Kwestia waryactwa, symbolika Liczb, przypadki & “synchroniczności” oraz obowiązek codziennej Pracy

Narobiłem sobie kłopotu wczorajszym wpisem, także dlatego, że użyłem trybu gramatycznego (chciałoby się z fizyki rzecz tensorowego..) bezczasowego a właściwie trybu Wieczności, zapowiadając rzeczy do wykonania w piątek, sobotę i niedzielę, tak, jakby były już wykonane.
Tymczasem dobra praca, jakościowa (i twórcza), a taka ta praca musi być z natury rzeczy, którymi się zajmuję – wymaga w miarę dobrego samopoczucia fizycznego (i psychicznego). A ja prawie nie spałem. Co prawda zdażało mi się nie spać po 3 i 4 doby i “coś robić” w przeszłości nierzadko, ale obiecałem sobie nie powtarzać tego rodzaju ekstremalnych (i nienaturalnych, szkodliwych) uwarunkowań dla mojej roboty, szczególnie tej najważniejszej.
Dodatkowo: nie najlepiej mi się oddycha (w dzieciństwie cierpiałem na astmę tak silną, że przez zwężenie oskrzeli dusiłem się np. w pomieszczeniu o zagrzybionych ścianach; na szczęście z okresem dojrzewania tak silna astma ustąpiła), ale to raczej nie jest związane z czynnikami alergicznymi. Jak to zwykle u mnie jest to “psychosomatyczne”, na podłożu nerwicy (na którą kiedyś chyba cierpiałem, bo się i oficjalnie leczyłem).
Co jeszcze: bóle kręgosłupa. A wymieniłem tylko czynniki bardziej somatyczne, cielesne (choć, jak wszystko, uwarunkowane psyche).

Tak więc – nie dajmy się zwariować!
[piszę tu o sobie w pluralis maiestatis, co jest quasi-mrugnięciem okiem w stronę “rozdwojenia jaźni”, które może ale nie musi być typowe dla schizofrenii oraz jest typowe dla gatunku kotowatych, zwanych lwami..]

Postaram się wykonać to co zaplanowałem, w ograniczeniach normalnego czasu, ale jeśli jednak nie ze wszystkim zdąże do niedzieli (13.10) włącznie – powinienem uznać, że nie wydarzyła się żadna tragedia. Nie chcę siebie źle oceniać (i takie założenie wydaje mi się słuszne, rozsądne) dopóty, dopóki bezwład czy opóźnienie nie zamienia się w bardziej zwyczaj, a udaje się utrzymać zwartą i jakościowo sensowną pracę – codziennie, lub prawie codziennie..(cóż za folgowanie sobie.. ale nie można skakać na głęboką wodę..;-).
Wpis wczorajszy zakończyłem już po Północy i wyszedłem na balkon. Oraz zrobiłem zdjęcie.

Widok z mojego balkonu po Północy, już 11.10. AD bieżącego..

W ogóle: kwestia wariactwa.


Należy wiedzieć (i ja doskonale o tym wiem), że obsesja na temat liczb i ich znaczeń, przypadków – nie będących przypadkami, mniej lub bardziej tajemniczych teorii i znaczeń przenikających całą Rzeczywistość – są bardzo charakterystycznymi cechami różnego rodzaju poważnych chorób psychicznych, choćby schizofrenii.
Carl Gustav Jung, który, wśród swoich rozliczych zainteresowań psychologiczno – filozoficznych wprowadził pojęcie i badał “synchroniczności” – sam bał się przez całe swoje życie, że w określonym wieku zachoruje na schizofrenię (zapomniałem, jaka to była..liczba..). Dla schizofrenii jest typowe rozpoczynanie tej choroby od pewnego inicjującego, konkretnego wydarzenia, dającego się oznaczyć co do dnia a czasem nawet konkretnego wydarzenia, godziny. Znanym przypadkiem (choć przejaskrawionym, gdyż twórca “Poza dobrem i złem” cierpiał też na pewne symptomy choroby psychicznej wcześniej) jest choćby atak szaleństwa Fryderyka Nietzschego, od którego zaczął się ostatni, naznaczony chorobą etap jego życia (wielki myśliciel był wtedy do śmierci pielęgnowany przez swoją siostrę).

Historia filozofa jest bardzo znana, “romantyczna” i podnieca wielu twórców – Nietzsche doznał ataku szaleństwa, gdy woźnica okrutnie katował swojego konia pociągowego, na ulicy w Turynie w 1889 r.

Kadr z filmu węgierskiego reżysera Béli Tarra “Koń turyński” (2011) . Film jest bardzo statyczny, nie znajdziemy w nim postaci znanego filozofa, za to tytułowego konia i jego “rodzinę” (właściciela – włoskiego wozaka, rolnika z końca XIX w. i jego córkę).




Dużo we wczorajszym choćby wpisie (bardzo specyficznym, mocno “wsobnym”) było
(i w ogóle jest) o znaczących, symbolicznych, coś tam oznaczających, Liczbach. Dużo też w naturze mojej pracy tzw. znaczących zbiegów okoliczności (choćby błahych, natury raczej towarzyskiej, ale miłych i zawsze coś mówiących – jak choćby komentarz Arka (prof. Arkadiusza Jadczyka) pod wpisem “Pytanie do Czytelników oraz Obrazy (kolejne)” – na tym to blogu), synchroniczności które ostatnio zrobiły się wręcz modne
i co za tym idzie ogromnie nadużywane, mylone i obarczone “chciejstwem” [wishful thinking]).
Muszę oświadczyć, że co do takich “przypadków” zawsze byłem sceptyczny i to zwykle bardziej sceptyczny niż przeciętny człowiek. Nawet intersubiektywne “znaczące” koincydencje itd. często traktowałem jak zwykłe przypadki (co nie znaczy, że te naprawdę pouczające życiowo ignorowałem – nie! – dostrzegałem ich wagę, choć z praktyczną poprawą po “nauczce” bywało kiepsko..). Albowiem wmówienie sobie w sumie słusznej rzeczy, że “w istocie nic co się wydarza na całym świecie przypadkiem nie jest” zbliża do paranoi podobnie jak nadużywanie (stosowanej przecież i tak często, że jest to nawet charakterystyczne dla mnie i mojej fotografii, tutaj pokazywanej, pareidolii).

A jednak – cóż zrobić, gdy natura pracy, do której zostałem zaproszony i której się podjąłem, jest bardzo ściśle związana i z symbolizmem (symboliką, metaforyką itd., w tym liczbową, ale oczywiście nie tylko) i z tzw. “synchronicznościami” (które są szczególnymi “przypadkami” (sic!) koincydencji) i najkrócej mówiąc: wskazują na Ważne Prawdy, mówią nam, że poruszamy się zgodnie z pewnym “planem” (czy też misją..).
Jest to tylko jedno z ujęć tego pojęcia i rzucone niejako tymczasowo.. jako popularne i właśnie – ostatnio modne.
Więcej o synchronicznościach nie chcę w tym miejscu pisać, gdyż poświęce temu tematowi specjalne miejsce w niedalekiej przyszłości.

 pisałem o tym, nie do końca zresztą na serio, w eseju "O różnych rodzajach przypadków", stanowiącym też część satyryczno - prowokacyjnego utworu pt. "Podręcznik pseudointelektualisty" (napisany w 2005 r.). 
Esej zniknął chyba z Internetu wraz z niedziałającą domeną serwisu liternet.pl, na którym znajdowało się kilkaset moich krótszych i dłuższych tekstów.  

W ogóle: co różni chorego psychicznie (tytułowego wariata, co jest określeniem niby obraźliwym, ale i jakoś cieplejszym, bo bardziej romantycznym – od w pełni zdrowego człowieka, i to człowieka wybitnie inteligentnego i twórczego (choćby takiego, nie przymierzając: geniusza – naukowego, artystycznego lub .. mistycznego? Z tym ostatnim problem i kłopot, także definicyjny, największy..
Pomijając trudność ze znalezieniem choćby jednego przypadku
“całkowicie zdrowego (psychicznie) człowieka”.

Otóż różnica jest w zasadzie jedna: wariat nie realizuje w rzeczywistości swoich zamiarów, planów, rojeń, teorii, zaplanowanych dzieł itd., przeważnie bardzo ambitnych, nawet uznawanych za fizycznie lub społecznie niemożliwe (utopijne).

Co można dodatkowo zauważyć, Bóg jest absolutnie sprawiedliwy i widać to także na przykładzie ludzi szczególnie, wręcz “nadnaturalnie” uzdolnionych, geniuszy. Otóż, typowe dla takiej osobowości jest też swojego rodzaju “obsuwa” czyli jakaś wada, nieumiejętność, niezdolność – tak znacząca, że o wiele silniejsza niż “przeciętnie” dysponuje się daną cechą w społeczeństwie.
Jako przykład można podać, znane przecież także z anegdot i dowcipów, totalne roztargnienie, dziwactwa – choćby geniuszy matematycznych, czy niezdolność do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie różnie się objawiająca. Trudno powiedzieć czy przybiera to aż tak patologiczne rozmiary, ale ze współczesności słynna jest historia np. Grigorija Perelmana, laureata Medalu Fieldsa (matematycznego “Nobla”)- który demonstracyjnie go też nie przyjmował i wyrażał potępienie dla wszystkich “egoistycznych zaszczytów”, porzucił ponoć pracę na rosyjskiej uczelni i w ogóle pracę naukową (która przecież byłą nie tylko jego pracą zawodową ale i pasją), mieszka z matką w malutkim mieszkaniu i żyje ascetycznie).
Swoją drogą, swoistym signum temporis jest fakt, że “życie ascetyczne” przychodzi (nawet mnie) nam obecnie do głowy jako przykład “niedostosowania społecznego” czy też w ogóle jakaś “wada”. Kwestia to tak przytłaczającej powszechności społecznie odwrotnego modelu – sabarytyzmu i maksymalizacji użycia i zaspokojenia, głód życia przyjemnościami wszelkiego rodzaju (cielesnymi, umysłowymi, z wyłączeniem może jedynie duchowych, te bowiem zaspokaja łatwiej właśnie – asceta).

Muszę jednak już zakończyć ten wpis, gdyż powstał niejako ponadprogramowo, i choć można byłoby tutaj jeszcze wiele dygresji poczynić, najważniejsze w sumie jest to..
by nigdy nie tracić humoru, czasem pozwalać sobie na uśmiech nawet gdy się coś przeskrobało.
Najlepszy humor i poczucie humoru jest oczywiście auto-ironiczne, nacechowane dystansem do siebie samego i swojego ego (a nawet, w pewnej swoistej mierze i swojej “duszy” i Boga).

Humor, uśmiech, autodystans – do siebie i swoich planów, a także własnych
(i cudzych, szczególnie ideologicznych) myśli, przeżyć, “wizji”, przeświadczeń czy olśnień
(czasem tylko wewnętrzny, i nierzadko czarnawy) – jest może i najlepszym zabezpieczeniem przed chorobą psychiczną, choćbyśmy mieli zajmować się
i symboliką, i “cudownymi zbiegami okoliczności”,
a nawet i samym Bogiem, szmatanem i wszystkimi chórami anielskimi, na stopie koleżeńskiej.

dziś w windzie w drodze z 7 na 0
a tu na ulicy, luz blues jak widać..

Na koniec – przypomnę – że, planowo – następny wpis rozpocznie się od fragmentu z powieści “Boża Inwazja” Grubego Konioluba czyli Philipa K. Dicka
oraz jeszcze raz zapuszczę dla Was piosenkę o wolności, którą dostałem przed urodzinami tego roku (7.8.) od Stelli de los Santos.

Ale ludzi wolnych jest tak mało, jak prawdziwych geniuszy, a może i mniej..
Może jest ich akurat tyle, co mistyków?

[pod spodem tekst piosenki – niepoetyckie tłumaczenie z serwisu tekstowo]

Prawie ma 20 lat i już
Zmęczony marzeniami
Ale dom z cementu
To jego świat i miasto.
Myśli, że zasieki to kawałek metalu
Coś czego nigdy nie dosięgnie
W swoich pragnieniach by unieść się

Wolny,
Jak słońce kiedy wschodzi,
jestem wolny jak morze…
..jak ptak, który uciekł z klatki
I może w końcu latać…
..jak wiatr, który usłyszał moje wołania
I moich ciężarów,
Bezustannych dróg
Skłaniając się ku prawdzie
Wiedząc gdzie jest koniec, wolności.

Pełen miłości, gwiżdżąc sobie poszedł
Ze śpiewem na ustach
Tak bardzo wesoły, że usłyszał

Głos, który go zawołał
Upadł na podłogę śmiejąc się i nie mówiąc nic
Na jego piersi szkarłatny kwiat,
Kwitł wciąż

Wolny,
Jak słońce kiedy wschodzi,
jestem wolny jak morze…
..jak ptak, który uciekł z klatki
I może w końcu latać…
..jak wiatr, który usłyszał moje wołania
I moich ciężarów,
Bezustannych dróg
Skłaniając się ku prawdzie
Wiedząc gdzie jest koniec, wolności.

PS
Znalazłem krótkie, 2-stronicowe popularne omówienie synchroniczności (metasynchronicity) i alchemii (rozwoju duchowego) w kontekście postmodernistycznej psychologii (Jonah Dempcy ” Metaphor, Metonymy and Synchromysticism”).

Please follow and like us:
error0

Pytanie do Czytelników oraz Obrazy (kolejne)

A może – zapytałbym: O czym napisać? Co spróbować rozważyć? Do czego się odnieść? Na co nawet, niech Bóg przebaczy, spróbować odpowiedzieć?

Byłoby mi łatwiej myśleć w trudnych tematach a i odpowiedni i aktualny bardziej wybrać (i ważny), gdybym w tym zakresie spotkał się z jakąś interakcją.

Jak do tej pory tylko jeden komentarz mi się tutaj zdarzył,
ale to od Arka, a on zasadniczo moich mądrości nie potrzebuje – jak czegoś i nawet nie wie, co ja wiem, i czegoś, co ja widzę, nie widzi, to mu tego nie trzeba, bo jest zasadniczo na szczeblu drabiny takim, że ogarnia więcej i dalszy widzi horyzont.

z drabiny można spaść – ale od pewnego stopnia jest się też jakoś zabezpieczonym
mal. William Blake, mistyk ten poeta i malarz wyobrażał sobie piekło i niebo psychologicznie – że niejako zły, popędliwy człowiek w piekle sam swoim jest, a dobry – w sobie ma niebo i w okół siebie roztacza..
To mniej znane przedstawienie – Wenceslas Hollar

Ostatnio Ark na swoim blogu poleca czytać Gurdżijewa, zbiegiem okoliczności i ja, na facebooku, w tym samym czasie polecałem, ale trochę co innego (i nie wiem w sumie czy słusznie, polecałem bowiem lekturę dość zaawansowaną, zamiast najprostszej).
Co do tych zbiegów okoliczności, to nazywają się one synchroniczności i wcale nie są takie przypadkowe (choćby właśnie co do tego przykładu – od ponad 10 lat zdarzało mi się myśleć, pisać, publikować, śnić nawet – podobne tematy – co – tutaj przywołany prof. Arkadiusz.. Dlaczego? A pewnie dlatego, że jakoś mamy podobny a może nawet wspólny cel, że nad podobnymi rzeczami pracujemy (choć na zupełnie innych działkach..no, nie tak zupełnie, bo choć Ark jest znamienitym, światowej klasy fizykiem matematycznym, to często wypuszcza się na tematy psychologii, filozofii i nawet teologii, które to z kolei są moim bardziej konikiem i w których (może w teologii, ale bardzo osobno rozumianej, biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy i definiowanie) ja chciałbym osiągnąć kiedyś jakieś mistrzostwo.

Tak jakby ktoś chciał wiedzieć, to wyżej dałem link do PLEOROMY, która się dopiero tworzy, natomiast mój profil jest tutaj – Marat Dakunin.

A teraz obiecane fotografie.

Szrenica – schronisko
Praga, Katedra Św. Wita (obrazek można otworzyć w nowym oknie, wtedy pojawi się większy)

Obrazki (prawy przycisk myszy – otwórz grafikę w nowym oknie – wtedy są ciut większe, a gdy ktoś chciałby obejrzeć detale, na razie zapraszam na swój strumień foto na Flickr, natomiast ciągle w budowie mam pewne galerie tematyczne (głównie dotyczące jednak znaków na niebie).

gwiazda w katedrze
gwiazda w pracowni alchemicznej
pracownia
Powyższe zdjęcia z Pragi, a to słynna Złota Uliczka Parasoli
To już świt..
Kto dał się nabrać? Wyżej był zmierz, nie świt. Natomiast tutaj – na dole, są duszki 🙂
Duszki mają takie okrągłe żółte oczka – kto nie widzi – niech żałuje. A po prawej ze skośnym okiem jest kamygak.
Tutaj nie mam nawet hipotezy (choć mama mówiła coś o sposobie układania nóg przez dziecko) – może ktoś wie, co się utrwaliło? (dodam, że przeszło, na innych fotografiach już tego nie ma)
symboliczne, prawda?
To także. Aż za bardzo. PO mojemu: głowa capa. Podkolorowałem dla efektu, ale oczywiście wszystko inne dokumentalne. Co nam to mówi? MI się wydaje, że jeszcze ten cap – kozioł – szmatan – zezuje – czyli może coś o schizofrenii moralnej i hipokryzji?
A to już chmura na kurzej stópce, gdzie czarownica mieszka..

Na koniec kilka świadectw tego, że wszystko wokół nas nam się przygląda i żyje – lepiej więc dobrze się ukryj, Ty, który masz złe myśli : – ) !

dziób z okiem
jaszczurka, gekon, płaz?

A – na do zobaczenia – piesek (głaska ręka Mamy)

Sphinx (będę musiał się wybrać, może archiwa się otworzą.., ale tak zwlekam..)

i trochę światła – która świeci w ciemnościach, jak zwykle (i robi frajdę dzieciom!).

PS Ark kiedyś pisał o tym, że woda ma tajemnice i żeby uważać.. (znajdę to przytoczę, następnym razem – szukałem i jednak na razie nie mogę tego fragmentu znaleźć).
Tymczasem dodaje jeszcze 3 obrazki z powtórzoną uwagą:

Wszystko dookoła żyje i cię obserwuje,
więc uważaj co myślisz!

Please follow and like us:
error0

A nad nami III – Węży, Lwy, Anioły i Oczy

Dziś Węże, Smoki będą kiedy indziej..

Węży sporo, coraz więcej.. a nigdy nie brakowało..
(i mała rada: jak się czegoś boisz, spróbuj wyobrazić to sobie humorystycznie..)
Walka to za duzo powiedziane – tutaj raczej Struś wrzeszczy w panice, a Wąż atakuje i kąsa..Dlatego:

Nie warto być strusiem i chować głowę w piasek.
Bardzo to niedobra strategia ochrony.
Źródło wiele razy powtarzało, jakie to ważne, i że czasem nawet wystarczy:

WIEDZA OCHRANIA
IGNORANCJA SPROWADZA ZAGROŻENIE

ludzie i strusie..
strusie i ludzie..
No dobra, może i jakieś smoki się zawieruszyły, ale to jedna rodzina..
Smoków to w ogóle mam setki, tysiące..

Nie wszystkie oczy patrzą złośliwie..

niektóre dość komicznie…

Ale są takie, które chłodno obserwują.. i raczej mało przyjaźnie.

“Gad” ma pewne cechy symboliczne (podobnie jak Lew), te cechy to m.in. zimnokrwistość, hierarchia, terytorialność.. Ośrodek gadzi w mózgu człowieka za te cechy ponoć odpowiada. Niektóre gady bywa, że zjadają swoje młode. U Lwów – odwrotnie, rodzina się broni i dla siebie poświęca!

Lwy walczą z Wężami.

Lwy w tym ważnym Czasie o nas nie zapomniały i chcą nam, ludziom, pomóc.

Warto uważnie obserwować zewnętrzny świat, obiektywną rzeczywistość wokół siebie. Bo my sami – raczej na pewno jesteśmy czujnie obserwowani i.. kontrolowani. A są zakusy, by jeszcze bardziej poddać nas totalnej kontroli.

Ale są miejsca, gdzie możemy się poczuć – jak pod skrzydłami Anioła.

I zawierzyć opiece Miłości i Opatrzności Bożej.

Ale, ale – gdy się nam mówi, by się modlić – to się nas często zwodzi.
Sama modlitwa i prośby nie wystarczą! Trzeba się zorganizować i robić, wpływać na zmianę Rzeczywistości! Inaczej – pusta modlitwa – to diabłu raczej potrzebna!

Jutro wyjeżdzam z Mamą w długo oczekiwaną podróż do alchemicznej Pragi i nie tylko.

w Pradze byłem już w marcu tego roku, ale trochę zimnawo było i nieźle wiało.. I sms od brata, którego nie znałem, Lapis Agntor, dowiedziałem się, że nieszczęśliwie zmarła. Miała 30 lat. Jak wróciłem, pojechałem na jej pogrzeb w Bytomiu.

Pozdrawiam Wszystkie Mamy – nie wszystkie wiecie jaką władzę posiadacie!

Wykorzystujcie tę władzę zawsze Dobrze!

33 minuty po Północy, dnia następnego (19 sierpnia AD 2019)
..no, już 34… (OO:35)

Postanowiłem dodać jeszcze kilka fotografii z ostatnich dni, na których też – piękne niebieskookie węże (i nie tylko).

A mama, ..to mnie raczej nie traktuje poważnie..,
no, ale tak już jest.. nikt nie jest prorokiem we własnym domu : – )

Marat Dakunin

Mateusz

Please follow and like us:
error0

A nad nami (II) oraz praca z odroczonym wynagrodzeniem

Dziś trochę fotografii.

Ogólnie, to tyle pracy przede mną..
A sam robię.
Jakby ktoś chciał ze mną pracować, to może napisać Tutaj,
tyle, że z góry mówię, że tutaj wynagrodzenie z zasady jest płacone z opóźnieniem
(czasem dużym, za to wielkie), choć na pewne bonusy doraźne można liczyć..

Tutaj mniej więcej plan roboty, a to i tylko wirtualnie i też nie wszystko.

DAKUNIN.COM

Jutro święto chińskiej bogini księżyca, może coś przygotujemy..

Nie pamiętam czy pokazywałem tego Serafina (charakterystyczne serce i skrzydła)

Na tej stronie pisze trochę podstawowych wiadomości:


The highest Choirs of Angels who dwell closest to the Throne of God are the Seraphim, the Cherubim and the Thrones. All these holy angels are pure spirits of contemplation. Their holiness is so intense that the human mind is incapable of comprehending their levels of adoration and participation in the Divinity.
(...) And hovering above the Lord, were the Seraphim angels. Each of these beings had six wings, and with two they covered their faces, with two they covered their feet, and with the remaining two they flew” (Isaiah 6:2). In this Old Testament passage, Isaiah is clearly referring to the great Temple of Jerusalem, which is also called the First Temple, or Solomon’s Temple, which was built around the time of 960 BC. Only God can say in what order of importance the angels take. The Seraphim are included in the ranks of the company of angels, in the Celestial Hierarchy spoken of in Hebrews 12:22. Their number is considerable. The title of Seraphim is applied to those angels assigned to God’s altar and they are connected with the holiness of God. These beings also served as agents of purification for Isaiah as he began his prophetic ministry, they relate to sacrifice and cleansing and are associated with fire. They are sometimes referred to as “burning fires of love”. The Hebrew word for Seraphim means a burning that is poisonous (serpent); a seraph or symbol creature (from their copper colour); fiery serpent. One placed a hot coal against Isaiah’s lips with the words, “See, this has touched your lips; your guilt is taken away and your sin atoned for” (Isaiah 6:7). Similar to the other types of holy angels, the Seraphim are totally obedient to God. (...)
The Seraphim’s love and holiness is so great that it fills all creation in and through God. The intense love of the Seraphim protects the whole cosmos. It spills over and guards the entire world as it pours down through the lower eight Choirs of Angels. Each Seraphim reflects God in a special way, as do all angels. And yet, the Seraphim are angels of the purest and deepest created level of adoration. (...)

No i trochę z Nad Nami..

Helloou !

Poza tym, 8.8 moje urodziny w Warszawie urządził Malarz – Czarownik
(ale obecnie jest Obrażony)

Kot Czarownika
Nie pamiętam czy pokazywałem tego kota, z Safed
To jest przeróbka genialnego obrazu Malarza – Czarownika pt. (tzn przeróbka) – ZEZOWANIE PRZY BANANIE – obrazu Czarownika niestety nie mogę pokazać bez jego zgody a ma muchy w nosie (Belzebuby) i focha.
A to już coś innego…

Prawie że mi złamał serce ten Czarownik (no ale ja już umarłem i żyję Powtórnie, więc nie tak łatwo mnie połamać..).

uszanowanie dla Wieniczki Jerofiejewa

Poza tym – przypominam, że jednak Apokalipsy nie unikniemy – i się zbliża!

Albowiem: Natura oczyszcza się w Ogniu.

Apokalipsa oznacza zmianę systemu, no i dobrze, bo wreszcie trzeba powstać (powstać z kolan..;-) z tego UPADKU CZŁOWIEKA, który miał miejsce tak dawno temu (a bo ja wiem, raczej ponad 200.000 lat temu).

Trochę tekstów (miniatura – 10 stron) z tym związanych – jest tutaj:

Ale później będzie fajnie – jak wiemy z Pism – Tysiącletnie Królestwo – a od siebie dodam, że w sumie to nie znam szczegółów jak będzie, ale powinno być już wg SERVICE TO OTHERS(Służba Innym (Drugiemu, Bliźnim) a nie SERVICE TO SELF (Służba Sobie Samemu) – gdyż Ziemia przeszła na inną polaryzację
(i przechodzi na gęstość 4; ale to zależy jak się liczy).
Co za tym idzie, ludzie, którzy Zauważają Innych i Dają Im – więcej niż sobie (w znacznym stopniu, niby określa się nawet, że +50%) awansują – pozostaną tutaj. Ludzie, którzy zostają w STS (Służba Sobie – inaczej mówiąc, egoistyczne zamiatanie pod siebie, nie tylko materialne, także energii, uczuć itd.) – urodzą się ponownie już na innej planecie. Padają też takie wizje, że na “Ziemi” (ale w 3 gęstości), pod “czerwonym niebem” (popioły zalegające atmosferę?).
Ci, należący do STS, urodzą się ponownie (reinkarnują) jeśli mają dusze, a raczej jeśli mają wyższe centra, czyli nie są Portalami Organicznymi) –

[podobno Portal Organiczny – to człowiek, który:
a) nie ma wyższych centrów tj. wyższego centrum emocjonalnego (terminologia Murawiewa, Gurdżijewa) oraz wyższego centrum intelektualnego oraz
b) jeśli chodzi o centrum seksualne, ma podczepione pod “czakrę seksualną” ssanie, która odprowadza zgromadzoną energię (np. wyssaną z innego człowieka, jak np. wampirowanie energetyczne – takie tropy poddaję, bo mi się to tak kojarzy…. ). Gdzie odprowadza tę energię? Ano do tych, którzy trzymają człowieka w niewoli i się nim żywią (głównie energetycznie) od czasów Upadku Człowieka (sami zresztą ten upadek wywołali, trochę podstępnie – vide Wąż w Raju). Mowa tutaj o istotach należących do 4 STS
(4 poziom Służby Sobie). Uważają one zresztą, że mają prawo człowieka niewolić, bo sam się im wolną wolą oddał (to częściowo jest prawda, ale podstęp – przynajmniej w Sprawiedliwym prawie – UNIEWAŻNIA ZAWARTĄ UMOWĘ!).
Tak ja to – na gorąco niejako, na potrzeby skromnej notki blogowej, widzę i opisuję. Czy jestem tego wszystkiego pewien? Nie jestem. Ale dużo na to wskazuje i dużo to potwierdza. A co? No, choćby Znaki na Niebie.

Czy jestem pewien tego, co tutaj piszę? Nie nie jestem, a nawet, co do Portali Organicznych to zawsze się sprzeciwiałem takiej teorii (praktyce) ze względów empatyczno – humanistycznych
i egalitarnych. Ale jeśli i nawet, to co mój sprzeciw może?

Jeszcze raz: Zawsze mam wątpliwości – ale dużo potwierdza
to co piszę (choćby: znaki na niebie).

Źródła należy zawsze weryfikować, bezpośrednie bardziej jeszcze niż pośrednie. Bezpośrednie to takie choćby jak przekazy chanellingowe.
Polecam tylko jeden takowy ( choć np. tzw. materiał Ra ma frapujące fragmenty), mianowicie:
Cassiopaea (odbiorca: Laura Knight – Jadczyk), na ten bowiem zostałem nakierowany ponad 10 lat temu, a nawet zrobiłem honorową stronę.

Ogólnie to wg informacji Chanellingu Cassiopaea (patrz wyżej) moimi słowami – jest tak, że pewne BYTY duchowe
(6-ta gęstość, transient passengers, bardziej tradycyjnie: byty anielskie, czysta wiedza – która jest miłością) przekazują nam wartościowe informacje, i one się przemieszczają w czasoprzestrzeni kosmicznej (na Fali – Wave).
Precyzyjniejszą wiedzę i komentarze z zakresu nauk ścisłych udostępnia Arkadiusz Jadczyk, fizyk, mąż Laury, którego miałem przyjemność poznać , wraz z rzeczoną Małżonką – także osobiście i odwiedzić – wiosną 2014 r, pod Tuluzą, we Francji).


Gdy "Kasjopejanie" byli, w latach 80'tych XX w.,
w rejonie Plejad, przedstawiali się jako:

- Plejadianie (odbiorca: Barbara Marciniak).

Inicjacja kontaktu nastąpiła też z rejonu Kasjopei, 15/16 lipca 1994 r., przedstawiając się jako:
- Kasjopejanie (odbiorca: Laura Knight - Jadczyk).

Wg informacji Kasjopejan, następnym "przystankiem" miał być Lew (gwiazdozbiór.. konotacje Syriusza, Liry itd. są mi znane, ale nie mam uporządkowanej sprawdzonej wiedzy na ten temat) .
Symboliczna inicjacja kontaktu nastąpiła 15 lipca 2016 r, Źródło nazwałem:
- Lwy, a odbiorcą jest Marat Dakunin (Mateusz).

A później:

Tak ładnie – jak niżej – to może jeszcze nie będzie, ale na pewno ładniej niż teraz,
w sensie duchowym ( i uczciwiej, sprawiedliwiej, piękniej).
Poza tym, szczególik który pamiętam: ‘labilna fizykalność’ (ciało staje się – w 4 gęstości już nie więzieniem dla duszy, a domem, który można – mniej lub bardziej dowolnie – ale zmieniać, kształtować).
Dodatkowa ciekawostka z pamięci – i pewne ostrzeżenie – w 4 gęstości myślenie życzeniowe ma ten skutek, że staje się RZECZYWISTOŚCIĄ – NA TYM POZIOMIE (GĘSTOŚCI). Szybkie wnioski: – Aha, to trzeba uważać i konieczny jest wcześniejszy trening/selekcja… Inny wniosek: Pamiętajmy, że “staje się rzeczywistością…ale TYLKO dla tego samego poziomu. To przypomina informację podaną przez Kasjopejan, że 4 STS, które niewolą ludzi – popełniają błąd tego typu, że nie widzą aktualnego realnego stanu rzeczy, który jest dla nich mniej korzystny niż im się to jawi (gdyż myśleniem życzeniowym stwarzają sobie ILUZJĘ – rzeczywistość na ICH poziomie, ale już nie na innym).

Poza tym, może odwiedzę dziś lub jutro (jak przestanie padać) znajomego Ducha Jana Matejki

duch Jana Matejki

A może poznam się bliżej z pewnym Mimem z Krakowa..

Duchy Koni męczonych przez dorożkarzy na krakowskiej starówce się dopominają – będę musiał coś z tym zrobić – ale jeszcze nie wiem jak, bo ponoć nic się nie da z tym zrobić (dopiero Apokalipsa pomoże…).

No i na koniec – przypominam raz jeszcze!

Mateusz – Marat

P-@S
Planowałem – poniższe, bardzo ważne, oświadczenie, zamieścić w przyszłym tekście lub gdzieś na jednej z przygotowywanych stron, ale jednak zdecydowałem się, w pewnej skróconej formie, już tutaj, pod tym, istotnym odcinkiem BL8GA, napisać na temat taki:

Być może Kogoś zastanowi to, że podkreśliłem tutaj dwukrotnie, że NIE MAM CO DO RÓŻNYCH KWESTII PEWNOŚCI – że co do różnych informacji, tropów, symboliki, znaczeń, TOWARZYSZĄ MI WĄTPLIWOŚCI.

Musiałem tak uczynić, będąc uczciwym intelektualnie i szczerym emocjonalnie, starając się ważyć złoty środek pomiędzy precyzją, na jaką mnie obecnie stać, estetyką i formą przekazu i prostolinijnością, konieczną wysławianiu Prawdy Duchowej.

Nie chciałbym jednak, by osłabiało to wagę tego, co piszę.
Odwrotnie. To powinno przydać temu wiarygodności.

Ze swej strony staram się zachować najwyższą staranność we wszystkim, tematyka jednak w której się poruszamy jest szczególna. Szczególna nie tylko przez to, że częściowo dotyczy wydarzeń przyszłych (a możność trafnej przepowiedni jest tutaj szczególnie trudna, przywołując znane powiedzenie Nielsa Bohra..).
Nie o proroctwa tutaj chodzi, nie o strasznie i tym bardziej nie o jakieś egotyczne motywy.


[Nawiasem mówiąc jednak, Proroctwa właśnie nie są z natury swej konkretne, lecz przedstawiają wydarzenia SYMBOLICZNIE oraz nierzadko bazują na pewnym paradoksie, którego liniowe myślenie ludzkie nie jest w stanie ogarnąć.
Wystarczy wskazać tutaj 2 najbardziej znane przykłady z kultury popularnej: proroctwo – kto zabije władcę Nazguli z powieści “Władca Pierścieni” Tokiena czy choćby proroctwo o lesie podchodzącym pod zamek, co miało zwiastować upadek króla Makbeta z dramatu W. Szekspira…]

Każdy wie, że nie takie pisanie i nie takie treści przynoszą korzyść, poważanie czy inne profity. Odwrotnie: jak zostało już powiedziane 2 tyś. lat temu nie gdzie indziej, niż w ewangeliach – poruszanie się w takich treściach przynosi raczej Nienawiść ludzką (“będą was prześladować”), cenzurę (już pewne jej objawy mogę zaobserwować, choćby otrzymując komunikat, że moja treść została zgłoszona jako “obraźliwa” dla użytkowników (przy próbie dodania np. na grupy w mediach społecznościowych itp., wcześniej, nawet przy treściach o znacznie mniejszej wadze gatunkowej, zdarzały się zablokowania możliwości dodawania itd.) i.. coś, czego autor dociekający intelektualnie i nigdy nie rezygnujący z logiki, bać się może i najbardziej: śmieszności.
Dużo by o tym pisać.

Z uśmiechem przytoczyć można pewne porzekadło, nie pretendując jednak do żadnej roli: “Mistyk nie może bać się śmieszności”.

Chciałbym jednak tylko napisać jeszcze jedno o WĄTPLIWOŚCIACH; o tym ich aspekcie, który łączy się z tym, gdy zmagamy się z treściami wyjątkowo trudnymi, materiami DUCHOWYMI, mającymi charakter ponadczasowy i niematerialny, niefizyczny lub panfizyczny.
Otóż, cechą takich treści, takich przekazów, takich informacji jest to, że są w znacznej mierze NIEDOOKREŚLONE, SYMBOLICZNE, CZĘŚCIOWO METAFORYCZNE, że zostawiają odbiorcy pewną, znaczną, swobodę, że pozostawiają mu WOLNĄ WOLĘ w nadaniu ostatecznego praktycznego kształtu temu, co intuicyjnie odczuje, empatycznie wyrozumuje i sformułuje w sobie tak, by dać temu pewne praktyczne kształty.
Jest to cecha przekazu z DOBREGO ŹRÓDŁA, tego co płynie od Sił Światła, życzących nam, ludziom, naszego najwyższego duchowego dobra

(które jakże często jest zupełnie inne niż bardziej doraźnie rozumiane dobro, nie tylko materialne, nacechowane bardziej “przyjemnościami” niż “Radością”).

TO, co jest zbyt stanowczo podane, zbyt narzucające się konkretem, faktami, wymyślnymi – mającymi olśnić czy zadziwić zdarzeniami, nazwami itd. itp. – tak, że wręcz WYMUSZA na nas pewną całościową wizję, obraz i wnioski czy kierunek postępowania nawet dookreślony nominalnie – może pochodzić od sił, które wcale wolnej woli człowieka nie szanują, od sił, które – odwrotnie – w swej naturze i dążeniach mają zawłaszczanie cudzej wolności, a potem zawłaszczanie cudzej tożsamości, energii, życia, na końcu – i Duszy.

Tak ważne jest szanowanie informacyjnej Wolności człowieka – Odbiorcy.
I bardzo dużo z samego tylko tego faktu, i formy w jakiej podawanej są nam treści, można wyciągnąć wniosków..

To, co wyżej spisałem, choć dalekie od wyczerpania tego tematu i dalekie od tego, co należałoby napisać, by przedstawić wszelkie intuicje, przemyślenia i doświadczenia w tym tylko temacie, tym zagadnieniu
“PEWNOŚCI – a WĄTPLIWOŚCI”
– w tak istotnych i tak przecież, nadzwyczajnych
i niecodziennych treściach, jest jednak bardzo ważne.
Proszę mieć to na uwadze, także wtedy, gdy, Drodzy Czytelnicy, spotykacie się z różnymi przekazami, klipami, audycjami na YouTube, artykułami i innymi treściami, których morze jest w Internecie i nie tylko, a które to treści raczą Was fantastycznymi i fantazyjnymi informacjami, gdzie wymienia się rasy kosmiczne, nazywa jakichś bogów czy bogini konkretnymi imionami, podaje szczegóły na temat różnych cech, budowy futurologicznych nieznanych nam rzeczy, czy też konkretne daty, konkretne przyszłe wydarzenia..
Proszę mieć to na uwadze – w kontekście tego co piszę wyżej,

a także co w ogóle tutaj piszę i jak piszę (a także CO POKAZUJĘ) , o czym
i w jakiej formie – i wyciągnąć dla Siebie odpowiednie wnioski.
Albowiem także w tym momencie, jak w każdym innym tutaj na BL8GU niczego nie pragnę ani nie zamierzam NARZUCAĆ – a tylko przedstawić Waszemu wolnemu Duchowi, Waszemu Gorącemu Sercu i Waszemu zaostrzonemu Intelektowi – do Rozważenia i Rozsądzenia.

Co zgadza się z zaleceniem Murawiewa: sprawy serca waż rozumem, a sprawy rozumu kładź też na serce.

Przy czym – zbyt ostry nóż może już kroić tylko powietrze (Enzelberg).

Please follow and like us:
error0

Święte Światło, Psychoterapie i Tajemnica Mateusza Lewity

Zapowiadałem, że następny wpis miał się pojawić niebawem, a wychodzi to niebawem nie takie niebawem, może nawet zupełnie bawem, ale w sumie niedługo..

Dużo różnej pracy. A za 3 dni urodziny (8.8).
Jutro muszę Tacie zawieść książki Virginii Woolf.

A i niespodziewane zdarzenia.

Nawet, tak się zdarzyło, że może mogłem komuś pomóc..

Ale ta osoba, do końca chyba tej pomocy nie chce…
Pomóc komuś to najczęściej – jeśli pomoc mądra i skuteczna – się sprowadza do odpowiedniego wytłumaczenia Chorej Osobie, dlaczego i jak może sobie pomóc sama..
Różnie to z tym jest..
Przykładowo choćby w schorzeniach psychicznych (a i duchowych) notuje się większą skuteczność, gdy Pacjent ufa “lekarzowi” – choćby, wierzy (lub wie) w jakiś jego autorytet…na ten przykład choćby mniejsze powodzenie ma terapia – psychoterapia,
czy psychiatryczna osób wysoce inteligentnych – gdyż z natury rzeczy trudniej wtedy o taką relację, gdy lekarz czy terapeuta w oczywisty sposób przewyższa chorego inteligencją (lub jako taki się choremu jawi) – trudno więc o wspomniany wyżej efekt zaufania czy autorytetu.., a co za tym idzie trudniej też chorego nakłonić, przekonać czy też w ogóle ukazać mu sprawę tak, by go zmobilizować do odpowiedniego uleczenia siebie samego, choćby dając wskazówki, co należy robić, a czego unikać..

I w sumie – taki wskazówki pewnej przypadkiem do mnie piszącej (na FB) osobie dałem, starając się korzystać z całego mojego doświadczenia życiowego i choć wcale mi się nie wydawało, że cokolwiek w tak trudnej sprawie (cierpień duchowych) pomóc mogę, to okazało się, chyba, że pomóc nawet jakoś mogę czy mógłbym, ale Pacjent(Ka) wcale nie taka skłonna się do ukazanych prawideł i zasugerowanych zmian wzorców postępowania zastosować. A dlatego, że coś tam jednak za bardzo lubi i pożąda..
A w naturze tak już jest, że jak się z pożądaniem i lubieniem czegoś bardzo przesadzi, to się to odbija w drugą stronę i powoduje przykrości. Wiedzieli o tym już starożytni epikurejczycy..
Tak już jest, oj znam się ja na tym sam, aż za dobrze, święty nie jestem, a może nawet najgrzeszniejszy z grzesznych (no, może nie naj, ale bardzo grzeszny -to zresztą cecha Mateusza, że – tym się choćby i przede wszystkim od Faryzeuszy ukazanych w przypowieści z Ewangelii – różnił, że on o tym, że bardzo niedobry jest, wiedział i się tego wstydził – a oni nie wiedzili, ba – sądzili, że są bardzo dobrzy, oj, prawie, że święci..
I to byłaby jedna z ważniejszych przyczyn, dla których tak niedoskonałego człowieka jak Mateusza Praw…(pardon, Celnika) Pan Jezus wybrał. Że i takiego wśród 12 Dobrych Ludzi miał (którzy to wszyscy wcale tak doskonali nie byli, ale się starali… ba, głupi byli nawet jak but, tak, że nawet Pana Jezusa nie raz wnerwiali.. No ale cóż, jak się nie ma co się ma (tacy ludzie, no..) – to się lubi co się ma (pomyślał Pan Jezus i podrapał się w Aureolę – pewnego razu, który to nie jest wspominany w ewangeliach [a to dlatego, że mocno są one co do faktów zmanipulowane i skłamane. Co do nauk i przypowieści – mniej, ale co do faktów i toku wydarzeń i samego życia i bycia i kolei losów Pana Jezusa – to oj, aż ręka swędzi i ucho, tak są skłamane.. Będę o tym jeszcze pisał, a juści!

Taki krótki wpis, a tyle wątków się pojawiło, dygresji…
I wszystkie jakby takie – rzucone, a nie dokończone.
Jakże tak można, bałaganiarsko pisać?

Ale tematów i treści przecież takie nieprzebrane bogactwo… i wszystkie ważne.
Toteż czasem trzeba i tak napisać. A to co zaczęte, będzie gdzieniegdzie tu i ówdzie kontynuowane, więc jeśli ciekawość wzbudzona (a czasem i nerwy, a co, ja wiem, że nerwy także, bowiem treści różne takie, że człowiek przyzwyczajony do tego, jakie były i są, i gdy się zupełnie nowe na temat takich treści słyszy lub czyta, jak tutaj, twierdzenia, wtedy nie tylko oczy się szeroko mogą otworzyć ale i ręka zaswędzić, by takiego Niecnotę, co Prawdy takie głosi – nowe a nieznane (i kontrowersyjne!) – palnąć, a chociażby – jeśli palnąć nie można – bo internetowa odległość nie pozwala – wyzwać – jakimś najgorszym słowem, nie przypiął ni przyłatał choćby – Ad Personam!

Tak, tak, tyle to treści i taki tutaj w tym wpisie bałagan..

Co to za apostoł? Ano, bo poza tym, że grzesznik – to strasznie chaotyczny człowiek, czasami (nie zawsze, bo się potrafił spiąć, ale ogólnie to często taki niepozbierany i bałaganiarz). No cóż, nikt z 12-stki nie był doskonały. Ale, że aż tak – takiego? No fakt, sam muszę przyznać, że do tej pory, od Początku się głowię i dziwię i w głowę tą (wspominaną) zachodzę i wschodzę (i poprawiam aureolę, która – inaczej niż u Pana Jezusa – wcale do tej łepetyny nie pasuje, jakby, nie przymierzając, słoma z butów przeszkadzała jej się dopasować) – od samego Początku, nieustannie (jak w nowennie..a może i litanii..), do teraźniejszej, teraźniutkiej chwili, się głowię, jak takiego typka, jak Mateusz Pra (pardon, Celnik) można było pośród Dwunastu Policzyć.
Ano nic, jedyna może odpowiedź właściwa na to, że Boskie wyroki niezbadane i dla Boga nie ma nic niemożliwego, więc może i to możliwe i Prawdziwe.
Tak sobie myślę, gdy wspominam biografię i koleje życia oraz, znane mi, cnoty i niecnoty (te drugie głównie) Mateusza zwanego LEWitą.
Bo, tutaj zdradzę tajemnicę, najbieglejszemu tylko biografowi rzeczonego i historiozofowi znaną, że: wbrew utartym mniemaniom, nie dlatego tak się on zwał, że z plemienia i kasty lewitów pochodził, ale dlatego, że z Lwiego Plemienia został tutaj przysłany, aby Ludziom pomagać.
Bo Ludzi, nie wiadomo w sumie do końca czemu i za co, to Koty jednak kochają.
[a poza tym, jak już wspominałem, ale powtórzę, bo to ważne, a poza tym od tego zdania się pewna bestsellerowa Powieść rozpoczyna, że:

– Żydzi nie są żadnym narodem wybranym. Ulubioną rasą Pana Boga (i Pana Jezusa także, tylko inny podgatunek) są Koty!

A teraz trochę Świętego Światła.

SSS – Świetę Światło w Safed, mieście kabalistów (Palestyna, styczeń 2019 AD)

Acha, jeszcze jedno, tak wspobnie trochę, taki auto-komentarz, może wczesny i może mylny, ale póki co, jestem nawet z siebie (trochę) zadowolony.

van Eyck, Małżeństwo Arnolfinich, w otoce lustra Artysta zamieścił małą auto-recenzję (no i tutaj wiadomo już, że nie wczesną, ani nie mylną), która brzmi:

Najlepsze, co kiedykolwiek Namalowałem.

I mi się tak, na Teraz, wydaje.

Dobranoc i do Usłyszenia – po 8.8.

Wpis dedykuję Rodzicom i Arkowi , M

PS
Po namyśle, o 3:33 w nocy postanowiłem dodać jeszcze 2 fotografie..
Dlaczego? Dlatego, że powyższy wpis jest lekki i dużo w nim humoru (mam taką nadzieję, bo taki miał i być), ale cała tematyka (a bardzo jest aktualna i staje się, z upływem czasu, coraz aktualniejsza) jest poważna, a nawet bardzo poważna.
I chciałbym o tym z całą powagą zapewnić. MD

cloud bird snout fire – Igni Natura Renova Integra (“the whole of nature is renewed by fire”)

Ale jest Nadzieja.

“Hope” (Nadzieja), Safed – miasto kabalistów, Palestyna styczeń 2019 AD, (c) MD


Please follow and like us:
error0

Owidiusz non Olet

O ile pamiętam Owidiuszowi zawdzięczamy zwięzłe:
“sztuka ukrywa wysiłki sztuki”.

Tapeta na górze niniejszego bloga
(widoczna w pełnym rozmiarze tylko w formacie komputerowym)
przedstawia dzieło sztuki.
Zostało mi ono podarowane (może dlatego, że był to dar dla daru) tak,
że mogłem je utrwalić, ale nie ja je stworzyłem. Niemniej w kategoriach esteto-logicznych, handlowych i prawnych jestem jedynym autorem pracy.

Konie na krakowskim rynku są zmęczone.
Wpędzone w niezłą kabałę.
Ale duchy koni są rześkie, z chrap bucha im duch.
Szlachetni wysmukli jeźdźcy siodłają je nieśpiesznie.
Sylwetki w podróżnych opończach ledwo widać.
Co nam to mówi o ludziach?
Co nam to mówi o celach człowieka i jego wolności?
Duch. Para. Bruk.
Uczucia.

PS Słoń i trąba (lewy górny róg – ale nie na samej górze, ciut niżej – trąba spoczywa na końskim zadzie)

Ganeshowo

A na pierwszym planie w środku dziewczyna w zbroi (napierśnik biustowy) w hełmie z blaszką na nosek. E.


Oryginalną pracę można zakupić, wykończenie ręczne,
sygnowany, certyfikat, możliwa oprawa, możliwe różne formaty – koszt
w zależności od formatu.
Oferty i zapytania, możliwe przesłanie do obejrzenia większego formatu:
poevision@poevision.com
lub tel. 660544718

Please follow and like us:
error0

Wrocław, Lwy i niezapowiedziani goście

Byłem w gościnie u miłych Znajomych we Wrocławiu

dentysta?
nor

Wróciłem do Krakowa przed północą..

powstało kocie muzeum..
trochę siedziałem na facebooku… czy facebloku

w ogóle lwów coraz więcej

I wpadł niezapowiedziany Gość z Daleka

a ktoś uciekał..

Wnet następne odcinki…

M.

Please follow and like us:
error0

Pies jaki jest ..

Od zaprzyjaźnionych Aniołków wiem skądinąd, że taki stwór – jak pies wcale nie powstał w wyniku ewolucji, a został.. zaprojektowany.

Może dlatego – nie jest on wszędzie dozwolony?

czasem nie wiadomo, czy to jednak on do końca..
to na pewno on.. chociaż
agresja czy zabawa? (ŚP Ynk)
to niekoniecznie pies (alchemia coś na ten temat podpowiada..)
to chyba zwariowany spaniel..
na spacerze z..

Please follow and like us:
error0

Interludium (nie czytać)

Tak się często gęsto tutaj sumituję, pisząc co piszę, i nie tylko, ale muszę Wam powiedzieć, o Wy niecni Goście, którzy mimo jasnego ostrzeżenia by tego nie czytać
(i co się rozumie oczywiście także: nie wchodzić, nie oglądać itd.) – jednak czytacie, weszliście i oglądacie..

Wbrew temu co się dawniej mawiało i co się dalej nierzadko mawia, że ciekawość wiedzie do piekła, mówię ja Wam, a gdy ja mówię, zaprawdę powiadam Wam, nie tylko ja mówię; a może nawet ja zgoła nic nie mówię...
 W najbliższych Czasach Proroków i Znaków nie zabraknie, więc trzeba uważać i czy aby się jest pod dobrymi skrzydłami! I nie na słowie tylko polegać, ale na tym co przynosi
i jak się w czasie z ludźmi obchodzi. 

Albowiem

BŁOGOSŁAWIONA JEST CIEKAWOŚĆ !

I gdy ostrzegani jesteście: – O to pytać nie należy, albo: – Tego sprawdzać się nie godzi, bo to pewne i święte, albo inne takie kwiatki,

a nie słuchacie – i Wy błogosławieni jesteście!

Zaprawdę powiadam Wam – bądźcie jak dzieci w ciekawości niecierpliwej i nieustającej!

Bądźcie ciekawscy jak KOTY!

Im bardziej co dogmatycznie wyniosłe i im wyżej wisi – tym celniej trącajcie łapką by sprawdzić na jakiej nici zawieszone i gdzie ta nić prowadzi.

Albowiem nie jest sztuką wejść do Labiryntu i zabić Minotaura,

sztuką jest z niego wyjść – na powrót – i dotrzeć do Ludzi z tym, co się im niesie.

Taka dola.

(PS. Ciekawe, kiedy Żydzi się dowiedzą, że nie są żadnym Boga narodem wybranym..
Ulubioną rasą Stwórcy są koty!)

rys. Bogusław Polch
już tu jesteśmy

z sieci..

w Pradze..
15.VII.2019 r.

pozdrawiam! M

Please follow and like us:
error0

A nad Nami

Tymczasem nad nami piękne letnie niebo.

Kiedyś nawet ludzie uważali zjawiska na niebie, nawet takie ulotne jak kształty chmur i to co razem ze światłem one są w stanie wyobrazić (a człowiekowi się skojarzyć) za Znaki, za proroctwa.

Tak podaje choćby słownik:

Clouds – There are two principal aspects to cloud-symbolism: on the one
hand they are related to the symbolism of mist, signifying the intermediate world between the formal and the non-formal; and on the other hand they are associated with the ‘Upper Waters’—the realm of the antique Neptune.
The former aspect of the cloud is symbolic of forms as phenomena and appearance, always in a state of metamorphosis, which obscure the immutable quality of higher truth. The second aspect of clouds reveals their family connexion with fertility-symbolism and their analogous relationship with all that is destined to bring fecundity. Hence the fact that ancient Christian symbolism interprets the cloud as synonymous with the prophet, since prophecies are an occult source of fertilization, celestial in origin.
Hence also the conclusion of Bachelard that the cloud should be taken as a symbolic messenger.
[A Dictionary of Symbols, J.E.Cirlot, Second Edition, pp. 51-52]

Chyba każdy zrozumiał.. Toć to prosty angielski .. no i są jeszcze te automatyczne translatory. A jeśli nie, lub chciałby zapytać: zawsze można w komentarzu.

No to, skoro tak, to może jakaś Opatrzność jednak nad nami czuwa?

Czasem nawet ta opatrzność daje znać, że z Miłością coś wspólnego ma..
bo mi się tak wydaje, ale takie coś co wygląda jak Serco-Skrzydło to też tradycyjnie był znak niejakich Serafinów..

Ostatnio nawet, w tej fali upałów, które teraz trochę złagodniały, zasygnalizowano jakby, że piekło zamarza i diabeł ucieka, przed lodowym chmurek podmuchem..

zobacz w większym formacie tutaj

Na niebie też różną zwierzynę, kto chce, może wypatrzeć..

I światło w Nasze Serca wlewa ukojenie..

A ten niedobry smok, rozsiadł się na całym złocie!

zobacz większe tutaj

Ale idzie Nowe i na nowo Przychodzi:

Please follow and like us:
error0