NCnNC – odc. 18 (+ Mały Satanista)

Misją Jezusa było przywrócenie, wzmocnienie, ukazanie tej drogi i praktyczne jej nauczanie, a także, ubocznie, ustanowienie pewnej kultury intelektualnej, na pewien określony okres historii i rozwoju ludzkiej cywilizacji.

Na temat tego okresu czasu Jezus zapytywał samego siebie, czy przy jego końcu: „będzie jeszcze można odnaleźć na Ziemi prawdziwą wiarę”?

Czy gdy przyjdzie (powtórnie) Syn Człowieczy -odnajdzie jeszcze wiarę na Ziemi? [Ewangelia Łukasza 18,1]
Takie słowa wypowiedziane przez Chrystusa świadczą, że wątpił on, czy wiara przetrwa.

Tutaj, choć głowa dalej słabo pracuję, napiszę kilka słów ode mnie. Pisałem już o tym zresztą nie raz. Chodzi o wiarę.
Wiara, można powiedzieć, to dwuznaczna sprawa.
Bardzo często przynosi (przynosiła w historii) więcej szkody, niż pożytku. Gdy wiara wyłącza myślenie – to bardzo źle!
Gdy wiara jednak dodaje nam sił i motywacji, by zgodnie z tym, co przemyśleliśmy i zgodnie z obiektywnym poznaniem świata, ludzi i stanu rzeczy – czynić – to wtedy, mogę powiedzieć, dobra to wiara!

Gdy filmowy “Chrystus” Stalker w filmie Tarkowskiego, pod sam koniec filmu, narzeka na tych towarzyszy, których oprowadzał po Zonie, narzeka: “Oni w NIC nie wierzą!”, płaczliwie to mówi, żona uspokaja go i kładzie do łóżka.

plakat do filmu

Jest w Stalkerze kilka scen i kilka wypowiadanych przez aktorów tekstów, które warte są przypomnienia i komentarza.. Zaplanowałem sobie omówienie ich (choćby: muzyki, która tajemniczo oddziałuje na ludzkie uczucia, postaci Samego Stalkera, tego, co to znaczy, że tam “spełniało się to najbardziej sekretne ludzkie życzenie”, wiersza napisanego przez tego, który został nagle obrzydliwie bogaty, zakończenia, (skargi) żony, motywu córki ..) w jednym z pierwszych odcinków moich klipów, warsztatów, prezentacji wideo, w formie wizualnej, może na YouTube, bo na Vimeo to przecież poza samymi twórcami, to kto zagląda?
No ale kiedy ja to zrobię? Ciągle to przesuwam, wszystko ciągle się przesuwa, tak nie może być, trzeba wszystko, co zaczęte pokończyć i to jeszcze – koniecznie – przed końcem roku!

łóżko Stalkera i jego żony, w łóżku córka
Stalker nie zawsze sypia w łóżku

No więc – wiara się przydaje, ale wiedza jest lepsza. I prawdziwa wiedza się nie wyradza – tak niebezpiecznie jak wiara, że może owocować zbrodnią.
A jak wiadomo – liczą się owoce!

..

Tak więc Jezus miał połączyć to, co ludzkie z tym co boskie, w nim samym, i w ten sposób, już w makroskali, przywrócić łączność pomiędzy niebem a ziemią, dla wszystkich ludzi. Musiał zmierzyć się z wszelkimi trudnościami związanymi z wewnętrzną ewolucją człowieka w nim samym, tak by człowiek mógł nawiązać kontakt
i stać się podmiotem także tego, co boskie. Musiał przejść przez wszystkie stadia tej ewolucji w sobie samym, poprzez próby i błędy, zanim stał się doskonały;
o niekończących się wewnętrznych próbach, zwodzeniach i pokusach z tym związanych, mamy tylko kilka, fragmentarycznych wyobrażeń, ledwo mgnień.

[Nie pisałem ja o moich pokusach, zwodzeniach i próbach, tutaj? Ni mgnienia nie dałem? No to dam! Tak właśnie pomyślałem, że to przecież świetnie się .. ogląda, czyta, to się świetnie sprzedaje, oglądanie, czytanie o cudzych perypetiach? – prawda?
Ale tylko wtedy, gdy nie jest to zwierzanie się z cierpień, gdy nie jest to narzekanie. Bo po to co komu?
O tego rodzaju rzeczach należy pisać dowcipnie i pouczająco! To jeżeli tak – to tylko wtedy gdy na formę odpowiednio mądrą i odpowiednio dowcipną wpadnę – to wtedy zamieszczę. Może nawet będzie to więcej niż jedno mgnienie, jesieni. ]

I wszystko to miało miejsce w długim okresie, o którym mamy tylko pośrednie, znikome wiadomości, niektóre wynikają z końcowej fazy jego nauczania, jak wiemy wszyscy, przerwanego nagle i tragicznie ukrzyżowaniem [jak to jest przedstawione w powszechnie znanych nam ewangeliach – podkreślam: Marat Dakunin. A pisałem już, że co do faktów z życia, w tym ukrzyżowania – to ewangelie są manipulacją, nie ma w nich Prawdy!]

Tylko kilka detali wiemy o wcześniejszym okresie, ponad trzydziestu latach życia Jezusa. Na temat tego okresu Jezus i ewangelie generalnie milczą.

Są różne new-ageowe (czy inne, jak to nazwać, to mniej istotne) przekazy, na temat tego, co w tych latach nieznanych się działo. M.in. jakieś historie, że był w Tybecie, że uczył się w buddyjskim klasztorze itd. (hinduizm bardzo lubi przytulać obcych "bogów" - odwrotnie do "ekskluzywnych" i zazdrosnych religii zachodu; a co do buddyzmu - to w zasadzie jest przecież ateizmem, więc też może przytulić "obcego" - trochę inaczej..). 
Wszystkie takie historie - nagle odnalezione czy nam w przestrzeni nowych publikacji (5 Ewangelia itd. ?) papierowych czy internetowych, podane, nic wspólnego z faktami i Prawdą nie mają. Tak twierdzi źródło Kasjopejańskie.
I ja mu wierzę..
(Zabawnie to wierzę tutaj zabrzmiało, w kontekście powyższych wynurzeń na temat wiary, prawda? No cóż, nie można wiedzieć i zweryfikować wszystkiego, nie można wszystkiego w szczegółach poznać tak, by mieć czysto rozumowe przekonanie. Ale wiara - taka jak ta tutaj, moja, powinna mieć jednak inne podstawy niż jakieś "przeczucie" czy "zaufanie autorytetowi" (który daną sprawę poddaje do wierzenia - często nie dopuszczając sprzeciwu, często nie przewidując możliwości zadania jakichś pytań, a jeśli to tylko pytań potwierdzających, wygodnych dla już ogłosznej treści "do wierzenia", czyli pytań tendencyjnych, bo zawierających w sobie czy narzucających pewną istotną treść odpowiedzi). Wiara - podobnie jak indukcja (wnioskowanie od szczegółu do ogółu), by być dopuszczalną (bardziej), zyskać jakąś prawomocność, powinna być oparta na różnych dodatkowych przesłankach. Na przykład na koherencji - mam na myśli to, że co prawda, nie mamy bezpośredniego dowodu na coś, ale za tym, że to coś ma się tak, a nie inaczej, przemawia wiele innych faktów i rzeczy, które już bardziej mamy udowodnione, po prostu się z nimi "klei", do ogółu pasuje - a nie jest z tym wszystkim, co już zebraliśmy i wiemy na bardziej udokumentowanej podstawie, sprzeczne.
[Nie wiem czy dobrze robię, pozwalając sobie tutaj na szersze "od siebie" uwagi - bo cały czas bardzo jestem rozkojarzony i bardzo ogłupiały].


Nie wiemy gdzie mógł pobierać nauki podczas całego tego okresu ani od kogo mógł otrzymać wskazania dotyczące swojej misji i wypełnienia finalnego dramatu, w którym musiał odegrać główną rolę. Zapowiedź tego wszystkiego została ogłoszona przez Jana Chrzciciela, który jednak nie znał wcześniej Chrystusa, a także można ją odnaleźć w licznych symbolicznych wydarzeniach, opisanych w ewangeliach, jak choćby przy okazji przemiany wody w wino, poprzez słowa, które Jezus skierował do swojej matki: „Mój czas jeszcze nie nadszedł” (Jezus zwrócił się wtedy do Marii – „kobieto”, a nie „matko”).

Jednak i tak, niektórzy religijni ludzie, wyobrażają sobie, że Nauczyciel został ukrzyżowany z powodu Piłata (i / lub Żydów) – tak po prostu, niejako koleją pewnego przypadku.

Takie stanowisko jest oczywiście absurdalne. Jezus musiał odegrać zaplanowaną rolę, która została mu wcześniej przypisana. Zostało to zaplanowane, zaaranżowane.

Widać to jeszcze lepiej na przykładzie roli, którą musiał odegrać Judasz. Nie tylko misja Chrystusa została wcześniej dokładnie przygotowana. Także przecież apostołowie nie byli po prostu przypadkowo dobranymi ludźmi – nie zostali wybrani przypadkowo, ale też nie narodzili się i nie wzrastali przypadkiem, to wszystko było częścią zaplanowanej misji.

[Wg mnie powyższe słowa zawierają w sobie zarówna Prawdę jak i nieprawdę. Co – jest czym i dlaczego, to powinno wynikać ze wszystkiego, co tutaj piszę. Ale jeszcze o tym konkretniej napiszę (napisałem, też, ale nie wskazałem tam tego). Tak to jest bowiem, że pewne rzeczy – choć od początku są widome, kojarzy się i WIDZI – stają się później dopiero WIADOME – (widzi, że oznaczają TO COŚ – i rozumie to) dopiero PO FAKCIE – gdy coś się stanie już tak widome, że nierzadko: spada na głowę!
I o tym też napiszę! – bo to bardzo ważne i pouczające!]

jest to fragment nieba, jak to u mnie standardowo..

Teraz: w najwcześniejszych nawiązaniach do okresu dojrzewania Chrystusa, jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości i postawie (rozwadze moralnej)”.
Jezus rozwijał się etapami.

U Łukasza jest powiedziane „Dziecię wzrastało i przepełniało..w łasce” (Łukasz, 2, 52).
Łukasz, który nigdy nie widział i nie poznał Jezusa, także odnotowuje jego pierwsze słowa, gdy został znaleziony w Świątyni w wieku lat dwunastu przez jego ojca i matkę, po poszukiwaniach trwających 3 dni
[te 3 dni, naśladujące 3 dni związane ze Zmartwychwstaniem, także tutaj wyrażają pewną całość, kompletność etapów, w tym wypadku etapu dojrzewania].

Jego matka miała powiedzieć: „Synu, dlaczego nas tak traktujesz? Czy wiesz, że z ojcem poszukiwaliśmy cię zatroskani?”.
Na co Jezusa miał odpowiedzieć: „Czyż nie wiedzieliście, że jestem w domu mego Ojca”?
Odnotujemy, że uwidacznia się tutaj różnica między „ojcem na ziemi” a
„Ojcem w Niebie” – to jest różnica pomiędzy pierwszymi, ziemskimi narodzinami
i wyższymi, Drugimi Narodzinami, które to są, jak powiedzieliśmy, centralnym przedmiotem nauczania Chrystusa.

Nawet w wieku 12 lat, ci, którzy słuchali go w Świątyni byli zdumieni jego rozumieniem spraw bożych (Pisma, Tory) i mądrością odpowiedzi.

I tutaj napiszmy coś, co warto wiedzieć: w swojej autobiografii, Józef Flawiusz, historyk żydowski utrzymywany suto przez Flawiuszy, tak – ten – jeden z tak bardzo nielicznych historyków starożytnych, którzy wspominają w ogóle o kimś takim jak Jezus Chrystus (pozostali to: Swetoniusz, Tacyt.. i ..) i cokolwiek na temat wydarzeń odnotowanych w ewangeliach, pisze, że on sam to (Józef, Flawiusz – nazwany tak od swych mecenasów
i sponsorów) – tak bystry był, że mając 14 lat – biegle rozprawiał z uczonymi w piśmie.
Co nam to mówi? Czyżby to przypadek, koincydencja?

Maurice Nicoll kończy ten ustęp:
Tak więc, idea, że Jezus wzrastał, rozwijał się wewnętrznie, jest dość wyraźna. I powinno być także dość jasne, że musiał minąć stosunkowo długi okres czasu, by jego rozwój stał się pełny i aby osiągnąć taką doskonałość, nazywaną w ewangeliach chwilą jego wywyższenia.

Tutaj kończę parafrazę tego fragmentu z “New Man” Maurice’a Nicoll’a.

Światło w konarach drzew rysuje czasem obrazki. Co tutaj widzimy? Czy coś związanego z wiarą? Po lewej, kiedyś, wydało mi się, że to Madonna z dzieciątkiem. Po prawej – Chrystus w koronie cierniowej – na kolanach (spętany łańcuchami). Ale też mi się zdało, kiedyś, że ta korona cierniowa to jak ufo trochę wygląda.. A jak inaczej spojrzeć to wcale nie Chrystus ale coś innego – i głowa gdzie indziej. Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie? Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Obrazek można zobaczyć większy, wygodniej, klikając powyżej myszki prawym klawiszem i: otwórz grafikę w nowej karcie (itp., w zależności od przeglądarki internetowej)

Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie?

Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Po namyśle postanowiłem tego wpisu tak nie kończyć, ale dodać jeszcze – obrazki – oraz kilka zdań wyjaśnień (choć ryzykuję, bo w nie najlepszej jestem dalej formie intelektualnej).

ten obrazek dodaję dla siebie, dla chwili jasności umysłu

No więc, cały przekaz ewangeliczny, a co za tym idzie, całe dzieło objaśniania przypowieści ewangelicznych – jednak jest – jak widać, nieodłącznie w kontekście ewangelicznych kolei życia, w tym tzw. ukrzyżowania. Ukrzyżowania miały miejsce: była to stosowana wtedy przedśmiertna tortura. Narzędzie egzekucji: tortury kończące się śmiercią. Natomiast jeśli chodzi o “ukrzyżowanie Syna Bożego” i jego eschatologiczny, teologiczny, filozoficzny sens – to muszę jasno napisać, że taki sens nie istnieje. Przedstawianie tak wydarzeń to kłamstwo. Bardzo szkodliwe, psychologicznie, na różnych poziomach, bardzo złe owoce dające, co widzimy z historii.
Sens to ma – ta cała historia – ale raczej taki, jaki w erystyce mają najbardziej odwracające kota ogonem (sofistyczne – ktoś by powiedział) argumenty!
(erystyka różni się od dialektyki tym, że w erystyce dozwolone są wszelkie metody by wygrać spór – nie chodzi bowiem o Prawdę – ale o zwycięstwo w sporze).
Inaczej: jest to dzieło przewrotnej inteligencji stworzone i podane – do wierzenia, bo jak się szerzej w obszarze “wiedzy” rozejrzeć to nijak przemawiających za tym argumentów czy dowodów historycznych nie można znaleźć, a jeśli już – to sprokurowane lub sfałszowane! I inteligencja tego pomysłu jest doprawdy diabelsko celna!

Niniejsza fotografia jest podkolorowana przeze mnie. To jest jeden wyjątek – i go zaznaczam. Żadnych kształtów na fotografiach tutaj prezentowanych nigdy nie zmieniam, nic nie dodaję, nie wymazuję, nie poprawiam. Tutaj także żadne kształty, formy, tworzone przez chmury – nie zostały zmienione! Zastosowałem tylko filtr gradacyjny, który częściowo podkolorował miejscowo (na czerwono itd.). Może to zresztą niedobrze, że podkolorowałem. Następnym razem dostarczę oryginał i może omówię dodatkowo.

Jak tutaj wyżej stwierdza mocnymi słowy Maurice Nicoll – Jezus musiał przejść cały proces doskonalenia.
Skoro “nawet On”, to oczywiście i każdy z nas. Był w moim życiu taki okres, w którym – tak mi się wydawało wtedy, intelektualnie dla mnie satysfakcjonująco wypracowałem sobie odpowiednie sensy teologiczne i filozoficzne – dotyczące ofiary “Syna Boga” – ukrzyżowania. W dużej mierze na zasadzie “absolutnego stania się człowiekiem do końca – w sensie także największego cierpienia, właściwego dla człowieka” oraz rodzaju “rozgrzeszenia / pokuty Boga (Boga Ojca)”.
Jest dla mnie – nadal – kwestią wielkiego zadziwienia – że można na poważnie porządkować sobie myślowo pewne “fakty”, które się zasłyszało – od dzieciństwa –
i w które się “jakoś wierzy” – tak, że wydają się intelektualnie zadowalająco uzasadnione.
Jest pewnym paradoksem, że koleje losu (koleje blogowego pisania) spowodowały,
że o tak istotnej kwestii – wypadło mi pisać – w tak kiepskim, auto-diagnostycznie, stanie umysłu. Może jednak tak powinno być? Czy masz szukać uzasadnień dla “nie zrobienia”? – chyba nie byłoby to właściwie.
Ale na tym – wyżej – szczupłym wyjaśnieniu – pozostanę.

Może tylko dodam jedno, prywatne, intymne, wspomnienie.
Zadziwiające wręcz, jak różne ważkie sprawy z dzieciństwa (z okresu od kiedy się pamięta, ok. 4 lat w moim wypadku) zacierają się nam w pamięci. Gdy jakoś sobie o tych kwestiach przypomnimy – okazuje się, że (!) odpowiadają one na nasze obecne, dorosłe (bardziej dojrzałe, czy może lepiej: zadane przez bardziej doświadczone socjalizowane – choć ja jestem coś jakby pustelnikiem od ok. 8 lat – “ja”) pytania, zwykle poprawnie. Podsuwają nam właściwe rozwiązania. W moim wypadku, mogę powiedzieć: zgadzają się, harmonizują, z tym – co spotykam, jako daną informację – będąc już “dorosły”.

symbol całodobowej apteki

No więc, byłem ostatnio z Mamą na pięknej wycieczce (udało mi się ją zaplanować i zorganizować tak, że chyba mama rzeczywiście ma teraz dobre wspomnienia). Był czas na kilka rozmów, tak jak dorośli rozmawiają między sobą. Bardzo rzadko, czasem do końca życia, jest okazja, by dzieci mogły w ten sposób porozmawiać ze swoimi rodzicami. I tym razem, pośród różnych tematów i wspomnień (niektóre dotyczyły młodości mamy i okresu “przed poznaniem Taty” – taka tematyka chyba jest szczególnie rzadka w rozmowach między rodzicielami a potomkami) mama przypomniała mi, jaki byłem nieznośny, niewychowany, w okresie gdy pierwszy raz miałem chodzić na zajęcia z religii.
Był to okres ok. 6 roku życia. 7 lat – to już pierwsza klasa szkoły podstawowej i przygotowanie do I Komunii Świętej.
Pamiętam salkę przy plebanii (parafia św. Mateusza), do której dzieci chodziły na religię – szkoła była nieopodal (nie chodziłem do przedszkola, ale do “Zerówki” już chodziłem).
Mama opowiedziała mi jak bardzo narzekała na mnie babcia, mówiąc rodzicom, Mamie, jaki jestem “nieznośny” i “niewychowany” – gdy chciała mnie zaprowadzić na lekcję religii. Ponoć przy tej okazji opowiadałem jakieś koszmarne głupoty, od których włos się jeżył Babci na głowie, a oczy przygodnych ludzi to słyszących (sióstr zakonnych, księdza, czy innych rodziców odprowadzających dzieci do salki katechetycznej) stawały w słup. Coś że “to kłamstwo”, “ksionc kłamie!”, że “pluję na krzyż, wcale nie święty!’ i tym podobne.
I skąd coś takiego w 6-latku. Poddanym przecież wychowaniu. Babcię ogarnęła – przy kilku takich występach – taka zgroza, że od tej pory, Mama, choć rano miała obowiązkowy dojazd do pracy (zootechnicznego zakładu doświadczalnego) długi i bardzo uciążliwy, to jednak musiała mnie odstawiać na te lekcje religii. Babcia tego – absolutnie przeżywać nie chciała.

Mama (daleko w tle) na Pilsku – krzyże na górze Pilsko nieopodal Korbielowa, rok 2017
tutaj można zobaczyć większe i powiększać sobie lupką https://www.flickr.com/photos/maratphdakunin/37382563476/
niebo i chmury
Jerozolima 2019, Droga Krzyżowa w Jerozolimie: za odpowiednią opłatę pielgrzymi mogą dostać (z jakiegoś biznesu który takie krzyże trzyma i wypożycza) duży krzyż do poniesienia – ale jeden, więc wszyscy chcą nieść – i tak idzie się lżej…hm…
Jerozolima, styczeń 2019 – ten pan jednak dostał swój osobisty krzyż, widać musiał swoje zabulić..

W “Alfa Omega” (film fabularny z akcją surrealistyczno – symboliczną, reż. Marat Dakunin, Polska 2007) też jest nawiązanie (i teraz zdaję sobie sprawę, że to była raczej, w sferze “zaakceptowanego stanu rzeczy” – prekognicja. Choć zależy w którą stronę patrzeć, bo jeśli w stronę dziecięcą – to raczej – późnawa reperkusja..).

Natomiast w prawie arcydziele filmowym Alejandro Jodorowsky’ego “Święta Góra” (1973 r.) jest cały symboliczny, błyskotliwie prowadzony i takoż zilustrowany scenograficznie, wątek..

kadry z filmu “Święta Góra” (Holly Mountain) w reż. Alejandro Jodorowsky’ego.

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 16 – Czy ewangelie to Prawda?

Zamieszczam okładkę, pierwszą stronę wstępu i pierwszą stronę rozdziału biografii ucznia Gurdżijewa, Maurice’a Nicoll’a (aut. Samuel Copley)

Maurice Nicoll miał specjalny szacunek do ewangelii i włożył wielki wkład w ukazanie ich prawdziwego, wewnętrznego, ezoteryczno – psychologicznego znaczenia.

Chciałbym tutaj podkreślić jeszcze raz, że nie zajmuję się wiarą, nie zajmuję się religią, kontynuując tutaj cykl “Nowy Człowiek na Nowe Czasy” prezentuję parafrazę dzieła Maurice’a Nicoll’a “Nowy Człowiek”, z moim, często obfitym, komentarzem.

Mój komentarz oraz pewne dopowiedzenia (unikam natomiast oczywistych zmian, które wykrzywiłyby lub przekłamały tekst oryginału) mają na celu odciążyć prezentowane treści ze znaczeń religijnych i odwołań do dogmatów czy też faktów (choćby z życia Jezusa), które przyjęło się przez wiele wieków uważać za Prawdziwe.

Choć może powinienem doprecyzować, bo słowo “odciążyć” w odniesieniu do oryginalnego opracowania Nicoll’a jest niesprawiedliwe. Nie o to chodzi, że jego rozumieniu i jego wyjaśnieniom psychologii i znaczeń ewangelicznych można coś zarzucić, chodzi o to, że – czytelnik może naturalnie iść w kierunku swoich dogmatycznych i faktograficznych skojarzeń. Jest też jeszcze jedna kwestia: Nicoll mianowicie – gdy pisał to co pisał, nie dysponował jednak pewną wiedzą, opartą na nowszych badaniach naukowych i innych, dotyczącą historiografii biblijnej ale i dotyczącą innych, zweryfikowanych pozytywnie przekazów. Gdyby dysponował, zapewne wtedy sam, pewne kwestie odpowiednio by zaakcentował.
Ponieważ jest – jak jest – staram się czynić to ja – w parafrazie – a czynię to tylko i wyłącznie ze względu na Prawdę i Dobro Czytelnika.
Brzmi to bardzo zagadkowo, za co przepraszam, ale temat jest bardzo poważny

i jednak obszerny – podjęty zostanie w przyszłości, gdy przyjdzie na to pora i miejsce.

Wg mojej wiedzy – prawdziwe one nie są, a całe ewangelie są kompilacją,
i to kompilacją nie tylko ze złą wolą modyfikowaną i redagowaną, ale nawet ze złą wolą, manipulacyjną, stworzoną.
Pisałem o tym tutaj na tym blogu, niekiedy jednak nie wprost, w metaforycznej i literackiej formie – na przykład tutaj – pisząc o LEWICIE.

Niemniej, techniki manipulacji od dawna pozostają podobne i Prawdę (w różnym procencie i zagęszczeniu) łączy się z kłamstwem.

Ewangelie, choć, z tego co wiem, co do życia i faktów z życia Jezusa i innych faktów tam podawanych, są zmyśleniem i wzorują się na różnych innych dawnych historiach, hagiografiach i mitach, to jednak – posiadają tą znaczną część Prawdy Odwiecznej, by mogły oddziaływać duchowo i przemawiać do człowieka, do ludzi – od wieków.

Ta Prawdziwa część to przede wszystkim przypowieści i parabole ewangeliczne, które mieszczą niedającą się przecenić i zawsze (szczególnie teraz, w obecnych Czasach!) aktualną wiedzę o psychologii człowieka i jego duchowym i moralnym rozwoju.

Jednak manipulacje i zakłamania winne są w znacznej mierze (i symbolicznie) temu, jak przemawiają i dlaczego całe chrześcijaństwo od ponad 1500 lat wygląda jak jedna wielka parodia tego, co zostało naprawdę przekazane, szczególnie w sferze etycznej.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – Odcinek 15

Zaczynamy więc następną część – po wstępie – “Nowego Człowieka”,
psychologicznej interpretacji przypowieści ewangelicznych
(ich ezoterycznego, “wewnętrznego” znaczenia) pióra ucznia
G. Gurdżijewa, Maurica Nicoll’a.

Jest to parafraza – tłumaczenie niedokładne (w pewnym sensie twórcze),
z moim – raz obfitszym, raz bardziej lakonicznym, komentarzem.

Przypomnę też, że Jezus, jaki się tam (i tutaj) pojawia
– szczególnie w moim komentarzu – jest jednym z tych,
na pewno bardzo znaczącym, którzy ten Wyższy Poziom bycia osiągnęli.

)Abstrahuję tutaj w znacznej mierze od wszelkich religii i wierzeń, skupiam się na warstwie psychologicznej i praktycznego doskonalenia człowieka – jego umysłowości (jego Rozumienia – co wielokrotnie podkreśla Nicoll, człowiek jest w istocie tym, czym jest jego rozumienie), jego uczuć (w tym przede wszystkim uczuć moralnych, jego wewnętrznej etyki – która oczywiście najdonioślejsze znaczenie ma wtedy, gdy jest praktyczna, gdy przejawia się na zewnątrz).

Naszym ideałem jest człowiek – monolit, który udoskonalił swoje “Ja”, ograniczył – wyeliminował inne, współgrające w nim “osobowości” (demoniczny legion małych “ja”), czego ukoronowaniem jest osiągnięcie prawdziwego kontaktu ze swoim “Wyższym Ja” – Duszą – osiągnięcie bycia Indywidualnego (Indywidualność jest czymś więcej niż osobowość”).

Naszym ideałem jest też przeciwieństwo hipokryty – człowiek który mi osobiście, co do tej cechy, czy też więcej niż cechy – tego rysu nadającego mu czy spajającego jego Indywidualność – jest i był bliski od dawna (rysu kamiennego, ostrego – o “krystalizacji” jako swoistym udoskonaleniu osobowości pisał często prof. Arkadiusz Jadczyk. Zob. przykładowo piękny wpis blogowy “.. O tym jak znaleźć prawdziwą miłość Duszy)

Taki oto wstęp do tej dalszej części właśnie (2:03 w nocy, 12 września AD 2019) udało mi się zaimprowizować.. i na teraz, wydaje mi się, że oddaje on satysfakcjonująco to, co myślę w tym temacie.

I myślę, że tym razem – na tym wstępie, pozostanę, dodam jedynie do tego, krótkiego w treści odcinka – kilka elementów wizualnych.
Choćby – takiego oto – Jezusa..

Plakat do filmu “Stalker” Andreja Tarkowskiego
jw.
jw.
jw.

i

jw.

Please follow and like us:
error0

NCnNC – cz. 14

Człowiek, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt w wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

To być może jest także ukazane w piątym rozdziale Ewangelii Marka, o człowieku opętanym przed ducha nieczystego, który na stałe mieszkał w grobach, o którym powiedziane jest, że zawsze „ranił się o skały”.
Skały – a więc branie wyższej Prawdy w jej dosłownym znaczeniu, na niższym poziomie – raniło go i czyniło nieczystym.
I od kiedy Jezusa można uznać za reprezentację, powiedzmy – obecnie, wyższego rozumienia takiej dosłownej Prawdy, człowiek ten płacząc zwrócił się do niego: „Czegóż ode mnie chcesz”, a Jezus wezwał duchy nieczyste do wyjścia z tego człowieka. Ten człowiek oznacza to, co dany człowiek jest w stanie zrozumieć – człowiek bowiem, jak już zaznaczyliśmy, jest w zasadzie tym – czym jest jego rozumienie, jakie jest jego rozumienie.
Ale to tylko przelotny rzut okiem na ten cud – tę przypowieść.

Mowa tutaj o winnicach, skałach, wodzie, winie, dawnych czasach, ale tak naprawdę mowa o tym, co jest jak najbardziej teraźniejsze i aktualne – i o tym, co się dzieje w nas psychologicznie i w okół nas – teraz i zawsze; Jerozolima, uliczka handlowa – styczeń 2019 rok (AD) – Jerusalem

[Pamiętajmy, że dopóki człowiek nie wykształci w sobie odpowiednio silnej indywidualności, ma wielorakie osobowości – legion, które walczą w nim
i zwodzą go.]

Odnosi się do określonego stanu w jakim może znajdować się człowiek, w kontekście nauczania o wyższej prawdzie. Sednem jest tutaj to, że biorąc wyższe, psychiczne prawdy literalnie człowiek może się poranić (i oczywiście jeszcze bardziej – ranić innych), staje się nieczysty.
Jego nieczystość została z niego wyrzucona i weszła w świnie, być może będziemy mogli zrozumieć więcej z pojawiających się tutaj znaczeń.

Jerozolima, 2019 AD – Jerusalem

Jezus zawsze uosabia prawdę nie literalną i nie li rytualną, głębsze zrozumienie Prawdy. Żydzi w opowieściach ewangelicznych niekoniecznie aktualnych (ówczesnych) realnych ludzi, członków narodu, ale określony poziom zrozumienia, w którym dominuje interpretowanie wszystkiego co należy do wyższego porządku wprost, dosłownie i literalnie. Każdy kto nie potrafi za słowami dostrzec znacznie psychologicznego, jest takim Żydem.
Tak więc, mówi się niekiedy, że „Żydzi ukamieniowali Chrystusa”.

Gdy Chrystus rzekł, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” , Żydzi mieli zamiar go ukamieniować, ponieważ ich literalnie nastawione umysły poczytało te słowa za bluźnierstwo. Wewnętrzne znaczenie jest takie, że ludzie rozumujący na poziomie dosłownego, rytualistycznego, zewnętrznego znaczenia „obrzucili”, ciskali te właśnie dosłowności niczym kamienie w tych, których rozumienie znajdowało się na wyższym poziomie.
Człowiek zawsze może ukamieniować innego człowieka narzucającym mu się znaczeniem bez zatrzymania się i przyzwolenia na refleksję czy odczucie na temat tego, co ktoś rzeczywiście miał na myśli.

obrazy, handel artystyczny, Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Odnieśmy się na chwilę do słowa i pojęcia wina, także używanego jako obrazujące Prawdę.  Głębiej zastanowimy się nad znaczeniem Prawdy ezoterycznej, gdy osiąga ona etap, wyższy stopień, na którym nazywana jest winem, w późniejszym czasie.
W tej chwili musimy rozeznawać, że skała (kamień) jest literalnym, dosłownym poziomem Prawdy ezoterycznej, woda odnosi się do kolejnego poziomu rozumienia tej samej Prawdy, wino zaś do najwyższego możliwego rozumienia.
W cudzie odnotowanym w drugim rozdziale Ewangelii Jana, Chrystus przemienia wodę w wino. Przy tej okazji wzmiankuje się, że polecił on sługom napełnić kamienne stągwie, kamienne zbiorniki – wodą i wtedy przemienił wodę w wino. Na przykładzie tego obrazu ukazane są trzy etapy, trzy stopnie, jaki przybierać może ludzki stosunek do Prawdy a oznacza to nic innego jak trzy rodzaje rozumienia Prawdy ezoterycznej.

Idea wina wiedzie naturalnie do idei winnic, które wino produkują. Zanim przejdziemy dalej w badaniu odwiecznego języka przypowieści, musimy przyjrzeć się znaczeniu tych winnic i spróbować odnaleźć wskazówki dotyczące ich prawdziwego znaczenia. Prawda, której cały czas próbujemy tutaj dotknąć nie jest, jak już wiemy, prawdą zwyczajną, powszednią. Jest ona jednak na ziemi zasiana. Także Chrystus nauczał tego rodzaju prawdy, w Kazaniu na Górze mówił nader otwarcie o pewnych jej aspektach, lecz głębsze znaczenia zostały ukryte i przekazane w formie przypowieści.

Powtórzmy, że człowiek nie może wymyśleć tego rodzaju prawdy – sam z siebie. Wskazaliśmy, że podobny temu, skazany na niepowodzenie wysiłek, opisany jest symbolicznie w historii budowy Wieży Babel.
Wyższa Prawda, która oznacza po prostu prawdę, która wiedzie do wyższego poziomu człowieczej auto-ewolucji, nie wrasta w normalnym życiu, lecz pochodzi od tych, którzy już osiągnęli ten wyższy poziom.

[Tutaj jeszcze raz przypomnę, że Wyższa Prawda może trafić i zostać właściwie zrozumiana tylko przez tych, którzy już jej elementy przeczuwają. Warto dodać, że przede wszystkim ( czy też może bardziej zwracać na to warto uwagę) – sercem (uczuciem) – nie tyle umysłem, intelektem.]

Ten wyższy poziom osiągnęło wielu. Niektórzy z nich, niewielu, są odnotowani w annałach zwyczajnej historii. My tutaj, ograniczmy się do Chrystusa (pisze Maurice Nicoll).
Oczywiście, być może takie – historyczne – i na pół legendarne postacie jak Budda, Lao-Tse, Sokrates..

Memy, znane postacie, plakaty, postery, rozrywka, fabryka marzeń; Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Chrystus wypowiedział wiele słów dotyczących ustanowienia tej nowej Prawdy na Ziemi i niekiedy używał obrazu „winnic”. Szkoła, ośrodek nauczania, bazujący na prawdzie tego rodzaju, jest określany przez niego właśnie winnicą, a celem tej winnicy jest przyniesienie, wydanie owocu. Jeśli nie obrodzi owocami, zostanie wycięta.
Chrystus także o sobie mówił jako o winie (krzewie winnym)

Ja jestem krzewem winnym , wy – latoroślami . Kto trwa we Mnie , a Ja w nim , ten przynosi owoc obfity , ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić . Ten , kto we Mnie nie trwa , zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie . I zbiera się ją , i wrzuca do ognia , i płonie . Jeżeli we Mnie trwać będziecie , a słowa moje w was , poproście , o cokolwiek chcecie , a to wam się spełni . Ojciec mój przez to dozna chwały , że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami . Jak Mnie umiłował Ojciec , tak i Ja was umiłowałem . Wytrwajcie w miłości mojej ! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania , będziecie trwać w miłości mojej , tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości . To wam powiedziałem , aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (Jan, XV, 5-11)

Chrystus przytacza taką oto przypowieść związaną z winnicą:

I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.  Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”». (Łukasz, XIII, 6-9)

Z tego punktu widzenia człowiek przedstawiony jest jako zdolny do specjalnego wzrostu, rozwoju wewnętrznego, i winnice zostały urządzone aby uczynić tej rozwój możliwym i go wspierać. Oczywiście nie są to dosłownie winnice. Są to szkoły, miejsca
i osoby, związane z nauczaniem Wyższej Prawdy.

Czego uczą? Po pierwsze przekazują wiedzę, która, jeśli jest odpowiednio praktykowana, prowadzi do człowieka na wyższy poziom rozwoju, który jest nieodłącznie, ale jedynie potencjalnie, mu właściwy.

To czego nauczają człowieka, to to, że jest Indywidualnością, to znaczy – niepowtarzalną osobą.

Jako taki może osiągnąć wyższy poziom rozwoju mu przynależny, wyższy „stopień” samego siebie, i jest to najważniejsze i najbardziej znaczące jego zadanie życiowe, tylko taki rozwój może odpowiedzieć na jego najgłębsze pragnienia.

Rozpoczyna się od nauczania tej Prawdy i wiedzy dotyczącej i mieszczącej się w tej specjalnej prawdzie, ale prowadzi to do czegoś innego. Droga nauki i rozwoju prowadzi od Prawdy do pewnego definitywnego, stałego stanu, gdy człowiek nie działa już wyłącznie na podstawie prawdy, która zaprowadziła go na ten wyższy poziom rozwoju, ale działa naturalnie z tego poziomu, z udoskonalonego samego siebie.
Czasami nazywa się to Dobrem.
Wszelka Prawda musi w konsekwencji prowadzić do jakiegoś Dobra.
Do jakiegoś dobrostanu i dobrego w istocie działania, jako swojego głównego celu.
[Prawda, która finalnie nie przemienia się w Dobro jest bezużyteczna].

Taka jest główna idea należąca do pojęcia „winnic”. Wtedy zaczyna się produkować wino. Człowiek zaczyna działać z mocy samego Dobra, nie tylko posiłkując się czy kierując Prawdą, którą poznał i wtedy staje się Nowym Człowiekiem.

*

Tymi słowami kończy się wstęp do “Nowego Człowieka”.
Następnie przejdziemy do zagadnień bardziej szczegółówych,
poza tym – tego, czym trzeba się zająć – narasta.
Dodam tutaj jakieś ilustracje, ale w przeciągu kilku dni być może dopiero.

7 września wieczór – nadchodzi jesień – cofnijmy się teraz do początku tego wpisu, dodam kilka zdjęć.. – nadchodzi inna pora roku i trzeba zmienić sposób pracy, i pracę zefektywizować, bo na razie to nic nie ma..
Działanie w chwili, inspirowane, improwizacja, jest dobre, ale rzadko, albo tylko w pewnych cyklicznie nadchodzących porach (jak choćby pora lwów, w lecie), i takie improwizacje się sprawdzają, ale mają swoje ograniczenia i nie mogą być ciągle używane, jako jedyna forma pracy.. Niestety..,

Na inne okresy, na jesienne szarugi, na zimne mrozy, o wiele lepsza (jeśli nie jedyna) jest samodyscyplina, działanie i praca skrupulatnie wypełniająca założony wcześniej, przemyślany, mądry plan. Czy taki plan jest? No jakiś i jest.. Ale okres lata Lwów jakoś go przyćmił i muszę go sobie przypomnieć – zza blasków słońca lipcowego i sierpniowego muszę go wyciągnąć i zweryfikować, zdmuchnąć nagromadzony kurz letnich paproci i rosę.
Trzeba zmienić sposób tworzenia tego czegoś tutaj pożytecznego i zintensyfikować i to jest trudny moment, jak każdy moment, gdy się coś zmienia czy modyfikuje.. Ale oczywiście, cele pozostają te same.
Wysprzątałem chociaż jesiennie z pomocą ..
Ale.., to chyba już lepiej napisać w nowej notce, chociaż tutaj obiecałem trochę ilustracji – to ilustracje podrzucam, a z pisaniem przenoszę się na nową..

M.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – kontynuacja omówienia psychologicznego i ezoterycznego znaczenia przypowieści w ewangeliach (NCnNC cz. 13)

Pytań i propozycji tematów do poruszenia na razie brak.
Zatem trzeba znów od siebie..

Pisanie inspirowane na bieżąco bywa dobre i płodne (i w sumie tak się głównie toczy od prawie 3 miesięcy), ale ważna też jest (często ważniejsza) praca zaplanowana. No i oczywiście samodyscyplina, której tak nie lubimy i z którą taki mamy problem (ja przynajmniej mam, a jak mam problem to i nie lubię. Lubimy rzeczy bezproblemowe, prawda? No tak.. – ale lubimy też przygody, dreszczyk emocji, prawda? No więc jak to jest? Co w końcu lubimy i co chcemy? Tego tematu tutaj nie pociągnę, ale jest ważny i w skali makro łączy się także z zagadnieniem tego, jak wygląda świat stworzony i co się w nim dzieje, jakie są w nim prawa, zasady i jak się objawiają, a także co się na bieżąco dzieje, gdy się wchodzi ze Stworzeniem w interakcje, różne; choćby zgodnie z pewnymi prawami, a czasami i niezgodnie – są wtedy różne konsekwencje. Badając to, można wnioskować, jak to wszystko działa..

I jakoś wychodzi też na to, że niedoskonałośćwprowadzenie elementu “zła” (z całym obciążeniem tego pojęcia często nie możemy sobie dać rady i wszystko mylimy, dualizujemy, lub nie, relatywizujemy – ale często źle właśnie (sic!) itd..) jest (była) konieczna, by to Wszystko, to Życie – zaistniało i – żyło –
się Działo!

[ale nie znaczy to, że należy to “zło” wybierać, w stworzeniu się poruszając]

To jest temat rzeka, teologiczny i kosmologiczny, filozoficzny, bardzo ważny i trzeba się nim zająć – ale.. No właśnie, trzeba też jednak wypełniać to, co zaplanowane.

Zatem tutaj trzynasty już odcinek rozważań, jakie sygnalizuje tytuł wpisu.
Jaka jest symbolika 13-tki? Potocznie, pechowa. Ale, jak zwykle z symboliką: niejednoznaczna, i zależy do czego się odnosi. Zwykle zaś to widzimy post factum.. choćby – dana zmiana, dany fakt zaistniały (bo czymże jest fakt? Jakąś zmianą w otaczającej rzeczywistości) – na “dobre” był, czy też “na złe”. Bywa też, że nawet po fakcie nie widzimy i nie wiemy dokładnie albo sądzimy mylnie.. Tak to już jest.
Ale..
Wiedza w prawidłowej interpretacji faktów (a czasem nawet ich przewidzeniu, wnioskowaniu ante factum, nie post tylko) nam pomaga, jeśli jest pewna, jeśli jest prawdziwa (czyli zwykle zdobyta z pewnym wysiłkiem, i z wysiłkiem zweryfikowana, bo taka wiedza, jak zasłyszana czy przeczytana na portalu plotka czy nawet “artykuł naukowy” to często więcej może zrobić szkody niż pożytku, w myśl zasady, że

ZŁA WIEDZA JEST GORSZA NIŻ ŻADNA.

Ale dobra wiedza jest dobra (sic!). Dosłownie, bo, jak też stwierdza Maurice Nicoll, uczeń Gurdżijewa, którego dzieło w tym cyklu tutaj przywołanym parafrazuję i komentuję,

“Wszelka wiedza po to tylko jest, by się (..) zamienić w Dobro”.


Warto o tym pamiętać, o tym, że widza dla samej wiedzy, mądrości dla samych mądrości są czcze.


A także, jak ponoć mawia się pomiędzy aniołami – wiedza jest dla człowieka bardzo ważna – bo zwiększa zakres przyznanej mu wolnej woli!

Przejdźmy teraz w końcu do tego 13 – tego odcinka (jak widać, a to co piszę wyżej, piszę na bieżąco, inspirowany chwilą, w otwartym oknie edycji), ociągam się, zapowiadam, gaworzę (no, ale nie bredzę i nie leję wody, tutaj się, mam nadzieję, pilnuję!) bardzo mi się coś nie chce przechodzić z tego, co “się dzieje w momencie” do “zaplanowanego i zdyscyplinowanego” .. Może także dlatego, że nie samiutki sam ja od siebie tylko wtedy mówię i piszę, tylko jakby coś słyszę i wtedy usłyszawszy układam w myśl i piszę…

Ale trzeba..

Przypominam i daję link do pierwszego odcinka NCnNC:

Odcinek 12 (tutaj) skończył się na dziwnej frazie:

„Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ks. Ps. 118,22).

To dziwna fraza. Kim są ci budowniczy? Budowniczowie czegóż to?
Tego świata – z tego świata?
Oczywistym jest, że nauczanie Chrystusa przyszło do świata zbudowanego na przemocy, świata, gdzie prawie każdy wierzył, że przemocą cokolwiek się buduje,
że przemocą można coś ulepszyć. Kiedy Chrystus zostaje nazwany skałą, kamieniem – to znaczy, że fundamentalnie rzecz biorąc, nim jest, że od skały, kamienia – zaczyna.
Ale całe jego nauczanie nastawione jest na transformację, na przemianę skały w wodę, wody zaś w wino.

Żydzi rozumieli wszystko nader dosłownie, jako skałę. Chrystus znaczenia dosłowne pogłębiał o znaczenia psychologiczne. Ukazuje to jeden z „cudów”, które tak naprawdę są cudami psychicznymi – to jest transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie.

W większości “cuda” były i są cudami psychicznymi.
Ukazują transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie. Człowiek zaś, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt z wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

Kolejny wpis jeszcze dziś..

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – cz. 9

Kontynuujemy tam, gdzie zakończyliśmy w części 8.

Tam, gdzie nie ma (dostępu do) Prawdy należącej do tego porządku, stan człowieka niekiedy przyrównywany jest i nazywany jako taki, gdy jest się „spragnionym”.

„Biedny i potrzebujący szukają wody i nie mogą jej odnaleźć, i ich języki usychają z pragnienia” (Izajasz, XLI, 17).

Lub, gdy ludzie podążają za złą, wykrzywioną prawdą niekiedy czynione jest porównanie do picia gorzkiej wody, lub niezdatnej do picia, zatrutej wody.

Zastosujmy teraz to wyobrażenie wody, oznaczającej Prawdę, w odwiecznym języku, do jednego z powiedzeń Chrystusa, i odnajdźmy jakie jest jego psychologiczne znaczenie, w odróżnieniu od dosłownego.

Chrystus powiedział: „ Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (Mateusz, 10; 42).

Tutaj osoba myśląca w duchu dosłowności może sądzić, że wszystko, co jest potrzebne, to podać kubek zimnej wody dziecku. Lecz jeśli woda oznacza Prawdę, to fraza ta odnosi się do przekazywania wiedzy, słów prawdy, każdemu, bez znaczenia na pozycję czy status.

A „ci mali” tutaj nie oznaczają dzieci (w Grece), lecz osobę „małą” w swoim rozumieniu, nie mającą głębszej, prawdziwej wiedzy.
Odnotujmy też, że aby otrzymać Prawdę, umysł musi być jak kubek, który jest zdolny pomieścić to, co ma zostać wlane. Tak więc, człowiek musi być gotów i chętny do przyjęcia nauczania, by jego umysł był jak kubek na wodę.

Maurice Nicoll podsumowuje tutaj, że powiedzenie zatem odnosi się do właściwości zarówno podającego wodę jak i ją otrzymującego. Natomiast chciałbym wskazać, że ukształtowanie naczynia, jako zdolnego pomieścić (i przenieść, z miejsca na miejsca,
od kogoś, do kogoś innego) wodę, nie musi odnosić się tylko do tego, kto ma otrzymać. Pilnować, by naczynie do przekazania wody było do tego zdatne powinien także ten, który wodę spragnionemu podaje. Wskazuje to na to, że nie jest bez znaczenia i po stronie podającego wodę, tak jak każdą treść, informację, czy coś użytecznego, leży staranie, by uczynić w odpowiedni sposób, w odpowiedniej formie, formie która nadaje się do danego celu i jednocześnie spowoduje, że zawartość bez uszczerbku trafi do nowej osoby. Dbanie o odpowiednie „ukształtowanie kubka” to dbanie o to, by mówiący czy piszący mógł trafić do słuchającego czy czytającego. To przywiązywanie należytej wagi do tego, by uczynić ze swej strony wszystko co można, bez zdeformowania samego przekazu (zatrucia wody), by napicie się wody przez drugą osobę nie było trudniejsze, niż być musi.
Staram się o to dbać, w różny sposób. Czy mi wychodzi, nie jestem pewien.


To wszystko nie może być logicznie wyrażone, ale może zostać psychologicznie zrozumiane. I to właśnie jest główną intencją odwiecznego języka, który zaczęliśmy poznawać.

Myślałem, że dzisiejszy odcinek pozostanie bez ilustracji, ale na niebie pojawiła się wesoła parka, więc daję.. i jeszcze jednego, znajomego.

Please follow and like us:
error0