NCnNC – odc. 18 (+ Mały Satanista)

Misją Jezusa było przywrócenie, wzmocnienie, ukazanie tej drogi i praktyczne jej nauczanie, a także, ubocznie, ustanowienie pewnej kultury intelektualnej, na pewien określony okres historii i rozwoju ludzkiej cywilizacji.

Na temat tego okresu czasu Jezus zapytywał samego siebie, czy przy jego końcu: „będzie jeszcze można odnaleźć na Ziemi prawdziwą wiarę”?

Czy gdy przyjdzie (powtórnie) Syn Człowieczy -odnajdzie jeszcze wiarę na Ziemi? [Ewangelia Łukasza 18,1]
Takie słowa wypowiedziane przez Chrystusa świadczą, że wątpił on, czy wiara przetrwa.

Tutaj, choć głowa dalej słabo pracuję, napiszę kilka słów ode mnie. Pisałem już o tym zresztą nie raz. Chodzi o wiarę.
Wiara, można powiedzieć, to dwuznaczna sprawa.
Bardzo często przynosi (przynosiła w historii) więcej szkody, niż pożytku. Gdy wiara wyłącza myślenie – to bardzo źle!
Gdy wiara jednak dodaje nam sił i motywacji, by zgodnie z tym, co przemyśleliśmy i zgodnie z obiektywnym poznaniem świata, ludzi i stanu rzeczy – czynić – to wtedy, mogę powiedzieć, dobra to wiara!

Gdy filmowy “Chrystus” Stalker w filmie Tarkowskiego, pod sam koniec filmu, narzeka na tych towarzyszy, których oprowadzał po Zonie, narzeka: “Oni w NIC nie wierzą!”, płaczliwie to mówi, żona uspokaja go i kładzie do łóżka.

plakat do filmu

Jest w Stalkerze kilka scen i kilka wypowiadanych przez aktorów tekstów, które warte są przypomnienia i komentarza.. Zaplanowałem sobie omówienie ich (choćby: muzyki, która tajemniczo oddziałuje na ludzkie uczucia, postaci Samego Stalkera, tego, co to znaczy, że tam “spełniało się to najbardziej sekretne ludzkie życzenie”, wiersza napisanego przez tego, który został nagle obrzydliwie bogaty, zakończenia, (skargi) żony, motywu córki ..) w jednym z pierwszych odcinków moich klipów, warsztatów, prezentacji wideo, w formie wizualnej, może na YouTube, bo na Vimeo to przecież poza samymi twórcami, to kto zagląda?
No ale kiedy ja to zrobię? Ciągle to przesuwam, wszystko ciągle się przesuwa, tak nie może być, trzeba wszystko, co zaczęte pokończyć i to jeszcze – koniecznie – przed końcem roku!

łóżko Stalkera i jego żony, w łóżku córka
Stalker nie zawsze sypia w łóżku

No więc – wiara się przydaje, ale wiedza jest lepsza. I prawdziwa wiedza się nie wyradza – tak niebezpiecznie jak wiara, że może owocować zbrodnią.
A jak wiadomo – liczą się owoce!

..

Tak więc Jezus miał połączyć to, co ludzkie z tym co boskie, w nim samym, i w ten sposób, już w makroskali, przywrócić łączność pomiędzy niebem a ziemią, dla wszystkich ludzi. Musiał zmierzyć się z wszelkimi trudnościami związanymi z wewnętrzną ewolucją człowieka w nim samym, tak by człowiek mógł nawiązać kontakt
i stać się podmiotem także tego, co boskie. Musiał przejść przez wszystkie stadia tej ewolucji w sobie samym, poprzez próby i błędy, zanim stał się doskonały;
o niekończących się wewnętrznych próbach, zwodzeniach i pokusach z tym związanych, mamy tylko kilka, fragmentarycznych wyobrażeń, ledwo mgnień.

[Nie pisałem ja o moich pokusach, zwodzeniach i próbach, tutaj? Ni mgnienia nie dałem? No to dam! Tak właśnie pomyślałem, że to przecież świetnie się .. ogląda, czyta, to się świetnie sprzedaje, oglądanie, czytanie o cudzych perypetiach? – prawda?
Ale tylko wtedy, gdy nie jest to zwierzanie się z cierpień, gdy nie jest to narzekanie. Bo po to co komu?
O tego rodzaju rzeczach należy pisać dowcipnie i pouczająco! To jeżeli tak – to tylko wtedy gdy na formę odpowiednio mądrą i odpowiednio dowcipną wpadnę – to wtedy zamieszczę. Może nawet będzie to więcej niż jedno mgnienie, jesieni. ]

I wszystko to miało miejsce w długim okresie, o którym mamy tylko pośrednie, znikome wiadomości, niektóre wynikają z końcowej fazy jego nauczania, jak wiemy wszyscy, przerwanego nagle i tragicznie ukrzyżowaniem [jak to jest przedstawione w powszechnie znanych nam ewangeliach – podkreślam: Marat Dakunin. A pisałem już, że co do faktów z życia, w tym ukrzyżowania – to ewangelie są manipulacją, nie ma w nich Prawdy!]

Tylko kilka detali wiemy o wcześniejszym okresie, ponad trzydziestu latach życia Jezusa. Na temat tego okresu Jezus i ewangelie generalnie milczą.

Są różne new-ageowe (czy inne, jak to nazwać, to mniej istotne) przekazy, na temat tego, co w tych latach nieznanych się działo. M.in. jakieś historie, że był w Tybecie, że uczył się w buddyjskim klasztorze itd. (hinduizm bardzo lubi przytulać obcych "bogów" - odwrotnie do "ekskluzywnych" i zazdrosnych religii zachodu; a co do buddyzmu - to w zasadzie jest przecież ateizmem, więc też może przytulić "obcego" - trochę inaczej..). 
Wszystkie takie historie - nagle odnalezione czy nam w przestrzeni nowych publikacji (5 Ewangelia itd. ?) papierowych czy internetowych, podane, nic wspólnego z faktami i Prawdą nie mają. Tak twierdzi źródło Kasjopejańskie.
I ja mu wierzę..
(Zabawnie to wierzę tutaj zabrzmiało, w kontekście powyższych wynurzeń na temat wiary, prawda? No cóż, nie można wiedzieć i zweryfikować wszystkiego, nie można wszystkiego w szczegółach poznać tak, by mieć czysto rozumowe przekonanie. Ale wiara - taka jak ta tutaj, moja, powinna mieć jednak inne podstawy niż jakieś "przeczucie" czy "zaufanie autorytetowi" (który daną sprawę poddaje do wierzenia - często nie dopuszczając sprzeciwu, często nie przewidując możliwości zadania jakichś pytań, a jeśli to tylko pytań potwierdzających, wygodnych dla już ogłosznej treści "do wierzenia", czyli pytań tendencyjnych, bo zawierających w sobie czy narzucających pewną istotną treść odpowiedzi). Wiara - podobnie jak indukcja (wnioskowanie od szczegółu do ogółu), by być dopuszczalną (bardziej), zyskać jakąś prawomocność, powinna być oparta na różnych dodatkowych przesłankach. Na przykład na koherencji - mam na myśli to, że co prawda, nie mamy bezpośredniego dowodu na coś, ale za tym, że to coś ma się tak, a nie inaczej, przemawia wiele innych faktów i rzeczy, które już bardziej mamy udowodnione, po prostu się z nimi "klei", do ogółu pasuje - a nie jest z tym wszystkim, co już zebraliśmy i wiemy na bardziej udokumentowanej podstawie, sprzeczne.
[Nie wiem czy dobrze robię, pozwalając sobie tutaj na szersze "od siebie" uwagi - bo cały czas bardzo jestem rozkojarzony i bardzo ogłupiały].


Nie wiemy gdzie mógł pobierać nauki podczas całego tego okresu ani od kogo mógł otrzymać wskazania dotyczące swojej misji i wypełnienia finalnego dramatu, w którym musiał odegrać główną rolę. Zapowiedź tego wszystkiego została ogłoszona przez Jana Chrzciciela, który jednak nie znał wcześniej Chrystusa, a także można ją odnaleźć w licznych symbolicznych wydarzeniach, opisanych w ewangeliach, jak choćby przy okazji przemiany wody w wino, poprzez słowa, które Jezus skierował do swojej matki: „Mój czas jeszcze nie nadszedł” (Jezus zwrócił się wtedy do Marii – „kobieto”, a nie „matko”).

Jednak i tak, niektórzy religijni ludzie, wyobrażają sobie, że Nauczyciel został ukrzyżowany z powodu Piłata (i / lub Żydów) – tak po prostu, niejako koleją pewnego przypadku.

Takie stanowisko jest oczywiście absurdalne. Jezus musiał odegrać zaplanowaną rolę, która została mu wcześniej przypisana. Zostało to zaplanowane, zaaranżowane.

Widać to jeszcze lepiej na przykładzie roli, którą musiał odegrać Judasz. Nie tylko misja Chrystusa została wcześniej dokładnie przygotowana. Także przecież apostołowie nie byli po prostu przypadkowo dobranymi ludźmi – nie zostali wybrani przypadkowo, ale też nie narodzili się i nie wzrastali przypadkiem, to wszystko było częścią zaplanowanej misji.

[Wg mnie powyższe słowa zawierają w sobie zarówna Prawdę jak i nieprawdę. Co – jest czym i dlaczego, to powinno wynikać ze wszystkiego, co tutaj piszę. Ale jeszcze o tym konkretniej napiszę (napisałem, też, ale nie wskazałem tam tego). Tak to jest bowiem, że pewne rzeczy – choć od początku są widome, kojarzy się i WIDZI – stają się później dopiero WIADOME – (widzi, że oznaczają TO COŚ – i rozumie to) dopiero PO FAKCIE – gdy coś się stanie już tak widome, że nierzadko: spada na głowę!
I o tym też napiszę! – bo to bardzo ważne i pouczające!]

jest to fragment nieba, jak to u mnie standardowo..

Teraz: w najwcześniejszych nawiązaniach do okresu dojrzewania Chrystusa, jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości i postawie (rozwadze moralnej)”.
Jezus rozwijał się etapami.

U Łukasza jest powiedziane „Dziecię wzrastało i przepełniało..w łasce” (Łukasz, 2, 52).
Łukasz, który nigdy nie widział i nie poznał Jezusa, także odnotowuje jego pierwsze słowa, gdy został znaleziony w Świątyni w wieku lat dwunastu przez jego ojca i matkę, po poszukiwaniach trwających 3 dni
[te 3 dni, naśladujące 3 dni związane ze Zmartwychwstaniem, także tutaj wyrażają pewną całość, kompletność etapów, w tym wypadku etapu dojrzewania].

Jego matka miała powiedzieć: „Synu, dlaczego nas tak traktujesz? Czy wiesz, że z ojcem poszukiwaliśmy cię zatroskani?”.
Na co Jezusa miał odpowiedzieć: „Czyż nie wiedzieliście, że jestem w domu mego Ojca”?
Odnotujemy, że uwidacznia się tutaj różnica między „ojcem na ziemi” a
„Ojcem w Niebie” – to jest różnica pomiędzy pierwszymi, ziemskimi narodzinami
i wyższymi, Drugimi Narodzinami, które to są, jak powiedzieliśmy, centralnym przedmiotem nauczania Chrystusa.

Nawet w wieku 12 lat, ci, którzy słuchali go w Świątyni byli zdumieni jego rozumieniem spraw bożych (Pisma, Tory) i mądrością odpowiedzi.

I tutaj napiszmy coś, co warto wiedzieć: w swojej autobiografii, Józef Flawiusz, historyk żydowski utrzymywany suto przez Flawiuszy, tak – ten – jeden z tak bardzo nielicznych historyków starożytnych, którzy wspominają w ogóle o kimś takim jak Jezus Chrystus (pozostali to: Swetoniusz, Tacyt.. i ..) i cokolwiek na temat wydarzeń odnotowanych w ewangeliach, pisze, że on sam to (Józef, Flawiusz – nazwany tak od swych mecenasów
i sponsorów) – tak bystry był, że mając 14 lat – biegle rozprawiał z uczonymi w piśmie.
Co nam to mówi? Czyżby to przypadek, koincydencja?

Maurice Nicoll kończy ten ustęp:
Tak więc, idea, że Jezus wzrastał, rozwijał się wewnętrznie, jest dość wyraźna. I powinno być także dość jasne, że musiał minąć stosunkowo długi okres czasu, by jego rozwój stał się pełny i aby osiągnąć taką doskonałość, nazywaną w ewangeliach chwilą jego wywyższenia.

Tutaj kończę parafrazę tego fragmentu z “New Man” Maurice’a Nicoll’a.

Światło w konarach drzew rysuje czasem obrazki. Co tutaj widzimy? Czy coś związanego z wiarą? Po lewej, kiedyś, wydało mi się, że to Madonna z dzieciątkiem. Po prawej – Chrystus w koronie cierniowej – na kolanach (spętany łańcuchami). Ale też mi się zdało, kiedyś, że ta korona cierniowa to jak ufo trochę wygląda.. A jak inaczej spojrzeć to wcale nie Chrystus ale coś innego – i głowa gdzie indziej. Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie? Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Obrazek można zobaczyć większy, wygodniej, klikając powyżej myszki prawym klawiszem i: otwórz grafikę w nowej karcie (itp., w zależności od przeglądarki internetowej)

Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie?

Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Po namyśle postanowiłem tego wpisu tak nie kończyć, ale dodać jeszcze – obrazki – oraz kilka zdań wyjaśnień (choć ryzykuję, bo w nie najlepszej jestem dalej formie intelektualnej).

ten obrazek dodaję dla siebie, dla chwili jasności umysłu

No więc, cały przekaz ewangeliczny, a co za tym idzie, całe dzieło objaśniania przypowieści ewangelicznych – jednak jest – jak widać, nieodłącznie w kontekście ewangelicznych kolei życia, w tym tzw. ukrzyżowania. Ukrzyżowania miały miejsce: była to stosowana wtedy przedśmiertna tortura. Narzędzie egzekucji: tortury kończące się śmiercią. Natomiast jeśli chodzi o “ukrzyżowanie Syna Bożego” i jego eschatologiczny, teologiczny, filozoficzny sens – to muszę jasno napisać, że taki sens nie istnieje. Przedstawianie tak wydarzeń to kłamstwo. Bardzo szkodliwe, psychologicznie, na różnych poziomach, bardzo złe owoce dające, co widzimy z historii.
Sens to ma – ta cała historia – ale raczej taki, jaki w erystyce mają najbardziej odwracające kota ogonem (sofistyczne – ktoś by powiedział) argumenty!
(erystyka różni się od dialektyki tym, że w erystyce dozwolone są wszelkie metody by wygrać spór – nie chodzi bowiem o Prawdę – ale o zwycięstwo w sporze).
Inaczej: jest to dzieło przewrotnej inteligencji stworzone i podane – do wierzenia, bo jak się szerzej w obszarze “wiedzy” rozejrzeć to nijak przemawiających za tym argumentów czy dowodów historycznych nie można znaleźć, a jeśli już – to sprokurowane lub sfałszowane! I inteligencja tego pomysłu jest doprawdy diabelsko celna!

Niniejsza fotografia jest podkolorowana przeze mnie. To jest jeden wyjątek – i go zaznaczam. Żadnych kształtów na fotografiach tutaj prezentowanych nigdy nie zmieniam, nic nie dodaję, nie wymazuję, nie poprawiam. Tutaj także żadne kształty, formy, tworzone przez chmury – nie zostały zmienione! Zastosowałem tylko filtr gradacyjny, który częściowo podkolorował miejscowo (na czerwono itd.). Może to zresztą niedobrze, że podkolorowałem. Następnym razem dostarczę oryginał i może omówię dodatkowo.

Jak tutaj wyżej stwierdza mocnymi słowy Maurice Nicoll – Jezus musiał przejść cały proces doskonalenia.
Skoro “nawet On”, to oczywiście i każdy z nas. Był w moim życiu taki okres, w którym – tak mi się wydawało wtedy, intelektualnie dla mnie satysfakcjonująco wypracowałem sobie odpowiednie sensy teologiczne i filozoficzne – dotyczące ofiary “Syna Boga” – ukrzyżowania. W dużej mierze na zasadzie “absolutnego stania się człowiekiem do końca – w sensie także największego cierpienia, właściwego dla człowieka” oraz rodzaju “rozgrzeszenia / pokuty Boga (Boga Ojca)”.
Jest dla mnie – nadal – kwestią wielkiego zadziwienia – że można na poważnie porządkować sobie myślowo pewne “fakty”, które się zasłyszało – od dzieciństwa –
i w które się “jakoś wierzy” – tak, że wydają się intelektualnie zadowalająco uzasadnione.
Jest pewnym paradoksem, że koleje losu (koleje blogowego pisania) spowodowały,
że o tak istotnej kwestii – wypadło mi pisać – w tak kiepskim, auto-diagnostycznie, stanie umysłu. Może jednak tak powinno być? Czy masz szukać uzasadnień dla “nie zrobienia”? – chyba nie byłoby to właściwie.
Ale na tym – wyżej – szczupłym wyjaśnieniu – pozostanę.

Może tylko dodam jedno, prywatne, intymne, wspomnienie.
Zadziwiające wręcz, jak różne ważkie sprawy z dzieciństwa (z okresu od kiedy się pamięta, ok. 4 lat w moim wypadku) zacierają się nam w pamięci. Gdy jakoś sobie o tych kwestiach przypomnimy – okazuje się, że (!) odpowiadają one na nasze obecne, dorosłe (bardziej dojrzałe, czy może lepiej: zadane przez bardziej doświadczone socjalizowane – choć ja jestem coś jakby pustelnikiem od ok. 8 lat – “ja”) pytania, zwykle poprawnie. Podsuwają nam właściwe rozwiązania. W moim wypadku, mogę powiedzieć: zgadzają się, harmonizują, z tym – co spotykam, jako daną informację – będąc już “dorosły”.

symbol całodobowej apteki

No więc, byłem ostatnio z Mamą na pięknej wycieczce (udało mi się ją zaplanować i zorganizować tak, że chyba mama rzeczywiście ma teraz dobre wspomnienia). Był czas na kilka rozmów, tak jak dorośli rozmawiają między sobą. Bardzo rzadko, czasem do końca życia, jest okazja, by dzieci mogły w ten sposób porozmawiać ze swoimi rodzicami. I tym razem, pośród różnych tematów i wspomnień (niektóre dotyczyły młodości mamy i okresu “przed poznaniem Taty” – taka tematyka chyba jest szczególnie rzadka w rozmowach między rodzicielami a potomkami) mama przypomniała mi, jaki byłem nieznośny, niewychowany, w okresie gdy pierwszy raz miałem chodzić na zajęcia z religii.
Był to okres ok. 6 roku życia. 7 lat – to już pierwsza klasa szkoły podstawowej i przygotowanie do I Komunii Świętej.
Pamiętam salkę przy plebanii (parafia św. Mateusza), do której dzieci chodziły na religię – szkoła była nieopodal (nie chodziłem do przedszkola, ale do “Zerówki” już chodziłem).
Mama opowiedziała mi jak bardzo narzekała na mnie babcia, mówiąc rodzicom, Mamie, jaki jestem “nieznośny” i “niewychowany” – gdy chciała mnie zaprowadzić na lekcję religii. Ponoć przy tej okazji opowiadałem jakieś koszmarne głupoty, od których włos się jeżył Babci na głowie, a oczy przygodnych ludzi to słyszących (sióstr zakonnych, księdza, czy innych rodziców odprowadzających dzieci do salki katechetycznej) stawały w słup. Coś że “to kłamstwo”, “ksionc kłamie!”, że “pluję na krzyż, wcale nie święty!’ i tym podobne.
I skąd coś takiego w 6-latku. Poddanym przecież wychowaniu. Babcię ogarnęła – przy kilku takich występach – taka zgroza, że od tej pory, Mama, choć rano miała obowiązkowy dojazd do pracy (zootechnicznego zakładu doświadczalnego) długi i bardzo uciążliwy, to jednak musiała mnie odstawiać na te lekcje religii. Babcia tego – absolutnie przeżywać nie chciała.

Mama (daleko w tle) na Pilsku – krzyże na górze Pilsko nieopodal Korbielowa, rok 2017
tutaj można zobaczyć większe i powiększać sobie lupką https://www.flickr.com/photos/maratphdakunin/37382563476/
niebo i chmury
Jerozolima 2019, Droga Krzyżowa w Jerozolimie: za odpowiednią opłatę pielgrzymi mogą dostać (z jakiegoś biznesu który takie krzyże trzyma i wypożycza) duży krzyż do poniesienia – ale jeden, więc wszyscy chcą nieść – i tak idzie się lżej…hm…
Jerozolima, styczeń 2019 – ten pan jednak dostał swój osobisty krzyż, widać musiał swoje zabulić..

W “Alfa Omega” (film fabularny z akcją surrealistyczno – symboliczną, reż. Marat Dakunin, Polska 2007) też jest nawiązanie (i teraz zdaję sobie sprawę, że to była raczej, w sferze “zaakceptowanego stanu rzeczy” – prekognicja. Choć zależy w którą stronę patrzeć, bo jeśli w stronę dziecięcą – to raczej – późnawa reperkusja..).

Natomiast w prawie arcydziele filmowym Alejandro Jodorowsky’ego “Święta Góra” (1973 r.) jest cały symboliczny, błyskotliwie prowadzony i takoż zilustrowany scenograficznie, wątek..

kadry z filmu “Święta Góra” (Holly Mountain) w reż. Alejandro Jodorowsky’ego.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 16 – Czy ewangelie to Prawda?

Zamieszczam okładkę, pierwszą stronę wstępu i pierwszą stronę rozdziału biografii ucznia Gurdżijewa, Maurice’a Nicoll’a (aut. Samuel Copley)

Maurice Nicoll miał specjalny szacunek do ewangelii i włożył wielki wkład w ukazanie ich prawdziwego, wewnętrznego, ezoteryczno – psychologicznego znaczenia.

Chciałbym tutaj podkreślić jeszcze raz, że nie zajmuję się wiarą, nie zajmuję się religią, kontynuując tutaj cykl “Nowy Człowiek na Nowe Czasy” prezentuję parafrazę dzieła Maurice’a Nicoll’a “Nowy Człowiek”, z moim, często obfitym, komentarzem.

Mój komentarz oraz pewne dopowiedzenia (unikam natomiast oczywistych zmian, które wykrzywiłyby lub przekłamały tekst oryginału) mają na celu odciążyć prezentowane treści ze znaczeń religijnych i odwołań do dogmatów czy też faktów (choćby z życia Jezusa), które przyjęło się przez wiele wieków uważać za Prawdziwe.

Choć może powinienem doprecyzować, bo słowo “odciążyć” w odniesieniu do oryginalnego opracowania Nicoll’a jest niesprawiedliwe. Nie o to chodzi, że jego rozumieniu i jego wyjaśnieniom psychologii i znaczeń ewangelicznych można coś zarzucić, chodzi o to, że – czytelnik może naturalnie iść w kierunku swoich dogmatycznych i faktograficznych skojarzeń. Jest też jeszcze jedna kwestia: Nicoll mianowicie – gdy pisał to co pisał, nie dysponował jednak pewną wiedzą, opartą na nowszych badaniach naukowych i innych, dotyczącą historiografii biblijnej ale i dotyczącą innych, zweryfikowanych pozytywnie przekazów. Gdyby dysponował, zapewne wtedy sam, pewne kwestie odpowiednio by zaakcentował.
Ponieważ jest – jak jest – staram się czynić to ja – w parafrazie – a czynię to tylko i wyłącznie ze względu na Prawdę i Dobro Czytelnika.
Brzmi to bardzo zagadkowo, za co przepraszam, ale temat jest bardzo poważny

i jednak obszerny – podjęty zostanie w przyszłości, gdy przyjdzie na to pora i miejsce.

Wg mojej wiedzy – prawdziwe one nie są, a całe ewangelie są kompilacją,
i to kompilacją nie tylko ze złą wolą modyfikowaną i redagowaną, ale nawet ze złą wolą, manipulacyjną, stworzoną.
Pisałem o tym tutaj na tym blogu, niekiedy jednak nie wprost, w metaforycznej i literackiej formie – na przykład tutaj – pisząc o LEWICIE.

Niemniej, techniki manipulacji od dawna pozostają podobne i Prawdę (w różnym procencie i zagęszczeniu) łączy się z kłamstwem.

Ewangelie, choć, z tego co wiem, co do życia i faktów z życia Jezusa i innych faktów tam podawanych, są zmyśleniem i wzorują się na różnych innych dawnych historiach, hagiografiach i mitach, to jednak – posiadają tą znaczną część Prawdy Odwiecznej, by mogły oddziaływać duchowo i przemawiać do człowieka, do ludzi – od wieków.

Ta Prawdziwa część to przede wszystkim przypowieści i parabole ewangeliczne, które mieszczą niedającą się przecenić i zawsze (szczególnie teraz, w obecnych Czasach!) aktualną wiedzę o psychologii człowieka i jego duchowym i moralnym rozwoju.

Jednak manipulacje i zakłamania winne są w znacznej mierze (i symbolicznie) temu, jak przemawiają i dlaczego całe chrześcijaństwo od ponad 1500 lat wygląda jak jedna wielka parodia tego, co zostało naprawdę przekazane, szczególnie w sferze etycznej.

Please follow and like us:
error0

Żal Mateusza Lewity

Wstęp 1

1 Ewangelie to późne dokumenty, z II wieku „naszej ery”.

2 Już nawet nie o to chodzi, że redagowane, tłumaczone,

3 przycinane, zmieniane i manipulowane.

4 Skłamane. Czasem w dobrych intencjach, czasem w złych.

5 Choć lepiej powiedzieć: czasem bez złych intencji.

6 Niby opisują fakty, które działy się.. sto lat wcześniej.

7 W II wieku pisanie różnych hagiografii

8 było rodzajem popularnej konwencji.

9 Reputacja Józefa Flawiusza, głównego świadczącego

10 o historycznym Jezusie,

11 jako historyka, jest fatalna.

12 Z terenu Izraela i Syrii nie mamy innych dokładniejszych źródeł.

13 Banalna prowincja,

14 co to kogo interesowało, Swetoniusza?

15 Józef Flawiusz taki mądry był, taki bystry, że już w wieku 14 lat (!),

16 nadstawcie uszu,

17 dyskutował w Świątyni z Uczonymi w Piśmie.

18 Tak zaświadcza w swojej autobiografii.

19 Cudnie, nieprawdaż?

20 Albrecht Dürer to ładnie namalował.

21

22 Malarze znani są z tego, że pięknie malują rzeczy, które nie istnieją.

23 A może nigdy nie istniały?

24 Malarze znani są z tego, że czasem malują rzeczy, które nie istnieją.

25 Tylko się zdawały.

26 A może dopiero mają zaistnieć?

27 Artyści są znani z tego, że marzą. Znani są z wyobraźni.

28 Ale, oprócz rąk umysłu, używają serca, więc może coś widzą lepiej?

29 Bez czczej fantazji, na ostrzu jaźni, w źrenicy.

30

cyt. Franiszek z Asyżu, grafika William Blake, dot. fot. i kolaż Marat Dakunin

31 Chrystus był jeszcze mądrzejszy niż Józef Flawiusz.

32 Z ewangelii wiemy, że dyskutował w Świątyni z Uczonymi w Piśmie

33 w wieku lat 12 (!!).

34 Śpiewnie. ..

35 Ekhm.. ***

36 Flawiusze..

37 Pierwszy z nich, Wespazjan był dobrym cesarzem.

38 Niskiego pochodzenia ród sięgnął pryncypatu. Parweniusze..

39 Wespazjan za młodu trudnił się handlem mułami,

40 co byłoby nie do pomyślenia dla patrycjusza

41(co wzbudza do niego we mnie sympatię).

42 Plebejusze objęli Cesarstwo.

43 Koniolub Grubas pisał, że Imperium wcale się nie rozpadło.

44 Tytus za młodu fałszował dokumenty państwowe.

45 Niezbyt to dobry prognostyk, jak dla przyszłego władcy.

46 Tytus spalił Żydom świątynię. Zły ten Tytus

47 Ekhm.

48 JHWH . ***

49 Ale Domicjan to był już psychopata.

50 Zabijał rylcem pszczoły.

51 Brata Tytusa może otruł może nie, nie moje czasy.

52 Niemniej sprawa rogata.

53 Jak widać coś się tutaj psuje z biegiem czasu.

54 I Hezjod zaświadcza także: Złoty Wiek,

55 Później Srebrny, Brązowy czy Miedziany

56 I najgorszy Żelazny.

57 Coś tu cyklicznie kuka. Jakaś Buka. ***

58 I wtedy Bóg rzekł: 59 Kłamcy i manipulanci.

60 Zafałszowali, zepsuli.

61 A ludzie dali się zwieść.

62 Zostali zwiedzeni.

63 Trzeba to jakoś naprawić.

64 Zrobimy im dowcip.

65 I nawet te fakty, niektóre, które zmyślili, nakłamali

66 i nazwali ewangelią – uczynimy przepowiednią. . .

67 Żeby oddzielić ziarno od plew.

68 Na polach i w winnicach pana pracy dużo,

69 a robotników niewielu.

70 Smutek mnie jakowyś ogarnia,

71 Nostalgia. Mam zmienne nastroje.

72 Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

73 Ale nie jest jakoś strasznie trudno.

74 Tylko Żal aż ściska gardło.

75

Pewna czarownica z Poznania mi to wysłała i twierdzi, że to Ya.
76

77

15 lipca 2016 AD, przed 6 rano, okno 2 pokoju

1977-

Please follow and like us:
error0