3 i 4 (ale też 22) – Te, Deum

William Blake, grafika z początku “Jerusalem”

Dziś jest Czwartek, 10.10. i wypada weń wigilia.

— No.. Spóźniony ten bloger trochę (pomyśli uważny Czytelnik* i uśmiechnie się pod wąsem; lub meszkiem..).

*choćby taki, który był już (albo będzie, na jedno wychodzi, gdyż Było, Jest i Będzie, jednym jest .. albo będzie?) na innej wigilii (tu/tam**).

** “Parsifal:
– Zrobiłem niewiele kroków, a zdaje się, że przebyłem szmat drogi.

Gurnemanz:
– Widzisz, mój synu, tutaj przestrzenią stał sie czas.

(Philip K. Dick “Valis”)***

[Trochę z innej beczki: Podoba mi się idea, że po śmierci nasza Czaso-Przestrzeń zamienia się, na pewien “okres” w Przestrzenio-Czas” i jest to tzw. Przegląd Życiowy, służący rozwojowi naszej świadomości (tudzież odczuwania i rozumienia emocjonalnego, co zawiera się w świadomości ale warto podkreślić) – chodzimy wtedy po różnych sytuacjach z naszego przeżytego już życia jak po pokojach, oglądamy esencjonalne sytuacje, “odczuwamy” co czuła “druga osoba” podczas danej interakcji emocjonalnej,..etc.etc.. innymi słowy: poprzez aktywny uczestniczący przegląd “odbytego szkolenia w danej klasie” – utrwalamy wiadomości ..choć nie zawsze tak to zgrabnie i fajnie wygląda, bo – jak wiemy – w szkołach bywają i prymusi ale także i leserzy, drugoroczni i…
[tak mniej więcej pamiętam została ta kwestia obrazowo przedstawiona w przekazie zwanym “Ra*”, z którym zetknąłem się kiedyś przypadkowo i mogłem go porównać z innymi przekazami na temat pierwszego okresu życia po-śmierci. Oczywiście, logicznym jest też, że okres/stan/przestrzeń “Bardo
” jest zróżnicowany i zależy/bazuje na bagażu kulturowo-wierzeniowo-wizualno-poznawczym danej osobowości (wykształconej w danym życiu aspektu duszy] (takie moje uproszczone ujęcie)

PS
Lwy i Tygrysy mogą skakać w Bardo…(wzwyż, co jest naturą skoku..) – czy to nie interesujące?
Kto jest zainteresowany?

Może kiedyś poskaczemy wspólnie..
nawet i przed bardo. Ba!



***[tą niezamierzoną synchronicznością – przyznaję, że pamiętam o tym, że następny odcinek “Nowego Człowieka” ma się zacząć fragmentem powieści Philipa K. Dicka; te słowa zaś pochodzą z “Valis”, innej jego książki, która jest ciut zbyt potencjalno-sur(sic!)realistycznie rozstrzepana, by ją tutaj przywoływać z pożytkiem dla Czytelnika (dla rozrywki jego to i nawet, ale dla Sprawy – wprowadzić mogłaby za dużo zamętu, jakby go i w okół (eh) realnym świecie nie było nazbyt dużo****

*** *Sprawa Ta, sercu droga, Pleoroma, to – poza szerszymi opisami (które do końca 3-2-um [zob. niżej] ]się opublikują już) – innymi, krótszymi słowami, sprawa uporządkowania Na Nowo czyli Odmienienia tej części chaosu, której tak nazbyt dużo.


(c) prof. dr hab. Arkadiusz Jadczyk (można poczytać i pooglądać np. tutaj..)

A jednak, będę się upierał, że dziś jest wigilia.
Wiigila to tzw. dzień poprzedzający.
Co jednak poprzedza?
Na pewno – przychodzi po – wyjątkowo długim okresie nieopublikowania tutaj żadnego wpisu. Tak, to prawda. Ale z tym i ta cała heca związana.

Wigilia etymologicznie oznacza  vigilia znaczy ‘czuwanie, stróżowanie, warta’ (od: vigil ‘straż’, vigiliare ‘czuwać’).  Dzień poprzedzający Boże Narodzenie zaczęto tak nazywać w dawnych wiekach dlatego, że w tę wyjątkową noc pierwsi chrześcijanie spędzali czas na vigiliach, czyli na dwunastogodzinnym czuwaniu i modlitwie (od szóstej po południu do szóstej rano; vigilia była ‘częścią nocy równą trzem godzinom’). Owe vigilie dzielono umownie na cztery wieczorno-nocne okresy: zmierzch, północ, kuropianie i ranek. Wraz z nastaniem zmierzchu kończył się okres adwentu (Adwentu). Vigilia była częścią nocy równą 3 godzinom.
[przypomina Maciej Malinowski w poradach językowych]


Będą zatem trzy ważne dni (niekoniecznie świąteczne, poza tym – jak zwykle – mówiąc o sprawach ducha a nawet sacrum – niekoniecznie muszę mówić w duchu jakiejś religii czy “wiary” (czy o niej). Nie raz już tutaj zaznaczałem, że nie jest to konieczne.
Ale.. to możliwa jest wigilia.. nie tylko bez “Bożego Narodzenia” ale i bez – świąt – w sensie – religijnym właśnie?
Nie wiem czy jest możliwa w szerokiej świadomości zbiorowej, ale ja właśnie piszę o niej indywidualnie, przedstawiam niejako propozycję dla Waszej – zapewne niezbyt szerokiej ale elitarnej, świadomości zbiorowej. Ci, którzy czytacie i się zastanawiacie.

Piątek (11.10), sobota (12.10) i niedziela (13.10) będą tymi dniami – i dziś, poprzedza je właśnie wigilia. Ale jakie to święto, co to za Triduum?
Kogo to znowu powiesili.. czy usmaż.. ukrzyżowali?
Na pamiątkę kogo, komu wyrwano serce, czekamy z drżącymi sercami odświętnego dnia?

A więc nastąpią Trzy dni po dniu dzisiejszym, czyli Wigilii (tego 3-2-um).

Co to za święto, co to za święte dni, co to za okazja?

Żadna. Jutro (Piątek) będę pracował, w Sobotę będę pracował i w Niedzielę będę pracował.
I co, tylko tyle?
I jak to – jakoś tak, że nawet odwrotnie: zamiast “dzień święty święcić” – to harować? Tyrać? Groszorobić? (to akurat nie), Pracować w takie – nieświęta, ale święta?

Trzeba. Bo jest potrzeba a Czas płynie.
Choć tak naprawdę to wszystko Stoi w miejscu,
i wszyscy stoimi w bezruchu – w bezczasie, w miejscu,
i tylko – w przestrzeni – w kierunku naszego serca – przesuwa się grot..Nie,
przesuwa się Taran, który (je przebije), nas wszystkich wgniecie w Podziemię i zmiecie z tej Planety.

Tak więc konieczne jest 3-2-um, jak słychać (to nie zbliża się bynajmniej na łapkach kota, ale łapki kota trochę łagodzą sprawę, bo niosą pomoc, wiedzę i wsparcie – w granicach wolnej woli – tym, którzy ją jeszcze mają).

Trochę hermetyczny się ten wpis robi. I przez tę chwilę, póki jest sam, niech i taki będzie, hermetyczne zamknięcia sprzyjają aseptycznym warunkom gdy planuje się operację na żywym sercu.

Pamiętam, że Ostatnio – czyli stosunkowo Dawno (ach ten Niemiłosierny Heropass – Czas) pisałem, że następny (wypadałoby więc, że ten) wpis rozpoczniemy od dobrej prozy i mogłem już niejednego zwolennikowi intelektualnej profetyczności i spekulatywnego wizjonerstwa (bo przecież nie fantastyki… fantastyka to jest to, co piszą w gazetach i pogadują w telewizjach) narobić smaka na grubego Konia.

Ale co się odwlecze to nie.. (bo przecież Czas nie istnieje, a tylko szerokość naszego rozumienia, świadomości i głębokość naszego odczuwania i współpromieniowania (tym, co powołuje istniania, i jest obrzydliwie nadużywanym pojęciem na literę zgodną z moim inicjałem imienia).
Dobiega końca zatem (dosłownie, zostało jej 5x60xdrgań atomu Cezu) ta wigilia trzech dni pracy, w trakcie których, mogę powiedzieć, że zdarzyło się już to, co miało,
czyli:
– m.in. spacerowałem z Pelikanem,

Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Mój dom – widać akurat moje piętro (7).

– dokończyłem podstawowe robótki pajęcze na Trzecią Noc i Trzeci Dzień, Niedzielę Wolnego Wyboru (przynajmniej podstawowe zajawki na trzech najważniejszych jeszcze łysych czyli P1, P2 oraz SITS- wg schematu webringu Pleoromy – brakujące z https://dakunin.com) ,

pojawiłem się w wielu miejscach naraz ciałem i licem (chyba jednak nie skorzysta(łem) ze starego lecz założę(łem) nowy kanał YT w tym celu, oraz na Vimeo);

[tutaj będzie link w Niedzielę 13.10]

po to, by każdy:

Kto szuka,
mógł znaleźć.

Albowiem, jeśli nie zrobione i nie Istnieje tam – gdzie ma być znalezione – ten, który szuka – nie znajdzie! A jak tak może być? Ja się pytam?
Tak być nie może.
Bóg musi brać odpowiedzialność za słowa i obietnice.

Dlatego trzeba temu Bogu pomagać.

New Demiurg Industries – Marat Dakunin A.D. ca 1998

[W tej Zapowiedzi Triduum czyli Przemyśleniach Wigilijnych – napisanych magicznie – by zwielokrotnić Siłę (8) – wystąpiły(ją) także cyferki: 10, 1, 2, 3 i 4 (oraz jak zawsze 5 i 8) i robocze (22) [jak zauważyłem postfactum.. tean stpe non spein wielachwicz chtran

Powerful and Beautiful Artwork (c) Jacqueline Payne https://www.facebook.com/jacqueline.payne.758

And 7, 5 and 8 are not by chance here..

Please follow and like us:
error0

Jesienne sprzątanie i planowanie, cele ludzi, Duch Matejki i Ecce Homo

Jesień idzie, pod koniec sierpnia zeszłego roku jeszcze koty się wyraźnie prężąc ogony na dachu na przeciwko żegnały letnio ze mną, zapowiadając tegoroczne lwy..

I jakoś mi się zawieruszyły tutaj starsze fotografie, i to nawet jedna mojego Taty, nie wiadomo dlaczego, może dlatego, że jesienne,
a jesienne do jesiennego ciągnie, to według takiej zasady, że podobne przyciąga podobne (ale zasada, że przeciwności się przyciągają -też ma swój moment triumfu, pisałem ja i o tym, ale nie pamiętam dokładnie gdzie i jak..muszę sobie przypomnieć, to napiszę znów i może składniej i sensowniej).

Fotografia mojego Taty Bogusława – wykończona i sksiężycowana przeze mnie już.. czy zepsuta?
a to też – po lecie – w 2012 roku – na konińskim jeziorze chyba – stateczkiem dla gości OKFA – festiwalu kina niezależnego i amatorskiego w Koninie – bardzo to był dla mnie okres nieciekawy, .. nie ma co wspominać, miałem tam taki króciutki film – którego nikt nie zrozumiał – bo i nie był z mojej winy najlepiej zrobiony do rozumienia pewnie, kto chce może rzucić okiem;
W opisie (obraz się powinien sam obrazem wypowiadać, to też i w filmie tylko jeden moment jest, gdy ktoś coś mówi, tzn. słowami), 
napisałem coś takiego, ale raczej niepotrzebnie:

W doktrynie chrześcijańskiego kościoła powszechnego, człowiek
znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, na którego
sumieniu ciąży grzech ciężki (a na czyimż nie ciąży), a więc
zrywający przymierze z Bogiem i który nie zdąży się przed
śmiercią z grzechu tego wyspowiadać i przyjąć Najświętszego
Sakramentu (odnowić przymierza) skazany zostanie na wieczne
potępienie (piekło). Jednak – mimo niemożliwości spowiedzi
i przyjęcia przed śmiercią sakramentów może on uzyskać
zbawienie – jeśli wzbudzi w sobie przed śmiercią tzw. żal
doskonały. Oznacza to, że będzie żałował szczerze swoich
grzechów nie ze względu na grożącą karę, nie z powodu strachu
przed potępieniem i piekłem ale tylko i wyłącznie dlatego, że
obraził Dobrego Boga Miłości.

Tego rodzaju żal w sytuacji zagrożenia śmiercią (sytuacji
granicznej) wydaje się przy conditio ego humana niepodobnym..
Nawet starając się bowiem usilnie, świadomie usunąć strach i
skupić na samym „bezinteresownym” żalu, skrusze i miłości czyż
można wyeliminować choć cząstkę tego ludzkiego „interesu”
eschatologicznego? Czy bojaźń nie będzie wracać jak bumerang,
nie poddając się nakazowi bezinteresownej skruchy, czy w ogóle
strach (myśl) o śmierci można przemóc? 
 Wydaje się, że dla człowieka nieobdarzonego swoistym
charyzmatem altruizmu, świętego, możliwe jest to tylko poprzez
pewną transracjonalność, ingerencję przypadku, czegoś
pozaświadomego, a być może – w chwili śmierci – skupieniu się
nie na sobie właśnie, ale na innych, bliskich, bliźnich. 
(ENG)
According to the Christian doctrine, a dying man, who does not
manage to confess and take communion before his death, has
still got a chance of God’s forgiveness.
However, he should; at least at the very last moment before
his death, repent his sins and not be driven by selfish fear
of punishment or hell. When a dying man regrets that he has
rejected God’s love with his sins; when he thinks of his
neighbour instead of himself, he expresses the so-called
PERFECT REPENTANCE. 

Taak.. To tyle takich wspominek, a co do sprzątania jesiennego, to jest takie schorzenie (szczególnie osób chyba samotnych, w podeszłym wieku, może i szczególniej starszych kawalerów) jak zbieractwo.. miałem do uprzątnięcia pewną piwnicę zajętą od dołu do góry niejako zupełnie.. I przyznać muszę, że choć trochę na początku się udzielałem, to jednak nie ja wysprzątałem, a Duch Matejki był tak miły i uczynny, że nie tyle mi pomógł w sprzątaniu, co mówić wprost i bez ogródek: wysprzątał za mnie.
Najpierw może pokażemy człowieka, a później szatę.. tzn, piwnicę, znaczy się pomieszczenie.
Czy mówiąc jeszcze inaczej: najpierw człowiek, później .. otoczenie?
Czy może: najpierw podmiot, później przedmiot?
O co to chodziło?
I jakieś waśnie się z tego rodzą, pamiętam.
W każdym razie Kant Immanuel zalecał: Człowieka uczyń zawsze tylko Celem, nigdy środkiem do celu…
A jak teraz jest, czy Człowiek zawsze jest tylko celem? Nigdy środkiem?
A może jest odwrotnie? Wszyscy ludzie, społeczeństwo, narody, są środkiem, środkami są mnogimi do celu, do celów, do jakichś celów, ale jakich? Czy dla nich? No skoro są środkami do celów, to te cele pewnie już nie dla nich.. A dla kogo w takim razie?
Czyje to są cele?
Jakiegoś innego społeczeństwa czy jakichś innych jednostek, które się tym to oto, traktowanym jako środek (mniej lub bardziej niewolniczo) – społeczeństwem – wysługują?

Mnożą się tutaj pytania o środki i cele, i to w różnych kierunkach, i są ciekawe, ale miejca w małej notce brak, ale pewne tropy są podane w formie literackiej miniatury – tutaj – https://dakunin.com/pieczywo_czesc1.pdf


Rzekło się, że od człowieka zacząć trzeba, więc niech będzie, oto i Człowiek:

Duch Matejki pod Księżycem, a może to Twardowski, skoro też w Krakowie i pod księżycem? Nic na pewno tutaj nie wiadomo..

Z jakichś przyczyn Duch Matejki, zwany też Rasputinem (niesłusznie, gdyż w odróżnieniu od rzeczonego rosyjskiego wizjonera, mistyka – co najmniej dwuznacznego.., tenże zachowuje w pełni celibat i czystość i to już od dawna.., oraz – nie miesza się do polityki!)

telewizji bardzo nie lubi:

Wstępuje w niego czasem takiego ‘dzikiego kota duch’ – szczególniej, gdy programy publicystyczne widzi – to go drażni wyjątkowo! Trzeba uważać!

Gdy wysprzątał Duch piwnicę do dna samego, taki oto Ćpun chaosu koto-królik się ukazał:

można powiększyć (jak wszystkie fotografie tutaj – prawy klawisz myszki i pokaż grafikę w nowej karcie itp.)

A to jest tak mniej więcej w połowie – chaosu

połowa chaosu

I w tym miejscu ten wpis zakończę, bo się zadumałem.

Please follow and like us:
error0

Święte Światło, Psychoterapie i Tajemnica Mateusza Lewity

Zapowiadałem, że następny wpis miał się pojawić niebawem, a wychodzi to niebawem nie takie niebawem, może nawet zupełnie bawem, ale w sumie niedługo..

Dużo różnej pracy. A za 3 dni urodziny (8.8).
Jutro muszę Tacie zawieść książki Virginii Woolf.

A i niespodziewane zdarzenia.

Nawet, tak się zdarzyło, że może mogłem komuś pomóc..

Ale ta osoba, do końca chyba tej pomocy nie chce…
Pomóc komuś to najczęściej – jeśli pomoc mądra i skuteczna – się sprowadza do odpowiedniego wytłumaczenia Chorej Osobie, dlaczego i jak może sobie pomóc sama..
Różnie to z tym jest..
Przykładowo choćby w schorzeniach psychicznych (a i duchowych) notuje się większą skuteczność, gdy Pacjent ufa “lekarzowi” – choćby, wierzy (lub wie) w jakiś jego autorytet…na ten przykład choćby mniejsze powodzenie ma terapia – psychoterapia,
czy psychiatryczna osób wysoce inteligentnych – gdyż z natury rzeczy trudniej wtedy o taką relację, gdy lekarz czy terapeuta w oczywisty sposób przewyższa chorego inteligencją (lub jako taki się choremu jawi) – trudno więc o wspomniany wyżej efekt zaufania czy autorytetu.., a co za tym idzie trudniej też chorego nakłonić, przekonać czy też w ogóle ukazać mu sprawę tak, by go zmobilizować do odpowiedniego uleczenia siebie samego, choćby dając wskazówki, co należy robić, a czego unikać..

I w sumie – taki wskazówki pewnej przypadkiem do mnie piszącej (na FB) osobie dałem, starając się korzystać z całego mojego doświadczenia życiowego i choć wcale mi się nie wydawało, że cokolwiek w tak trudnej sprawie (cierpień duchowych) pomóc mogę, to okazało się, chyba, że pomóc nawet jakoś mogę czy mógłbym, ale Pacjent(Ka) wcale nie taka skłonna się do ukazanych prawideł i zasugerowanych zmian wzorców postępowania zastosować. A dlatego, że coś tam jednak za bardzo lubi i pożąda..
A w naturze tak już jest, że jak się z pożądaniem i lubieniem czegoś bardzo przesadzi, to się to odbija w drugą stronę i powoduje przykrości. Wiedzieli o tym już starożytni epikurejczycy..
Tak już jest, oj znam się ja na tym sam, aż za dobrze, święty nie jestem, a może nawet najgrzeszniejszy z grzesznych (no, może nie naj, ale bardzo grzeszny -to zresztą cecha Mateusza, że – tym się choćby i przede wszystkim od Faryzeuszy ukazanych w przypowieści z Ewangelii – różnił, że on o tym, że bardzo niedobry jest, wiedział i się tego wstydził – a oni nie wiedzili, ba – sądzili, że są bardzo dobrzy, oj, prawie, że święci..
I to byłaby jedna z ważniejszych przyczyn, dla których tak niedoskonałego człowieka jak Mateusza Praw…(pardon, Celnika) Pan Jezus wybrał. Że i takiego wśród 12 Dobrych Ludzi miał (którzy to wszyscy wcale tak doskonali nie byli, ale się starali… ba, głupi byli nawet jak but, tak, że nawet Pana Jezusa nie raz wnerwiali.. No ale cóż, jak się nie ma co się ma (tacy ludzie, no..) – to się lubi co się ma (pomyślał Pan Jezus i podrapał się w Aureolę – pewnego razu, który to nie jest wspominany w ewangeliach [a to dlatego, że mocno są one co do faktów zmanipulowane i skłamane. Co do nauk i przypowieści – mniej, ale co do faktów i toku wydarzeń i samego życia i bycia i kolei losów Pana Jezusa – to oj, aż ręka swędzi i ucho, tak są skłamane.. Będę o tym jeszcze pisał, a juści!

Taki krótki wpis, a tyle wątków się pojawiło, dygresji…
I wszystkie jakby takie – rzucone, a nie dokończone.
Jakże tak można, bałaganiarsko pisać?

Ale tematów i treści przecież takie nieprzebrane bogactwo… i wszystkie ważne.
Toteż czasem trzeba i tak napisać. A to co zaczęte, będzie gdzieniegdzie tu i ówdzie kontynuowane, więc jeśli ciekawość wzbudzona (a czasem i nerwy, a co, ja wiem, że nerwy także, bowiem treści różne takie, że człowiek przyzwyczajony do tego, jakie były i są, i gdy się zupełnie nowe na temat takich treści słyszy lub czyta, jak tutaj, twierdzenia, wtedy nie tylko oczy się szeroko mogą otworzyć ale i ręka zaswędzić, by takiego Niecnotę, co Prawdy takie głosi – nowe a nieznane (i kontrowersyjne!) – palnąć, a chociażby – jeśli palnąć nie można – bo internetowa odległość nie pozwala – wyzwać – jakimś najgorszym słowem, nie przypiął ni przyłatał choćby – Ad Personam!

Tak, tak, tyle to treści i taki tutaj w tym wpisie bałagan..

Co to za apostoł? Ano, bo poza tym, że grzesznik – to strasznie chaotyczny człowiek, czasami (nie zawsze, bo się potrafił spiąć, ale ogólnie to często taki niepozbierany i bałaganiarz). No cóż, nikt z 12-stki nie był doskonały. Ale, że aż tak – takiego? No fakt, sam muszę przyznać, że do tej pory, od Początku się głowię i dziwię i w głowę tą (wspominaną) zachodzę i wschodzę (i poprawiam aureolę, która – inaczej niż u Pana Jezusa – wcale do tej łepetyny nie pasuje, jakby, nie przymierzając, słoma z butów przeszkadzała jej się dopasować) – od samego Początku, nieustannie (jak w nowennie..a może i litanii..), do teraźniejszej, teraźniutkiej chwili, się głowię, jak takiego typka, jak Mateusz Pra (pardon, Celnik) można było pośród Dwunastu Policzyć.
Ano nic, jedyna może odpowiedź właściwa na to, że Boskie wyroki niezbadane i dla Boga nie ma nic niemożliwego, więc może i to możliwe i Prawdziwe.
Tak sobie myślę, gdy wspominam biografię i koleje życia oraz, znane mi, cnoty i niecnoty (te drugie głównie) Mateusza zwanego LEWitą.
Bo, tutaj zdradzę tajemnicę, najbieglejszemu tylko biografowi rzeczonego i historiozofowi znaną, że: wbrew utartym mniemaniom, nie dlatego tak się on zwał, że z plemienia i kasty lewitów pochodził, ale dlatego, że z Lwiego Plemienia został tutaj przysłany, aby Ludziom pomagać.
Bo Ludzi, nie wiadomo w sumie do końca czemu i za co, to Koty jednak kochają.
[a poza tym, jak już wspominałem, ale powtórzę, bo to ważne, a poza tym od tego zdania się pewna bestsellerowa Powieść rozpoczyna, że:

– Żydzi nie są żadnym narodem wybranym. Ulubioną rasą Pana Boga (i Pana Jezusa także, tylko inny podgatunek) są Koty!

A teraz trochę Świętego Światła.

SSS – Świetę Światło w Safed, mieście kabalistów (Palestyna, styczeń 2019 AD)

Acha, jeszcze jedno, tak wspobnie trochę, taki auto-komentarz, może wczesny i może mylny, ale póki co, jestem nawet z siebie (trochę) zadowolony.

van Eyck, Małżeństwo Arnolfinich, w otoce lustra Artysta zamieścił małą auto-recenzję (no i tutaj wiadomo już, że nie wczesną, ani nie mylną), która brzmi:

Najlepsze, co kiedykolwiek Namalowałem.

I mi się tak, na Teraz, wydaje.

Dobranoc i do Usłyszenia – po 8.8.

Wpis dedykuję Rodzicom i Arkowi , M

PS
Po namyśle, o 3:33 w nocy postanowiłem dodać jeszcze 2 fotografie..
Dlaczego? Dlatego, że powyższy wpis jest lekki i dużo w nim humoru (mam taką nadzieję, bo taki miał i być), ale cała tematyka (a bardzo jest aktualna i staje się, z upływem czasu, coraz aktualniejsza) jest poważna, a nawet bardzo poważna.
I chciałbym o tym z całą powagą zapewnić. MD

cloud bird snout fire – Igni Natura Renova Integra (“the whole of nature is renewed by fire”)

Ale jest Nadzieja.

“Hope” (Nadzieja), Safed – miasto kabalistów, Palestyna styczeń 2019 AD, (c) MD


Please follow and like us:
error0