wprzódy pożegnałem.
Niektóre drogi są niejasne i nieoczywiste. Światło niby prowadzi, ale gdy się odbija, załamuje i daje refleksy, może wtedy wykrzywić rzeczywistość i zmylić idącego na pewien czas (lub przestrzeń).
Ale gdy człowiek się stara a przede wszystkim ma Czyste Intencje, wtedy długo błądzić mu się nie pozwoli
i poświęci tam gdzie trzeba. O proszę – tu też ciekawa literówka – miało być, rzecz jasna (nomen omen) – “poświeci” – ale ze światłem tak to bywa, że czasem jak poświeci to i nawet poświęci. Sacrum. Serio.
Coraz bliżej końca drogi – na dziś (dzisiejszy wieczór).
Przepraszam za jakość niektórych fotografii w tym wpisie. Ale tą wstawiłem (i zostawiam), bo wiem, co tam widać, może Ktoś też będzie wiedział.

Gdy niecałe 2 lata temu zamieszkałem ponownie w Krakowie (w którym – bez mojej woli – tej świadomej na teraz – się też urodziłem, 8.8.77 roku – ale jeszcze przed 1980 wyprowadziłem a właściwie to mało miałem w tej sprawie do gadania) , zaraz przy bloku, na wejściu niejako, wymalowano:

Niby nic szczególnego, bo 8 i 8 to pewnie skrót od HH czyli “Heil Hitler“, który wypisują (bo graffiti to nie jest) po ścianach neofaszyści (tylko dlaczego polscy, tego akurat nie bardzo rozumiem). A jednak w zestawieniu ze mną (8. 8., 7.7.) oraz dodatkowym tekstem na powyższym murku widocznym, raczej takim niebardzo typowym dla faszystów itp., była to sympatyczna synchroniczność.

Natomiast zupełnie niedawno, po czerwcu roku bieżącego, latem – gdy już wiedziałem, jak trudną ścieżkę mi zgotowano (musiała być wcześniej wybrana – ja sam bym jej nie wybrał, aż tak bowiem od dawna bezczelny nie jestem) – przy drodze, po której najczęściej wracałem do domu, jak to czynię właśnie teraz – to piszącktoś nalepił taki znaczek:

ul. Racławicka

Ścieżka Lwa bywa bowiem także, w Taoizmie, nazywana ścieżką Tygrysa.

Dobranoc.

PS Sprawdziłem też stan techniczno-programistyczny tej witryny

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy (Odc. 22)

Dlaczego człowiek powinien porzucić „dom rodzinny”, porzucić znane terytorium i udać się w takie dzikie ostępy?

Na takie pytanie można dać więcej odpowiedzi, więcej domysłów, wychodząc poza ten fragment, ten odcinek – kolejny już – omawiania psychologicznego (i ezoterycznego) znaczenia przypowieści ewangelicznych.
Każda dojrzałość, wzięcie na siebie odpowiedzialności – conajmniej za siebie samego – to symboliczne opuszczenie domu.

Uwaga na marginesie: Koty w warunkach ziemskich opuszczają dom rodzinny wyjątkowo późno. Może to mieć dobre strony, gdy uda się opanować złe.


Można też powiedzieć:

“Życia duchowego nie można prowadzić na przedmieściu. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach, a my, którzy nim żyjemy, musimy zaakceptować, a nawet cieszyć się, że pozostaje ono nieoswojone.”
(Howard Macey)

Kolejna uwaga na marginesie głównego toku tego wywodu:
J. Eldredge, autor bardzo ciekawej, godnej częstszych przywołań,

książki “Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”

tylna strona okładki rzeczonej książki

(można spokojnie polecić ją szukającym czysto laickiej wnikliwej i nie tak oklepanej psychologii, choć wydana jest i po części osadzona w duchu religii chrześcijańskiej) zauważa:
“Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogrodu. Adam jednak, jak pamiętacie, został stworzony poza Rajem, w dzikiej przestrzeni. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Dopiero potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpiana nieuleczalną tęsknotę odkrywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że
kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu.”
[Patrząc na ten fragment Ktoś czy Któraś z Czytelników, Czytelniczek, może zastanowić się, czy aby pozycja ta nie jest przesiąknięta, niestety zakorzenionemu
w chrześcijaństwie (które jednak, jak już kilka razy dopowiedałem w różnych wpisach,
w istocie jest tylko i aż jedną wielką parodią swej genezy i początków), patriarchalnemu zboczeniu? Nie, nie jest, z tego co pamiętam (większe fragmenty tej książki). Jest rozsądna i potrafi pięknie i celnie mówić też o Kobiecie bez stawiania jej w jakiejś podrzędnej roli.]

Człowiek (Jezus) jest głodny chleba, ale nie w literalnym znaczeniu, lecz tego chleba, o który prosimy w Modlitwie Pańskiej, tak błędnie przetłumaczonego jako „nasz chleb powszedni” – chodzi o chleb transsubstancjalny, o wskazania na drogę, i literalnie raczej o chleb na dzień jutrzejszy, tak naprawdę, to znaczy na to, co wiąże się z rozwojem naszego życia, nie tego życia, jakim ono jest – w dniu powszednim, w codzienności, ale takiego, jakim jutro może się stać, chodzi o chleb, który da nam niezbędną energię do wewnętrznego rozwoju i wzrostu, o pożywienie, które przyniesie sukcesywnie kolejne fazy w pogłębieniu naszego zrozumienia.

Modlitwa Pańska, na marginesie, jest bowiem modlitwą o rozwój wewnętrzny i prośba o chleb jest prośbą o rodzaj zrozumienia niezbędny to tego.

[Modlitwa ta, popularne w jęz. polskim “Ojcze Nasz” (łać. Pater Noster) doczekała się też wielu bardziej lub mniej ekwilibrystycznych interpretacji i alegorii, w tym numerologicznych, kabalistycznych i .. eklektycznych (przyciągających bogactwem wyprowadzanych znaczeń, jak przykładowo, z pamięci, wydaje mi się, intepretacja Martynistów. Ezoteryczną interpretacją tej modlitwy zajmiemy się w swoim czasie]

W takim stanie „dzikości” pokusą jest samemu uczynienie chleba dla siebie, to jest, pójście za swoimi własnymi ideami, za swoją własną partykularną wolą. Tak dokładnie postąpili budowniczowie Wieży Babel, którzy użyli własnych materiałów, cegieł i mułu, w miejsce kamienia (skały) i solidnej zaprawy. Sądzili, że mogą zbudować nowy świat ze swoich własnych idei. Dlaczego jednak ktoś nie powinien zdać się raczej na siebie samego i na to, co płynie z powszedniego dnia, niż czekać czegoś, co wydaje się wątpliwe?

U Mateusza odpowiedź Chrystusa na to kuszenie brzmi:

Lecz On mu odparł : « Napisane jest : Nie samym chlebem żyje człowiek , lecz każdym słowem , które pochodzi z ust Bożych »
(Mateusz, IV, 4)

Zobaczmy jasno, że diabeł podpowiadał Chrystusowi by przemienił, dla siebie i swego głodu, kamień w chleb – to jest, aby nie czekał na jakieś Słowo Boże.
Szatan mówi: „Jeśli ty jesteś Synem Bożym, rozkaż tym skałom by stały się chlebem”, co oznacza: pożyw się swoją własną siłą i rozumiem, ideami.
[Może to też oznaczać, jeśli pamiętamy, co w odwiecznym języku przypowieści oznacza: “skała” – kuszenie do tego, by zatrzymać się na najbardziej podstawowej, nieelastycznej, wyrytej w “kamieniu” Prawdzie, którą, jak już wiemy, choćby z Odc. 14 (dość popularnego, z tego co widzę) – można się poranić. Nicoll takiego odniesienia tu nie czyni, ja idę za swoją ideą (pomysłem), by takie dodatkowe powiązanie tu wskazać. Nie zawsze, mam tutaj nadzieję, pójście za swoją ideą – jest złe. To zależy – diabeł tkwi w szczegółach i w kontekście – prawie zawsze.]

Ale misja Chrystusa, która rozpoczęła się niezwłocznie po tych kuszeniach w odludnym miejscu, nie polegała na produkowaniu prawdy i znaczenia przez niego samego, ale na zrozumieniu i nauczaniu Prawdy i znaczenia Słowa Bożego – to jest tego, co należy
i pochodzi z wyższego poziomu wpływów. Test dotyczył woli samego człowieka (samowoli) i woli wyższego rodzaju i człowiek powinien wybrać wolę Boga – a nie swoją własną.

Człowiek, jak wtedy Chrystus, powinien niższy, ludzki poziom siebie samego wznieść
i oddać pod kontrolę woli wyższego poziomu, boskiego rodzaju. To właśnie ten niższy ludzki poziom jest tutaj tym, co podlega kuszeniu – jest on oczywiście w Jezusie, jako urodzonym z ziemskiej matki.

Pomylić niższe z wyższym oznacza zniszczenie człowieka, gdyż wtedy przypisuje on sobie coś, co do niego nie należy.

A do kogo, tak naprawdę, należy COKOLWIEK – i co to jest to tzw. “święte prawo własności” czy dziedziczenia, tak chronione od wieków przez tzw. “kościół chrześcijański”? Czy aby nie jest to kolejna “przedwieczna” (ale tylko w ludzkiej rachubie wieczności, która jak wiadomo – jest ledwo machnięciem skrzydeł komara) kradzież – bezczelne przyznanie sobie tego, co należy tylko do Całości (i Odwieczności), czyli jest boskie? [pytania wtrącam mocno poza nurtem parafrazy Nicolla – ja, Marat]

W ten sposób człowiek jest kuszony, by uznał „Jestem Bogiem” a nie „Bóg jest mną”.

Jeśli powie: „Jestem Bogiem” identyfikuje siebie z Bogiem, ale czyni to z niższego poziomu, co niszczy w nim pierwiastek boski, człowieczeństwo.

Jeśli zaś powie: „Bóg jest mną”, poddaje wtedy siebie, swoją wolę i czyni wolę Boga swoim „Ja”, tak więc to co w nim niższe musi ustąpić przed tym, co wyższe.

Zauważmy, że Szatan zwrócił się do Jezusa podkreślając: „jeśli ty jesteś Synem Bożym”, co sugeruje, ze Jezus może czynić co mu się podoba, tak jakby był po prostu na poziomie Boga.

To wszystko, ten potencjał, był w Jezusie – miał w nim miejsce.

Jakkolwiek to kuszenie może być odebrane całkiem prosto, jako odnoszące się do próby powstrzymania pewnych apetytów, w tym przypadku dosłownie głodu, jest raczej jasne że inne i głębsze znaczenia znajdują się ponad literalną interpretacją i wiążą się z całością problematyki miłości własnej i pokusy siły, władzy – w którym to ludzka natura jest zanurzona. Jak wiemy, Jezus miał w sobie jak najbardziej ludzką naturę.
Zadaniem była jej transformacja.

pustynne lotnisko w Egipcie;
Szatan – w kolejnym kuszeniu – ukazał Człowiekowi (Jezusowi) cały świat (wszystkie królestwa) z góry – lecz raczej nie z samolotu
na pustynnych drogach oprócz Szatana i Jezusa można spotkać też rzeczy bardziej puszyste, i czasem niestety ginące pod kołami (ten kot miał szczęście, przykleił się do szyby – jak widać – od strony ogona i tyłu..

Następny wpis, jutro, będzie w całości wypełniony fotografiami.

Te zaś – z dzisiejszego (4 listopada 2019) wczesnego już (zegarowo) końca widnego dnia.

Gdy zaś te scenerie wydają nam się zbyt niepokojące tak kształtami (pewnymi..) jak barwą, dajmy oku odpoczynek na:

In Cloud’s smile We Trust – W Uśmiechu Chmury Pokładamy Nadzieję.
Czy taka będzie dewiza na przyszłym środku płatniczym? Czy będą przyszłe środki płatnicze? I nie o czasy chipowania tu chodzi i znamienia VISA, a o Czasy Po tych Czasach.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy (Odc. 21)

(fotografia nieba – chmur; wyjaśniam dla rozwiania wątpliwości czy domysłów)


Zobaczymy lepiej, czym jest i jak rozumiany może być diabeł – szatan, gdy zrozumiemy lepiej co tak naprawdę oznacza kuszenie.

W opisie kuszeń u Łukasza wspomniane jest, że Jezus „przebywał w dzikich ostępach przez 40 dni”, będąc kuszonym przez diabła. Liczba 40 pojawia się także, przykładowo, w historii dotyczącej Potopu, gdy deszcz padał nieprzerwanie przed czterdzieści dni
i nocy, w alegorycznej opowieści o tułaczce dzieci Izraela, tułających się czterdzieści lat na pustyni (tak samo, w „dzikich ostępach”), jest także powiedziane, że Mojżesz pościł przez czterdzieści dni i nocy zanim otrzymał Przykazania na kamiennych tablicach.

Tutaj, u Łukasza, 40 dni w „dzikości” bezpośrednio odnosi się do idei pokuszeń:

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód.

(Łukasz IV, 1 -2)

Wtedy następuje opis pierwszego kuszenia związanego z powyższym okresem, które jest przedstawione w ten sposób:

Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem».

(Łukasz IV, 3)

Spójrzmy wpierw na powierzchowny, literalny, pierwszy poziom znaczeniowy. Chrystus poczuł głód i diabeł zasugerował, by przemienił, dla siebie, kamień w chleb.
Jezus odpowiedział:

Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek».

(Łukasz IV, 4).

Na tym literalnym, powierzchownym poziomie jest to tym czym się zdaje – kuszeniem
o typowo fizycznym, cielesnym charakterze. Pamiętajmy jednak, że zostało powiedziane, że Jezus pozostawał w dzikich ostępach przed 40 dni, będąc kuszonym.
Jeśli dosłownie potraktujemy te ostępy, jako fizyczne miejsce – choćby dziki, odludne tereny, pustynię, jak to jest, że nic nie jest powiedziane na temat tych kuszeń, które przez ten cały czas miały miejsce? Można po prostu powiedzieć, że głodował na odludziu.

A tutaj bynajmniej nie odludzie, a plac przed Tesco


Jednak w połączeniu z zagadnieniem wewnętrznej rozwoju i ewolucji powinniśmy przez to pojęcie „dzikich terenów”, odludzia czy pustyni rozumieć pewien stan umysłu, ducha, stan wewnętrzny, porównywalny w czymś zewnętrznie mogącym być opisanym, to jest stan, gdy nie ma niczego, czym może kierować się człowiek, gdzie nie jest już pośród znanych sobie rzeczy i w przyjaznym otoczeniu.

Jest to dzikość strapienia, dezorientacji i zamętu, wewnętrznego zakłopotania i konsternacji, gdy człowiek jest w całości pozostawiony samemu sobie, co jest testem;
i nie wie w którym kierunku się udać a nie może udać się po prostu w swoim własnym kierunku, nie powinien.

To samo w sobie wystawia na pokuszenie, przez cały ten czas gdy jest pozbawiony znaczeń i drogowskazów, głoduje z braku zwyczajowych znaczeń.

Przepraszam za dłuższy okres niepisania na blogu.
Jutro następny wpis.

Please follow and like us:
error0