Nowy Człowiek na Nowe Czasy odc. 20 + jetzer ha-tov

W poprzednich częściach zajmowaliśmy się już kuszeniami, a zakończyliśmy na takich dwóch akapitach:

(…) Przypomnijmy sobie wprzód, że ta koncepcja ludzkości, jaka jest przedstawiona
w ewangeliach, ludzkości w pierwotnym, zastanym stanie, jakby we śnie, nieprzebudzonej, jest taka, że ludzkość znajduje się pod panowaniem Szatana, obraz przedstawia człowieka, który jest nawiedzany przez złe duchy. Oznacza to, że człowiek znajduje się pod panowaniem złych impulsów, wpływów i nastrojów, które personifikują nieczyste duchy, których celem jest zniszczenie człowieka i rasy ludzkiej. Koncepcja ewangeliczna przedstawia człowieka nieustannie ściąganego w dół przez siły zła, które są w nim samym, nie gdzieś niezależnie na zewnątrz, i którym człowiek się podporządkowuje, daje posłuch.

Poprzez ten posłuch i brak lub niedostateczny odporu tym złym siłom, postęp w ludzkim życiu jest wstrzymany. Te złe siły są w samym człowieku, w jego naturze,
w naturze jego miłości własnej, jego egotyzmu, jego ignorancji, głupocie, małości, próżności, a także w jego myśleniu i postrzeganiu tylko pod wpływem i za pomocą zmysłów tylko tego, co widzialne, zewnętrznych pozorów życia i świata, jako jedynej rzeczywistości. Te skażenia są łącznie nazywane diabłem, szatanem, który jest złowrogą potęgą niezrozumienia, nieporozumienia i błądzenia co do wszystkiego, co do taki nierozwinięty człowiek posiada, co go dotyczy, siłą błędnego łączenia rzeczy i interpretacji rzeczywistości. Diabeł jest agregacją tych wszystkich niedostatków i błędów, tej całej siły niezrozumienia i wszystkich rezultatów z tego płynących.
Tak więc diabeł nazywany jest Kłamcą, oszczercą i czyniącym skandal, z jednego punktu widzenia, natomiast Oskarżycielem z drugiego punktu widzenia. (..)

W tym miejscu zapowiedziałem, że przywołam fragment powieści Philipa K. Dicka “Boża Inwazja”. Oto on, in extenso, a właściwie kilka fragmentów, z ostatnich części tej krótkiej powieści:

“— Jest ich więcej — powiedziała Linda do Herba Ashera, który stał jak wkopany, patrząc na trup koźlęcia.
— Wejdź. Rozpoznałam go po zapachu. Belial niesamowicie śmierdzi. Wejdź, proszę. — Wzięła go za ramię i doprowadziła do drzwi.
— Cały się trzęsiesz. Wiedziałeś, co to jest, prawda?
— Tak — powiedział — ale kim ty jesteś?
— Czasami nazywają mnie Obrońcą. Kiedy bronię, jestem Obrońcą. Kiedy pocieszam, jestem Pocieszycielem. Jestem też Przydrożnym Pomocnikiem. Belial jest Oskarżycielem. W Sądzie jesteśmy przeciwnikami. Proszę, wejdź do środka i odpocznij. To było dla ciebie ciężkie przejście, ja wiem.
— Dobrze. — Pozwolił się jej zaprowadzić do windy.
— Czy cię nie pocieszałam? — spytała Linda Fox. — W przeszłości? Kiedy leżałeś samotnie w swojej kopule na obcym świecie, nie mając do kogo ust otworzyć? To jest moje zadanie. Jedno z moich zadań.
— Przyłożyła dłoń do jego piersi. — Serce ci wali. Musiałeś się nieźle przestraszyć.
To ci powiedziało, co ma zamiar zrobić ze mną. Ale, jak widzisz, nie wiedziało, dokąd je zabierasz. Dokąd, albo do kogo.
— Zniszczyłaś je — powiedział i umilkł.
— Ale zdążyło rozprzestrzenić się po całym wszechświecie. To, co widziałeś na dachu, to tylko jeden przypadek. Każdy człowiek ma swojego Obrońcę i Oskarżyciela. Po hebrajsku Obrońca nazywał się jetzer ha-tov, a Oskarżyciel jetzer ha-ra.

— Byłem sam, kiedy to do mnie przyszło. Udawało zbłąkane zwierzątko.
— Każda osoba na Ziemi będzie musiała wybrać między swoim jetzer ha-tov a swoim jetzer ha-ra. Ty wybrałeś mnie i dlatego cię obroniłam… Gdybyś wybrał tamtego stwora, nie mogłabym nic zrobić. W twoim przypadku wybrana zostałam ja. Bitwa toczy się o każdą duszę z osobna. Tak uczą rabini. Oni nie uznają doktryny upadku człowieka jako całości. Zbawienie to sprawa indywidualna.

Pochyliwszy się, pocałował Linde w policzek. Westchnęła przez sen. Słaby i we władzy tej kozopodobnej istoty, pomyślał. Taki byłem, kiedy tu przyleciałem. Obroniła mnie, bo byłem słaby. Ona nie kocha mnie tak, jak ja ją, bo musi kochać wszystkich ludzi. A ja kocham tylko ją. Całym sobą. Ja, słaby, kocham ją, która jest silna. Ona ma moją lojalność, a ja jej obronę. To jest Przymierze, które Bóg zawarł z Izraelitami: silny ochroni słabych, a słabi dają w zamian silnemu swoją cześć i lojalność, na tym polega wzajemność. (..)

[U ludzi, tłumaczących sobie pewne zdarzenia tak, jak zostali zmanipulowani – by je widzieć i oceniać – istnieje i przewija się przez wieki i w każdej religii zdolność niektórych jednostek posiadających serce i rozum, tłumaczenia i wynajdywania w tych zdarzeniach takich interpretacji, które nie mają nic wspólnego z celami Manipulatora, mają za to dużo wspólnego z Boskim Planem]

(..)
— To paradoks.
— Ale to prawda. Możesz wiele dla niej zrobić. Miałeś rację, kiedy pomyślałeś o słowie „wzajemność”. Wczoraj wieczorem ona uratowała ci życie.
— Emmanuel uniósł rękę. — To ja ci ją dałem.
— Rozumiem. — Domyślał się, że tak było.
— Czasami w tym równaniu, że silny broni słabego, trudno ustalić, kto jest silny, a kto słaby. W zasadzie, ona jest silniejsza od ciebie, ale ty też możesz jej bronić w pewien szczególny sposób, możesz osłaniać ją od tyłu. To jest prawdziwe prawo życia: wzajemna obrona. W ostatecznym rachunku wszystko jest i silne, i słabe.
Nawet jetzer ha-tov, twój jetzer ha-tov. Ona jest siłą i jednocześnie jest osobą, w tym kryje się tajemnica. Będziesz miał czas w życiu, które cię czeka, żeby tę tajemnicę zgłębić. Nieco. Będziesz ją coraz lepiej poznawać. Ale ona zna cię już teraz doskonale, (..)

— Ta kozopodobna istota wcale jej nie zaskoczyła.
— Nic nie zaskakuje jetzer ha-tov — powiedział Emmanuel. (..)

Nie powiedziała ci jeszcze o późniejszym darze, który ma dla ciebie: o darze całkowitego odpuszczenia win całego twojego życia. Ona będzie przy tobie, kiedy będziesz sądzony, i to ona będzie sądzona, nie ty. Ona jest bez skazy i przekaże ci tę swoją doskonałość, kiedy dojdzie do ostatecznej oceny. Nie bój się więc, twoje zbawienie jest zapewnione. Ona odda życie za ciebie, swojego przyjaciela. Jak powiedział Jezus: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Kiedy dotknęła tej kozopodobnej istoty, ona… może lepiej nie powiem.

— Ona sama na chwilę umarła — powiedział Herb Asher.
— Na chwilę tak krótką, że prawie nie istniejącą.
— A jednak to się zdarzyło. Ona umarła i wróciła. Mimo że ja nic nie zauważyłem.
(..)
— Kyrios — wyszeptała. —

[Por. “Kyrios” (pan) – zob. Kairos (zob. także grecki bóg – jeden z 3 sposobów rozumienia czasu)]

(..)

— A to coś na dachu? — zaczął Herb Asher.
Ale Emmanuel zniknął. Pozostali tylko on i Linda Fox.
— Zadzwonię do władz miejskich, żeby to wywieźli — powiedziała Linda Fox.
— Mają do tego specjalną maszynę. Do wywożenia jadowitego węża. Z życia ludzi
i z dachów domów. (..)

Później wyszli z Linda Fox na dach, żeby spojrzeć na trupa Beliala. Ku swemu zdziwieniu Herb Asher zobaczył nie wysuszone zwłoki kozopodobnego stworzenia, lecz coś, co wyglądało na szczątki wielkiego świetlistego latawca, który rozbił się i zdruzgotany przykrył prawie cały dach. W zadumie patrzyli z Linda na coś ogromnego, pięknego i zniszczonego, rozsypanego w okruchach, jak rozbite światło. — Taki był kiedyś — powiedziała Linda. Na początku. Przed upadkiem. To był jego pierwotny kształt. Nazywaliśmy go Motylem. Motylem, który spada powoli, przez tysiące lat, przecinając Ziemię, jak geometryczny kształt zniżający się stopniowo, aż nic z tego kształtu nie pozostanie.
— Był bardzo piękny — powiedział Herb Asher.
— Był gwiazdą poranną. Najjaśniejszą gwiazdą na niebie. A teraz pozostało z niego tylko to.
— Jakże upadł.
— I wszystko inne z nim — powiedziała Linda. (..)
— Czy będzie jeszcze kiedyś taki, jak na początku? — spytał Herb Asher.
— Może — odpowiedziała Linda.
— Może wszyscy tacy będziemy.

— Dziękuję ci — powiedział Herb Asher. Nad nimi pracowała maszyna uprzątająca szczątki Beliala. Zbierająca rozbite fragmenty czegoś, co kiedyś było światłem.”

Wpis ten miał wyglądać inaczej i pojawić się wcześniej, ale:
– byłem w podróży
– ostatnie dni są tak fatalne, że trudno mi teraz napisać coś od siebie. Może zresztą nie są “fatalne”, raczej wstrząsające, a wynika to z tego, że zwrócone mi zostały chyba w całości (proces zwracania rozpoczął się już dawniej) uczucia i zdałem sobie sprawę z rozmiaru własnej nieodpowiedzialności.

Do niniejszego wpisu wizualiów już nie dodam ale za to będzie ich sporo w następnym.

Please follow and like us:
error0