Lwy i Lisy (cz. I)

Wtedy pojawił się Lis.

fot (c) Mark Wilkins https://www.flickr.com/photos/147501246@N07/

Spostrzegawczy, ale taki mocno nieufny..

fot (c) Mark Wilkins https://www.flickr.com/photos/147501246@N07/

W sumie, nie ma się mu co dziwić, skoro za blisko ludzi żyje na “ich” planecie.

Ufa (i ceni) tylko przedstawicieli swego gatunku.

fot (c) Bert CR https://www.flickr.com/photos/80987623@N00/

No, ale, choć spostrzegawczy, to nie wszystko widzi, i to nawet co do przedstawicieli swojego gatunku, gdy za daleko od żabiej perspektywy i trzeba łepek za bardzo do góry zadzierać..

LIS, wszystkie fot. i arty nie podpisane – (c) Marat Dakunin

A jednak, Duch w naszym Lisie wzniosły, i dopomina się Znaków..

*

– Dzień dobry – powiedział Lis.

– Dzień dobry – odpowiedział grzecznie mały i strachliwy Lew, obejrzał się, ale nic nie dostrzegł.

Mały Lewek z demonem w głowie.

Lisek:

– Jestem tutaj – posłyszał głos – pod jabłonią!

Nie wygląda, ale rodzi Jabłka, i znajduje się w pewnym Edenie (gdzie do 2012 r. pracowała Ewa, moja Ewa).

– Ktoś ty? – spytał Lewek – Jesteś bardzo ładny…

fot (c) Sophie Hale https://www.flickr.com/photos/slhphotography1990/
fot (c) Robeyta https://www.flickr.com/photos/robeyta/

– Jestem lisem – odpowiedział lis.

– Chodź pobawić się ze mną. To wszystko jest zabawą, ale od dłuższego czasu idzie ona jednak w niefajnym kierunku. Najlepiej uczymy się przez gry i zabawy..- zaproponował lew.
– Jestem taki smutny…Bo jeśli czegoś nie zrobimy, będzie dużo bólu, zdecydowanie zbyt dużo.. I przegapi się okazję, a to ważna okazja, taka raz na 300.000 lat (z ogonkiem).

– Nie mogę bawić się z tobą – odparł lis. – Nie jestem oswojony.

– Ach, przepraszam – powiedział Lew
. Lecz po namyśle dorzucił: – Co znaczy “oswojony”?

– Nie jesteś tutejszy – powiedział lis. – Czego szukasz?

– Szukam ludzi – odpowiedział Lew.
– Co znaczy “oswojony”?

– Ludzie mają strzelby i polują – powiedział lis. – To bardzo kłopotliwe.
Hodują także kury, i to jest interesujące.
Poszukujesz kur?

– Niekoniecznie – powiedział Lew. Ale trochę się znam na kurach.


Moi rodzice zajmowali się drobiem. No i sam jest w sumie Droba.


Poza tym jestem zdania, że na Początku była kura. Nawet coś o tym pisałem.

I Ewa też tak sądziła.. (film, 10 min.)

kadr z “Ewangelii I”

– Jednak nie szukam kur. – Szukam przyjaciół. Oraz kamratów do pewnej ważnej Misji.
Co znaczy “oswoić”?
Lew nie porzucał raz zadanego ważnego pytania. Jak się okaże, był w tym trochę podobny do lisa.

– Jest to pojęcie zupełnie zapomniane – powiedział lis.
– “Oswoić” znaczy “stworzyć więzy”.

– Stworzyć więzy?

– Oczywiście – powiedział lis. – Teraz jesteś dla mnie tylko prymitywnym i okrutnie pyszałkowatym lwem, wampirem emocjonalnym (ale mogę się mylić – dodał, jednak cichutko i przez zęby Lis) podobnym do innych, nawet jeśli nie drapieżnych, to zdecydowanie zbyt bardzo macho i mających się za jakieś gury czy Bóg wie co… Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do innych lisów. A co gorsza! – może nawet podobnym do innych .. ludzi..
Brr.. – lis zatrząsł się z obrzydzeniem.

Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

– Zaczynam rozumieć – powiedział Lew.
– Chyba też, powoli rozumiem, dlaczego nie tylko nie poluję i nie krzywdzę świadomie, ale nawet, czasem niechący, robię coś zupełnie przeciwnego, co w sumie pozbawia mnie energii na długie okresy..Gdyż nie ma nikogo kto chciałby mi jej trochę podarować – nie mówię że darmo – ale choćby w zamian..

Lew z odciętymi łapami (alch.)

– Rozumiem też, trochę, dlaczego wypadły mi zęby.. Choć nie jest to zbyt wygodne..-
Lew skrzywił się w kwaśnym uśmiechu, starając się przy tym nie pokazać za dużo z wnętrza jego gardzieli..

(zęby Lewa służą teraz wyższym celom.., podobnie jak oko pewnego skandynawskiego boga)

;-- )
[ale tego zdjęcia nie pokażę, co to, to nie.. lwy są mimo wszystko estetami]

. – Jest jedna róża… zdaje mi się, że ona mnie oswoiła…

1.1.-8.8.-58 (grafika z sieci)

(tutaj fragment z innego rozdziału – z innego miejsca trawestowanego dzieła:

Kwiaty nas nie interesują. A dlaczego? To najładniejsze z istniejących rzeczy! (tak powiedział bohater oryginału, natomiast Lew by się tutaj nie bardzo odnalazł z nim jednej opinii, rzadko bowiem przyglądał się kwiatom i rzadko je fotografował. Może było to po części powodem tego, że Lew był tutaj specjalnie zaopatrzony w pewne cechy służące sprawie czasów Transformacji i na tego typu sprawy, jak kwiaty czy wiersze (poezja), nie bardzo miał po prostu czas..) (..) Ponieważ kwiaty są efemeryczne. Co znaczy “efemeryczne”? Księgi geografii są księgami najbardziej cennymi ze wszystkich ksiąg. Nigdy nie tracą aktualności. Bardzo rzadko zdarza się, aby góra zmieniła miejsce. Bardzo rzadko zdarza się, aby ocean wysechł. My opisujemy rzeczy wieczne. Lecz wygasły wulkan może się obudzić – przerwał Mały Książę. – Co to znaczy “efemeryczny”? Dla nas jest obojętne, czy wulkan jest czynny, czy wygasły – rzekł geograf. – Nam chodzi o górę, a góra się nie zmienia. Co znaczy “efemeryczny”? – powtórzył Mały Książę, który nigdy w życiu nie porzucił raz postawionego pytania. Znaczy to “zagrożony bliskim unicestwieniem”/ Mojej róży grozi bliskie unicestwienie? Oczywiście. “Moja róża jest efemeryczna – powiedział do siebie Mały Książę – i ma tylko cztery kolce dla obrony przed niebezpieczeństwem. A ja zostawiłem ją zupełnie samą…” To był jego pierwszy odruch żalu. Mimo to zapytał odważnie: Co radzi mi pan zwiedzić?

Planetę Ziemię – odpowiedział geograf. – Ma dobrą sławę.

– To możliwe – odrzekł lis. – Na Ziemi zdarzają się różne rzeczy…
(Mało kto zmienił zdanie w tej kwestii bardziej, niż Lis..)

– Och, to nie zdarzyło się na Ziemi – powiedział Lew.

Lis zaciekawił się:

– Na innej planecie?

– Tak.

– A czy na tej planecie są myśliwi?

– Nie.

– To wspaniałe! A kury?

– Nie.

– Nie ma rzeczy doskonałych – westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli:
– Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury..

[ale oczywiście nie po to, by je udusić i zjeść, co to to nie, ja jestem antydrapieżcą, a nie wyleniałym bezzębnym byłym drapieżcą (choćby nawet był to atawizm sprzed milardów lat ewolucji kotowatych i to daleko zanim supernowa pożarła układ Syriusza B). Ganiam za nimi, bo chcę się z nimi bawić. – miał dodać Lis, ale pomyślał, że to zbędne. Wszak Lew musiał doskonale widzieć, że Lis ma dobre serce. Lis bowiem może i nie wiedział o lwach za dużo, ale to, że domeną lwów jest serce wiedział, choćby tylko z tego powodu, że znał się trochę na mitach i Magii. Ogólnie miał też dużą wiedzę z różnych dziedzin.]

, ludzie polują na mnie – ciągnął dalej Lis. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki – tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy*.

* Nic na to nie poradzę, tak stoi w oryginale (i to we wszystkich wydaniach).

Lew zaniepokoił się i stropił, tego rodzaju (potencjalnie pozytywne) uwagi napajały go nieufnością, a gdy były szczerze i od serca, bardzo kłopotały. Lew, choć trochę na tym pracował, nie bardzo potrafił myśleć o sobie pozytywnie, a pozytywność w zakresie jakichś niezasłużonych cech czy darów, tym bardziej tak trywialnych jak fizyczność, powodowała, że wpadał w ambiwalenty żal do świata i Źródła, za to, że ktoś ma lepiej, a ktoś gorzej, zupełnie w tym zakresie niezależnie od własnych zasług i starań.
Drugą bowiem, obok Serca, domeną lwów, jest Sprawiedliwość.
Oczywiście, niesprawiedliwość warunków początkowych i fizycznych jakoś wyrównuje reinkarnacja, ale mimo wszystko..

– Choć osobiście wolałbym, żebyś był łysy.. – pomyślał lis.

Guru G. Gurdżijew

..może mniej wtedy wyglądałbyś na guru (na które pozujesz) – pomyślał Lis, i chociaż tego nie powiedział, to lew go.. No nie, nie usłyszał, domeną lwów może i jest, ale tego, strachliwego i jeszcze nie do końca dojrzałego i wprawnego w różne bardziej zaawansowane umiejętności lwa, spektakularna telepatia nie była*.

* Lecz, jeśli się postara, lew (jak i lis, jeśli jeszcze nie w pełni je posiada, bo może i posiada, kto to wie..) może rozwinąć lepiej pewne ciekawe dary (i na nie zasłuzyć) –
których przykładowa lista (w danej, nie jedynej konwencji, jest podana np. tutaj (Może nie wygląda, ale to wysokiej jakości treści – choć skromne objętościowo. Akurat, im skromniejsza z wyglądu stronka i z pozoru bardziej “amatorska” – tym bardziej być może godna zaufania. Jest tak także dlatego, że bardziej wypasione witryny są związane z określonym finansowaniem i marketingiem, a tam gdzie on się miesza, tam też zwykle autorom bardziej zależy na własnym zysku – materialnym, bynajmniej nie duchowym, niż na przekazaniu czegoś naprawdę wartośćiowego, jeśli w ogóle im zależy na Odbiorcy – poza jego kieszenią) jest dużo stron na różne dziwne tematy i większość gromadzi nonsensy lub miesza źdźbło prawdy z całym korcem zakłamań i fantazji – większość nieszkodliwych (znacznie, bo czasu zawsze szkoda a i pewna, fałszywa wiedza, jest gorsza niż brak żadnej wiedzy, zajmuje bowiem niepotrzebnie miejsce w głowie i daje pewne, fałszywe i próżne, impulsy sercu).


Lew jednak przyjaźnił się z Ostatnim Krakowskim Pustelnikiem, a ten, choć tego nie nadużywał i nigdy nie naruszał czyjejś intymności, czasem myśli innych na odległość całkiem wyraźnie słyszał – i czasem coś tam – przypadkiem – lwu podpowiadał.
To i rzeczony:

Po tej uwadze, Lew odetchnął i poczuł się znów dobrze w swojej skórze.. Nie dlatego, by był masochistą i bynajmniej nie dlatego, by naprawdę pozował na cokolwiek (co jednak cały czas stara się autokrytycznie sprawdzać, wie bowiem, że co do takich rzeczy, nikt, nawet lew, a co dopiero człowiek, nie może sobie nigdy na stałe zaufać..).

– Proszę cię.. ************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************
[następujęce tutaj akapity, z oryginału, zostały ocenzurowane]

– Bardzo chętnie – odpowiedział Lew – lecz nie mam dużo czasu. Mam robotę z projektem Signs in the Sky, poza tym inne, dawno rozpoczęte i rozgrzebane projekty i zadania, w tym powierzone przez ważne instancje..
Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.
Bardzo dużo muszę jeszcze umieć i bardzo dużo poprawić, by udało się to, co ma się udać.

– Poznaje się tylko to, co się oswoi – powiedział lis. – Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela,…

*************************************************
[ocenzurowane]

– A jak się to robi? – spytał Lew.

– Po pierwsze: nie wolno na nic pozować. Trzeba ..

– To jasne – wtrącił lew.
– Czasem narzuca się takie wrażenie, gdy ktoś za bardzo jest przeświadczony o tym, że
doszedł do pewnych ważnych prawd. Ale co ma zrobić, gdy naprawdę w sercu szczerze uważa, że do nich doszedł – i, ponieważ jest (może nie z natury, ale wykształcił tę cechę, dzięki swojemu nauczycielowi, który wielką wagę do tego przywiązywał) bardzo krytyczny i autokrytyczny, i wszelkie sprawy, które choćby ocierałą się o metafizykę, ducha, wartości absolutne i tego rodzaju ważne sprawy, a które, ze swej natury, zwykle też wiążą się mocno z samooceną i egoistycznym wyobrażeniem o samym sobie, sprawdzał i sprawdza zwykle kilka razy, dopóki coś nie potwiedzi się i nie uwiarygodni jako takie poprzez liczne testy, synchroniczności i dotrze z różnych kierunków i wzajemnie niezależnych źródeł – jako jednakie co do istoty. Dopóki tego rodzaju testy nie zostaną zaliczone, traktuje wszystko, do czego doszedł, choćby nawet i bardzo chciał, by było Prawdą (a właśnie – głównie i dlatego, przez to “chciejstwo” i świadomość tego, że nie może do końca zaufać sobie i swoim chęciom i preferencjom) jedynie jako hipotezę. I to hipotezę traktowaną nieufnie, taką, którą łatwiej oskarżyć o bycie złudzeniem, halicynacją, czy choćby tylko nadmiernym uproszczeniem czy zbytnim poluzowaniem własnej fantazji i “chęci”, myśleniu życzeniowemu. Tak więc, od dawna, jednym z głównych testów, które lew ten wykonuje, przed przyznaniem czemuś nie tylko waloru prawdy, ale choćby czegoś wysoce uprawdopodobnionego i możliwego, jest test egoizmu i “wishful thinking”. To jest, najkrócej mówiąc: – jeśli dane założenie czy dany stan rzeczy, nazbyt sprzyjają sytuacji (egzystencjalnej, emocjonalnej, życiowej itd.itp.) tego, kto to postuluje, kto tego się domyślił czy inaczej na to trafił lub wywnioskował (czyli w tym przypadku samego lwa owego – Marata Dakunina) – to już od początku nadana im zostaje etykieta “mocno podejrzane” i wrzucone to zostaje do szufladki “raczej bzdura” niż ogłaszane jako prawdopodobne.
Muszę tu jednak przyznać, że przez tego rodzaju rygorystyczne podejście (które, w dawniejszym czasie, wiązało się jednak trochę z nienajlepszym stanem psychofizycznym lwa i jego epizodami nerwicowo – depresyjnymi a także pewnymi doświadczeniami) miało też jednak i taki skutek, że wiele Wielkich Prawd i naprawdę – w obecnym moim przekonaniu – słusznych i oddających istotę Świata i rzeczy – twierdzeń, teorii i spostrzeżeń – było przez długi czas nieprzyjmowanych i odrzucanych. A jednak, po czasie, gdy doszły odpowiednie dodatkowe, nie dające się już usunąć i oskarżyć o to samo, dowody i wydarzenia, trzeba było je uznać, mimo początkowej nieufności.

– Po drugie: najlepiej nie być lwem, a lisem.. – powiedział Lis.

– To też jasne, cierpko wtrącił lew.

– Ale chociaż nie jesteś człowiekiem.. – rzucił z pewną nadzieją Lis.

– Hmm. No tak.. Z pewną trzeźwą wątpliwością mruknął do siebie Lew.

– Po trzecie: Trzeba być bardzo cierpliwym. A nie ponawiać jakieś propozycje, choćby się komuś wydawało, że korzystne dla lisów.
Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień.

– Święta Prawda, pomyślał Lew.
I pomyślał, sięgająć wstecz bardziej uczuciem niż myślą – bardziej wspomnieniem skóry niż oczu – do czasów Automatycznej Radości, gdy jeszcze nie wiedział o tym, że najboleśniejsze i najrozpaczliwsze jest nie to, gdy odrzuca nas Ktoś, kogo pokochaliśmy, ale to, gdy nasza własna miłość przemija.
Przypomniał sobie też pewną fajną piosenkę, której autor wie, że gdy trzymasz, wszystko to, czego kiedykolwiek chciałeś w ramionach, słowa są zupełnie zbędne, mogą tylko skrzywdzić. Słów używa się o wiele częściej do kłamania i ranienia.


Dalsze słowa dochodziły z oddali i zagłuszał je wiatr, tak, że lew nie wiedział już, czy naprawdę to mówił Lis, czy też tak śpiewały do niego i muskały go łagodnymi podmuchami, jego własne intuicje dobrej przyszłosci:
“-Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej…”
– Inaczej – czy coś na siłę – czy jakieś gwałtowane ruchy – kij mnie obchodzi intencja czy motywacja – a bye, bye.

Gdy lew ocknął się z zamyślenia, doszedł go tylko ostatni skowyt lisa:
Nie zasługujesz!

*

Następnego dnia LIsek przyszedł jednak na oznaczone miejsce.

************* – [ kilka akapitów ocenzurowano ]

.. Potrzebny jest obrządek.

– Co znaczy “obrządek”? – spytał Lew.

– To także coś całkiem zapomnianego – odpowiedział lis.
– Ja się na jego wadze znam, bo jestem potężnym Magiem.. No, może, dopiero się uczę magii, ale mam wielką moc.. – stwierdził Lisek.

Popatrzył uważnie na Lwa, ale najwidoczniej nie zrobiło to na nim takiego wrażenia, jak powinno. Trochę zawiedziony Lisek kontynuował:

– Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W piątki i soboty tańczą z wioskowymi dziewczętami po tych śmiesznych klubach i dyskotekach w obrębie Plant..
Stąd niedziela czy poniedziałek są cudownym dniem! Podchodzę aż pod winnice. Gdyby myśliwi nie mieli tego zwyczaju w oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym wakacji.

Lew pokiwał ze zrozumieniem głową. Nie bardzo co prawda wiedział, co to dyskoteka (o klubach coś tam słyszał, a może nawet i kiedyś gdzieś tak zaglądał..), bo w jego młodości siedziało się raczej w rockowych piwniczych pubach.

W ten sposób lew być może, kiedyś, oswoi lisa, a lis, być może, kiedyś, oswoi lwa.

Lecz jeszcze jedno jest ważne, dużo ważniejsze.
A kiedy to się stanie, stanie się coś o wiele ważniejszego, coś, co jest o wiele istotniejsze dla każdego lisa – jak i dla każdego lwa.
I że, choć trudno to wcześniej pojąć, pomimo tego, że białe światło zawiera wszystkie barwy, każda z nich w nim właśnie istnieje jako najczystsza i najintensywniejsza.

Każdy czasem żałuje Very, każdy czasem tęskni za Verą (Veritas)
1 września, jeszcze na Mazowieckiej
Zapuszczone legowisko lwa na Krowodrzy w Krakowie. Po prawej tablica samodyscypliny.

***

Indywidualność rodzi się (nie na gruzach, ale na podwalinach okiełznanej osobowości) poprzez przyzwolenie na nadzieję i trochę wiary (zgodnej, a nie przeciwnej, Wiedzy) i, finalnie, zaufanie do innego (Innych), nie zaś, jak potrafi się rozsądkowo (i bezpiecznie) wydawać, poprzez podkreślenie swojej odrębności.
Kto zaś odkryje i ustanowi swoją własną Indywidualność ma już tylko krok do tego by zostać zwycieżonym przez Miłość i nauczyć się Jej.
A później ją ofiarować.


I lew zaśmiał się, wspominając, jak przez długie lata swojego życia, deklarował i ślubował miłość, choć nie wiedział jeszcze, czym jest. [Filozofował także o niej i próbował nazywać, była to jednak wszystko teoria, a praktyka była od niej odległa. Praktyka zaś, w tym wypadku najdobitniej chyba, rozstrzyga, że pewne Słowa – mówią prawdę, albo kłamią – choćby były złożone z tych samych liter (i w tej samej kolejności. Kolejność liter jednak wynika z formy, a kolejność nauki miłości – wynika z wolności (która wynika z tego, jak zaprojektował to ten, kto pierwszy pokochał).
[Gurdżijew podaje m.in. taką kolejność (pisząc o progach na Drodze (IV Way):
-wiara, (oj, nie ta “religijna” – o inną tu idzie..)
– nadzieja,
– Wiedza (sic!)
– i – jako ostatnia – ona.

Inaczej ukochana będzie zmęczona, a czasem i może zrozpaczona.

Love, only after Wisdom. You have to pay for the most Precious.. Kiedyś tak prowokowałem.. ekonomicznie.


Żegnaj – powiedział Lew.

[choć powinien raczej powiedzieć: – do zobaczenia!
Ale nie warto za bardzo prowokować Przyszłych zdarzeń. Choć – nierzadko – chciałoby się, jak Wokulski, mówiąc: – Farewell, Miss Iza;
powiedzieć zgoła co innego, mianowicie: – Do zobaczenia, gdy (jeśli) nauczysz się prawdziego powitania..]

Żegnaj – odpowiedział Lis.

[choć tak naprawdę ciekaw był, nawet jeśli tylko trochę, tego, co ten dziwny lew jeszcze zaprezentuje. Intuicja mówiła mu bowiem, że nawet jeśli nie coś sensownego czy jakoś wartościowego, to choćby, w jakimś sensie zabawnego, choćby przez to, że sam się jakoś tak odsłoni********,
czy skompromituje, że dla lisiego, wymagającego i wysublimowanego poczucia humoru, będzie to nie lada gratka.. Coś jak dobrze utuczona kura. tzn. Droba.]

Gdy jednak mały, strachliwy lewek zniknął z pola widzenia, Lis poczuł jakieś dziwne ukłucie po żebrem i wydało mu się, na jedną, niemierzalną, chwilę, że coś w tym, co wychrząkał z siebie lew, było dziwnego; dziwnego we frapującym sensie, w tym sensie, w jakim dziwne wydaje nam się to, co obce i nieznane, i co także nielubiane czy krzywo widziane (ale jednak, na co spoglądamy..) ale co, za jakiś długi i skomplikowany czas, może stać się dla nas nasze. Jak piosenka, którą kochamy, lecz którą dopiero słyszymy po raz pierwszy.
– A jednak dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. – pomyślał na koniec lis i pobiegł w gęstwinę.
Na horyzoncie Mlecznej Drogi wszedła właśnie, niewidoczna dla ludzi, lecz świetnie widoczna dla lisów, konstelacja Kury. [Hen const.]

******** Od słonia, a także od węża, który go połknął, zaczniemy: Część drugą (która nastąpi za 3 dni).
Będzie w niej więcej o Lisach (i trochę, nie za dużo, o lwach), będzie też o człowiekach, oraz o nauczycielach (i poznamy bliżej pewne zapiski z lat 80-tych ubiegłego wieku nauczyciela lwa tzn. takiego zaocznego (choć widzącego) nauczyciela, bo Marat zasadniczo nie miał nauczyciela, nie dlatego, by go nie potrzebował czy był zbyt zarozumiały, ale dlatego, że, jak nie wszyscy wiedzą, bardzo mało lwów, jest tutaj w misjach, co wynika z pewnych kwestii fizjologicznych i nie tylko, a także z tego powodu, że najważniejsze było to, co określa się czasem dokładnym i zapobiegliwym ukryciem tego, co nie może się powszechnie ujawnić wcześniej, niż samo nabierze odpowiedniej siły, mądrości i przezorności (a także stwardnienia pewnego), by być bezpiecznym przed tym, co stanowiłoby jego niechybną zgubę, gdyby tylko o tym, że zjawił się tutaj, narodził i dorasta, jakiś lew (obecne, zadawnione władze tej Planety bardzo mają dawna na pieńsku z lwami), dowiedziały się pewne bardzo skuteczne, a bardzo zapobiegliwe i zazdrosne o swą władzę i pożywienie, agendy).
Był też drugi problem, który wymuszał to, by nauczyciel dla lwa, był nauczycielem największego kalibru. Wynika to nie tyle z tego, by lew na takiego zasługiwał (wprost przeciwnie, wprost przeciwnie), ale z tego, że żaden inny nie zbliżyłby się nawet do tego, co lew, trochę podświadomie, uważa za rodzaj autorytetu. A, chociaż, słusznie się twierdzi, że w prawdziwej relacji Uczeń – Nauczyciel, ten pierwszy jest czasem dla Drugiego tym drugim, to jednak pewne onieśmielenie rozmiarami świadomości, moralności i dokonań Nauczyciela, w przypadku lwów, które lubią okazałe występy i są jednak troch pustawe, jest konieczne. Podobna prawda zresztą odnosi się do wszelkich terapeutów – nie mogą oni pomóc takiemu delikwentowi, który jasno widzi, że ustępują mu intelektualnie a i moralnie, a próbują tłumaczyć mu życie i dawać jakieś rady.
Chodziło więc o całkowicie wyjątkowego nauczyciela, który osiągnął stan zbliżony do możliwej dla człowieka doskonałości we wszystkich wartych Prawdziego Człowieka rodzajach powołania i drogi: na drodze Prawdy mianowicie (bezintersowane odkrywanie tajemnic Natury), Piękna (twórcze przedstawianie boskich darów) i Dobra (niesienie mądrej pomocy i światła, wszędzie tam, gdzie jest się zaproszonym przez zrządzenie losu pospołu z intencją serc, które złaknione są sprawiedliwości).
A takich nauczycieli jest bardzo mało. Być może nawet, w tym rozmiarze, istniał (i istnieje, pracując dalej wytężenie nad tajemnicą Czasu) tylko jeden. I aby go spotkać, młody lewek, musiał pojechać (i wrócić) z Antypodów.

[fragmenty “Małego Księcia” A.de S.-Exupery strawestował i poprzeinaczał, w tym wpisie, MD, co ze skruchą, ale niezbyt dużą, przyznaje]

MD