O długotrwałości prac podstawowych oraz o Drogach Zamkniętych a Otwartych

Esej w wersji anglojęzycznej jest dostępny pod podanym linkiem na Medium.
For any English reader I prepare Eng version – here at Medium.
https://pleoroma.medium.com/on-the-longevity-of-essential-works-and-ways-booth-closed-open-5f992bde068d

Dlaczego pewna Praca musi trwać tak długo?

Dlaczego wciąż można wierzyć, że ukończy się projekty zaczęte w zupełnie innej fazie życia,
książki czy zamierzenia twórcze, które obejmują (i muszą) wiele etapów doświadczeń?

Alchemiczna praca jest pracą z fundamentalnymi energiami, podstawowymi problemami – są one najczęściej przedstawiane jako nierozwiązywalne albo spłycane do materialnych rozczarowań życiowych. Tymczasem, ja w 2022 roku rzeczywiście zamierzam ukończyć – czy raczej nadać pewne prezentowalne zewnętrznie oblicze – wieloletnie, życiowe może nawet w części plany twórcze.

alchemiczna pracownia, Praga 2019, fot. Marat Dakunin
Praga 2019, fot. MD

Prace twórcze i ich wartość

Picasso mawiał, że obraz skończony jest martw, więc dzieło w którymś momencie, choć nie skończone, należy uznać za sfinalizowane w sensie gotowości do prezentacji, w ważniejszym może sensie – gotowości do wydania odpowiednich owoców.
Bywa też jednak, szczególnie w pracach podstawowych, że owoce nie mogą pojawić się za życia twórcy. Nie jest to nigdy zbyt motywujące dla autorów, dlatego należy dołożyć starań nad ekonomią pracy, w czym między innymi kluczowe jest uczenie się na własnych błędach, elastyczność, umiejętność powrotu po latach stagnacji do pracy nad celem, uczenie się, jeśli ktoś potrafi, na błędach innych i korzystanie z mądrych wskazówek, odpowiednio wcześnie. Odważając się na zmiany w wewnętrznym podejściu i elastyczność w harmonizacji własnej osobowości będzie nam łatwiej doczekać prawdziwych owoców naszej pracy wcześniej, być może jeszcze za życia, choć – wydaje mi się niemożliwym, by jeszcze za jakiejś młodości. Dlatego tak ważne jest także pielęgnowanie tlącego się wewnętrznego ognia, choćby przygaszanego okresami mroczniejszymi.

Praga 2019, fot MD


Mawia się także, że sztuka choćby, mówi Prawdę: kłamiąc. Pracując nad prawdami podstawowymi, warto pamiętać, że tym bardziej należy wtedy dbać o zachowanie Prawdy i spójności wewnętrznej, i ograniczać, zbyt łatwe często, i zbyt łatwo uznawane za wartościowe czy znamionujące talent, fantazjowanie, na rzecz wyobraźni i ukształtowania bardziej wartościowej intuicji oraz umiejętności korzystania z jej przejawów w sposób najbardziej twórczy.

Trzy rodzaje pracy wartej prawdziwego człowieka

Co do rozumienia prac jako podstawowych, odwołać się muszę do klasyki, nazywając wartymi człowieka prawdziwie trzy rodzaje aktywności:
– praca z Prawdą – i archetyp naukowca,
– praca z Pięknem – i postawę twórcy
– oraz pracę z Dobrem – najbardziej może bezpośrednio wartościową ale i najtrudniejszą
we właściwym i niezanieczyszczonym ujęciu.

Oto są zadania godne człowieka: a wytrwać w każdym z nich w czystości, dane jest nielicznym. Nie jest oczywiście niczym złym łączenie tych filarów wartości postawowych w różnych formach pośrednich i współdzielonych, jak często dzieje się gdy nasza praca ma zarówno twórczy jak i poznawczy wymiar, a co rzadziej dzieje się gdy np. twórczość chcemy ożenić z dobrem. Przyjmuje się nawet czasem, że nie jest to konstytututywne dla sztuki, lekceważąc dawny wymóg kolakagatii – jedności piękna i dobra. Daje to co najwyżej nietrwałe i sztuczne rezultaty i rzadko przynosi prawdziwą satysfakcję, gdyż uznanie świata i ludzi za to kupione, jest czysto materialne i brak w nim podstaw do trwania i sycenia serca ludzkiego, które to dary przynoszą wyłącznie elementy duchowe.

Na drodze do realiacji prac jest i było i upojne doznanie i użycie, i stagnacja, i Nigredo (Noc Duszy i Noc Umysłu) – trwająca latami (i powracająca, nigdy nie zakończona w całości) nie dobami mierzona, i Albedo – gdy zdajemy sobie sprawę i przynosi nam pociechę, że to, co przeszkadzało nam w osiągnięciu spójności w działaniu i życiu, jak i w prezentowaniu tego, co uznawaliśmy za warte życia, w czasie depresji i rozpaczy się wypaliło, a to, co zostało, możemy jeszcze bardziej uszlachetnić realnie, bo wolne jest już od większości cienia
i małych egoizmów.

Ptaki wzlatują w górę: to, co w nas przyziemne się uwzniośla.

Ptaki zlatują w dół: to, co zbyt utopijne i zbyt fantazyjne, upragmatycznia się i utwardza, zbliża ku ziemi.

fot MD
fot MD

Intencje przez długi czas były zamknięte w hermetycznym naczyniu osobowości, by się oczyścić. Tak długi okres pozwalał na ich spokojne podgrzewanie (uważać trzeba na nagłe wybuchy entuzjazmu i bezpośredni ogień, gdyż poza farejwerkami i błyskotliwością mało przynosi pożytku). Świat tak bardzo zważa wyłącznie na pozory, uchwytne fenomeny, dlatego w większości rezygnuje i przedstawia innym jako nieosiągalne coś, co nam od początku wydawało się Najdroższe.

Praca Wewnętrzna i Zewnętrzna.

Rada nauczyciela: 
Praca ezoteryczna, duchowa, dzieli się na: 
 - Pracę na poziomie Zewnętrznym; 
- Pracę na poziomie Wewnętrznym. 

Będąc chciwy na wszelkie ezoteryczne, tajemnicze, ale stosowalne łatwo i od razu, mądrości i sekrety, otrzymywałem tymczasem - gdyż Niebo zrządziło, że trafiłem na najlepszy i najrzadszy rodzaj Nauczyciela: zagadkowe, w ogóle nie w temacie za bardzo, któy najbardziej mnie pochłaniał i pozornie banalne i zniechęcające złote myśli. Wśród nich i takie, które wydawały się tak proste i niekonkretne, że aż pozbawione treści, jak choćby uwaga rzucona przez nauczyciela (który najczęściej wypierał się czegokolwiek, co zbyt łatwo określało jego zalety - jest zasadnicza różnica między wypieraniem się zalet i przyznawaniem do wad młodocianego aspiranta, jak ja, gdzie ewentualne straty osładzane są od razu wyobrażeniem na swój temat, że zgodne jest z ideą skromnego genialnego, choćby początkującego, adepeta, na drodze, gdzie szeroko uznaje się, że cnotą jest pokora i przesada w zaniżaniu siebie i swych zasług. Różnica polega na tym, że, jak zawsze, gdy dwóch mówi to samo, to nie jest to samo, choć może dać, łudzący komfort naśladowcy. Różnica jest taka, że mistrz i prawdziwy adaptet mówi to co mówi, i prezentuje siebie albo rzeczy tak a nie inaczej, nie dlatego,  by sycić pewien oczekiwany powszechnie, lub wyobraźony przez siebie tylko jako właściwy wizerunek, ale po to, by osiągnąć maksymalną możliwość obrodzenia pożytkiem, wydania dobrych owoców.  Dlatego prawdziwy adept może chwalić się lub umniejszać sobie i owoce tego, gdy dojrzeje mądrość by je zerwać, będą wyśmienite, a owoce skromności czy szczerości, choćby SZCZEREJ - będą nikłe, i kwaśne, gdyż ich słodycz została już skonsumowana.  Trwający pożytek przynoszą działania, w tym słowa i porady, których słodycz jest prolongowana, tak dla odbiorcy, jak i dla nadawcy.  Piszę to, by czasem Nauczyciel odebrał odrobinę słodyczy należnej, za często dane bez żadnej spodziewanego zwrotnej korzyści. To kolejny warunek ich cenności.  A spodziewanie się korzyści często ukrywa się przed nami w słodyczy samego wrażenia, że stać nas na poświęcenie.  

Gdy wszystko wydaje się już prawie gotowe, jeśli nie przezorność, to los, zmusi nas jeszcze do wycofania i spojrzenia na zamierzeniami i siebie z dystansu: naczynie odstawia się na kolejny niekrótki okres, by sprawy “dusiły się we własnym sosie“.

W istocie to i my także, jak i całe życie, gotujemy się głównie w sosie własnym.
Gdy nieczystości się ulotnią i potrafimy zaakceptować to przyprawianie samego siebie – co zawsze jest najtrudniejsze – bo Zmian tak często pragnąć – najbardziej w sobie samym się boimy i opieramy.

konieczna jest cierpliwość

CZAS, CIERPLIWOŚĆ I BŁĄDZENIE

Powiedzenie, że wszelki pośpiech powoduje tylko zmarnowanie materiału, wywodzi się a alchemii.

Niecierpliwośc jest zrozumiała, tym bardziej, gdy egzaminowaliśmy swoje intencje już wielokrotnie, zyskaliśmy – jak się kiedyś wydawało – wszystko, co mieć można; straciliśmy – wszystko, w tym siebie samego – a jednak dopiero wtedy zobaczyliśmy Więcej.

Jest niebezpieczeństwo tak złożonego i długotrwałego procesu, które powoduje, że tak niewiele ludzi dociera nawet nie tyle do końca, bo nie ma Końca (i bardzo dobrze! – Niebios jest wiele, jak i piekieł, i tyle razy gdy jesteśmy pewni, że widzieliśmy już wszystko – nie traćmy nadziei, że potrafimy jeszcze samych siebie ZASKOCZYĆ).

I to normalne, że nikt na tej drodze nam nie towarzyszy, że wszyscy musieli dawno zwątpić, czy cokolwiek osiągniemy, mało tego: że naprawdę do czegoś istotnego zmierzamy, że zmierzaliśmy od początku, usilniej nawet pod osłoną wszelkich spojrzeń, niż na widoku.
Im dłużej jesteśmy w drodze, choćby z przerwani na błądzenia po opłotkach, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że im bardziej w Samotności musi przebiegać nasza praca, tym mniej Samotni się stajemy w sferach ducha.

A świat wydaje się doceniać tylko to, co widać: wszyscy chcą się chwalić i to dobra rzecz: chwalmy się, gdy coś na pochwałę zasługuje. Co do chwalenia się jednak – zob. ustęp wyżej na temat różnicy, gdy “dwóch mówi to samo”..
Tak często jednak okazuje się – po czasie – że to co było powodem do takich chwał i samozadowolenia i uznania innych – było nietrwałe, pożytku prawdziwego nie przyniosło,
a i nawet przykładu dla Ludzi dobrego nie dało, gdyż uznanie ich nie płynęło z głębi serc i prawdziwego zrozumienia, a tylko dzieliło opinię większości lub przyklaskiwało, wstydząc się zazdrości czy niedowierzeniu odczuwanemu w środku.

Jeśli chcemy dokonać czegoś wartościowego i trwałego, czegoś uniwersalnego, co będzie prawdziwym Darem dla Innych, musimy być w alchemicznej zgodzie z tym materią tego, nad czym pracujemy.

Tutaj w sztuce odpowiedź jest tylko jedna: Tak, konieczne jest – by dzieło było Kalokagatią Prawdy, Dobra i Piękna – symetria w umyśle, sercu i prawdzie wewnętrznej twórcy.

Choćby najmniejsze przekłamania zepsują efekt, najlepiej zacząć wtedy pracę od początku.

A przekłamania te najtrudniej dostrzec i najtrudniej wyeliminować, nie wystarczy bowiem być wiernym temu, co zawsze przychodziło z łatwością, jako odbicie naszej wrodzonej czy wcześnie ukształtowanej natury: nawet jeśli nienawidziliśmy zawsze Kłamstwa i gardziliśmy najmniejszą hipokryzją, nawet jeśli nasze deklarowane wartośći były zgodne z tym, jak zachowaliśmy się życiu, trzeba – paradoksalnie – wprowadzić w sobie Absolutną Uważność i Absolutną Roztropność, by wiedzieć, że często deklarowanie i czynienie podług zasady absolutnej prawdy czy sprawiedliowości, choćby zgodne z MATEMATYKĄ rozliczeń się ze światem i ludźmi, nie będzie jednak tym, co NALEŻY, gdy zabraknie nam odwagi i roztropności, gdy zabraknie nam obojętności na pozorne wrażenia, gdy przestraszmy się kosztów i wstydów, by zawsze czynić tak i tak modyfikować swoje realne oddziaływanie, by INTENCJE i SKUTKI były w jak najdoskolnalszej harmonii, z naciskiem na SKUTKI I WIELOASPEKTOWE PRAKTYCZNE OWOCE.

Oznacza to, że – niekiedy łatwa dla nas od początku – bo zbierzna z własną naturą, z pragnieniami serca, bezkompromisowość – tak w Prawdzie, jak choćby w formie przekazu – musi być – mimo tego i właśnie dlatego, że kosztuje to dodatkowy wysiłek i pozoronie osłabia naszą ideę – być modyfikowane i tak udoskonalone, że będzie przynosić DOBRO.

Wszelka wiedza po to jest – by przynosić Dobro – inaczej, daje tylko fajerwerki – też ważne – i też warto od czasu je wystrzelić, by także samego siebie pobudzić.

Tak często bowiem przychodzi zwątpienie.

Wszelkie zwątpienie też i po to jest, by nas nauczyć przezorności i metody. Dopiero gdy wiele lat zmagamy się z naszymi marzenami, a jednak ich nie utraciliśmy, widzimy, jak nieoceniona pomoc spotykała nas zawsze, przychodziła z Nieba – gdy tylko próbowaliśmy być wiernymi sobie. Tym cenniejsza, gdy pozornie nas wtedy rozbrajała, pozbawiała motywacji, straszyła trudnościami czy prozaicznym wymaganiem ciężkiego wysiłku.
Gdybyśmy od początku traktowali odpowiednio pewne wskazówki, jak choćby ta od Arkadiusza Jadczyka: “Tylko to, co przychodzi z wysiłkiem, jest cenne“, moglibyśmy pracować i osiągać efekty szybciej..

Ale czy aby?

Przecież ponoszą nas te chwile, gdy pracujemy z radością, napędem, wiarą, gdy wydaje się, że efekty mogą być niemal natychmiastowe, gdy wydaje się, że już znamy SEKRET.

Takie chwili były i moje, i są wspaniałe. Takie chwile są potrzebne. Ale to te sprawy, formy, prace, starania, udoskonalenia a czasem w ogóle potrzeba zmiany kierunku czy sposobu radykalnego tak, że trudno zachować spójność z umysłowym i emocjonalnym, wypracowanym już i założonym jako jedne właściwie – które są TRUDNE, nieoczywiste, wytrącają z pędu i nie dają się stosować jako łatwe i przyjemne działanie – i to, w jakim zakresie potrafimy je wdrażać, nie tracąc głównego celu, decydują o finalnej wartości naszej pracy. Decydują też o finalnej zgodności z CELEM, czyli świadczą o naszej wierności samemu sobie.

A ta wierność musi się zmieniać, i jeśli nasza świadomość i uważność wzrosła – co jest darem, ale i PROBLEMEM, to dostosować do niej należy czynienie, co zwykle jest niewygodne.

Gdzie jest granica “wybaczania”, gdzie jest wewnętrzny bilans zysków i strat? Gdzie jest granica odporności na krytykę i gdzie można trochę poluzować? Jeśli jesteśmy na dobrej drodze, granica się przesuwa czyniąc coraz większe wobec nas wymagania.

Dlatego jest PRAWDĄ, że każdy następny krok w DOBRYM KIERUNKU jest trudniejszy.

Jakże to brzmi zniechęcająco.

A gdzie zasada: Każdy następny krok jest i powinien być łatwiejszy? Tak przecież zwykle zachęcają nas duchowi nauczyciele: mówią, tak – to trudne, bardzo trudne, ale zobaczysz, że w miarę wysiłku, będzie łatwiej.

Duchowi nauczyciele najczęściej od razu dodają też kilka fajnych darmowych bonusów na początek, inaczej mieliby mało uczniów, a liczy się ilość – taka jest większość nauczycieli – i uczniów. W istocie tylko PROCES – czyli lata pracy, i przerw, i mylnych dróg, i chorobliwych czy lewych ścieżek, bywa też lata rozpaczy, jeśli nasz wewnętrzny OGIEŃ jednak cały czas sie tlił, dają perspektywę.

Każdy następny krok jest trudniejszy.

Ale to i prawda, jak zawsze w WYŻSZEJ MATERII – sprawdza się logika CHMUR – logika Multimorficzna, logika DYNAMICZNA – więc jeśli jest prawda to jest i Prawdziwa, na swój sposób, na danym etapie, czy w danym kontekście, Prawda Przeciwna.

Nie tylko chmury pokazują różne kształty i amorficznie przechodzą w siebie, czasem –
rzadziej – także tył ptaka zamienia się w jego dziób, by nam powiedzieć, że zamknięte na zawsze
drogi mogą być otwarte dla oważnego i mądrego wysiłku, fot MD.

Jest bowiem też i łatwiej.

Idealne byłoboby wiedzieć, kiedy należy przejść z trybu ŁATWIEJ do trybu: – Trudno, teraz TRUDNIEJ. I wiedzieć, co i na jak długo załączać, by osiągnąć optymalny proces, nie tracąc nic z doskonalenia siebie, jak i z ekonomiki działania i wywierania rezultatów.

Ale lata zmagania się z moimi Marzeniami, choć wymagały przejścia epatów, gdy coś wydaje się niemożliwe, przez etapy, gdy Niemożliwe stało się Realne – ale jest zagrożone Nietrwałością, po etapy, gdy coś stało się z POWROTEM – NIEMOŻLIWE
(przykład: tak często wygląda droga Człowieka i jego stosunek do Miłości i możliwości stworzenia prawdziwego Związku Miłosnego).

Później, gdy ogień nie zagasał zupełnie podczas Nocny i Lat w dzikich ostępach, znów wiele może jawić się jako możliwe. Mogą pojawić się nowe terytoria i nowe drogi, które wcześniej były zupełnie poza mapą znanego świata.

Ale wróćmy do dialektyki:

TRUDNIEJ/ŁATWIEJ.

Doskonały nauczyciel od razu podpowiada wzór timingowy najczęściej sprawdzalny w postaci zasady:

– OKRESY ŁATWOŚCI SĄ SUPER, ALE RZADKO;

– NA CODZIEŃ SPRAWDZA SIĘ SAMODYSCYPLINA I CIĘŻKA PRACA.

Istnieją, jak ja, być może inni, ekwilibryści wysokiej liny i ekstremalnych gorącości (istnieją jednak różnoraki LWY, jak i różnoracy Mateusze, co widać nawet w telewizji).

Oni będą jechać do oporu tam, gdzie serce goni, i im łatwiej tym lepiej. Nazywa się to czasem wiernością sercu, a ja zamierzam wykorzystać z pożytkiem własne dawne badania nad tymi fenomenanami, gdzie określałem to m.in. jako “automatyzmy namiętności”. Gdy nad delikwentem czuwa odpowiedni Stróż niebieski (a czasem cały departament ds. agentów zadań specjalnych, wyposażonych, eksperymentalnie, w mieszankę ognia-z-wodą i ekperymentalnie krańcowo niskim zbalansowaniem pragmatycznym) musi on, by jakąś pożyteczną pracę wykonać, przejść przez wiele, długich, czasem wzajemnie sprzecznych etapów.

ETAPY SŁUCHANIA MĄDROŚCI


Nie ma co liczyć, bo od początku zaczął z pożytkiem stosować najcenniejsze reguły. Będzie na początku dowodził, że wcale nie jest tak, że tylko wysiłek i trud przynosi cenne efekty, gdyż, w zgodzie z sobą, widzi po sobie, że można coś dostać za darmo i nawet niesprawiedliwie – jak sądzi. Mało tego, wcale nie oznacza to tylko megalomanii czy zaburzonego postrzegania. Może to być odzwierciedleniem tego, co sobie ceni, jak szlachetne w sobie, mianowicie – nie tak częstej i dla wielu trudnej – szczerości w przyznawaniu się do własnych treści, zwykle i powszechnie uznawanych przez ludzi jako wstydliwe (a często w ogóle niedostrzeganych w sobie, jako klasyczny cień). Tak było choćby ponad dekadę temu, gdy egzaminowałem różne teorie ezoteryczne i duchowe i podejrzliwie odrzucałem te, które dają zbyt dużo obietnic czy stawiają nas w lepszym świetle, bez odpowiedniego uzasadnienia. Ten realizm się opłaca.

A jednak też wiele możliwości, szczególnie z zakresu empatycznej rozległości rozumienia najbardziej złożonych zagadnień humanistycznych i teologicznych, wydawało się jako otrzymanych za darmo.

Na ich podstawie można było próbować czynić i tworzyć, z intencją wywołania pożytku i przyniesienia dobra, ale właśnie konsenwencje i prawdziwe owoce takich prób przynosiły naukę o tym, że jeśli coś dane jest za darmo, wartość pozostanie uśpiona czy też owoce będą w jakiś sposób zatrute lub niejadalne (raczej to drugie w wypadku szczerych intencji), jeśli odpowiedni wysiłek przy nabyciu komplementarnych umiejętności i odpowiedni trud włożony w konieczne zbilansowanie siebie i swoich metod, o to, czego nam brakuje, zostanie zignorowany.

Tak się jednak dzieje w przypadku mało zbilansowanych charakterów, które nie mają też odpowiedniej pożywki do inicjacji takiej harmonizacji wcześniej, gdyż pewne aspekty mają tak silne, że wystarczają na długie lata i potrafią zmylić, nie tylko świat i ludzi, ale przede wszystkim samego autora, że są samowystarczalni w takim naturalnym pędzie.

RODZAJE LUDZI I ICH MOCNE STRONY DUSZY – 1, 2 i 3 Droga

Tak dzieje się często choćby z ludźmi, którzy mają bardzo silny intelekt – bywa, że udanie osiągają bardzo wiele ograniczając się tylko do tej jednostronnej władzy duszy.

Podobnie, ludzie wielkich serc i empatii, dokonują często wiele.

Są też ludzie żelaznej woli, którzy potrafią determinacją zbudować całe systemy i epoki, nierzadko jednak bezduszne i bez serca.

Niektórzy jednak życiowi pechowcy, nigdy nie zadawalali się i nie mogli – władzą i realizacją jednej natury. W czysto intelektualnych zdobyczach, brakowało im serca i transcendencji. Z kolei w uczuciowościach i emocjonalizmach lub liryce czy społecznym dziełom tego rodzaju, widzieli często zbyt mocno naiwności i niespójności, zbyt jasno widzieli tam przekłamania czy nadużycia logiczne czy praktyczne.

Czwarta Droga

Dlatego potrzebowali czwartej drogi, lecz bywa też, że na czwartej drodze, element wysiłku i samodyscypliny oraz konieczność pracy nad harmonizacją siebie samego, odstraszały ich i wydawały się zbyt odległe temu, od czego zaczynali jako wierni sercu – od namiętności, od automatyzmu, od doznań.

Dlatego, kierowali się ku Piątej Drodze.

rycina z XIX w., fot MD
na ścianie alchemicznej pracowni, Praga 2019, fot MD

Piąta Droga

Zdarzyło się także, że – być może – Piąta Droga była w ich życiu z pewnych przyczyn zarówno:
Dana, jak i zamknięta.

Wydawało się, że sytuacja znów zamyka drogę wyjścia, przynajmniej tam,
gdzie zawsze majaczył horyzont marzeń – ku Doskonałości.

Tak się jednak mogło tylko wydawać, choć konieczne były kolejne Noce Umysłu,
Noce Serce i kolejne powodzie wątpliwości. Pewna konsekwencja, pewien wzór,
pewna faktura chmur, pewne ciche śpiewy ptasie, podpowiadały jednak, że ta
droga – jest zamknięta – i choć tego zmienić nie można, można jednak pójść nią po to, pójść nią powrótnie, po swoich śladach, z dodatkową latarnią i dodatkową mapą skarbów, by drogę też uczynić Otwartą dla Innych.

Lecz mając już tyle “obrazków z podróży”, budząc się dzisiaj ze snu,
gdzie Miła Moja była przy mnie, nie widzę tego w ten sposób.

Gdyby próbować wykonać coś takiego tylko dla Ludzi, dla Innych,
nawet gdyby starczyło dla takiej pracy całego naszego serca
(nawet lwie serca mają swoja limity, a zbyt napęczniałe, chorują),
brakło by Ognia. Brakło by mocy, siły, woli, bo skąd ją czerpać,
jeśli konieczna jest tak czysta i tak szczera?

Dlatego moje serce widzi to inaczej, choć prawie 20 lat mineło,
od kiedy mogło spojrzeć bezpośrednio, oczy w oczy.
Moje serce widzi to jako droga Jedyna, jedyna droga do mojej Jedynej.

Życie czasem musi ułożyć się tak, by zmotywować do pracy nad Niemożliwym,
i nie może być okrutne, zabierając Miłość, i ofiarowując w zamian: Dobro.

Albowiem nie jest to to samo.

I nie można siebie tutaj oszukać
(choć innych – bardzo często i aż nazbyt łatwo).

sloneczne istoty mają długie okresy Zimy, niestety

Planuję migrację bloga na inny serwer, domena pozostanie ta sama tj. https://bl8g.pl