Interpretacja #1

W niniejszym wpisie zostanie podana, bardzo skrótowo i oszczędnie, propozycja interpretacji dla pewnych, stale powtarzających się znaków (tzn. takich układów chmur, światła itd. na niebie, że kojarzone one są ze znanymi kształtami różnych przedmiotów, zwierząt, symboli, itd. itp.).

Nie zajmuje się jednak kwestią tego, dlaczego i jak w ogóle się to dzieje, że “znaki na niebie” przekazują nam określone informacje, treści.. (nie można pisać o wszystkim i wszystkiego uzasadniać, tak się po prostu nie da, także ze względu na rozległość tematu i konotacji).

Tak więc, powtarzając, w tym wpisie podaję tylko propozycję interpretacji dla określonych znaków, kojarzących się z określoną rzeczą czy też raczej czynnością.

Uznałem jednak za celowe poprzedzenie samej tej interpretacji – wstępem o charakterze psychologiczno – logicznym. A to po to, żeby pewne komentarze (lub ich brak) stały się po prostu zbędne i by można przejść do czegoś bardziej konstruktywnego.

Poza podaniem podstawowej informacji, która może być odczytana z danego układu znaków (tak skrótowo to nazwijmy) wskażę tylko, bardzo syntetycznie, gdzie szukać więcej informacji i wiedzy. Mógłbym napisać, że: sprawdzonej, ale jakie to ma znaczenie?
Każdy musi (powinien, jeśli zdobędzie się na to.. choćby czasowo) sprawdzić samodzielnie, przekonać się sam, zdobyć pewną wiedzę dla siebie, choćby w tym sensie, że pofatyguje się na jakąś stronę (kiedyś – do jakiejś biblioteki, a jeszcze kiedyś: na miejsce zdarzenia..- teraz wiedzę i przekonania czerpie się z mediów, które ….) , że zapozna się z niekiedy znaczną ilością materiału, ze zrozumieniem, że podda go krytycznej analizie, w świetle swojej własnej wiedzy (sprawdzonej, co nie znaczy, że na zawsze spetryfikowanej i niezmiennej oraz absolutnie słusznej) i własnego doświadczenia życiowego i wyciągnie wnioski.
Na wszystkich tych etapach zachowując otwartość na wszystko, co się przedstawia zmysłom, co daje się jakoś zobaczyć, odczytać i zrozumieć (sic!).

To wszystko każdy musi sam dla siebie wykonać, jeśli chce być pewny tego, jaki wniosek czy opinię następnie podejmie – i jeśli chce być rzetelny wobec samego siebie i wobec innych.

Potrzebne jest na to czas, cierpliwość, odpowiednie zdolności i możliwości intelektualne (które prawie zawsze sobie przyznajemy w stopniu niemalże najwyższym, ale czy słusznie..? Jak wiadomo im ktoś mądrzejszy tym mniej przekonany o swojej mądrości..) – jednak mieszczące się w normie (nie wymaga się jakichś genialnych czy niespotykanych powszechnie umiejętności czy doskonałej pamięci albo zdolności kojarzenia).

Potrzebne jest przede wszystkim też przyjęcie uczciwej postawy badacza, który nie zakłada z góry tego, co chce otrzymać. Bardzo często nawet w tym wstępnym zakresie prześwietlenia siebie i swoich intencji oraz „czystości” w procesie poznania czegoś
i wyciągnięcia wniosków, nie zachowujemy odpowiedniej „higieny” poznawczej, niosąc ze sobą cały czas w formie dalszych założeń czy jakichś tam „oczywistości” „zdroworozsądkowych” albo przekonań historycznych (zawsze tak było..) czy pośrednio ukrytych dogmatów i aksjomatów – zwykłe przesądy i własne wierzenia i fantazje.

Warto pamiętać, że nasze

Warto pamiętać, że nasze przekonane o czymś, że coś może – albo nie może istnieć czyli, nasza “wiara” w coś albo niewiara, jest tak determinująca, że wpływa na nasze postrzeganie: jeśli w coś absolutnie nie wierzymy, to nawet, gdy się to nam objawi – to tego nie zobaczymy! Nie zakwalifikujemy jako istniejące!
To nie dowcip!
Warto przytoczyć pouczający przykład z sesji hipnotycznej, który bardzo dobrze tę naszą ślepotę ilustruje. Otóż osobie zahipnotyzowanej zostało zasugerowane (sugestia hipnotyczna), że osoba, która jest w pokoju obok niej nagle znika (rozpływa się w powietrzu). Co się stało! Uwaga: sugestia hipnotyczna nie zadziałała! Dlaczego? Dlatego, że fakt “znikania – poprzez rozpływanie się w powietrzu” kłócił się z podstawowymi założeniami “wiary” danej osoby, co jest w ogóle możliwe a co nie jest.
W następnej próbie sugestia hipnotyczna została zmodyfikowana w ten sposób, że osoba nie “rozpływa się” ale zwyczajnie wychodzi, zamyka za sobą drzwi i już jej w danym pomieszczeniu nie ma. Co się stało? Otóż w tym przypadku sugestia hipnotyczna zadziałała w pełni – osoba zahipnotyzowana była przekonana, że danej osoby nie ma już w pokoju (chociaż była nadal) – bo zaakceptowała sugestię, że ta osoba wyszła, zamykając za sobą drzwi.

***

Jeszcze dobre rady: należy pamiętać, że istnieje możliwość, że nikt tu nie jest niczyim wrogiem, nie chce się kogoś nabrać, oszukać, przekonać na siłę, czegoś sprzedać – jest to po prostu, choć w podobnym przypadkach tak trudne, ale jednak, naturalne, mówienie Prawdy, co do której jesteśmy przekonani. Tutaj nie trzeba kombinować – jak przy kłamaniu czy fantazjowaniu.

Warto też, by, piszący te słowa pamiętał, że był kiedyś w identycznej (prawie) sytuacji jak niektórzy czytelnicy – i by czytelnicy też wyobrazili sobie taką zamianę ról. Że ktoś wcześniej tak samo spotkał się z czymś, co absolutnie wydawało mu się nierealne,

Tak często się o tym zapomina, gdy przekracza się magiczną granicę PRZEKONANIA SIĘ o czymś (ale nie są to przekonania takie jak „religijne”, lecz przekonania zrodzone z trudnego, mozolnego przekonywnia samego siebie, że pod ciężarem dowodów i świadectw, przy wykluczeniu (dostatecznym) oszustwa zmysłów, halucynacji, itp. – musimy coś uznać, za realne, albo nie…

Oczywiście, bez pewnego przyzwolenia na naprawdę otwarte postrzeganie i myślenie, bez minimum życzliwości dla całowitego zaskoczenia (albo wprost przeciwnie, co czasem sprawia, że tym trudniej w coś „uwierzyć” – okazuje się, że coś traktowane zupełnie fantastycznie czy humorystycznie jest jak najbardziej realne) i wreszcie – last but not least – bez zdrowego poczucia humoru i dystansu do swojej własnej osoby – niemożliwe jest uczynienie jakiegokolwiek postępu.

“Obrazków” sugerujących zjadanie (chyba najpopularniejszy “temat”) jest tak dużo, że wcale nie jestem pewien czy tutaj załączam najbardziej typowe, wyraźne czy “przekonywujące”, no, ale jakieś trzeba pokazać, a jest naprawdę setki..

Tutaj jest “żerowisko” – a człowiek mieszka w pustostanie
łańcuch – zjadania – się –
powiększenie..

INTERPRETACJA #1

Fotografii ukazujących mogące być podobnie interpretowane – “jedzenie” “pożywanie się”, “zjadanie”, “polowanie”, “połykanie” itd. w samym tylko archiwum tego projektu jest kilkaset, może nawet kilka tysięcy.

Komentarz do tego, jak zaznaczyłem na wstępie, będzie bardzo syntetyczny. Wszystko dostępne jest w Internecie dla chcącego poszerzyć swoją wiedzę.

Otóż, w odróżnieniu do różnych filozofii idealistycznych czy wręcz solipsystycznych (zakładających określone konstrukty w zupełnym oderwaniu czy też w bardzo dowolnym interpretowaniu świadectw, które przynoszą nam nasze zmysły oraz zdolności logiczno – rozumowe) – nauka – w tym nauka dotycząca kwestii tradycyjnie określanych jako “metafizyczne” (nie czepiajmy się słowa, bo skróty myślowe są konieczne i nieczego tutaj nie zakłamują) – powinna bazować na poznaniu i opisaniu określonych zjawisk, które można obserwować i wychwyceniu w nich określonych prawidłowości, stałych mechanizmów, powiązań, itp. – inaczej mówiąc: zasad, czy praw (prawa natury, zasady stworzenia itd.).

Nie da się ukryć, że jednym z podstawowych takich ogólnych praw jest to, że organizmy, aby trwać (i rozmnażać się) muszę się ODŻYWIAĆ -czyli czerpać jakiś rodzaj pokarmu (energii) z otoczenia/od innych organizmów.

Już w szkole podstawowej dowiadujemy się o tzw. producentach i konsumentach w łańcuchu pokarmowym.
Podstawowa teza interpretacji tutaj podawanej jest taka, że zasada konieczności odżywiania się wszystkich bytów materialnych jest ogólnie obowiązująca i nie należy z góy zakładać, że człowiek, jako gatunek, jest wyłącznie konsumentem. To znaczy: że może on być także konsumowany, jedzony, przez inne organizmy.
Jest to teza najzupełniej logiczna i spójna.
Nie chodzi tutaj oczywiście o trywialny przykład typu: jedzenie naskórka przez owady czy też “jedzenie” pozostałości materialnych człowieka w glebie (rozkład) przez mikroorganizmy itd. itp.

Tak więc: odżywianie się, jedzenie, pobieranie energii jest jedną z podstawowych zasad tego (materialnego) Świata.
Skądinąd – mogę podać informacje, ale nie będę podawał na nią dowodów – że, istnienie poza światem materialnym jest możliwe (czysta dusza, duch, świadomość, światło – to pojęcia z tym wiązane, które też tutaj szczegółowo nie definiuję) i takie istnienie nie potrzebuje odżywania się, pobierania pokarmu. Duchy nie jedzą.

Jednak cokolwiek znajduje sie w jakimkolwiek rodzaju ciała materialnego, musi w jakiś sposób się odżywiać.
Znaki przypominają nam o tym, że my także – jesteśmy pokarmem – dla innych istot, i my także, jesteśmy “jedzeni”.

Nie będę tutaj rozszerzał tego tematu w kierunku sensacyjnym czy w kierunku horroru, chodzi o czystą informację. Ten temat bowiem ściśle wiąże się z innymi. Szczegółowych informacji na ten temat jest dużo, jednak jest ona celowo właśnie dlatego, by była ignorowana czy wyśmiewana, pomieszana z fantazją, z obrazami koncentrującymi się na skrajnym oburzeniu, strachu czy też nawet komizmie.
Jednak pomiędzy tymi wszystkimi ślepymi uliczkami i celowo poupychanymi odciągaczami od tematu głównego, istnieje konkretna Prawda i konkretne fakty.

W tym zakresie, mogę z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem i weryfikacją, polecić te informacje w tym zakresie, które są publikowane przez szeroko działającą grupę Cassiopaea, kierowaną naszego rodaka Arka, prof. Arkadiusza Jadczyka i jego żonę, wyjątkową erudytykę i specjalistkę w zakresie białych plam historii i archeologii – Laurę Knight – Jadczyk.
Arkadiusza mam zaszczyt znać od ponad 12 lat. Osobiście także spotkałem się z Laurą oraz niektórymi członkami grupy Quantum Future (jest to szkoła IV Drogi wg Gurdżijewa, oparta na nauce).

Tutaj można szukać więcej informacji:

Strona projektu Cassiopaea

Bardzo bogate w tematyke i profesjonalnie zarządzane jest forum – tutaj.

Strona niezależnego serwisu informacyjnego Signs of the Times (Znaki Czasu)

witryna Sott wygląda jak mainstreemowe …

Blog Arkadiusza w języku polskim

Honorowa strona Cassiopaea Polska – prowadzona przez Marata Dakunina.

Tutaj pozycja, która w miarę szczegółowo przedstawia kwestie odżywania się – na tle kosmicznym i sytuację człowieka (szczególnie wartościowe jest to, co tam powiedziane na temat psychologii człowieka!). Pozycja w jęz. angielskim:

Gurdjieff and Hypnosis: A Hermeneutic Study.

(Gurdżijew i Hipnoza. Studium Hermeneutyczne)


Tutaj możliwy zakup w formie książki tradycyjnej i ebooka.

Będę o tej szkole pisał jeszcze więcej – wspominając także o swoim projekcie, teraz jednak wracam do tematu – i tej wybranej intepretacji.

Otóż, aby Ludzie mogli zaznajomić się z prawdziwą wiedzą dotyczącą spraw ukrywanych, zostały powzięta i zaplanowane określone starania i projekty. Owocowały one m.in. tym, że w latach 80-tych XX wieku odebrany został przekaz, który nazwany został “Zwiastuni świtu” itd. – przekazujący nazwani zostali Plejadianami.
Osoba związana z tym przekazem, to nosząca polsko brzmiące nazwisko Barbara Marciniak.
Można ogólnie powiedzieć, że przekaz ten – początkowy – był radosny i wskazywał na możliwości i perspektywy, które czekają na człowieka.

Następnie, Istoty niosące przekaz Prawdy dla Ludzi, mający trafić do nich właśnie na ten czas, w którym następuje Transformacja planetarna, nawiązały kontakt z Laurą Knight. Pierwsza sesja changellingowa odbyła się 15 lipca 1994 roku w USA.
Po kilku latach, do Laury, wiedziony synchronicznościami i wyższym planem, dołączył Arkadiusz Jadczyk.
Ponieważ Siły Światła niosące wiedzę dla ludzi przekazywały wtedy z rejonu Kasjopei, projekt i źródło kontaktu nazwany został: Kasjopejanami.
Ogólnie można powiedzieć, że przekaz ten skupił się na zaszłościach historycznych, na tym co człowieka niewoli i wielu negatywnych i ciemnych sferach tego dotyczących. Laura zajmowała się i zgromadziła nieocenioną wiedzą dotyczącą obrony psychicznej, psychopatów, i innych informacji i technik, które uświadamiają człowieka i dają mu odpowiednie środki i możliwości obrony.

22 lata później, 15 lipca 2016 r. te same Siły Światła niosące Wiedzę i Miłość, znajdując się tym razem już w gwiazdozbiorze Lwa – nawiązały kontakt i przypomniały o lwim dziedzictwie – jednej osobie w Polsce. Źródło zostało oczywiście nazwane – Lwami.


Osoba ta została także ukierunkowana na spostrzegawczość i uwiecznianie tego, co będzie się objawiać – na Ziemi i Niebie.
Z inicjatywy tej osoby powstał projekt “Znaki na Niebie”, gromadzący obecnie kilka tysięcy fotografii nieprzypadkowych symboli i kształtów, które mogą podlegać różnym interpretacjom, a także – in statu nascendi znajduje się projekt “Pleoroma”.

PLEOROMA jest społeczeństwem wzajemnej wymiany – w którym ludzie odstępuję od modelu wybranego setki tysięcy lat temu (w skutek kolegialnej decyzji – tzw. Upadku Człowieka, z udziałem podstępnego Węża/Gada) – modelu złodziejskiego, tzw. “Służby Sobie (Service to Self) i wybierają model tzw. Służby Innym (Service to Others).

Służba Innym (Drugiemu) oparta jest na wymianie energetycznej, przy całowitym poszanowaniu dobrostanu Innych Istnień. Tylko taki system może trwać w nieskończoność gdyż system Służby Sobie, jak to teraz widzimy, musi – kiedyś się zakończyć – gdyż zawsze niesprawiedliwość i rabunek ekonomiczno-energetyczny prowadzi do niewydajności i zakłócenia homeostazy systemu.

Pozostaje tutaj wiele, bardzo wiele, pytań, niejasność i wątpliwości. Zdaję sobie z tego w pełnie sprawę, nie sposób jednak wszystkiego a nawet określonego aspektu takiej przemiany i takiego systemu, opisać za jednym razem i to zadowalająco.
Tak więc proszę traktować niniejszy tekst jako pierwszy krok w bardzo długim marszu.

Zaproszenie Ludzi do systemu “Służby Innym” – jest wspomagane przez tych, których ludzie niegdyś odrzucili, zwiedzeni przez gadzie “reklamy” – no, ale jak to wygląda, to już się ludzie przekonali na własnej skórze, więc teraz możemy, zgodnie z prawami kosmosu, znów złożyć swoją propozycję – pod wolną wolę – Człowieka.

Grupa “Znaki na Niebie” znajduje się tutaj.

Tutaj znajduje się osobisty webring Marata.

Tutaj budowana jest cały czas strona PLEOROMA.

Tutaj budowana jest strona w całości poświęcona znakom na niebie – SIGNSINTHESKY.NET

Tutaj zaś będzie portfolio fotograficzno – filmowe Marata,
także związane z możliwością przyjmowania zleceń zarobkowych,
gdyż w obecnej sytuacji także lwy muszę scierpieć gospodarkę pieniężną, ze względów pragmatycznych, na okres przejściowy..

Marat Dakunin i Lwy .

17 sierpnia 2020 r.


Ave Sekhmet!

Materiału z tej wycieczki sporo, więc podzielę wpis na 2 lub nawet 3 części.
W części pierwszej komentarza będzie nie za wiele, powtórzę też 3-4 foto, z góry, które się już pojawiły, a to dla ich urody w tym przypadku – nie dla znaczenia (bo niektóre, inne, a które to Wy już chyba wiecie, poza urodą estetyczną mają też do spełnienia pełną ważną funkcję.. symboliczną.. , czy mówiąc bardziej bezpośrednio nawet: informacyjną.

Poprzez pareidolię bowiem można także informować.


A jak informować – to także – się komunikować.


Zawędrowałem najpierw do góry, następnie w dół.
A prowadziły mnie Duchy, na co wskazywały ultrasynchroniczności i nie tylko.
Ale zacznijmy od początku..

Fotografie z tego wpisu można też obejrzeć w większej rozdzielczości tutaj.

Dobrze, że ten głaz nie na górze – albo nie na sercu..

A to obraz surrealisty Rene Magritte’a

To ulubiony obraz prof. Arkadiusza Jadczyka, którego Lwy pozdrawiają, a któremu ja jak zwykle korzystam ze sposobności, by podziękować. Tutaj od kilku lat stoi mały, historyczny raczej, ale ważny, hołd (dla grupy Cassiopaea – Laura Knight – Jadczyk i Arkadiusza Jadczyka)

Ale – a miałem iść do schroniska “Odrodzenie”
(w “Oświeceniu” już byłem i całkiem tam fajnie, powiem,
chociaż niektóre sprawy, no naprawdę..nie do uwierzenia,
a niektóre – dość smutne, ale za to ile tych radosnych!)
– rozważałem też schronisko “Samotnia” (i zejść do Karpacza).

O samotni i o odrodzeniu to ja jeszcze opowiem..

Wodospad Kamieńczyk sobie darujemy, choć zamieszczę tylko pewną buzię z koryta

Jeszcze nie wiedziałem tego dnia, że dalszy ciąg trasy został mi wymyślony zupełnie inaczej, choć mogłem to podejrzewać, gdy przesiadałem się we Wrocławiu:

Pamiętam, 17 lat temu, przykrość Ewie zrobiłem, okradli mnie w nocnym pociągu, wtedy dworzec wrocławski mnie rankiem przytłoczył. Ale skończyło się dobrze.. Czy to wszystko, co teraz nam towarzyszy się skończy dobrze? Myślę, że tak. Mam takie przeczucie. Linie czasowe są do końca otwarte, ale dużo już zrobiono, by się skończyło dobrze (a jak się skończy dobrze to się bardzo dobrze, radośnie zacznie). Ale my sami, każdy z nas, musi pracować, starać się, przyłożyć do tego, by poszło dobrze. Czekać, nic nie robić, zwalać na innych, oczekiwać zbawienia, pomocy z góry, zrobienia wszystkiego za nas – to najpewniejsza recepta aby wszystko nie poszło tak dobrze, a dla tego, kto takie rozwiązanie wybrał – poszło jak najgorzej.

Na miejsce przeznaczone (i nocleg) dotarłem już po północy.

Okazało się, że zaraz za rzeką stoją wysokie kamienice, które widziałem już wcześniej, widziałem w snach. Hmm, pewne miejsca, wydarzenia z linii czasu, którą mamy (?) podążyć śnią się nam czasem, niezbyt często, ale jednak, w takich “prekognicyjnych” bardziej niż profetycznych snach (bo co to za jasnowidzenie..). Prekognicja – poza snem – też mi się zdarzyła. I to udowodniona – dla mnie – wg krytycznych bardzo kryteriów. Może kiedyś i to opowiem.
Tych kamienic nie pokażę jednak, bo stało się rano i nie piękne kościoły w Kłodzku mnie przyciągnęły i słynna Twierdza, ale drzewo, jako pierwsze:

A przy drzewie – konar jeden.
Z czym się to mi skojarzyło? A, z kilokma rzeczami, może nawet i z pewnymi mitami. Ważniejsze często bywają pytania – nie gotowe odpowiedzi. A tam, gdzie pytać nie należy – czy nawet – nie wolno – najpewniej tylko dlatego to, że coś śmierdzi – i dlatego jest kryte.
pareidolia?
ratusz w Kłodzku

Lwy, już takie są, że za drobne niegrzeczności się nie obrażają. Za grubsze też raczej nie.
Jakie jeszcze są Lwy?
Są czułe, kochające, ale i niecierpliwe, pośpieszne, czasem coś za szybko zrobią czy nazwą i przez to, zdarza się, skrzywdzą. Zapalczywe, szybko gasną. Kreatywne, ale na krótką metę.
Muszą pracować nad swoją wolą.
Blisko im do Źródła. Chcą się zaprzyjaźnić z minerałem, ptakiem, dzrzewem. Złego – nie chcą pamiętać. Zgryźliwe – potrafią być, złośliwe – nigdy.
Nieznoszą niesprawiedliwości i kłamstwa. Gdy walczą – to raczej tylko w obronie słabszego.
Przez to, że nienawidzą przemocy (i drapieżnictwa się wyrzekły) oraz równe miejsce – jeśli nawet nie prymat – przyznają elementowi kobiecemu – popadają niekiedy w kłopoty.
Jednak nie na długo, obronią je bowiem Ptaki, a może bywa i nikiedy tak, że i same Źródło..
Jeśli to możliwe – tak wiele wymyka mi się jeszcze rozumieniu.

Lwy podróżują w Czasie.
Dusza wielowymiarowa – nazywana bywa kocią.
Jak już kiedyś pisałem – potrafią też niektóre koty skakać w tzw. bardo – co się łączy oczywiście z podróżowaniem w Czasie.
Ale idolatrii Lwy nie lubią.

Lwy uważają, że jedyny prawdziwy autorytet powinien się opierać na:

a) skali (rozpiętości) Świadomośći

b) stopniu udoskonalenia Sumienia.

I taka jest też Lwia propozycja dla Ludzi.

Ludzie dawno dawno temu, gdy Upadli, tę regułę zarzucili, przez co teraz, od dawna, jak widać, jest generalnie burdel.

Cześć druga niebawem.

Marat (Mateusz) Lewita*, Przedstawicielstwo Lwów

*trochę już było wyjaśnione,
ale wyjaśnienie się powtórzy,
żeby w głowy zapadło..

Zło

Czas jest cykliczny, Wszechświat pulsuje (w najdłuższym z Cykli) jak serce, Natura rodzi się, obumiera (i zużywa, traci żywotność, tak, że od czasu do czasu musi nadejść święty ogień i wypalić miejsce, by mogło narodzić się nowe życie
INRI Ignis Natura Renovatur Integra ).

Okres tej jesieni można by nazwać wyjątkowo niekorzystnym i przypominającym najczarniejsze (niedawno wpadłem na Sol Niger, później wiele niż Nigredo) , gdyby jakikolwiek okres można byłoby tak nazwać. Tymczasem w takich trudniejszych czasach rodzi się zwykle najlepsza nauka, doświadczenia; jak inaczej można pokonać słabości, bez ich wpierw głębszego zakosztowania? Poznanie tego, co trzeba zmienić, poprawić – przed próbą zmiany, poprawy, wydaje się logiczne..
Trzeba to umieć zauważyć i wykorzystać.
Alchemicy mawiali – Nigredo, Otchłań, Czarne Noce Duszy, czasem czarne lata (ich powroty, ułamkowe, jako czarne miesiące, czarne pełnie, czarne noce) – to okres okrutny i powolny. Ale właśnie w nich rodzi się (wszelkie porody bywają trudne) Rozwiązanie, w nim zaczyna się praca.
Pewne znaki wskazują jednak, że być może to ostatnia taka (może będą inne, trudne – inaczej?) reminiscencja nocy (kilkuletniej) – jak burza przed tęczą, zima przed wiosną
(a jednak zima będzie (!) lepsza niż jesień!) .. jak nagłe polepszenie stanu chorego przed śmiercią.. Nie, to ostatnie nie pasuje (a może chodzi o śmierć niedoskonałej osobowości).
Jak widać, skoro nagłe polepszenie poprzedza finalne załamanie, to może nagłe pogorszenie poprzedza finalne (w sensie: trwałe w progresie, idące już stale – strzałką
w górę) powstanie.

Tekst może być chaotyczny i dziurawy, mogłem nie zauważyć, że pewne partie są oderwane lub, mimo zastrzegania zwięzłości, powtarzają się lekko. Niech już jednak taki zostanie opublikowany – bo nigdy się to nie stanie, a trzeba przełamać impas. Nie będę tu wracał, poprawiał, kasował coś czy dodawał w nieskończoność, zajmę się nowymi wpisami (tylko jeśli chodzi o ten blog, poza tym: otchłań innej pracy, nawet tylko internetowej, oraz – pisanie, nawet jeśli nie idzie – trzeba – większych całości, których nie należy pokazywać wcześniej niż ukończone).
Jednak zauważone dziś (18.12) literówki, poprawiam (i dziś też, 29. 12). Bywa – że literówka wskazuje na dodatkowe znaczenie, że nie pojawia się zupełnie przypadkowo i wyłącznie szkodzi tekstowi; tu jednak jest ich za dużo i mogą utrudniać rozumienie tekstu.

Większe partie wpisu napisałem pod koniec listopada (stukając na telefonie), ale nie opublikowałem.
Wpis na temat zasygnalizowany przez Komentatora Batona postanowiłem napisać na telefonie, a to z tego powodu, że temat skłania do wodolejstwa i powtarzania rzeczy dawno powiedzianych, co uważam za zbędne, o czym już wspomniałem. Pisanie na telefonie ma zmobilizować mnie do pewnej zwiezłości.
Świat jest przegadany i przepełniony zbędną mową, pustymi tekstami, powtarzanymi półprawdami, banałami (które, same w sobie, nie są złe, są nawet święte, ale dość pasywnie: czym bowiem jest tzw. banał czy „truizm”: jest to zwykle twierdzenie oczywiście prawdziwe, bardzo proste, i z tym właśnie problem praktyczny, bo tak proste, że zarazem tak trudne by się do niego jakoś zastosować, by je „wykonać”, że ludzie pogardliwie nazywają je banałami, zamiast odważyć się z nimi zmierzyć. Tak najkrócej często się rzecz przedstawia).
99,9% Internetu wypełnione jest bzdurami i nonsensami, na każdy temat, także na tematy najważniejsze.
Jak już jednak Komentator zaproponował tak trudne (bo tak podstawowe i tak ogólne) zagadnienie, to, żeby wpis miał jakikolwiek pożyteczny sens, musi być jakoś oryginalny. Banałów trochę zawierać musi, nie ma rady, bo muszę (chcę) pisać Prawdę, ale chciałem się też postarać, by napisać jak najwięcej rzeczy osobistych, z życia, samodzielnie przemyślanych czy przeżytych, jakoś indywidualnie sprawdzonych. Wtedy może być to pożyteczne.
No cóż, w innym komentarzu Baton nawet wspomina, że piszę tu zbyt osobiście. Pisze nawet, co bardzo ciekawe (że tak pisze i że akurat takiego sformułowania używa, i nie jest to przypadkowe), że:


“.. Wiele wpisów jest bardzo osobistych i może to wywołuje lęk przed komentarzami bo to jakby pisanie listu do jednej osoby a czyta je milony.. to w sumie dość popularna forma ale po śmierci autorów . Ja tego lęku nie mam więc jeszcze coś tu sobie popiszę za przyzwoleniem gospodarza. “

Co mogę na to powiedzieć?
Tak jest, bo ja już umarłem, 8 lat temu i mam to za sobą.
Coś jednak sprawia, że do tej pory nie bardzo mogę uczciwie powiedzieć, że narodziłem się ponownie. Choć kilka razy tak już się wydawało. A może się mylę, i ci, którzy nie przestaną mi przeszkadzać – specjalnie czynią mnie ślepym i bardziej krytycznym, bardziej auto-krytycznym? W tym złym sensie krytyczności, który nie mobilizuje, a obezwładnia.

Umrzeć nie wystarczy, trzeba się narodzić powtórnie.
(o Ponownych, Powtórnych, Drugich (itd.) Narodzinach pisałem na wcześniejszym blogu, prowadzonym w poprzednim roku).

[Kwestia linkowań: Emaila podawałem przynajmniej w kilku notkach, ale tak, że link krył się pod słowem, bez podawania treści linku (klasyczne podkreślenie czasem nie występuje), więc teraz na wszelki wypadek podam pełne adresy odniesień.
Tutaj – do wcześniejszego bloga (tag: ponowne narodziny): http://blog.cassiopaea.pl/tag/ponowne-narodziny/
A tutaj, przytoczenie całego emaila: poevision(małpa)poevision.com ]

Temat został podany mniej więcej takimi słowy: dlaczego Bóg dopuszcza by istnieli źli.

Temat nastręcza tak duże trudności w zakresie pojeciowym, językowym i logicznym (a merytorycznie aksjologicznym), że każde opracowanie poniżej kilkunastu tomów gęstym drukiem, musi być uznane za wyrywkowe i może być zaatakowane z każdej strony. Żeby poruszyć temat w jednym wpisie muszę z konieczności oprzeć się na wielkich uproszczeniach oraz ultraselektywnie przedstawić sprawę.

Temat rozszerzę (nieporadnie) do postaci językowej: dlaczego nie przeczy wyobrażeniu Źródła Całego Istnienia jako “promującemu” (celowe, wielkie uproszczenie, oczywiście) takie wartości jak “dobro”, sprawiedliwość, prawda etc. – fakt, że istnieją byty, których konsekwencje działania można określić jako “złe”.

Nie bede definiować użytych pojęć, odwołując się do wyczucia intelektualno – uczuciowego każdego człowieka.

Warto jednak zauważyć, że pojęcie dobra i pojęcia zła są od dawna uważane za mylące (nie tyle relatywne co kłopotliwe) i podejmowane były próby innych, lepiej “funkcjonujących” określeń.

Przykładowo, mówi się (np. w szkole i wiedzy, reprezentowanej przez “Kasjopeańśki Eksperyment” – Cassiopaea.Org), o istotach:

  • Służących Samemu Sobie (Service to Self), co niejako zastępuje pojęcie “powodujących zło” (negatywność, entropię, chaos, cierpienia i zabór energii innych istot)
  • Służących Innym (Service to Others), których konsekwencje “działań” nie powodują negatywnych skutków, lecz z reguły odwrotne (wzrost, uporządkowanie, kreacja, wsparcie, doładowanie energetyczne).

Polski portal Kasjopea był obfity w treści i materiały i znajduje siię tutaj: warto sprawdzić i porzerzyć te wiadomości z tego akurat źródła, do którego mam duże zaufanie, potwierdzone nie raz, na wiele sposobów (link oczywiście kryje się pod podkreśleniem, na wszelki wypadek dodaję literalnie: quantumfuture.net/pl/index.htm (otworzy się w nowej zakładce) ).

(…)

Zastanawiając się jakie wyrywkowe z konieczności przedstawienie tematu byłoby pożyteczne, doszedłem do wniosku, że studium filozoficznego podejścia do tematu jest dostępne szeroko w bibliotekach i Internecie.

Dlatego przedstawię w wielkim skrócie moje własne, prywatne podejście do tematu, w pewnej kolejności chronologicznej tj. jak temat traktowałem dawniej (będąc młodszy),
a jak później (będąc starszy, i co naturalne, bardziej doświadczony, co nie gwarantuje automatycznie oczywiście tego, że mądrzejszy).

W okresie przedszkolnym i wczesnoszkolnym (szkoła podstawowa), temat istnienia “zła”, “zło czyniących” w kontekście Boga, jego dobroci i miłości (miłosierdzia) a także sprawiedliwości (i wszechmocy, która też była przyjmowana często jako atrybut ducha doskonałego, jakim jawił się antropologizującym – mimo tego “spiritualizmu”, cały czas, teologom, Bóg) był pod wpływem (w domu liberalnego) wychowania chrześcijańskiego (standard jest wiadomy..) . Ostatniej cechy: wszechmocy Boga nie będę bronił: widać bowiem, że chyba Źródło samo zrezygnowało z absolutnej wszechmocy, wycofało się w tej prerogatywach, inaczej nie pozostawiłoby miejsca dla konsekwencji wolności istot stworzonych.
Kabalistyczna koncepcja “cimcum” – Boga wycofującego się, dającego “pole, przestrzeń” na swe Stworzenie – w pewnej mierze z tym koresponduje.

We wspomnianym wyżej okresie, kwestie te poznawałem raczej teoretycznie i biernie (także dosłownie w sensie interakcji z rówieśnikami) oraz w oparciu o pewną literaturę – byłem jeszcze zbyt młody, by wchodzić w najbardziej wymierne tutaj doświadczenia życiowe, które mogą zaowocować wnioskami a nawet nabyciem pewnej mądrości z zakresu psychologicznych relacji (i często cichej wojny, pod przybranymi maskami społecznymi; sam okazałem się sobie zadziwiająco odporny na potrzebę brylowania w tradycyjnym społecznym sensie). Dom rodzinny i opieka rodzicielska chronią ale też ograniczają doświadczenia. Sięgałem nastomiast wtedy jeszcze nie do pozycji naukowych, stricte filozoficznych czy teologicznych, lecz odnajdywałem interesujące mnie zagadniania w literaturze pięknej. Teologia i psychologia są w niej często o wiele żywsze, przystępniejsze i poparte od razu doświadczeniem bohaterów i zgrabnie ukazaną przygodą emocjonalną czy intelektualną. Były to różnego rodzaju pozycje z zakresu beletrystyki ale nie tylko; także pewne antyczne opracowania historyczne, dokumentalne, zbiory mitów, podań i tradycji, i tym podobnych. Ważną rolę odgrywały komiksy.
Mając ok. 10 lat słuchałem – czytanej w odcinkach w radiu powieści Gora Vidala “Stworzenie Świata” i bardzo mi się, zarówno styl autora jak i tematyka tam obecna, podobała. Cyrus, tytułowy perski poseł, ma okazje odwiedzać wielu “mędrców” czasów antycznych (czasy historyczne wybrane są akurat tak, że jest to okres pod tym względem najbogatszy może w historii nam lepiej znanej) i z każdym dysputować na tematy takie, jak istota stworzenia świata, ale także obowiązki moralne człowieka i temat zła, który, jeśli nie pojawia się pierwszoplanowo, jest jednak zawsze niejako genetycznie obecny we wszystkich tych podstawowych rozważaniach.
Książkę czyta się lekko i szybko i myślę, że mogę ją polecić Każdemu.
Był pewien problem z dostępnością na rynku, a swój ostatni egzemplarz podarowałem.
Widzę jednak teraz, że pojawiło się chyba jakieś nowe wydanie (byle bez cenzury),
a i starsze wydania są dostępne w cenach zachęcających czyli 10 zł i poniżej.

Co ciekawe, elementy Zoroastrianizmu zostały wykorzystane wiele lat później, jako pewna symboliczna odpowiedź dla mnie – gdy pytałem, dlaczego rozmiar wolności dla Negacji Istnienia i jej przedstawicieli jest tak koszmarnie duży (nie mogłem się z tym pogodzić). To temat na ciekawy odrębny wpis, ciekawie też ilustrowany.

okładka starszego wydania książki – G. Vidal
Tylna okladka, chyba następnego wydania, sensacyjne lekko omówienie na tyłówce 4 strony okładki akcentuje zbytnio ciekawostki sensacyjne, erotyczne czy miltarne.

Stosunkowo wcześnie, jeszcze w okresie szkolnym, temat zaczął mnie interesować wprost jako zagadnienie teodycei.

Prywatnie teodyceę nazywałem “próbami rozgrzeszania Dobrego Boga z faktu,
że istnieje Zło”.

Jako jedno z pierwszych i podstawowych wyjaśnień przyjmował, niezbyt oryginalnie, że Bóg g dał człowiekowi (i innym świadomym istotom stworzonym – czego świadomość już jest oryginalniejsza i przyszła później) wolność. Skutkiem czego korzystają oni (i one) z tej wolności także powodując zło. Najprościej ujmując.
Sama jednak tematyka wolności wikła się w różne mniej lub bardziej zauważalne problemy.

Ograniczę się tutaj do 2 dopowiedzi:

1) a propos istot świadomych – wydaje się, że o wolności , w potocznym rozumieniu, można mówić tylko w przypadku istot nie tylko świadomych ale i rozumnych (a więc nie w przypadku zwierząt, którymi kierują instynkty); w szczególności o wolności można mówić w przypadku istot trójmózgowych (terminologia wprowadzona przez G. Gurdżijewa), tj. dysponujących trzema elementami składowymi swej “istoty”:
– intelektualną (umysłową)
– uczuciową
– fizyczno-cielesną (motoryczną, instynktową) [uproszczenie wielkiego rzędu]

2) a propos samej “wolności” różnych bytów- jak się wydaje, przynajmniej w przypadku gatunku i populacji ludzkiej, wolność ta jest w dużej mierze iluzoryczna i przynależy tylko niektórym osobnikom, w realnym tego słowa znaczeniu; i tutaj zauważyć można następujący schemat, że im bardziej ktoś dopuszcza się czynów służących sobie (patrz wyżej), “złych”, tym bardziej traci wolność, popada w swego rodzaju uzależnienie. Nie powiemy tak raczej o osobnikach “przyzwyczajonych” do działania “w służbie innym” (a jednocześnie sobie, wg prawa, że “kto daje innym, daje sobie”): “uzależniony od kłamstwa” nie zgrzyta nam w uszach, jest obiegowe, powiedzenie jednak “uzależniony od prawdomówności” wydaje się niezdrowe, nawet na wyczucie językowe, prawda?
Wydaje się więc, że jeden sposób postępowania sprzyja zdobyciu realnej wolności (powiększaniu jej zakresu), a drugi nie sprzyja, wolność zabiera.
Są to oczywiście wielkie uproszczenia.

Stosunkowo wcześnie dostrzegłem także , że zło przyczynia się do dobra, w tym sensie że istnienie zła daje sposobność do czynienia dobra.

Trudno jednak powiedzieć by wszelkie “zło” można było uzasadnić albo wolnością bytów stworzonych albo potrzebą “kontrastu” dla dobra. Choćby kwestia sił wyższych sprowadzanych przez przyrodę czy też kwestia zapadalności na choroby – to proste obserwacje nie mędrca a jeszcze dziecka.

Zamiast wikłać się w szczegóły tego tematu mogę polecić pozycję książkową (z setek podobnych, ale tę “testowałem osobiście” i podejście autora zaliczyć można do bardziej rzetelnych i uczciwych, o co w tematyce dotyczącej i “Boga” i “zła”, paradoksalnie, niełatwo): John L. Mackie “Cud Teizmu. Argumenty za istnieniem Boga i przeciw istnieniu Boga.”

Pozycja dostępna dość szeroko, używane egz. w cenach ok. 5 – 15 zł.

Stosunkowo nie tak dawno zaakceptowałem fakt, że wolność nadana przez Boga (bytom świadomym, rozumnym) jest tak nieograniczona, że wcześniej wydawałoby mi się to niemożliwe/nieakceptowalne. Przykładowo: byty “służące samym sobie” (“złe”) mogą wywoływać zdarzenia, które normalnie przypisujemy siłom wyższym (siłom Natury), mogą też wpływać na występowania chorób, a także na takie fakty, jak przyjście na świat z deformacją/brakami intelektualnymi lub fizycznymi. Widzimy, jak na trudnym intelektualnie i empatycznie gruncie stawia nas wiedza, że coś takiego jest możliwe i że coś takiego się dzieje, na Ziemi, ludziom, tu i teraz oraz od dawien dawna.
Z tego, co dowiedziałem się w 2016 roku, w pewnym zakresie byty “złe” mogą też manipulować duszami innych bytów (co wydawało mi się wcześniej zbyt hardcorowe i zarezerwowane wyłącznie dla Źródła istnienia – to jest źródła danej duszy/dusz).

Pisząc “dowiedziałem się” nie mam na myśli tego, że “o czymś sobie przeczytałem”, a nawet, że coś wywnioskowałem z doświadczeń życiowych, lecz mam na myśli wiedzę, która została przekazana mi bezpośrednio (a stała się żywa w oparciu o doświadczenie różnego rodzaju) i wiedząc, że brzmi to zagadkowo i podejrzanie, zastrzegam, że wyjaśnienia już się pojawiały, choć często pomiędzy wierszami, i będą pojawiać się jeszcze, stopniowo, po trosze i w różnych aspektach, a podstawowa część wyjaśnień ujrzy światło publiczne w 2020.

Powyższe manipulacje należy w zasadzie odróżnić od sytuacji, gdy “negatywne uwarunkowania” typu chorobowego, zdarzeniowego itp. – mają miejsce w życiu (są przewidziane w doświadczeniu, na określonym etapie) danej osoby z przyczyn karmicznych. Są to wtedy konsekwencje własnych działań takiej istoty (a także działań, zaniechań lub konsensusów, ściągających pewne konsekwencje na większe grupy – także to zagadnienie jest niesłychanie kontrowersyjne i trudne do przyjęcia, jeśli nie otrzymało się na ten temat bardziej bezpośredniej wiedzy). Przykładem takich, bardziej generalnych i grupowych konsekwencji jest Upadek Człowieka (jako rodzaju, tutaj), który zdarzył się w czasach Pradawnych i do dziś powoduje – można powiedzieć – coraz gorszy stan ogólny (np wg schematu degradacji: Złoty – Srebrny – Brązowy – Żelazny wiek), upadek z którego w obecnym okresie Ludzie mają szansę się wydostać.
Będę o tym pisał oczywiście jeszcze nie raz, stopniowo coraz dokładniej.

Trudno jednoznacznie mówić o “źle”, jeśli rozumie się prawo karmy i zasadę jego działania (choć wydaje się prosta, może być jednak różnie rozumiana i często nie jest rozumiana właściwie). W tym kontekście, jeśli z prawa karmy wynika to, że spotyka nas “zło” ale wywołane działaniem innej jednostki, to można tutaj mówić, że jednostka ta, co do siebie, popada w negatywność, my sami jednak, doświadczeni takim złem, jeśli rozpoznamy, iż jest to skutek karmiczny (nawet bez świadomości czy akceptacji prawa karmy – w oparciu o intuicje i wyczucie tego, co egoistyczne z naszej strony), powinniśmy uwolnić się od “negatywnej” reakcji na to doświadczenie. W istocie otwiera się tutaj możliwość – poprzez zauważenie, że dana osoba, czyniąc nam “zło” przyczynia się jednak do naszej ewolucji (choćby wypełniając naszą karmę, czyli ją w jakimś zakresie niwelując) – do czegoś, co nazywa się “miłością naszych nieprzyjaciół”.

Jak mi osobiście się wydaje, potraktowanie takiego “wroga/nieprzyjaciela” raczej jako “nieświadomego nauczyciela”, zaakceptowanie faktu bez zatrzymywania w sobie negatywnych emocji, umiejętności “wybaczenia” (bezwarunkowo, bez żadnych starań ze strony winowajcy ani zastrzeżeń z własnej strony), przy czym: skoncentrowanie się na nauce, jaką dana sytuacja, zdarzenie itp. mogą mieć na przyszłość dla nas, jest trudnym, ale najkorzystniejszym dla nas rodzajem reakcji.
Oczywiście nie znaczy to, że należy uprawiać jakiś “masochizm” i celowo wystawiać się czy prowokować negatywne doznania. Jest tutaj niebezpieczeństwo dostrzegane tak przez psychologię jak ezoterykę, i konieczna jest rozwaga (przezorność), i umiejętność odróżnienia. W szczególności, z osobnikami takimi, “nieświadomymi nauczycielami’ należy szukać asertywnego ograniczenia lub zerwania (jeśli to możliwe) kontaktu.
NIe da się obronić twierdzenia, powtarzanego czasem w różnych religiach, że cierpienie i “doznawanie zła” jest dobre, bo nas rozwija, czyni szlachetniejszym i już – i dlatego, należy cierpieć, dobrze jest cierpieć, czy rytualizować cierpienie na różne sposoby (co przecież było tak częste w historii).
Taki stosunek do rzeczy stanowi już wynaturzenie i tego rodzaju “cierpiętnictwo” ściąga samą cierpiącą osobę w negatywność, pozbawia ją energii, zamiast wzmacniać i trudno dopatrzeć się w tym jakichkolwiek pozytywów.
I słowa te nie odnoszą się do jakichś dawniejszych religii ofiarnych, przynajmniej nie tylko – odnoszą się jak najbardziej choćby (a może przede wszystkim!) do chrześcijaństwa, które zostało od źródeł i niemal od czasu powstania – zatrute. Choćby symbolicznie.

(…)

Następna dygresja i refleksja – kwestia SZKOŁY

Dlaczego Źródło (Bóg) nie czyni istot powołanych do wolności od razu doskonałymi czy bardziej doskonałymi, tj. “wybierającymi zawsze lub przeważnie “pozytywny” schemat “postępowania”, bardziej świadomymi, itd. itp.?

Poza oczywistą – nieoczywistą odpowiedzią, że przeczyłoby to de facto przydanej wolności, wydaje mi się, że fakt, iż – choćby ludzie – są z zasady, od chwili narodzin, projektem “niekompletnym”, “niedokończonym” i dopiero mają możliwość ewolucji (czy też stania się “człowiekiem” w węższym, bardziej ezoterycznym rozumieniu) w pozytywnym kierunku (lub regresji w negatywnym) – wynika z tego, że świat (a przede wszystkim, jak widzimy, świat materialny, gdzie dusza jest związana z materią i doświadcza materii) jest wielką szkołą,

W szczególności można powiedzieć, że takie “niedokończenie” bytów nie jest jakąś Bożą złośliwością (lub przeoczeniem czy fuszerką, na temat której układa się dowcipy – nie czyni też tego świata najgorszym ze swiatów – jak chciał i miał do tego swoje powody, choćby Schopenhauer i wielu innych wybitnych i dużo odczuwających myślicieli). Kwestia hierarchii doskonalenia się bytów, metafor i teorii zbliżonych do neoplatonizmu, gradacji promienia istnienia, “wygasania” wibracji, kabalistycznego “rozbicia naczyń” jest tutaj bardziej złożona i pewne podstawy kosmologiczne wydaje się posiadać.

Z powodów “psychologiczno-dydaktycznych” nauka określonych “umiejętności” kluczowych dla wysoko świadomej istoty, musi odbywać się od stanu pewnej “surowości” – po prostu inna nauka nie byłaby tak naprawdę nauką, a całość zamieniałaby się w projekt, który – w pośredni sposób, zmusza stworzone istnienia do “miłości” Boga – czego Źródło oczywiście nie chciało .

Kto z nas chciałby zmuszać do miłości?



Źródło dało w prawach Świata – Stworzeniom wolność w absolutnym rozmiarze (stąd przydanie tak absolutnego wymiaru wolności i możliwości jeśli chodzi o działania bytów na drodze “zła”).

Inaczej mówiąc “kochać trzeba się nauczyć” (dobrowolnie, oczywiście) – niemożliwe jest stworzenie “od razu” istoty, która “umie kochać”, gdyż tego rodzaju umiejętności rodzą się tylko poprzez zdobywanie doświadczenia istnieniowego, w szczególności poprzez kontakt z innymi istotami.

Gdyby były wszczepione – byłyby automatyzmami. Niewolą (choćby instynktu). A jednak kiedyś właśnie automatyzmy (“automatyzm namiętności”) wydawały mi się warte poszukiwania i ocalenia jako typowe dla “stanów zakochania”, którym magii odmówić nie sposób (i które współczesna nauka analizuje od strony biochemicznej). Napisałem na ten temat, 10 lat temu, niedokończoną książkę (“Dialektyka związków miłosnych”), która, jak wiele niedokończonych rzeczy z przeszłości, po latach okazuje się materiałem, który miałem wykorzystać w całości już innej, przerobione (a wcześniej przeżytej) gdy nadejdzie właściwy Czas.


Są to oczywiście wielkie uproszczenia.
Wiele osób może zauważyć, że pomijam tak zasadnicze, filozoficzne (i nie tylko) ujęcia czy też aspekty tematu, jak kwestia dualizmu w ogóle. Tak, pomijam, pisząc prosto od siebie, wybiórczo, z przyczyn poruszonych na wstępie – w tej chwili przynajmniej, może także dlatego, że teraz jeszcze nie mam pomysłu na omówienie tego rodzaju aspektów w sposób wystarczająco syntetyczny, skrótowy.

Także stosunkowo niedawno, trafiły do mnie bardziej generalne potwierdzenia, dotyczące tego, że “zło” istnieje także w sposób konieczny dla “ruchu” i “ewolucji” jednostek już na drodze pozytywnej. Okazało się, że potoczna oberwacja, iż życie, które jest całkowicie spokojne, zadawalające, w którym brakuje przeciwności wszelkiego rodzaju, popada w gnuśność i zastój, jest bardziej uniwersalnie prawdziwa.

Bardziej ogólnie, w teoriach kosmogonicznych (dotyczących powstania, genezy Wszechświata), w tym porusząjących aspekty czysto fizyczne, zauważa się, że gdyby Świat stworzony byłby światem absolutnie doskonałym, byłby niejako światem martwym (pozbawionym ruchu, zmienności, typowej dla Życia).
Obrazowo i trochę pseudonaukowo można tutaj przywołać: różnicę potencjałów (plus, minus), która powoduje przepływ prądu elektrycznego.
Tak więc konieczność istnienia “negatywności” (cienia, ciemności, “zła”, rezultatów zachowań bytów świadomych) itd.) może być postrzegana jako bardziej podstawowa dla możliwości zaistnienia ŻYCIA i EWOLUCJI DUSZ w ogóle, jako celowego zakłócenia idealnej harmonii Stworzenia), przewidzianego przez Źródło, i koniecznego dla pozytywnej ewolucji elementów i bytów. A także, z pewnych względów dotyczących samego “Źródła” i podstawowych praw związanych z jego istotą.

Z różnych omówien tematu, wśród ezoterycznych, najbardziej reprezentatywne wydaje mi się omówienie tego tematu w dość nowej pozycji (2012, ebook późniejszy) – która mi samemu umożliwiła lepsze zrozumienie wielu teorii i pojęć wprowadzanych przez G. Gurdżijewa oraz ukazała nowe konsekwencje takiego rozumienia. Książka może wydawać się trudna, ale zaręczam, że moja znajomość języka angielskiego jest bardzo elementarna, a oczytanie wśród zarówno pozycji z zakresu hermeneutyki jak ezoteryki spektulatywnej (choć może bardziej jednak empirycznej – wszak wiedza Gurdżijewa brała się głównie z doświadczeń na ludziach) – mizerne. A jednak ksiażka wciąga i inspiruje, zasadnicze treści zrozumiałem lepiej, niż były one prezentowane bardziej z pierwszej ręki, czyli przede wszystkim w samych pismach G. Gurdżijewa.
Kosmologia i kosmogonia Gurdżijewa może wydawać się prymitywna, ale teogonia, nieodłącznie z nią związana już taka nie jest – z wszystkich znanych mi podejść i wyobrażeń na pewno warta jest uwagi.
Sam Gurdżijew pewne rzeczy celowo (a częśc może i niecelowo) plątał i komplikował
a nawet w ogóle nie przedstawił – dlatego wskazuje pozycję, która udanie te supełki stara się rozwiązywać i najistotniejsze braki uzupełnia w sposób nadzwyczaj iluminujący.

Książka ta jest autorstwa Mohammada Tamdgidi , pod tutułem:
Gurdjieff and Hypnosis: A Hermeneutic Study“, czyli po polsku: “Gurdżijew i Hipnoza. Studium hermeneutyczne”, (dostępna tylko w jęz. angielskim)

Choć pozycja ta jest zaawansowanym omówieniem, to jednak pewne kwestie, nie dość jasne u samego Gurdżijewa a także u jego wcześniejszych popularyzatorów (jak choćby P. D. Uspieńskiego) zostały tutaj ukazone i wyjaśnione przejrzyściej i lepiej,
i dotyczy to także zagadnień, które wprost łączą się z tematem, który tutaj rozważamy.
Fragmenty tych rozważań będę zapewne omawiał – być może na blogu, a być może jeszcze gdzie indziej, w następnym, 2020 roku.

(..)

Na koniec kilka luźniejszych dygresji w temacie.

Już Arystoteles stwierdzał, że “dobro jest celem wszelkiego działania” (o ile pamiętam w dziele napisanym dla syna Nikomacha). Można rozumieć to tak, że zasadniczo każdy działający będzie postrzegał swoje działanie jako zmierzające do czegoś, co nazywa dobrem, czy dobrym.
Wydaje mi się i chyba można to obserwować, że stosunkowo mały odsetek ludzi “chce czynić zło świadomie” (i złem, to co czyni i jakie skutki – świadomie – wywołuje, nazywa to przed samym sobą).
Są to głównie psychopaci, ludzie całkowicie pozbawieni empatii, sumienia etc.
Ale nawet psychopatom – to, jakie konsekwencje – dla innych – wywołują – bywa częściej po prostu raczej obojętne. Dążą do zaspokojenia swoich instynktów bez względu na to, jakim kosztem się to odbywa i dla nich samych jest to “dobre”, przyjemne, podniecające.
O wiele częściej można “stać się złym” w taki sposób, że stopniowo dochodzi do coraz większego zakłamania samego siebie, do coraz większego “rozszerzenia”/uelastycznienia czyjegoś sumienia.

Kwestia jest dość znana i omawiana na różnym tle (choćby w doktrynie chrześcijańskiej i kościele – tym polskim, katolickim, teoretycznie – co o tyle tragikomiczne, że de facto jakby w zupełnej opozycji do tego, co przedstawiciele tego kościoła sami czynią, choćby w wymiarze publicznie reprezentowanym, i co przecież wszyscy ludzie, którzy mają choćby jedno oko – widzą).

Kwestia brnięcia w błąd, w określoną drogę życiową, na której, poszczególne czyny i zaniedbania kumulują się i sprawiają, że coraz trudniej zmienić kierunek (i siebie zmienić), wycofać się jest znaną wiedzą i nader typową sytuacją życiową. Psycholodzy wiedzą, że człowiek robi często wszystko, by tylko nie musieć przemyśleć czegoś podstawowego od nowa, zweryfikować swojej postawy, a im dalej poszliśmy w kierunku samookłamań i zaniedbań tym trudniej nie tylko zawrócić, co nawet skorygować kierunek, więc najczęściej jest coraz gorzej.

Ze wszystkich kłamstw zatem – najszkodliwsze jest okłamywanie samego siebie.

[Tutaj poprawiłem – przykładowo – literówkę – “najszodliwsze”, która przypomniała mi, że kiedyś projekt filmowy nazwałem “szod”, od hebrajskiego słowa, oznaczającego “spustoszenie”, “nieszczącą moc potęgi” (a słowo to zmienia się, i odwrotnie, w słowo “Pan – Wszechmogący” (Szaddaj) po dodaniu malutkiej hebrajskiej literki “jod”.]. Zatem: albo wszechmoc albo wolność?

Nie tylko dla innych, ale także dla tego, kto sam się okłamuje, kto jest wewnętrznie zakłamany.

Poza wszystkim tym, co już zostało powiedziane – sprawia to, że taka osoba nie wie, kim tak naprawdę jest, nie widzi samej siebie.
Nie wiedząc zaś, kim jest – nie może się zmienić.
Tymczasem wszelka ewolucja człowieka jest związana z jego głęboką zmianą, inaczej czeka nas tylko regresja. Jest to widoczne nader wyraźnie w obecnej dobie.

Dlatego Izaak Syryjczyk pisał: ” Kto ma możliwość zobaczenia samego siebie, jakim naprawdę jest, szczęśliwszy jest niźliby widział anioły”.

15 lipca 2016

.