6-9-6

No więc, finanse i moc i takie tam – wrzesień mamy piękny tego roku, tymczasem, jak wspominałem, trwają prace poza “sieciowe” nad publikacjami, dlatego tutaj występuje dłuższa przerwa.

Obiecałem jednak coś w tzw. międzyczasie (time-in-be-tween?) wrzucić..

Czas bycia pomiędzy? – tu się chwilę zadumałem..

Proszę – jeśli ktoś nie widział, odżałować 10 minut ze swojego Czasu Życia, na tą krótką impresję z młodości i dojrzewania do dorosłości.. a nawet i z melancholii z tym związanej..melancholii miłości.

Dziękuję.

Co mogę – tymczasem (?) dalej podać?

No, taki choćby, amatorski – klip, przedstawiający ruchome chmury.

TCHM..

Można też zoczyć (zauwaużyć, znaczy się), że Drzwo także okiem śledzi wydarzenia i chmury, zatem pareidolia się rozciąga nie tylko na chmury i niebo ale i drzewa i liście, zatem na cała już prawie Naturę..

Z czego Wnioski należy czerpać..

Z poważaniem

Marat (Mateusz D.) Dakunin

i pozdrowienia

dla profesora Arka

Kiedy wspominam moją znajomość z profesorem Arkadiuszem Jadczykiem oraz to, jak on podchodzi do kwesti wiary i jej stosunku do nauki, przychodzi mi do głowy, że popularne teraz, słyszane tu i tam "Myślenie Pozytywne", "przyciągasz to o czym myślisz itd" - czy też inaczej wyrażane, ale summa summarum jest to jakiś rodzaj "WIARY, KTÓRA CZYNI CUDA", to wtedy, wydaje mi się bardzo ważne, by zaznaczyć, że:- Ta wiara ma moc czynienia cudów, gdy jest w zgodzie z obserwacją obiektywnego świata i wynika z tego jak widzimy i doceniamy naturę w okół nas - wtedy idziemy ręka w rękę z Bogiem i rzeczywiście możemy przenosić góry!Jeśli wiara - jest oderwana od szacunku dla obserwacji Innego, tego co w okół Nas, jeśli bazuje na uprzedzeniu, przesądzie, micie (źle pojętym, wykrzywionym), często tam, gdzie się przesądu nie spodziewamy - w nauce, tak, tak! - to wtedy sprowadza nie cud, a nieszczęście!

Interpretacja #1

W niniejszym wpisie zostanie podana, bardzo skrótowo i oszczędnie, propozycja interpretacji dla pewnych, stale powtarzających się znaków (tzn. takich układów chmur, światła itd. na niebie, że kojarzone one są ze znanymi kształtami różnych przedmiotów, zwierząt, symboli, itd. itp.).

Nie zajmuje się jednak kwestią tego, dlaczego i jak w ogóle się to dzieje, że “znaki na niebie” przekazują nam określone informacje, treści.. (nie można pisać o wszystkim i wszystkiego uzasadniać, tak się po prostu nie da, także ze względu na rozległość tematu i konotacji).

Tak więc, powtarzając, w tym wpisie podaję tylko propozycję interpretacji dla określonych znaków, kojarzących się z określoną rzeczą czy też raczej czynnością.

Uznałem jednak za celowe poprzedzenie samej tej interpretacji – wstępem o charakterze psychologiczno – logicznym. A to po to, żeby pewne komentarze (lub ich brak) stały się po prostu zbędne i by można przejść do czegoś bardziej konstruktywnego.

Poza podaniem podstawowej informacji, która może być odczytana z danego układu znaków (tak skrótowo to nazwijmy) wskażę tylko, bardzo syntetycznie, gdzie szukać więcej informacji i wiedzy. Mógłbym napisać, że: sprawdzonej, ale jakie to ma znaczenie?
Każdy musi (powinien, jeśli zdobędzie się na to.. choćby czasowo) sprawdzić samodzielnie, przekonać się sam, zdobyć pewną wiedzę dla siebie, choćby w tym sensie, że pofatyguje się na jakąś stronę (kiedyś – do jakiejś biblioteki, a jeszcze kiedyś: na miejsce zdarzenia..- teraz wiedzę i przekonania czerpie się z mediów, które ….) , że zapozna się z niekiedy znaczną ilością materiału, ze zrozumieniem, że podda go krytycznej analizie, w świetle swojej własnej wiedzy (sprawdzonej, co nie znaczy, że na zawsze spetryfikowanej i niezmiennej oraz absolutnie słusznej) i własnego doświadczenia życiowego i wyciągnie wnioski.
Na wszystkich tych etapach zachowując otwartość na wszystko, co się przedstawia zmysłom, co daje się jakoś zobaczyć, odczytać i zrozumieć (sic!).

To wszystko każdy musi sam dla siebie wykonać, jeśli chce być pewny tego, jaki wniosek czy opinię następnie podejmie – i jeśli chce być rzetelny wobec samego siebie i wobec innych.

Potrzebne jest na to czas, cierpliwość, odpowiednie zdolności i możliwości intelektualne (które prawie zawsze sobie przyznajemy w stopniu niemalże najwyższym, ale czy słusznie..? Jak wiadomo im ktoś mądrzejszy tym mniej przekonany o swojej mądrości..) – jednak mieszczące się w normie (nie wymaga się jakichś genialnych czy niespotykanych powszechnie umiejętności czy doskonałej pamięci albo zdolności kojarzenia).

Potrzebne jest przede wszystkim też przyjęcie uczciwej postawy badacza, który nie zakłada z góry tego, co chce otrzymać. Bardzo często nawet w tym wstępnym zakresie prześwietlenia siebie i swoich intencji oraz „czystości” w procesie poznania czegoś
i wyciągnięcia wniosków, nie zachowujemy odpowiedniej „higieny” poznawczej, niosąc ze sobą cały czas w formie dalszych założeń czy jakichś tam „oczywistości” „zdroworozsądkowych” albo przekonań historycznych (zawsze tak było..) czy pośrednio ukrytych dogmatów i aksjomatów – zwykłe przesądy i własne wierzenia i fantazje.

Warto pamiętać, że nasze

Warto pamiętać, że nasze przekonane o czymś, że coś może – albo nie może istnieć czyli, nasza “wiara” w coś albo niewiara, jest tak determinująca, że wpływa na nasze postrzeganie: jeśli w coś absolutnie nie wierzymy, to nawet, gdy się to nam objawi – to tego nie zobaczymy! Nie zakwalifikujemy jako istniejące!
To nie dowcip!
Warto przytoczyć pouczający przykład z sesji hipnotycznej, który bardzo dobrze tę naszą ślepotę ilustruje. Otóż osobie zahipnotyzowanej zostało zasugerowane (sugestia hipnotyczna), że osoba, która jest w pokoju obok niej nagle znika (rozpływa się w powietrzu). Co się stało! Uwaga: sugestia hipnotyczna nie zadziałała! Dlaczego? Dlatego, że fakt “znikania – poprzez rozpływanie się w powietrzu” kłócił się z podstawowymi założeniami “wiary” danej osoby, co jest w ogóle możliwe a co nie jest.
W następnej próbie sugestia hipnotyczna została zmodyfikowana w ten sposób, że osoba nie “rozpływa się” ale zwyczajnie wychodzi, zamyka za sobą drzwi i już jej w danym pomieszczeniu nie ma. Co się stało? Otóż w tym przypadku sugestia hipnotyczna zadziałała w pełni – osoba zahipnotyzowana była przekonana, że danej osoby nie ma już w pokoju (chociaż była nadal) – bo zaakceptowała sugestię, że ta osoba wyszła, zamykając za sobą drzwi.

***

Jeszcze dobre rady: należy pamiętać, że istnieje możliwość, że nikt tu nie jest niczyim wrogiem, nie chce się kogoś nabrać, oszukać, przekonać na siłę, czegoś sprzedać – jest to po prostu, choć w podobnym przypadkach tak trudne, ale jednak, naturalne, mówienie Prawdy, co do której jesteśmy przekonani. Tutaj nie trzeba kombinować – jak przy kłamaniu czy fantazjowaniu.

Warto też, by, piszący te słowa pamiętał, że był kiedyś w identycznej (prawie) sytuacji jak niektórzy czytelnicy – i by czytelnicy też wyobrazili sobie taką zamianę ról. Że ktoś wcześniej tak samo spotkał się z czymś, co absolutnie wydawało mu się nierealne,

Tak często się o tym zapomina, gdy przekracza się magiczną granicę PRZEKONANIA SIĘ o czymś (ale nie są to przekonania takie jak „religijne”, lecz przekonania zrodzone z trudnego, mozolnego przekonywnia samego siebie, że pod ciężarem dowodów i świadectw, przy wykluczeniu (dostatecznym) oszustwa zmysłów, halucynacji, itp. – musimy coś uznać, za realne, albo nie…

Oczywiście, bez pewnego przyzwolenia na naprawdę otwarte postrzeganie i myślenie, bez minimum życzliwości dla całowitego zaskoczenia (albo wprost przeciwnie, co czasem sprawia, że tym trudniej w coś „uwierzyć” – okazuje się, że coś traktowane zupełnie fantastycznie czy humorystycznie jest jak najbardziej realne) i wreszcie – last but not least – bez zdrowego poczucia humoru i dystansu do swojej własnej osoby – niemożliwe jest uczynienie jakiegokolwiek postępu.

“Obrazków” sugerujących zjadanie (chyba najpopularniejszy “temat”) jest tak dużo, że wcale nie jestem pewien czy tutaj załączam najbardziej typowe, wyraźne czy “przekonywujące”, no, ale jakieś trzeba pokazać, a jest naprawdę setki..

Tutaj jest “żerowisko” – a człowiek mieszka w pustostanie
łańcuch – zjadania – się –
powiększenie..

INTERPRETACJA #1

Fotografii ukazujących mogące być podobnie interpretowane – “jedzenie” “pożywanie się”, “zjadanie”, “polowanie”, “połykanie” itd. w samym tylko archiwum tego projektu jest kilkaset, może nawet kilka tysięcy.

Komentarz do tego, jak zaznaczyłem na wstępie, będzie bardzo syntetyczny. Wszystko dostępne jest w Internecie dla chcącego poszerzyć swoją wiedzę.

Otóż, w odróżnieniu do różnych filozofii idealistycznych czy wręcz solipsystycznych (zakładających określone konstrukty w zupełnym oderwaniu czy też w bardzo dowolnym interpretowaniu świadectw, które przynoszą nam nasze zmysły oraz zdolności logiczno – rozumowe) – nauka – w tym nauka dotycząca kwestii tradycyjnie określanych jako “metafizyczne” (nie czepiajmy się słowa, bo skróty myślowe są konieczne i nieczego tutaj nie zakłamują) – powinna bazować na poznaniu i opisaniu określonych zjawisk, które można obserwować i wychwyceniu w nich określonych prawidłowości, stałych mechanizmów, powiązań, itp. – inaczej mówiąc: zasad, czy praw (prawa natury, zasady stworzenia itd.).

Nie da się ukryć, że jednym z podstawowych takich ogólnych praw jest to, że organizmy, aby trwać (i rozmnażać się) muszę się ODŻYWIAĆ -czyli czerpać jakiś rodzaj pokarmu (energii) z otoczenia/od innych organizmów.

Już w szkole podstawowej dowiadujemy się o tzw. producentach i konsumentach w łańcuchu pokarmowym.
Podstawowa teza interpretacji tutaj podawanej jest taka, że zasada konieczności odżywiania się wszystkich bytów materialnych jest ogólnie obowiązująca i nie należy z góy zakładać, że człowiek, jako gatunek, jest wyłącznie konsumentem. To znaczy: że może on być także konsumowany, jedzony, przez inne organizmy.
Jest to teza najzupełniej logiczna i spójna.
Nie chodzi tutaj oczywiście o trywialny przykład typu: jedzenie naskórka przez owady czy też “jedzenie” pozostałości materialnych człowieka w glebie (rozkład) przez mikroorganizmy itd. itp.

Tak więc: odżywianie się, jedzenie, pobieranie energii jest jedną z podstawowych zasad tego (materialnego) Świata.
Skądinąd – mogę podać informacje, ale nie będę podawał na nią dowodów – że, istnienie poza światem materialnym jest możliwe (czysta dusza, duch, świadomość, światło – to pojęcia z tym wiązane, które też tutaj szczegółowo nie definiuję) i takie istnienie nie potrzebuje odżywania się, pobierania pokarmu. Duchy nie jedzą.

Jednak cokolwiek znajduje sie w jakimkolwiek rodzaju ciała materialnego, musi w jakiś sposób się odżywiać.
Znaki przypominają nam o tym, że my także – jesteśmy pokarmem – dla innych istot, i my także, jesteśmy “jedzeni”.

Nie będę tutaj rozszerzał tego tematu w kierunku sensacyjnym czy w kierunku horroru, chodzi o czystą informację. Ten temat bowiem ściśle wiąże się z innymi. Szczegółowych informacji na ten temat jest dużo, jednak jest ona celowo właśnie dlatego, by była ignorowana czy wyśmiewana, pomieszana z fantazją, z obrazami koncentrującymi się na skrajnym oburzeniu, strachu czy też nawet komizmie.
Jednak pomiędzy tymi wszystkimi ślepymi uliczkami i celowo poupychanymi odciągaczami od tematu głównego, istnieje konkretna Prawda i konkretne fakty.

W tym zakresie, mogę z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem i weryfikacją, polecić te informacje w tym zakresie, które są publikowane przez szeroko działającą grupę Cassiopaea, kierowaną naszego rodaka Arka, prof. Arkadiusza Jadczyka i jego żonę, wyjątkową erudytykę i specjalistkę w zakresie białych plam historii i archeologii – Laurę Knight – Jadczyk.
Arkadiusza mam zaszczyt znać od ponad 12 lat. Osobiście także spotkałem się z Laurą oraz niektórymi członkami grupy Quantum Future (jest to szkoła IV Drogi wg Gurdżijewa, oparta na nauce).

Tutaj można szukać więcej informacji:

Strona projektu Cassiopaea

Bardzo bogate w tematyke i profesjonalnie zarządzane jest forum – tutaj.

Strona niezależnego serwisu informacyjnego Signs of the Times (Znaki Czasu)

witryna Sott wygląda jak mainstreemowe …

Blog Arkadiusza w języku polskim

Honorowa strona Cassiopaea Polska – prowadzona przez Marata Dakunina.

Tutaj pozycja, która w miarę szczegółowo przedstawia kwestie odżywania się – na tle kosmicznym i sytuację człowieka (szczególnie wartościowe jest to, co tam powiedziane na temat psychologii człowieka!). Pozycja w jęz. angielskim:

Gurdjieff and Hypnosis: A Hermeneutic Study.

(Gurdżijew i Hipnoza. Studium Hermeneutyczne)


Tutaj możliwy zakup w formie książki tradycyjnej i ebooka.

Będę o tej szkole pisał jeszcze więcej – wspominając także o swoim projekcie, teraz jednak wracam do tematu – i tej wybranej intepretacji.

Otóż, aby Ludzie mogli zaznajomić się z prawdziwą wiedzą dotyczącą spraw ukrywanych, zostały powzięta i zaplanowane określone starania i projekty. Owocowały one m.in. tym, że w latach 80-tych XX wieku odebrany został przekaz, który nazwany został “Zwiastuni świtu” itd. – przekazujący nazwani zostali Plejadianami.
Osoba związana z tym przekazem, to nosząca polsko brzmiące nazwisko Barbara Marciniak.
Można ogólnie powiedzieć, że przekaz ten – początkowy – był radosny i wskazywał na możliwości i perspektywy, które czekają na człowieka.

Następnie, Istoty niosące przekaz Prawdy dla Ludzi, mający trafić do nich właśnie na ten czas, w którym następuje Transformacja planetarna, nawiązały kontakt z Laurą Knight. Pierwsza sesja changellingowa odbyła się 15 lipca 1994 roku w USA.
Po kilku latach, do Laury, wiedziony synchronicznościami i wyższym planem, dołączył Arkadiusz Jadczyk.
Ponieważ Siły Światła niosące wiedzę dla ludzi przekazywały wtedy z rejonu Kasjopei, projekt i źródło kontaktu nazwany został: Kasjopejanami.
Ogólnie można powiedzieć, że przekaz ten skupił się na zaszłościach historycznych, na tym co człowieka niewoli i wielu negatywnych i ciemnych sferach tego dotyczących. Laura zajmowała się i zgromadziła nieocenioną wiedzą dotyczącą obrony psychicznej, psychopatów, i innych informacji i technik, które uświadamiają człowieka i dają mu odpowiednie środki i możliwości obrony.

22 lata później, 15 lipca 2016 r. te same Siły Światła niosące Wiedzę i Miłość, znajdując się tym razem już w gwiazdozbiorze Lwa – nawiązały kontakt i przypomniały o lwim dziedzictwie – jednej osobie w Polsce. Źródło zostało oczywiście nazwane – Lwami.


Osoba ta została także ukierunkowana na spostrzegawczość i uwiecznianie tego, co będzie się objawiać – na Ziemi i Niebie.
Z inicjatywy tej osoby powstał projekt “Znaki na Niebie”, gromadzący obecnie kilka tysięcy fotografii nieprzypadkowych symboli i kształtów, które mogą podlegać różnym interpretacjom, a także – in statu nascendi znajduje się projekt “Pleoroma”.

PLEOROMA jest społeczeństwem wzajemnej wymiany – w którym ludzie odstępuję od modelu wybranego setki tysięcy lat temu (w skutek kolegialnej decyzji – tzw. Upadku Człowieka, z udziałem podstępnego Węża/Gada) – modelu złodziejskiego, tzw. “Służby Sobie (Service to Self) i wybierają model tzw. Służby Innym (Service to Others).

Służba Innym (Drugiemu) oparta jest na wymianie energetycznej, przy całowitym poszanowaniu dobrostanu Innych Istnień. Tylko taki system może trwać w nieskończoność gdyż system Służby Sobie, jak to teraz widzimy, musi – kiedyś się zakończyć – gdyż zawsze niesprawiedliwość i rabunek ekonomiczno-energetyczny prowadzi do niewydajności i zakłócenia homeostazy systemu.

Pozostaje tutaj wiele, bardzo wiele, pytań, niejasność i wątpliwości. Zdaję sobie z tego w pełnie sprawę, nie sposób jednak wszystkiego a nawet określonego aspektu takiej przemiany i takiego systemu, opisać za jednym razem i to zadowalająco.
Tak więc proszę traktować niniejszy tekst jako pierwszy krok w bardzo długim marszu.

Zaproszenie Ludzi do systemu “Służby Innym” – jest wspomagane przez tych, których ludzie niegdyś odrzucili, zwiedzeni przez gadzie “reklamy” – no, ale jak to wygląda, to już się ludzie przekonali na własnej skórze, więc teraz możemy, zgodnie z prawami kosmosu, znów złożyć swoją propozycję – pod wolną wolę – Człowieka.

Grupa “Znaki na Niebie” znajduje się tutaj.

Tutaj znajduje się osobisty webring Marata.

Tutaj budowana jest cały czas strona PLEOROMA.

Tutaj budowana jest strona w całości poświęcona znakom na niebie – SIGNSINTHESKY.NET

Tutaj zaś będzie portfolio fotograficzno – filmowe Marata,
także związane z możliwością przyjmowania zleceń zarobkowych,
gdyż w obecnej sytuacji także lwy muszę scierpieć gospodarkę pieniężną, ze względów pragmatycznych, na okres przejściowy..

Marat Dakunin i Lwy .

17 sierpnia 2020 r.


Ave Sekhmet!

Materiału z tej wycieczki sporo, więc podzielę wpis na 2 lub nawet 3 części.
W części pierwszej komentarza będzie nie za wiele, powtórzę też 3-4 foto, z góry, które się już pojawiły, a to dla ich urody w tym przypadku – nie dla znaczenia (bo niektóre, inne, a które to Wy już chyba wiecie, poza urodą estetyczną mają też do spełnienia pełną ważną funkcję.. symboliczną.. , czy mówiąc bardziej bezpośrednio nawet: informacyjną.

Poprzez pareidolię bowiem można także informować.


A jak informować – to także – się komunikować.


Zawędrowałem najpierw do góry, następnie w dół.
A prowadziły mnie Duchy, na co wskazywały ultrasynchroniczności i nie tylko.
Ale zacznijmy od początku..

Fotografie z tego wpisu można też obejrzeć w większej rozdzielczości tutaj.

Dobrze, że ten głaz nie na górze – albo nie na sercu..

A to obraz surrealisty Rene Magritte’a

To ulubiony obraz prof. Arkadiusza Jadczyka, którego Lwy pozdrawiają, a któremu ja jak zwykle korzystam ze sposobności, by podziękować. Tutaj od kilku lat stoi mały, historyczny raczej, ale ważny, hołd (dla grupy Cassiopaea – Laura Knight – Jadczyk i Arkadiusza Jadczyka)

Ale – a miałem iść do schroniska “Odrodzenie”
(w “Oświeceniu” już byłem i całkiem tam fajnie, powiem,
chociaż niektóre sprawy, no naprawdę..nie do uwierzenia,
a niektóre – dość smutne, ale za to ile tych radosnych!)
– rozważałem też schronisko “Samotnia” (i zejść do Karpacza).

O samotni i o odrodzeniu to ja jeszcze opowiem..

Wodospad Kamieńczyk sobie darujemy, choć zamieszczę tylko pewną buzię z koryta

Jeszcze nie wiedziałem tego dnia, że dalszy ciąg trasy został mi wymyślony zupełnie inaczej, choć mogłem to podejrzewać, gdy przesiadałem się we Wrocławiu:

Pamiętam, 17 lat temu, przykrość Ewie zrobiłem, okradli mnie w nocnym pociągu, wtedy dworzec wrocławski mnie rankiem przytłoczył. Ale skończyło się dobrze.. Czy to wszystko, co teraz nam towarzyszy się skończy dobrze? Myślę, że tak. Mam takie przeczucie. Linie czasowe są do końca otwarte, ale dużo już zrobiono, by się skończyło dobrze (a jak się skończy dobrze to się bardzo dobrze, radośnie zacznie). Ale my sami, każdy z nas, musi pracować, starać się, przyłożyć do tego, by poszło dobrze. Czekać, nic nie robić, zwalać na innych, oczekiwać zbawienia, pomocy z góry, zrobienia wszystkiego za nas – to najpewniejsza recepta aby wszystko nie poszło tak dobrze, a dla tego, kto takie rozwiązanie wybrał – poszło jak najgorzej.

Na miejsce przeznaczone (i nocleg) dotarłem już po północy.

Okazało się, że zaraz za rzeką stoją wysokie kamienice, które widziałem już wcześniej, widziałem w snach. Hmm, pewne miejsca, wydarzenia z linii czasu, którą mamy (?) podążyć śnią się nam czasem, niezbyt często, ale jednak, w takich “prekognicyjnych” bardziej niż profetycznych snach (bo co to za jasnowidzenie..). Prekognicja – poza snem – też mi się zdarzyła. I to udowodniona – dla mnie – wg krytycznych bardzo kryteriów. Może kiedyś i to opowiem.
Tych kamienic nie pokażę jednak, bo stało się rano i nie piękne kościoły w Kłodzku mnie przyciągnęły i słynna Twierdza, ale drzewo, jako pierwsze:

A przy drzewie – konar jeden.
Z czym się to mi skojarzyło? A, z kilokma rzeczami, może nawet i z pewnymi mitami. Ważniejsze często bywają pytania – nie gotowe odpowiedzi. A tam, gdzie pytać nie należy – czy nawet – nie wolno – najpewniej tylko dlatego to, że coś śmierdzi – i dlatego jest kryte.
pareidolia?
ratusz w Kłodzku

Lwy, już takie są, że za drobne niegrzeczności się nie obrażają. Za grubsze też raczej nie.
Jakie jeszcze są Lwy?
Są czułe, kochające, ale i niecierpliwe, pośpieszne, czasem coś za szybko zrobią czy nazwą i przez to, zdarza się, skrzywdzą. Zapalczywe, szybko gasną. Kreatywne, ale na krótką metę.
Muszą pracować nad swoją wolą.
Blisko im do Źródła. Chcą się zaprzyjaźnić z minerałem, ptakiem, dzrzewem. Złego – nie chcą pamiętać. Zgryźliwe – potrafią być, złośliwe – nigdy.
Nieznoszą niesprawiedliwości i kłamstwa. Gdy walczą – to raczej tylko w obronie słabszego.
Przez to, że nienawidzą przemocy (i drapieżnictwa się wyrzekły) oraz równe miejsce – jeśli nawet nie prymat – przyznają elementowi kobiecemu – popadają niekiedy w kłopoty.
Jednak nie na długo, obronią je bowiem Ptaki, a może bywa i nikiedy tak, że i same Źródło..
Jeśli to możliwe – tak wiele wymyka mi się jeszcze rozumieniu.

Lwy podróżują w Czasie.
Dusza wielowymiarowa – nazywana bywa kocią.
Jak już kiedyś pisałem – potrafią też niektóre koty skakać w tzw. bardo – co się łączy oczywiście z podróżowaniem w Czasie.
Ale idolatrii Lwy nie lubią.

Lwy uważają, że jedyny prawdziwy autorytet powinien się opierać na:

a) skali (rozpiętości) Świadomośći

b) stopniu udoskonalenia Sumienia.

I taka jest też Lwia propozycja dla Ludzi.

Ludzie dawno dawno temu, gdy Upadli, tę regułę zarzucili, przez co teraz, od dawna, jak widać, jest generalnie burdel.

Cześć druga niebawem.

Marat (Mateusz) Lewita*, Przedstawicielstwo Lwów

*trochę już było wyjaśnione,
ale wyjaśnienie się powtórzy,
żeby w głowy zapadło..

Zimowy powrót Lwa

Istnieje opowieść o trzech rodzajach godnej śmierci do wyboru:
– jedna jest jak śmierć małego dziecka, które jest wolne od namiętności i pamięci tego świata, bo jeszcze nie zdążyło go poznać;
– druga jak smierć żebraka, który nic nie posiada i niczego zatem nie będzie mu żal opuścić;
– trzecia – to śmierć Lwa, który samotnie udaje się w błyszczące śniegi by umrzeć.

***

Mamy zatem śniegi: a jak śniegi – to zimę. Choć oczywiście klimat jest taki, choćby w Polsce, że zima jest, słońca nie ma, ponuro i bieli śniegu też nie ma (który bywa lepszy niż szarówa, gdy Słońce odbija się w śnieżynkach).

Czas wrócić do regularnego pisania tutaj (podczas gdy trwa praca nad większymi całościami, które powoli będą się pojawiać na wiosnę..). Z kilku przyczyn trwała ta przerwa, ale szczerze muszę wyznać, że z ogólnego bezwładu. Skala i jakość inspiracji bezpośredniej była tak duża pod Słońcem letnich miesięcy ostatniego roku, że przejście do szarej końcówki października, listopada i dalszych zimowych miesięcy odbiło się na mnie jakby epizodem depresyjnego nawrotu, gdy każdy dzień i każda czynność stają się wyzwaniem i trzeba walczyć z życiem (oraz walczyć o siły życiowe).
Czy jedna piszę to, bo mogę uznać, że należy pracować (i przekazywać to, co się ma, to, co się ma bowiem, jeśli jest wartościowe, powinno się dzielić z Innymi – inaczej trafiamy na jakąś lewą ścieżkę..) tylko gdy bezproblemową jest inspiracja i wszystko nas motywuje?
Nie – muszę bowiem ćwiczyć (samo)dyscyplinę.
Niezależnie od tego czym się głównie zajmujemy i jak bardzo twórczy czy bazujący na okresach wzmożonego natchnienia i intuicji jest nasz proces, bardziej kreatywny niż odtwórczy (tak musi być gdy Źródło takiej wiedzy jest wyższego poziomu – jeśli to wiarygodne i dobrze życzące nam źródło, to zawsze przekazuje one minimum, bacząc by resztę zostawić dla naszego własnego wysiłku, który jest niezbędny dla naszego rozwoju; dając gotowce wyrządziłoby się człowiekowi niedźwiedzią przysługę) –
to powinno obowiązywać powiedzenie Arka (prof. Arkadiusza Jadczyka):

Praca wynikająca z inspiracji, działanie “w chwili”, spontaniczne, improwizacja – bardzo się sprawdza!
Ale rzadko!
Na co dzień sprawdza się samodyscyplina!

Także z powodu Arka postanowiłem (i tak późnawo) wznowić regularne i częste tutaj widoczne wysiłki (czyli posty, za którymi nierzadko stoi jednak solidniejszy wysiłek), gdyż dowiedziałem się, że końcem grudnia zapadł na dość poważny wirus, związany z sercem (nie słyszałem wcześniej dużo o tego rodzaju chorobach wirusowych). I choć wydaje się, że już wydobrzał, to pomyślałem sobie – a nuż przypadkiem zaglądnie tutaj, zoczy jak tutaj cienko z regularnością od środka jesieni po zimę (cały styczeń pusty!) i pomyśli coś nie najlepszego o mojej dyscyplinie, a jeśli gorzej: zmartwi się.
A pewnych ludzi nie wolno nam martwić, każdy z nas wie – jeśli pomyśli (i poczuje) chwilę – których, dla siebie z pewnych powodów ważnych..

Moje głowne Źródło – Lwy (choć 2 kategorie, jak to odbieram i widzę, są w tym zbiorze, o czym kiedyś wpomnę więcej) tak silnie związane jest z propagacją Słońca, że okresy gdzie dominują odwrotne “klimaty” mogą być dla rodzinnie powiązanych odbiorców trudne, uniemożliwiające stworzenie czegoś dobrej jakości mocą inspiracji, ale nie uniemożliwiają one codziennej samodycypliny i wykonywania tych czynności, które bazują na wysiłku, na trudzie, zmuszeniu się (choćby: archiwizacja, kwerenda, czynności bardziej techniczne, często “lwiej rodzinie” niezbyt miłe, gdyż nie przepadają lwy za powszedniością i “szarą robotą”..
Oby to co piszę towarzyszyło mi w praktyce przez najbliższe miesiące, do początków lata!
A tak w ogóle, Gurdżijew utrzymywał, że w ogóle liczy się tylko wysiłek i robota, która przychodzi z trudnością (jako m.in. świadczące, że przełamujemy to wszystko, co jako mechaniczne, zepsute lub rozstrojone składa się na psychologię przeciętnego człowieka). Ark też tak sądzi.
Ja kiedyś uważałem inaczej, z pewnych wzgledów (bo pewne realnie wartościowe osiągnięcia przychodziły mi zbyt łatwo i zamiast z tego brać większą siłę do tym bardziej koniecznej dyscypliny czyniłem sobie z tego wymówkę dla spraw i rodzaju czynności, które bynajmniej łatwo i automatycznie mi już nie przychodziły.

A w drugiej części tego “zimowego powrotu Lwa” opiszę pewną figurkę.

Oto ona:


prehistoryczna (ok. 40.000 lat temu) rzeźba z kości słoniowej, która została odkryta w Hohlenstein-Stadel 

Tutaj (klik – na wiki) możemy sobie poczytać bardziej oficjalnie (i jak teraz coraz częściej
bywa – im oficalniej – tym mniej prawdziwie ..) na temat tego znaleziska.
Tutaj znalazłem nawet klip na temat tej rzeźby:

A to już komentarz pewnej autorki (z lwiej rodziny, także), który w ostatnich dniach czytałem.
Oddaję zatem głos Murry Hope:

W opisie specjalistów (muzealnym) zwróciłam uwagę na sformułowanie podkreślające, że głowa w tym przypadku jest nieproporcjonalnie mała do wydłużonego, smukłego ciała w pionie. Jeśli ktokolwiek z moich czytelników trzyma koty, sugeruję, by przyjrzeli się kotu i zwrócili uwagę na proporcje wielkości jego głowy do całego, rozciągniętego ciała, gdy kot wesprze się (lub się go w ten sposób postawi, co nieraz ktoś robi, ..dla humoru..) na swoich tylnych nogach.
Zobaczcie także na formację i strukturę nóg, gdy kot jest w wyprostowanej pozycji i myślę, że podobnie jak ja dostrzeżecie, że figurka nie bardzo wydaje się zatem odnosić do jakiejś “kobiety – szamanki”, jak się popularnie przypuszcza, ale do całkowicie “kociej” istoty, która nauczyła się przyjmować pozycję wyprostowaną na dwóch nogach, tak jak robimy to my, ludzie.

Do zobaczenia wkrótce,

Marat Dakunin

Pytanie do Czytelników oraz Obrazy (kolejne)

A może – zapytałbym: O czym napisać? Co spróbować rozważyć? Do czego się odnieść? Na co nawet, niech Bóg przebaczy, spróbować odpowiedzieć?

Byłoby mi łatwiej myśleć w trudnych tematach a i odpowiedni i aktualny bardziej wybrać (i ważny), gdybym w tym zakresie spotkał się z jakąś interakcją.

Jak do tej pory tylko jeden komentarz mi się tutaj zdarzył,
ale to od Arka, a on zasadniczo moich mądrości nie potrzebuje – jak czegoś i nawet nie wie, co ja wiem, i czegoś, co ja widzę, nie widzi, to mu tego nie trzeba, bo jest zasadniczo na szczeblu drabiny takim, że ogarnia więcej i dalszy widzi horyzont.

z drabiny można spaść – ale od pewnego stopnia jest się też jakoś zabezpieczonym
mal. William Blake, mistyk ten poeta i malarz wyobrażał sobie piekło i niebo psychologicznie – że niejako zły, popędliwy człowiek w piekle sam swoim jest, a dobry – w sobie ma niebo i w okół siebie roztacza..
To mniej znane przedstawienie – Wenceslas Hollar

Ostatnio Ark na swoim blogu poleca czytać Gurdżijewa, zbiegiem okoliczności i ja, na facebooku, w tym samym czasie polecałem, ale trochę co innego (i nie wiem w sumie czy słusznie, polecałem bowiem lekturę dość zaawansowaną, zamiast najprostszej).
Co do tych zbiegów okoliczności, to nazywają się one synchroniczności i wcale nie są takie przypadkowe (choćby właśnie co do tego przykładu – od ponad 10 lat zdarzało mi się myśleć, pisać, publikować, śnić nawet – podobne tematy – co – tutaj przywołany prof. Arkadiusz.. Dlaczego? A pewnie dlatego, że jakoś mamy podobny a może nawet wspólny cel, że nad podobnymi rzeczami pracujemy (choć na zupełnie innych działkach..no, nie tak zupełnie, bo choć Ark jest znamienitym, światowej klasy fizykiem matematycznym, to często wypuszcza się na tematy psychologii, filozofii i nawet teologii, które to z kolei są moim bardziej konikiem i w których (może w teologii, ale bardzo osobno rozumianej, biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy i definiowanie) ja chciałbym osiągnąć kiedyś jakieś mistrzostwo.

Tak jakby ktoś chciał wiedzieć, to wyżej dałem link do PLEOROMY, która się dopiero tworzy, natomiast mój profil jest tutaj – Marat Dakunin.

A teraz obiecane fotografie.

Szrenica – schronisko
Praga, Katedra Św. Wita (obrazek można otworzyć w nowym oknie, wtedy pojawi się większy)

Obrazki (prawy przycisk myszy – otwórz grafikę w nowym oknie – wtedy są ciut większe, a gdy ktoś chciałby obejrzeć detale, na razie zapraszam na swój strumień foto na Flickr, natomiast ciągle w budowie mam pewne galerie tematyczne (głównie dotyczące jednak znaków na niebie).

gwiazda w katedrze
gwiazda w pracowni alchemicznej
pracownia
Powyższe zdjęcia z Pragi, a to słynna Złota Uliczka Parasoli
To już świt..
Kto dał się nabrać? Wyżej był zmierz, nie świt. Natomiast tutaj – na dole, są duszki 🙂
Duszki mają takie okrągłe żółte oczka – kto nie widzi – niech żałuje. A po prawej ze skośnym okiem jest kamygak.
Tutaj nie mam nawet hipotezy (choć mama mówiła coś o sposobie układania nóg przez dziecko) – może ktoś wie, co się utrwaliło? (dodam, że przeszło, na innych fotografiach już tego nie ma)
symboliczne, prawda?
To także. Aż za bardzo. PO mojemu: głowa capa. Podkolorowałem dla efektu, ale oczywiście wszystko inne dokumentalne. Co nam to mówi? MI się wydaje, że jeszcze ten cap – kozioł – szmatan – zezuje – czyli może coś o schizofrenii moralnej i hipokryzji?
A to już chmura na kurzej stópce, gdzie czarownica mieszka..

Na koniec kilka świadectw tego, że wszystko wokół nas nam się przygląda i żyje – lepiej więc dobrze się ukryj, Ty, który masz złe myśli : – ) !

dziób z okiem
jaszczurka, gekon, płaz?

A – na do zobaczenia – piesek (głaska ręka Mamy)

Sphinx (będę musiał się wybrać, może archiwa się otworzą.., ale tak zwlekam..)

i trochę światła – która świeci w ciemnościach, jak zwykle (i robi frajdę dzieciom!).

PS Ark kiedyś pisał o tym, że woda ma tajemnice i żeby uważać.. (znajdę to przytoczę, następnym razem – szukałem i jednak na razie nie mogę tego fragmentu znaleźć).
Tymczasem dodaje jeszcze 3 obrazki z powtórzoną uwagą:

Wszystko dookoła żyje i cię obserwuje,
więc uważaj co myślisz!