Nowy Człowiek – odc. 19 (oraz Pokusa Pana Który Gada ale nie Dotrzymuje Słowa)

Pewne treści skasowałem (nie dlatego, że były błędne, ale dlatego, że wielkim błędem jest napomykanie o nich – gdy są w stanie nie dokończonym, a należą do większego projektu, nad którym trzeba pracować etapami i długofalowo, systematycznie.
Jest to jedna z największych i najsprytniejszych pokus:
Pokusa odbierania nagrody (satysfakcji) za coś, co dopiero zaplanowaliśmy, ale nie napracowaliśmy się aby to odpowiednio wykonać i sfinalizować.

Tomasz Mann w “Doktorze Faustusie” największego Pokusiciela nazywa na jednej ze stron:

Dominus Dicis et Non Facis

Ten, który Mówi (Zapowiada..), ale nie Czyni (nie wykonuje, nie finalizuje, nie doprowadza do skutku).


W przypadku większych, złożonych projektów – zapowiadanie ich – przedstawianie jakiejś części, nad którą pracowało się tylko chwilowo – jest tutaj pokusa odbierania satysfakcji i zadowolenia jak za naprawdę pożytecznie wykonaną całościową robotę. Nie wolno dać się temu zwieść!

Trzeba wybierać. Wybór ma być codzienny. Co – chwilowy. Konsekwentny. Doskonałość ponoć jest bardziej “przyzwyczajeniem niż jednorazowym osiągnięciem”.

Można zobaczyć też w Przeszłość – że o tym wiedziałem, a jednak się tego nie ustrzegłem!
Moja wina,
moja wina,
moja bardzo wielka wina!
Błąd!
Trwać w błędzie – nie wolno!

Tyle mogę powiedzieć teraz – że to jest strasznie ambitna ścieżka – i sam, tutaj (z tą dzienną, ludzką świadomością) nie miałbym bezczelności, żeby ją wybrać .. Widać została wybrana wcześniej.
(vide tutaj)

Dodam jeszcze – bo jest bardzo a propos – ważne tutaj obserwacje i rady, napotkane na cennych stronach Energii Wewnętrznejkomentarz “Macieja”:

„Kiedy łucznik strzela za darmo, wszystko mu się udaje. Jeśli strzela dla zapinki z brązu, robi się niespokojny. Gdy zaś strzela o sztukę złota, ślepnie albo dwoi mu się w oczach. Całkiem traci głowę. Nie żeby mniej umiał. Ale nagroda sprawia, że się rozprasza. Dokłada starań. Bardziej myśli o wygranej niż o strzelaniu. I ten głód zwycięstwa pozbawia go zręczności (Prawdziwa księga południowego kwiatu, Rozdział XIX,4 w przekładzie Thomasa Mertona)”

Ja to wiele razy przemyślałem, tzn nie ten tekst powyżej ale mechanizm działania z tym związny. I tutaj sprawa jest zupełnie prosta i banalna i działa
w każdym przypadku, jest w 100% sprawdzalna. Dziś powiemy, że jeśli zastąpimy motywację wewnętrzną – motywacją zewnętrzną – to wszyscy od razu ślepną. I bez znaczenia jest to, czy są to pieniądze, czy uznanie, szacunek, władza itd. Jeśli motywacja nie bierze się z wnętrza nas tracimy kontakt z naszym wnętrzem. Czyli tracimy kontakt z boską iskrą w nas samych na rzecz – najzrozumialej dziś powiedzieć – ego. Związany z tym dość mocno jest też fakt, że człowiek czerpie radość z dawania, dzielenia się z innymi a jeśli jego działania nakierowane są na branie, zaspokajanie swojego ego, to to mu szczęścia nie da. Może mu dać iluzje szczęścia – ale na krótką metę. Stąd ciągłe poszukiwania lepszej pracy, lepszego partnera, lepszego miejsca do życia.

To bardzo ważny temat – ale nie będę go tutaj kontynuował. Zamiast tego przechodzimy bezpośrednio do dalszego ciągu omówień przypowieści ewangelicznych i ich ezoterycznego, psychologicznego znaczenia.
Jesteśmy w miejscu, gdzie mówimy o kuszeniach, dopiero zaczęliśmy ten wątek, przedstawiając kwestię (nieznanych) lat młodości tzw. Jezusa z Nazaretu.
Zajmowaliśmy się tym w odc. 18.
I zakończyliśmy na tym, że:

Końcowy etap wypełnienia wywyższenia tzw. Jezusa rozpoczął się z chwilą, gdy Judasz wyszedł w noc, aby go zdradzić, jak to jest opisane, kiedy to Jezus miał powiedzieć do pozostałych apostołów: „Teraz Syn Człowieczy jest wywyższony”.
(Zob. też Ew. Jana 12, 32 – gdy to zapowiada)

Ale nawet wtedy proces nie jest jeszcze zakończony – miał przecież Jezus jeszcze doświadczyć dwóch i bardzo trudnych kuszeń – tego w ogrodzie Getsemani, kiedy modlił się: „Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich; jednak nie moja lecz twoja wola niech się stanie” oraz tego na krzyżu, kiedy zawołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”.
Należy także odnotować, że Chrystus rozpoczął nauczanie około trzy lata zanim osiągnął wywyższenie – tak więc, przed osiągnięciem pełni doskonałości.

Zapytajmy samych siebie: Jak ta wewnętrzna ewolucja została osiągnięta?

Każda wewnętrzna ewolucja jest możliwa tylko poprzez zmierzenie się z określonymi trudnościami, inaczej mówiąc, także na drodze wewnętrznych pokuszeń. Trzy kuszenia Chrystusa przez Szatana zostały detalicznie odnotowane we wczesnych partiach ewangelii Mateusza i Łukasza i zreferowane skrótowo u Marka. Nic na temat nie jest powiedziane u Jana, ale Przemiana Wody w Wino jest ukazana jako punkt startowy zarówno nauczania jak i cudotwórczej działalności Chrystusa.
Przeanalizujmy te trzy pierwsze kuszenia ukazane przez Łukasza, aby zrozumieć, że Jezus musiał przejść przez etapy rozwoju na drodze zmierzenia się z kuszeniami,
były to swego rodzaju wewnętrzne zwycięstwa nad samym sobą.

Przypomnijmy sobie wprzód, że ta koncepcja ludzkości, jaka jest przedstawiona
w ewangeliach, ludzkości w pierwotnym, zastanym stanie, jakby we śnie, nieprzebudzonej, jest taka, że ludzkość znajduje się pod panowaniem Szatana, obraz przedstawia człowieka, który jest nawiedzany przez złe duchy. Oznacza to, że człowiek znajduje się pod panowaniem złych impulsów, wpływów i nastrojów, które personifikują nieczyste duchy, których celem jest zniszczenie człowieka i rasy ludzkiej. Koncepcja ewangeliczna przedstawia człowieka nieustannie ściąganego w dół przez siły zła, które są w nim samym, nie gdzieś niezależnie na zewnątrz, i którym człowiek się podporządkowuje, daje posłuch.

Poprzez ten posłuch i brak lub niedostateczny odporu tym złym siłom, postęp w ludzkim życiu jest wstrzymany. Te złe siły są w samym człowieku, w jego naturze, w naturze jego miłości własnej, jego egotyzmu, jego ignorancji, głupocie, małości, próżności, a także w jego myśleniu i postrzeganiu tylko pod wpływem i za pomocą zmysłów tylko tego, co widzialne, zewnętrznych pozorów życia i świata, jako jedynej rzeczywistości. Te skażenia są łącznie nazywane diabłem, szatanem, który jest złowrogą potęgą niezrozumienia, nieporozumienia i błądzenia co do wszystkiego, co do taki nierozwinięty człowiek posiada, co go dotyczy, siłą błędnego łączenia rzeczy i interpretacji rzeczywistości. Diabeł jest agregacją tych wszystkich niedostatków i błędów, tej całej siły niezrozumienia i wszystkich rezultatów z tego płynących. Tak więc diabeł nazywany jest Kłamcą, oszczercą i czyniącym skandal, z jednego punktu widzenia, natomiast Oskarżycielem z drugiego punktu widzenia.

W tym miejscu zakończymy, a następną część rozpoczniemy pewnymi fragmentami powieści Philipa K. Dicka “Boża Inwazja” – gdyż są tutaj na rzeczy.

Please follow and like us:
error0

NCnNC – odc. 18 (+ Mały Satanista)

Misją Jezusa było przywrócenie, wzmocnienie, ukazanie tej drogi i praktyczne jej nauczanie, a także, ubocznie, ustanowienie pewnej kultury intelektualnej, na pewien określony okres historii i rozwoju ludzkiej cywilizacji.

Na temat tego okresu czasu Jezus zapytywał samego siebie, czy przy jego końcu: „będzie jeszcze można odnaleźć na Ziemi prawdziwą wiarę”?

Czy gdy przyjdzie (powtórnie) Syn Człowieczy -odnajdzie jeszcze wiarę na Ziemi? [Ewangelia Łukasza 18,1]
Takie słowa wypowiedziane przez Chrystusa świadczą, że wątpił on, czy wiara przetrwa.

Tutaj, choć głowa dalej słabo pracuję, napiszę kilka słów ode mnie. Pisałem już o tym zresztą nie raz. Chodzi o wiarę.
Wiara, można powiedzieć, to dwuznaczna sprawa.
Bardzo często przynosi (przynosiła w historii) więcej szkody, niż pożytku. Gdy wiara wyłącza myślenie – to bardzo źle!
Gdy wiara jednak dodaje nam sił i motywacji, by zgodnie z tym, co przemyśleliśmy i zgodnie z obiektywnym poznaniem świata, ludzi i stanu rzeczy – czynić – to wtedy, mogę powiedzieć, dobra to wiara!

Gdy filmowy “Chrystus” Stalker w filmie Tarkowskiego, pod sam koniec filmu, narzeka na tych towarzyszy, których oprowadzał po Zonie, narzeka: “Oni w NIC nie wierzą!”, płaczliwie to mówi, żona uspokaja go i kładzie do łóżka.

plakat do filmu

Jest w Stalkerze kilka scen i kilka wypowiadanych przez aktorów tekstów, które warte są przypomnienia i komentarza.. Zaplanowałem sobie omówienie ich (choćby: muzyki, która tajemniczo oddziałuje na ludzkie uczucia, postaci Samego Stalkera, tego, co to znaczy, że tam “spełniało się to najbardziej sekretne ludzkie życzenie”, wiersza napisanego przez tego, który został nagle obrzydliwie bogaty, zakończenia, (skargi) żony, motywu córki ..) w jednym z pierwszych odcinków moich klipów, warsztatów, prezentacji wideo, w formie wizualnej, może na YouTube, bo na Vimeo to przecież poza samymi twórcami, to kto zagląda?
No ale kiedy ja to zrobię? Ciągle to przesuwam, wszystko ciągle się przesuwa, tak nie może być, trzeba wszystko, co zaczęte pokończyć i to jeszcze – koniecznie – przed końcem roku!

łóżko Stalkera i jego żony, w łóżku córka
Stalker nie zawsze sypia w łóżku

No więc – wiara się przydaje, ale wiedza jest lepsza. I prawdziwa wiedza się nie wyradza – tak niebezpiecznie jak wiara, że może owocować zbrodnią.
A jak wiadomo – liczą się owoce!

..

Tak więc Jezus miał połączyć to, co ludzkie z tym co boskie, w nim samym, i w ten sposób, już w makroskali, przywrócić łączność pomiędzy niebem a ziemią, dla wszystkich ludzi. Musiał zmierzyć się z wszelkimi trudnościami związanymi z wewnętrzną ewolucją człowieka w nim samym, tak by człowiek mógł nawiązać kontakt
i stać się podmiotem także tego, co boskie. Musiał przejść przez wszystkie stadia tej ewolucji w sobie samym, poprzez próby i błędy, zanim stał się doskonały;
o niekończących się wewnętrznych próbach, zwodzeniach i pokusach z tym związanych, mamy tylko kilka, fragmentarycznych wyobrażeń, ledwo mgnień.

[Nie pisałem ja o moich pokusach, zwodzeniach i próbach, tutaj? Ni mgnienia nie dałem? No to dam! Tak właśnie pomyślałem, że to przecież świetnie się .. ogląda, czyta, to się świetnie sprzedaje, oglądanie, czytanie o cudzych perypetiach? – prawda?
Ale tylko wtedy, gdy nie jest to zwierzanie się z cierpień, gdy nie jest to narzekanie. Bo po to co komu?
O tego rodzaju rzeczach należy pisać dowcipnie i pouczająco! To jeżeli tak – to tylko wtedy gdy na formę odpowiednio mądrą i odpowiednio dowcipną wpadnę – to wtedy zamieszczę. Może nawet będzie to więcej niż jedno mgnienie, jesieni. ]

I wszystko to miało miejsce w długim okresie, o którym mamy tylko pośrednie, znikome wiadomości, niektóre wynikają z końcowej fazy jego nauczania, jak wiemy wszyscy, przerwanego nagle i tragicznie ukrzyżowaniem [jak to jest przedstawione w powszechnie znanych nam ewangeliach – podkreślam: Marat Dakunin. A pisałem już, że co do faktów z życia, w tym ukrzyżowania – to ewangelie są manipulacją, nie ma w nich Prawdy!]

Tylko kilka detali wiemy o wcześniejszym okresie, ponad trzydziestu latach życia Jezusa. Na temat tego okresu Jezus i ewangelie generalnie milczą.

Są różne new-ageowe (czy inne, jak to nazwać, to mniej istotne) przekazy, na temat tego, co w tych latach nieznanych się działo. M.in. jakieś historie, że był w Tybecie, że uczył się w buddyjskim klasztorze itd. (hinduizm bardzo lubi przytulać obcych "bogów" - odwrotnie do "ekskluzywnych" i zazdrosnych religii zachodu; a co do buddyzmu - to w zasadzie jest przecież ateizmem, więc też może przytulić "obcego" - trochę inaczej..). 
Wszystkie takie historie - nagle odnalezione czy nam w przestrzeni nowych publikacji (5 Ewangelia itd. ?) papierowych czy internetowych, podane, nic wspólnego z faktami i Prawdą nie mają. Tak twierdzi źródło Kasjopejańskie.
I ja mu wierzę..
(Zabawnie to wierzę tutaj zabrzmiało, w kontekście powyższych wynurzeń na temat wiary, prawda? No cóż, nie można wiedzieć i zweryfikować wszystkiego, nie można wszystkiego w szczegółach poznać tak, by mieć czysto rozumowe przekonanie. Ale wiara - taka jak ta tutaj, moja, powinna mieć jednak inne podstawy niż jakieś "przeczucie" czy "zaufanie autorytetowi" (który daną sprawę poddaje do wierzenia - często nie dopuszczając sprzeciwu, często nie przewidując możliwości zadania jakichś pytań, a jeśli to tylko pytań potwierdzających, wygodnych dla już ogłosznej treści "do wierzenia", czyli pytań tendencyjnych, bo zawierających w sobie czy narzucających pewną istotną treść odpowiedzi). Wiara - podobnie jak indukcja (wnioskowanie od szczegółu do ogółu), by być dopuszczalną (bardziej), zyskać jakąś prawomocność, powinna być oparta na różnych dodatkowych przesłankach. Na przykład na koherencji - mam na myśli to, że co prawda, nie mamy bezpośredniego dowodu na coś, ale za tym, że to coś ma się tak, a nie inaczej, przemawia wiele innych faktów i rzeczy, które już bardziej mamy udowodnione, po prostu się z nimi "klei", do ogółu pasuje - a nie jest z tym wszystkim, co już zebraliśmy i wiemy na bardziej udokumentowanej podstawie, sprzeczne.
[Nie wiem czy dobrze robię, pozwalając sobie tutaj na szersze "od siebie" uwagi - bo cały czas bardzo jestem rozkojarzony i bardzo ogłupiały].


Nie wiemy gdzie mógł pobierać nauki podczas całego tego okresu ani od kogo mógł otrzymać wskazania dotyczące swojej misji i wypełnienia finalnego dramatu, w którym musiał odegrać główną rolę. Zapowiedź tego wszystkiego została ogłoszona przez Jana Chrzciciela, który jednak nie znał wcześniej Chrystusa, a także można ją odnaleźć w licznych symbolicznych wydarzeniach, opisanych w ewangeliach, jak choćby przy okazji przemiany wody w wino, poprzez słowa, które Jezus skierował do swojej matki: „Mój czas jeszcze nie nadszedł” (Jezus zwrócił się wtedy do Marii – „kobieto”, a nie „matko”).

Jednak i tak, niektórzy religijni ludzie, wyobrażają sobie, że Nauczyciel został ukrzyżowany z powodu Piłata (i / lub Żydów) – tak po prostu, niejako koleją pewnego przypadku.

Takie stanowisko jest oczywiście absurdalne. Jezus musiał odegrać zaplanowaną rolę, która została mu wcześniej przypisana. Zostało to zaplanowane, zaaranżowane.

Widać to jeszcze lepiej na przykładzie roli, którą musiał odegrać Judasz. Nie tylko misja Chrystusa została wcześniej dokładnie przygotowana. Także przecież apostołowie nie byli po prostu przypadkowo dobranymi ludźmi – nie zostali wybrani przypadkowo, ale też nie narodzili się i nie wzrastali przypadkiem, to wszystko było częścią zaplanowanej misji.

[Wg mnie powyższe słowa zawierają w sobie zarówna Prawdę jak i nieprawdę. Co – jest czym i dlaczego, to powinno wynikać ze wszystkiego, co tutaj piszę. Ale jeszcze o tym konkretniej napiszę (napisałem, też, ale nie wskazałem tam tego). Tak to jest bowiem, że pewne rzeczy – choć od początku są widome, kojarzy się i WIDZI – stają się później dopiero WIADOME – (widzi, że oznaczają TO COŚ – i rozumie to) dopiero PO FAKCIE – gdy coś się stanie już tak widome, że nierzadko: spada na głowę!
I o tym też napiszę! – bo to bardzo ważne i pouczające!]

jest to fragment nieba, jak to u mnie standardowo..

Teraz: w najwcześniejszych nawiązaniach do okresu dojrzewania Chrystusa, jest powiedziane, że „wzrastał w mądrości i postawie (rozwadze moralnej)”.
Jezus rozwijał się etapami.

U Łukasza jest powiedziane „Dziecię wzrastało i przepełniało..w łasce” (Łukasz, 2, 52).
Łukasz, który nigdy nie widział i nie poznał Jezusa, także odnotowuje jego pierwsze słowa, gdy został znaleziony w Świątyni w wieku lat dwunastu przez jego ojca i matkę, po poszukiwaniach trwających 3 dni
[te 3 dni, naśladujące 3 dni związane ze Zmartwychwstaniem, także tutaj wyrażają pewną całość, kompletność etapów, w tym wypadku etapu dojrzewania].

Jego matka miała powiedzieć: „Synu, dlaczego nas tak traktujesz? Czy wiesz, że z ojcem poszukiwaliśmy cię zatroskani?”.
Na co Jezusa miał odpowiedzieć: „Czyż nie wiedzieliście, że jestem w domu mego Ojca”?
Odnotujemy, że uwidacznia się tutaj różnica między „ojcem na ziemi” a
„Ojcem w Niebie” – to jest różnica pomiędzy pierwszymi, ziemskimi narodzinami
i wyższymi, Drugimi Narodzinami, które to są, jak powiedzieliśmy, centralnym przedmiotem nauczania Chrystusa.

Nawet w wieku 12 lat, ci, którzy słuchali go w Świątyni byli zdumieni jego rozumieniem spraw bożych (Pisma, Tory) i mądrością odpowiedzi.

I tutaj napiszmy coś, co warto wiedzieć: w swojej autobiografii, Józef Flawiusz, historyk żydowski utrzymywany suto przez Flawiuszy, tak – ten – jeden z tak bardzo nielicznych historyków starożytnych, którzy wspominają w ogóle o kimś takim jak Jezus Chrystus (pozostali to: Swetoniusz, Tacyt.. i ..) i cokolwiek na temat wydarzeń odnotowanych w ewangeliach, pisze, że on sam to (Józef, Flawiusz – nazwany tak od swych mecenasów
i sponsorów) – tak bystry był, że mając 14 lat – biegle rozprawiał z uczonymi w piśmie.
Co nam to mówi? Czyżby to przypadek, koincydencja?

Maurice Nicoll kończy ten ustęp:
Tak więc, idea, że Jezus wzrastał, rozwijał się wewnętrznie, jest dość wyraźna. I powinno być także dość jasne, że musiał minąć stosunkowo długi okres czasu, by jego rozwój stał się pełny i aby osiągnąć taką doskonałość, nazywaną w ewangeliach chwilą jego wywyższenia.

Tutaj kończę parafrazę tego fragmentu z “New Man” Maurice’a Nicoll’a.

Światło w konarach drzew rysuje czasem obrazki. Co tutaj widzimy? Czy coś związanego z wiarą? Po lewej, kiedyś, wydało mi się, że to Madonna z dzieciątkiem. Po prawej – Chrystus w koronie cierniowej – na kolanach (spętany łańcuchami). Ale też mi się zdało, kiedyś, że ta korona cierniowa to jak ufo trochę wygląda.. A jak inaczej spojrzeć to wcale nie Chrystus ale coś innego – i głowa gdzie indziej. Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie? Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Obrazek można zobaczyć większy, wygodniej, klikając powyżej myszki prawym klawiszem i: otwórz grafikę w nowej karcie (itp., w zależności od przeglądarki internetowej)

Co widzicie na tych obrazkach, jeśli coś widzicie?

Jak myślicie, jakie jest ich źródło?

Po namyśle postanowiłem tego wpisu tak nie kończyć, ale dodać jeszcze – obrazki – oraz kilka zdań wyjaśnień (choć ryzykuję, bo w nie najlepszej jestem dalej formie intelektualnej).

ten obrazek dodaję dla siebie, dla chwili jasności umysłu

No więc, cały przekaz ewangeliczny, a co za tym idzie, całe dzieło objaśniania przypowieści ewangelicznych – jednak jest – jak widać, nieodłącznie w kontekście ewangelicznych kolei życia, w tym tzw. ukrzyżowania. Ukrzyżowania miały miejsce: była to stosowana wtedy przedśmiertna tortura. Narzędzie egzekucji: tortury kończące się śmiercią. Natomiast jeśli chodzi o “ukrzyżowanie Syna Bożego” i jego eschatologiczny, teologiczny, filozoficzny sens – to muszę jasno napisać, że taki sens nie istnieje. Przedstawianie tak wydarzeń to kłamstwo. Bardzo szkodliwe, psychologicznie, na różnych poziomach, bardzo złe owoce dające, co widzimy z historii.
Sens to ma – ta cała historia – ale raczej taki, jaki w erystyce mają najbardziej odwracające kota ogonem (sofistyczne – ktoś by powiedział) argumenty!
(erystyka różni się od dialektyki tym, że w erystyce dozwolone są wszelkie metody by wygrać spór – nie chodzi bowiem o Prawdę – ale o zwycięstwo w sporze).
Inaczej: jest to dzieło przewrotnej inteligencji stworzone i podane – do wierzenia, bo jak się szerzej w obszarze “wiedzy” rozejrzeć to nijak przemawiających za tym argumentów czy dowodów historycznych nie można znaleźć, a jeśli już – to sprokurowane lub sfałszowane! I inteligencja tego pomysłu jest doprawdy diabelsko celna!

Niniejsza fotografia jest podkolorowana przeze mnie. To jest jeden wyjątek – i go zaznaczam. Żadnych kształtów na fotografiach tutaj prezentowanych nigdy nie zmieniam, nic nie dodaję, nie wymazuję, nie poprawiam. Tutaj także żadne kształty, formy, tworzone przez chmury – nie zostały zmienione! Zastosowałem tylko filtr gradacyjny, który częściowo podkolorował miejscowo (na czerwono itd.). Może to zresztą niedobrze, że podkolorowałem. Następnym razem dostarczę oryginał i może omówię dodatkowo.

Jak tutaj wyżej stwierdza mocnymi słowy Maurice Nicoll – Jezus musiał przejść cały proces doskonalenia.
Skoro “nawet On”, to oczywiście i każdy z nas. Był w moim życiu taki okres, w którym – tak mi się wydawało wtedy, intelektualnie dla mnie satysfakcjonująco wypracowałem sobie odpowiednie sensy teologiczne i filozoficzne – dotyczące ofiary “Syna Boga” – ukrzyżowania. W dużej mierze na zasadzie “absolutnego stania się człowiekiem do końca – w sensie także największego cierpienia, właściwego dla człowieka” oraz rodzaju “rozgrzeszenia / pokuty Boga (Boga Ojca)”.
Jest dla mnie – nadal – kwestią wielkiego zadziwienia – że można na poważnie porządkować sobie myślowo pewne “fakty”, które się zasłyszało – od dzieciństwa –
i w które się “jakoś wierzy” – tak, że wydają się intelektualnie zadowalająco uzasadnione.
Jest pewnym paradoksem, że koleje losu (koleje blogowego pisania) spowodowały,
że o tak istotnej kwestii – wypadło mi pisać – w tak kiepskim, auto-diagnostycznie, stanie umysłu. Może jednak tak powinno być? Czy masz szukać uzasadnień dla “nie zrobienia”? – chyba nie byłoby to właściwie.
Ale na tym – wyżej – szczupłym wyjaśnieniu – pozostanę.

Może tylko dodam jedno, prywatne, intymne, wspomnienie.
Zadziwiające wręcz, jak różne ważkie sprawy z dzieciństwa (z okresu od kiedy się pamięta, ok. 4 lat w moim wypadku) zacierają się nam w pamięci. Gdy jakoś sobie o tych kwestiach przypomnimy – okazuje się, że (!) odpowiadają one na nasze obecne, dorosłe (bardziej dojrzałe, czy może lepiej: zadane przez bardziej doświadczone socjalizowane – choć ja jestem coś jakby pustelnikiem od ok. 8 lat – “ja”) pytania, zwykle poprawnie. Podsuwają nam właściwe rozwiązania. W moim wypadku, mogę powiedzieć: zgadzają się, harmonizują, z tym – co spotykam, jako daną informację – będąc już “dorosły”.

symbol całodobowej apteki

No więc, byłem ostatnio z Mamą na pięknej wycieczce (udało mi się ją zaplanować i zorganizować tak, że chyba mama rzeczywiście ma teraz dobre wspomnienia). Był czas na kilka rozmów, tak jak dorośli rozmawiają między sobą. Bardzo rzadko, czasem do końca życia, jest okazja, by dzieci mogły w ten sposób porozmawiać ze swoimi rodzicami. I tym razem, pośród różnych tematów i wspomnień (niektóre dotyczyły młodości mamy i okresu “przed poznaniem Taty” – taka tematyka chyba jest szczególnie rzadka w rozmowach między rodzicielami a potomkami) mama przypomniała mi, jaki byłem nieznośny, niewychowany, w okresie gdy pierwszy raz miałem chodzić na zajęcia z religii.
Był to okres ok. 6 roku życia. 7 lat – to już pierwsza klasa szkoły podstawowej i przygotowanie do I Komunii Świętej.
Pamiętam salkę przy plebanii (parafia św. Mateusza), do której dzieci chodziły na religię – szkoła była nieopodal (nie chodziłem do przedszkola, ale do “Zerówki” już chodziłem).
Mama opowiedziała mi jak bardzo narzekała na mnie babcia, mówiąc rodzicom, Mamie, jaki jestem “nieznośny” i “niewychowany” – gdy chciała mnie zaprowadzić na lekcję religii. Ponoć przy tej okazji opowiadałem jakieś koszmarne głupoty, od których włos się jeżył Babci na głowie, a oczy przygodnych ludzi to słyszących (sióstr zakonnych, księdza, czy innych rodziców odprowadzających dzieci do salki katechetycznej) stawały w słup. Coś że “to kłamstwo”, “ksionc kłamie!”, że “pluję na krzyż, wcale nie święty!’ i tym podobne.
I skąd coś takiego w 6-latku. Poddanym przecież wychowaniu. Babcię ogarnęła – przy kilku takich występach – taka zgroza, że od tej pory, Mama, choć rano miała obowiązkowy dojazd do pracy (zootechnicznego zakładu doświadczalnego) długi i bardzo uciążliwy, to jednak musiała mnie odstawiać na te lekcje religii. Babcia tego – absolutnie przeżywać nie chciała.

Mama (daleko w tle) na Pilsku – krzyże na górze Pilsko nieopodal Korbielowa, rok 2017
tutaj można zobaczyć większe i powiększać sobie lupką https://www.flickr.com/photos/maratphdakunin/37382563476/
niebo i chmury
Jerozolima 2019, Droga Krzyżowa w Jerozolimie: za odpowiednią opłatę pielgrzymi mogą dostać (z jakiegoś biznesu który takie krzyże trzyma i wypożycza) duży krzyż do poniesienia – ale jeden, więc wszyscy chcą nieść – i tak idzie się lżej…hm…
Jerozolima, styczeń 2019 – ten pan jednak dostał swój osobisty krzyż, widać musiał swoje zabulić..

W “Alfa Omega” (film fabularny z akcją surrealistyczno – symboliczną, reż. Marat Dakunin, Polska 2007) też jest nawiązanie (i teraz zdaję sobie sprawę, że to była raczej, w sferze “zaakceptowanego stanu rzeczy” – prekognicja. Choć zależy w którą stronę patrzeć, bo jeśli w stronę dziecięcą – to raczej – późnawa reperkusja..).

Natomiast w prawie arcydziele filmowym Alejandro Jodorowsky’ego “Święta Góra” (1973 r.) jest cały symboliczny, błyskotliwie prowadzony i takoż zilustrowany scenograficznie, wątek..

kadry z filmu “Święta Góra” (Holly Mountain) w reż. Alejandro Jodorowsky’ego.

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 16 – Czy ewangelie to Prawda?

Zamieszczam okładkę, pierwszą stronę wstępu i pierwszą stronę rozdziału biografii ucznia Gurdżijewa, Maurice’a Nicoll’a (aut. Samuel Copley)

Maurice Nicoll miał specjalny szacunek do ewangelii i włożył wielki wkład w ukazanie ich prawdziwego, wewnętrznego, ezoteryczno – psychologicznego znaczenia.

Chciałbym tutaj podkreślić jeszcze raz, że nie zajmuję się wiarą, nie zajmuję się religią, kontynuując tutaj cykl “Nowy Człowiek na Nowe Czasy” prezentuję parafrazę dzieła Maurice’a Nicoll’a “Nowy Człowiek”, z moim, często obfitym, komentarzem.

Mój komentarz oraz pewne dopowiedzenia (unikam natomiast oczywistych zmian, które wykrzywiłyby lub przekłamały tekst oryginału) mają na celu odciążyć prezentowane treści ze znaczeń religijnych i odwołań do dogmatów czy też faktów (choćby z życia Jezusa), które przyjęło się przez wiele wieków uważać za Prawdziwe.

Choć może powinienem doprecyzować, bo słowo “odciążyć” w odniesieniu do oryginalnego opracowania Nicoll’a jest niesprawiedliwe. Nie o to chodzi, że jego rozumieniu i jego wyjaśnieniom psychologii i znaczeń ewangelicznych można coś zarzucić, chodzi o to, że – czytelnik może naturalnie iść w kierunku swoich dogmatycznych i faktograficznych skojarzeń. Jest też jeszcze jedna kwestia: Nicoll mianowicie – gdy pisał to co pisał, nie dysponował jednak pewną wiedzą, opartą na nowszych badaniach naukowych i innych, dotyczącą historiografii biblijnej ale i dotyczącą innych, zweryfikowanych pozytywnie przekazów. Gdyby dysponował, zapewne wtedy sam, pewne kwestie odpowiednio by zaakcentował.
Ponieważ jest – jak jest – staram się czynić to ja – w parafrazie – a czynię to tylko i wyłącznie ze względu na Prawdę i Dobro Czytelnika.
Brzmi to bardzo zagadkowo, za co przepraszam, ale temat jest bardzo poważny

i jednak obszerny – podjęty zostanie w przyszłości, gdy przyjdzie na to pora i miejsce.

Wg mojej wiedzy – prawdziwe one nie są, a całe ewangelie są kompilacją,
i to kompilacją nie tylko ze złą wolą modyfikowaną i redagowaną, ale nawet ze złą wolą, manipulacyjną, stworzoną.
Pisałem o tym tutaj na tym blogu, niekiedy jednak nie wprost, w metaforycznej i literackiej formie – na przykład tutaj – pisząc o LEWICIE.

Niemniej, techniki manipulacji od dawna pozostają podobne i Prawdę (w różnym procencie i zagęszczeniu) łączy się z kłamstwem.

Ewangelie, choć, z tego co wiem, co do życia i faktów z życia Jezusa i innych faktów tam podawanych, są zmyśleniem i wzorują się na różnych innych dawnych historiach, hagiografiach i mitach, to jednak – posiadają tą znaczną część Prawdy Odwiecznej, by mogły oddziaływać duchowo i przemawiać do człowieka, do ludzi – od wieków.

Ta Prawdziwa część to przede wszystkim przypowieści i parabole ewangeliczne, które mieszczą niedającą się przecenić i zawsze (szczególnie teraz, w obecnych Czasach!) aktualną wiedzę o psychologii człowieka i jego duchowym i moralnym rozwoju.

Jednak manipulacje i zakłamania winne są w znacznej mierze (i symbolicznie) temu, jak przemawiają i dlaczego całe chrześcijaństwo od ponad 1500 lat wygląda jak jedna wielka parodia tego, co zostało naprawdę przekazane, szczególnie w sferze etycznej.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – Odcinek 15

Zaczynamy więc następną część – po wstępie – “Nowego Człowieka”,
psychologicznej interpretacji przypowieści ewangelicznych
(ich ezoterycznego, “wewnętrznego” znaczenia) pióra ucznia
G. Gurdżijewa, Maurica Nicoll’a.

Jest to parafraza – tłumaczenie niedokładne (w pewnym sensie twórcze),
z moim – raz obfitszym, raz bardziej lakonicznym, komentarzem.

Przypomnę też, że Jezus, jaki się tam (i tutaj) pojawia
– szczególnie w moim komentarzu – jest jednym z tych,
na pewno bardzo znaczącym, którzy ten Wyższy Poziom bycia osiągnęli.

)Abstrahuję tutaj w znacznej mierze od wszelkich religii i wierzeń, skupiam się na warstwie psychologicznej i praktycznego doskonalenia człowieka – jego umysłowości (jego Rozumienia – co wielokrotnie podkreśla Nicoll, człowiek jest w istocie tym, czym jest jego rozumienie), jego uczuć (w tym przede wszystkim uczuć moralnych, jego wewnętrznej etyki – która oczywiście najdonioślejsze znaczenie ma wtedy, gdy jest praktyczna, gdy przejawia się na zewnątrz).

Naszym ideałem jest człowiek – monolit, który udoskonalił swoje “Ja”, ograniczył – wyeliminował inne, współgrające w nim “osobowości” (demoniczny legion małych “ja”), czego ukoronowaniem jest osiągnięcie prawdziwego kontaktu ze swoim “Wyższym Ja” – Duszą – osiągnięcie bycia Indywidualnego (Indywidualność jest czymś więcej niż osobowość”).

Naszym ideałem jest też przeciwieństwo hipokryty – człowiek który mi osobiście, co do tej cechy, czy też więcej niż cechy – tego rysu nadającego mu czy spajającego jego Indywidualność – jest i był bliski od dawna (rysu kamiennego, ostrego – o “krystalizacji” jako swoistym udoskonaleniu osobowości pisał często prof. Arkadiusz Jadczyk. Zob. przykładowo piękny wpis blogowy “.. O tym jak znaleźć prawdziwą miłość Duszy)

Taki oto wstęp do tej dalszej części właśnie (2:03 w nocy, 12 września AD 2019) udało mi się zaimprowizować.. i na teraz, wydaje mi się, że oddaje on satysfakcjonująco to, co myślę w tym temacie.

I myślę, że tym razem – na tym wstępie, pozostanę, dodam jedynie do tego, krótkiego w treści odcinka – kilka elementów wizualnych.
Choćby – takiego oto – Jezusa..

Plakat do filmu “Stalker” Andreja Tarkowskiego
jw.
jw.
jw.

i

jw.

Please follow and like us:
error0

NCnNC – cz. 14

Człowiek, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt w wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

To być może jest także ukazane w piątym rozdziale Ewangelii Marka, o człowieku opętanym przed ducha nieczystego, który na stałe mieszkał w grobach, o którym powiedziane jest, że zawsze „ranił się o skały”.
Skały – a więc branie wyższej Prawdy w jej dosłownym znaczeniu, na niższym poziomie – raniło go i czyniło nieczystym.
I od kiedy Jezusa można uznać za reprezentację, powiedzmy – obecnie, wyższego rozumienia takiej dosłownej Prawdy, człowiek ten płacząc zwrócił się do niego: „Czegóż ode mnie chcesz”, a Jezus wezwał duchy nieczyste do wyjścia z tego człowieka. Ten człowiek oznacza to, co dany człowiek jest w stanie zrozumieć – człowiek bowiem, jak już zaznaczyliśmy, jest w zasadzie tym – czym jest jego rozumienie, jakie jest jego rozumienie.
Ale to tylko przelotny rzut okiem na ten cud – tę przypowieść.

Mowa tutaj o winnicach, skałach, wodzie, winie, dawnych czasach, ale tak naprawdę mowa o tym, co jest jak najbardziej teraźniejsze i aktualne – i o tym, co się dzieje w nas psychologicznie i w okół nas – teraz i zawsze; Jerozolima, uliczka handlowa – styczeń 2019 rok (AD) – Jerusalem

[Pamiętajmy, że dopóki człowiek nie wykształci w sobie odpowiednio silnej indywidualności, ma wielorakie osobowości – legion, które walczą w nim
i zwodzą go.]

Odnosi się do określonego stanu w jakim może znajdować się człowiek, w kontekście nauczania o wyższej prawdzie. Sednem jest tutaj to, że biorąc wyższe, psychiczne prawdy literalnie człowiek może się poranić (i oczywiście jeszcze bardziej – ranić innych), staje się nieczysty.
Jego nieczystość została z niego wyrzucona i weszła w świnie, być może będziemy mogli zrozumieć więcej z pojawiających się tutaj znaczeń.

Jerozolima, 2019 AD – Jerusalem

Jezus zawsze uosabia prawdę nie literalną i nie li rytualną, głębsze zrozumienie Prawdy. Żydzi w opowieściach ewangelicznych niekoniecznie aktualnych (ówczesnych) realnych ludzi, członków narodu, ale określony poziom zrozumienia, w którym dominuje interpretowanie wszystkiego co należy do wyższego porządku wprost, dosłownie i literalnie. Każdy kto nie potrafi za słowami dostrzec znacznie psychologicznego, jest takim Żydem.
Tak więc, mówi się niekiedy, że „Żydzi ukamieniowali Chrystusa”.

Gdy Chrystus rzekł, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” , Żydzi mieli zamiar go ukamieniować, ponieważ ich literalnie nastawione umysły poczytało te słowa za bluźnierstwo. Wewnętrzne znaczenie jest takie, że ludzie rozumujący na poziomie dosłownego, rytualistycznego, zewnętrznego znaczenia „obrzucili”, ciskali te właśnie dosłowności niczym kamienie w tych, których rozumienie znajdowało się na wyższym poziomie.
Człowiek zawsze może ukamieniować innego człowieka narzucającym mu się znaczeniem bez zatrzymania się i przyzwolenia na refleksję czy odczucie na temat tego, co ktoś rzeczywiście miał na myśli.

obrazy, handel artystyczny, Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Odnieśmy się na chwilę do słowa i pojęcia wina, także używanego jako obrazujące Prawdę.  Głębiej zastanowimy się nad znaczeniem Prawdy ezoterycznej, gdy osiąga ona etap, wyższy stopień, na którym nazywana jest winem, w późniejszym czasie.
W tej chwili musimy rozeznawać, że skała (kamień) jest literalnym, dosłownym poziomem Prawdy ezoterycznej, woda odnosi się do kolejnego poziomu rozumienia tej samej Prawdy, wino zaś do najwyższego możliwego rozumienia.
W cudzie odnotowanym w drugim rozdziale Ewangelii Jana, Chrystus przemienia wodę w wino. Przy tej okazji wzmiankuje się, że polecił on sługom napełnić kamienne stągwie, kamienne zbiorniki – wodą i wtedy przemienił wodę w wino. Na przykładzie tego obrazu ukazane są trzy etapy, trzy stopnie, jaki przybierać może ludzki stosunek do Prawdy a oznacza to nic innego jak trzy rodzaje rozumienia Prawdy ezoterycznej.

Idea wina wiedzie naturalnie do idei winnic, które wino produkują. Zanim przejdziemy dalej w badaniu odwiecznego języka przypowieści, musimy przyjrzeć się znaczeniu tych winnic i spróbować odnaleźć wskazówki dotyczące ich prawdziwego znaczenia. Prawda, której cały czas próbujemy tutaj dotknąć nie jest, jak już wiemy, prawdą zwyczajną, powszednią. Jest ona jednak na ziemi zasiana. Także Chrystus nauczał tego rodzaju prawdy, w Kazaniu na Górze mówił nader otwarcie o pewnych jej aspektach, lecz głębsze znaczenia zostały ukryte i przekazane w formie przypowieści.

Powtórzmy, że człowiek nie może wymyśleć tego rodzaju prawdy – sam z siebie. Wskazaliśmy, że podobny temu, skazany na niepowodzenie wysiłek, opisany jest symbolicznie w historii budowy Wieży Babel.
Wyższa Prawda, która oznacza po prostu prawdę, która wiedzie do wyższego poziomu człowieczej auto-ewolucji, nie wrasta w normalnym życiu, lecz pochodzi od tych, którzy już osiągnęli ten wyższy poziom.

[Tutaj jeszcze raz przypomnę, że Wyższa Prawda może trafić i zostać właściwie zrozumiana tylko przez tych, którzy już jej elementy przeczuwają. Warto dodać, że przede wszystkim ( czy też może bardziej zwracać na to warto uwagę) – sercem (uczuciem) – nie tyle umysłem, intelektem.]

Ten wyższy poziom osiągnęło wielu. Niektórzy z nich, niewielu, są odnotowani w annałach zwyczajnej historii. My tutaj, ograniczmy się do Chrystusa (pisze Maurice Nicoll).
Oczywiście, być może takie – historyczne – i na pół legendarne postacie jak Budda, Lao-Tse, Sokrates..

Memy, znane postacie, plakaty, postery, rozrywka, fabryka marzeń; Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Chrystus wypowiedział wiele słów dotyczących ustanowienia tej nowej Prawdy na Ziemi i niekiedy używał obrazu „winnic”. Szkoła, ośrodek nauczania, bazujący na prawdzie tego rodzaju, jest określany przez niego właśnie winnicą, a celem tej winnicy jest przyniesienie, wydanie owocu. Jeśli nie obrodzi owocami, zostanie wycięta.
Chrystus także o sobie mówił jako o winie (krzewie winnym)

Ja jestem krzewem winnym , wy – latoroślami . Kto trwa we Mnie , a Ja w nim , ten przynosi owoc obfity , ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić . Ten , kto we Mnie nie trwa , zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie . I zbiera się ją , i wrzuca do ognia , i płonie . Jeżeli we Mnie trwać będziecie , a słowa moje w was , poproście , o cokolwiek chcecie , a to wam się spełni . Ojciec mój przez to dozna chwały , że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami . Jak Mnie umiłował Ojciec , tak i Ja was umiłowałem . Wytrwajcie w miłości mojej ! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania , będziecie trwać w miłości mojej , tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości . To wam powiedziałem , aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (Jan, XV, 5-11)

Chrystus przytacza taką oto przypowieść związaną z winnicą:

I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.  Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”». (Łukasz, XIII, 6-9)

Z tego punktu widzenia człowiek przedstawiony jest jako zdolny do specjalnego wzrostu, rozwoju wewnętrznego, i winnice zostały urządzone aby uczynić tej rozwój możliwym i go wspierać. Oczywiście nie są to dosłownie winnice. Są to szkoły, miejsca
i osoby, związane z nauczaniem Wyższej Prawdy.

Czego uczą? Po pierwsze przekazują wiedzę, która, jeśli jest odpowiednio praktykowana, prowadzi do człowieka na wyższy poziom rozwoju, który jest nieodłącznie, ale jedynie potencjalnie, mu właściwy.

To czego nauczają człowieka, to to, że jest Indywidualnością, to znaczy – niepowtarzalną osobą.

Jako taki może osiągnąć wyższy poziom rozwoju mu przynależny, wyższy „stopień” samego siebie, i jest to najważniejsze i najbardziej znaczące jego zadanie życiowe, tylko taki rozwój może odpowiedzieć na jego najgłębsze pragnienia.

Rozpoczyna się od nauczania tej Prawdy i wiedzy dotyczącej i mieszczącej się w tej specjalnej prawdzie, ale prowadzi to do czegoś innego. Droga nauki i rozwoju prowadzi od Prawdy do pewnego definitywnego, stałego stanu, gdy człowiek nie działa już wyłącznie na podstawie prawdy, która zaprowadziła go na ten wyższy poziom rozwoju, ale działa naturalnie z tego poziomu, z udoskonalonego samego siebie.
Czasami nazywa się to Dobrem.
Wszelka Prawda musi w konsekwencji prowadzić do jakiegoś Dobra.
Do jakiegoś dobrostanu i dobrego w istocie działania, jako swojego głównego celu.
[Prawda, która finalnie nie przemienia się w Dobro jest bezużyteczna].

Taka jest główna idea należąca do pojęcia „winnic”. Wtedy zaczyna się produkować wino. Człowiek zaczyna działać z mocy samego Dobra, nie tylko posiłkując się czy kierując Prawdą, którą poznał i wtedy staje się Nowym Człowiekiem.

*

Tymi słowami kończy się wstęp do “Nowego Człowieka”.
Następnie przejdziemy do zagadnień bardziej szczegółówych,
poza tym – tego, czym trzeba się zająć – narasta.
Dodam tutaj jakieś ilustracje, ale w przeciągu kilku dni być może dopiero.

7 września wieczór – nadchodzi jesień – cofnijmy się teraz do początku tego wpisu, dodam kilka zdjęć.. – nadchodzi inna pora roku i trzeba zmienić sposób pracy, i pracę zefektywizować, bo na razie to nic nie ma..
Działanie w chwili, inspirowane, improwizacja, jest dobre, ale rzadko, albo tylko w pewnych cyklicznie nadchodzących porach (jak choćby pora lwów, w lecie), i takie improwizacje się sprawdzają, ale mają swoje ograniczenia i nie mogą być ciągle używane, jako jedyna forma pracy.. Niestety..,

Na inne okresy, na jesienne szarugi, na zimne mrozy, o wiele lepsza (jeśli nie jedyna) jest samodyscyplina, działanie i praca skrupulatnie wypełniająca założony wcześniej, przemyślany, mądry plan. Czy taki plan jest? No jakiś i jest.. Ale okres lata Lwów jakoś go przyćmił i muszę go sobie przypomnieć – zza blasków słońca lipcowego i sierpniowego muszę go wyciągnąć i zweryfikować, zdmuchnąć nagromadzony kurz letnich paproci i rosę.
Trzeba zmienić sposób tworzenia tego czegoś tutaj pożytecznego i zintensyfikować i to jest trudny moment, jak każdy moment, gdy się coś zmienia czy modyfikuje.. Ale oczywiście, cele pozostają te same.
Wysprzątałem chociaż jesiennie z pomocą ..
Ale.., to chyba już lepiej napisać w nowej notce, chociaż tutaj obiecałem trochę ilustracji – to ilustracje podrzucam, a z pisaniem przenoszę się na nową..

M.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – kontynuacja omówienia psychologicznego i ezoterycznego znaczenia przypowieści w ewangeliach (NCnNC cz. 13)

Pytań i propozycji tematów do poruszenia na razie brak.
Zatem trzeba znów od siebie..

Pisanie inspirowane na bieżąco bywa dobre i płodne (i w sumie tak się głównie toczy od prawie 3 miesięcy), ale ważna też jest (często ważniejsza) praca zaplanowana. No i oczywiście samodyscyplina, której tak nie lubimy i z którą taki mamy problem (ja przynajmniej mam, a jak mam problem to i nie lubię. Lubimy rzeczy bezproblemowe, prawda? No tak.. – ale lubimy też przygody, dreszczyk emocji, prawda? No więc jak to jest? Co w końcu lubimy i co chcemy? Tego tematu tutaj nie pociągnę, ale jest ważny i w skali makro łączy się także z zagadnieniem tego, jak wygląda świat stworzony i co się w nim dzieje, jakie są w nim prawa, zasady i jak się objawiają, a także co się na bieżąco dzieje, gdy się wchodzi ze Stworzeniem w interakcje, różne; choćby zgodnie z pewnymi prawami, a czasami i niezgodnie – są wtedy różne konsekwencje. Badając to, można wnioskować, jak to wszystko działa..

I jakoś wychodzi też na to, że niedoskonałośćwprowadzenie elementu “zła” (z całym obciążeniem tego pojęcia często nie możemy sobie dać rady i wszystko mylimy, dualizujemy, lub nie, relatywizujemy – ale często źle właśnie (sic!) itd..) jest (była) konieczna, by to Wszystko, to Życie – zaistniało i – żyło –
się Działo!

[ale nie znaczy to, że należy to “zło” wybierać, w stworzeniu się poruszając]

To jest temat rzeka, teologiczny i kosmologiczny, filozoficzny, bardzo ważny i trzeba się nim zająć – ale.. No właśnie, trzeba też jednak wypełniać to, co zaplanowane.

Zatem tutaj trzynasty już odcinek rozważań, jakie sygnalizuje tytuł wpisu.
Jaka jest symbolika 13-tki? Potocznie, pechowa. Ale, jak zwykle z symboliką: niejednoznaczna, i zależy do czego się odnosi. Zwykle zaś to widzimy post factum.. choćby – dana zmiana, dany fakt zaistniały (bo czymże jest fakt? Jakąś zmianą w otaczającej rzeczywistości) – na “dobre” był, czy też “na złe”. Bywa też, że nawet po fakcie nie widzimy i nie wiemy dokładnie albo sądzimy mylnie.. Tak to już jest.
Ale..
Wiedza w prawidłowej interpretacji faktów (a czasem nawet ich przewidzeniu, wnioskowaniu ante factum, nie post tylko) nam pomaga, jeśli jest pewna, jeśli jest prawdziwa (czyli zwykle zdobyta z pewnym wysiłkiem, i z wysiłkiem zweryfikowana, bo taka wiedza, jak zasłyszana czy przeczytana na portalu plotka czy nawet “artykuł naukowy” to często więcej może zrobić szkody niż pożytku, w myśl zasady, że

ZŁA WIEDZA JEST GORSZA NIŻ ŻADNA.

Ale dobra wiedza jest dobra (sic!). Dosłownie, bo, jak też stwierdza Maurice Nicoll, uczeń Gurdżijewa, którego dzieło w tym cyklu tutaj przywołanym parafrazuję i komentuję,

“Wszelka wiedza po to tylko jest, by się (..) zamienić w Dobro”.


Warto o tym pamiętać, o tym, że widza dla samej wiedzy, mądrości dla samych mądrości są czcze.


A także, jak ponoć mawia się pomiędzy aniołami – wiedza jest dla człowieka bardzo ważna – bo zwiększa zakres przyznanej mu wolnej woli!

Przejdźmy teraz w końcu do tego 13 – tego odcinka (jak widać, a to co piszę wyżej, piszę na bieżąco, inspirowany chwilą, w otwartym oknie edycji), ociągam się, zapowiadam, gaworzę (no, ale nie bredzę i nie leję wody, tutaj się, mam nadzieję, pilnuję!) bardzo mi się coś nie chce przechodzić z tego, co “się dzieje w momencie” do “zaplanowanego i zdyscyplinowanego” .. Może także dlatego, że nie samiutki sam ja od siebie tylko wtedy mówię i piszę, tylko jakby coś słyszę i wtedy usłyszawszy układam w myśl i piszę…

Ale trzeba..

Przypominam i daję link do pierwszego odcinka NCnNC:

Odcinek 12 (tutaj) skończył się na dziwnej frazie:

„Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ks. Ps. 118,22).

To dziwna fraza. Kim są ci budowniczy? Budowniczowie czegóż to?
Tego świata – z tego świata?
Oczywistym jest, że nauczanie Chrystusa przyszło do świata zbudowanego na przemocy, świata, gdzie prawie każdy wierzył, że przemocą cokolwiek się buduje,
że przemocą można coś ulepszyć. Kiedy Chrystus zostaje nazwany skałą, kamieniem – to znaczy, że fundamentalnie rzecz biorąc, nim jest, że od skały, kamienia – zaczyna.
Ale całe jego nauczanie nastawione jest na transformację, na przemianę skały w wodę, wody zaś w wino.

Żydzi rozumieli wszystko nader dosłownie, jako skałę. Chrystus znaczenia dosłowne pogłębiał o znaczenia psychologiczne. Ukazuje to jeden z „cudów”, które tak naprawdę są cudami psychicznymi – to jest transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie.

W większości “cuda” były i są cudami psychicznymi.
Ukazują transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie. Człowiek zaś, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt z wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

Kolejny wpis jeszcze dziś..

Please follow and like us:
error0

NCnNC – Ezoteryczna interpretacja historii budowy Wieży Babel

Powtórzmy, na czym skończyliśmy, zapowiadając przybliżenie prawdziwej
historii Wieży Babel.

mal. Pieter Bruegel de Oude

Centralna idea tej opowieści odnosi się do ludzi próbujących, za pomocą swoich zwyczajnych środków rozumienia, wiedzy – osiągnąć jakiś wyższy poziom. Takie jest znaczenie tej wieży, która została wybudowana przez ludzi.


Z tego jednak, co zostało do tej pory powiedziane, że aby osiągnąć wyższy poziom rozwoju, tak przez pojedynczego człowieka osobiście, jak przez rodzaj ludzki, ludzkość, określona wyższa wiedza, nauczanie na ten temat musi być znane i odpowiednio stosowane. Człowiek nie może po prostu, sam z siebie, przydać sobie tego duchowego wzrostu przez to, że użyje zwykłych, dostępnych mu i nie mających zakorzenienia gdzieś wyżej środków. To nie może zaprowadzić go na wyższy stopień ewolucji.


Człowiek musi zastosować się do określonego nauczania. Jego wysiłki muszą oprzeć się o tę Prawdę, o której tutaj mówimy i ta specjalna wiedza lub Prawda (ezoteryczna), na najniższym i najbardziej podstawowym poziomie jej zrozumienia, określana jest „skałą”.
Jak zobaczymy, to nie jest materiał, z którego budowana była Wieża Babel. Nie była to bynajmniej skała, ani kamień, lecz wyraźnie powiedziane jest, że użyto zupełnie czegoś innego. Czegoś, co nie pochodziło z wyższego poziomu, nie pochodziło od tych, którzy już na tym poziomie są lub byli.

Historia Wieży Babel wydaje się bardzo dziwna i nie ma wielkiego znaczenia, jeśli odbierana jest dosłownie. Zaczyna się od tego, że kiedyś, dawno temu, pod dniach Noego i Arki, wszyscy ludzie mieli wspólny język.


„I cała Ziemia mówiła jednym językiem i jedną mową” (Ks. Rodzaju, XI, 1)

“Pomieszanie języków” mal. Gustave Doré

Wtedy, jak jest napisane, ludzie nadeszli „ze Wschodu” (co znaczy: od Prawdy).

“Wschód” kojarzony jest z Duchowością, kulturą i spuścizną niematerialną, po dziś dzień.

[Może być to rozumiane, że tam, skąd przyszli – nie musi chodzić tutaj o następstwo geograficzne, ale także czasowe czy po prostu cywilizacyjne – istniała jeszcze i była dostępna ta Prawda, o której mówimy. Może być to też rozumiane jako wskazanie o bardziej negatywnym wydźwięku – nadeszli „ze Wschodu” tj. „od Prawdy”, czyli prawdę opuścili, porzucili ją, stracili z nią kontakt].

Ludzie ze Wschodu przybyli na równiny i zaczęli rozmyślać i planować wybudowanie wieży, która mogłaby sięgnąć Nieba.
Zwróćmy uwagę na dalszy szczegółowy ciąg tej historii:

„I mieli oni cegły w miejsce skały (kamienia) i szlam (muł) zamiast zaprawy. I mówili: – Chodźmy, zbudujmy miasto i wieżę, której wierzchołek może sięgnąć nieba..”.

Nadeszli ze Wschodu i do budowy mieli tylko cegły – rzecz wytworzoną przez samego człowieka – a nie skałę czy kamień. Wschód, jak już zostało napomknięte, w odwiecznym języku reprezentuje źródło prawdy ezoterycznej. Zeszli oni na równiny
– to jest, zstąpili w dół w wyższego poziomu – mimo tego, myśleli, że są w stanie stworzyć coś należącego do tego wyższego poziomu i porządku, nie posiadając już wiedzy i materiałów, które byłyby do tego zdatne.

Tak więc zaczęli budować wieżę – to jest myśleli, że mogą, tylko z własnych idei
i umysłów – nawiązać kontakt i osiągnąć najwyższy poziom, nazywany tutaj Niebem
(i podobnie określany w Nowym Testamencie). Niebo – odnosi się zatem do wyższego poziomu człowieka, Ziemia zaś do zwyczajnego człowieka, człowieka w stanie naturalnym.

Ludzie zaczęli więc budować z tym, co sami mieli, ale wyraźnie zostało zapisane,
że w miejsce skały lub kamienia mieli tylko cegły i tylko muł zamiast solidnej zaprawy.

Wyższy poziom nie może zostać zrozumiany przez niższy. Człowiek na wyższym poziomie rozwoju nie może być zrozumiany przez tego, który trwa na niższym. Człowiek, taki jakim jest, nie może osiągnąć wyższego poziomu zanim nie wejdzie
w kontakt z wiedzą, nazywaną Prawdą, która może go do tego wyższego poziomu doprowadzić. Tak więc budowa wieży skazana była na porażkę.

W ten dziwny sposób, w jaki odwieczny język przedstawia rzeczy, wygląda to tak, jakby Bóg sprzeciwił się ludzkim planom, i zazdrośnie je pokrzyżował. Ale aby zrozumieć prawdziwe znaczenia należy patrzeć głębiej.
To człowiek popełnił błąd, nie Bóg. Człowiek próbował wznieść się wyżej dzięki swej zwyczajnej wiedzy, wytworzonej i zgromadzonej tylko przez niego samego i ta nazwana jest tutaj cegłą czy mułem (szlamem).

 Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. 
I mówili jeden do drugiego: «Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu». A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi». 
A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!» 
W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi2. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi. 
[za Biblią Tysiąclecia]

Jest jednak bardzo trudnym to wszystko zrozumieć, gdy rzeczy bierze się dosłownie. Możemy zgodzić się z tym, że jeśli inżynier zbuduje jakąś część silnika, która jest błędnie obmierzona lub też zbudowana z niewłaściwego materiału, jego silnik nie będzie działał prawidłowo. Człowiek może wtedy powiedzieć: „To wina Boga!”. To nie tak, że Bóg reaguje – sprzeciwia się lub karze – to życzenie, prośba, zamierzenie człowieka jest wadliwe i co za tym idzie odpowiedź nie będzie taka, jakiej człowiek oczekuje. Odpowiedź następuje zgodnie z jakością przedstawionego życzenia. I to jest „Bóg” czy też, jeśli się woli, Wszechświat, który studiuje nauka.

 [Odpowiedź następuje zgodnie z jakością przedstawionego życzenia]
Dodatkowa rada od Marata Dakunina: warto o tym pamiętać, gdy np. chcemy podpowiedzi - korzystając z synchroniczności - w jakiejś ważnej życiowej sprawie.
Moim zdaniem, skonstruowanie właściwego, precyzyjnego, jednoznacznie mogącego być zrozumianym i ocenionym (gdy np. pyta się o wskazanie alternatywy) - jest kluczowe. Złe, nieprecyzyjne, mylące, dwuznaczne, wieloznacznie rozstrzygalne pytanie - a podpowiedź nie tylko będzie bezwartościowa, ale może okazać się też i szkodliwa, gdy jej zawierzymy.. i się na tym przejedziemy. A wina przecież jest od początku wtedy po naszej stronie wg. zasady Odpowiedź następuje zgodnie z jakością przedstawionego pytania.
Dodatkowa rada ode mnie: warto pamiętać, że należy pytać - jeśli mamy na myśli swoje "dobro" - jedynie o dobro najwyższe rozumiane jako dobro naszej Duszy (i tylko na tak rozumiane odpowiedź będzie najwyższej jakości od czynników dla nas życzliwych).
To, że dobro Duszy wcale nie oznacza to samo, co coś, co wydaje nam się w krótszym terminie dla nas przyjemniejsze, wygodniejsze lub nawet "moralnie słuszniejsze" - jest rzeczą oczywistą.
Jako ciekawostkę dodam, że pewien profesor fizyki korzysta (jedynie w poważniejszych sprawach) z podpowiedzi, która daje starożytna chińska Księga Przemian (jak wróżyć korzystająć z I-Cing opracowań powszechnie dostępnych w bród).

Niewłaściwa prośba wywołuje niewłaściwą odpowiedź.
Ale tak naprawdę nie jest to niewłaściwa odpowiedź ale dokładnie taka odpowiedź, jaka musiała paść biorąc pod uwagę daną treść i formę życzenia.
Przypowieść o Wieży Babel jest tego dobrą ilustracją.
Człowiek zaczął budować wieżę z cegieł i mułu zamiast z kamienia i zaprawy.
A Bóg odpowiedział: –
No, tak nie można.

Do usłyszenia (bardzo niedługo!).

Poczucie humoru jest boską cechą.

Please follow and like us:
error0

H20 [NCnNC cz. 8]

Ponieważ wszystkie pisma „święte”, mistyczne, zawierają zarówno dosłowne, literalne jak i głębsze, psychologiczne, znaczenia, mogą „paść”, znaleźć oddźwięk na różnych poziomach zrozumienia, w szczególności mogą zostać odebrane w podwójny sposób.

Gdyby człowiek nie był zdolny do żadnego rozwoju i potencjalnej ewolucji nie miałoby to większego sensu. To właśnie dlatego, że do takiej ewolucji człowiek jest zdolny, istnieją przypowieści. Duchowe („święte”) wyobrażenie człowieka – to jest to, co określa się jako „wewnętrzne” lub ezoteryczne – zakłada, że posiada on pewien nieużywany i nierozwinięty poziom zrozumienia i że jego prawdziwy rozwój jest ściśle związany z osiągnięciem tego wyższego poziomu.

Tak więc wszystkie pisma mistyczne, także te w formie przypowieści, posiadają podwójne znaczenie, ponieważ zawarte jest w nich znaczenie dosłowne, zaprojektowane by trafić do człowieka na ten poziom, na którym się on właśnie znajduje, lecz w tym samym czasie mające pewną zdolność (Czesław Miłosz może nazwałby to, jak i Simon Weil – o ile pamiętam – „dźwignią transcendencji”)  dosięgnięcia wyższego poziomu (i pociągnięcia w ten sposób rozumienia samego człowieka na wyższy poziom), który to wyższy poziom jest w człowieku potencjalnie obecny i niejako oczekuje na jego „wspięcie się” wyżej.

Przypowieści są formą przekazania „starożytnego” znaczenia.

[W oryginale pisze „ancient” – starożytnego, wydaje mi się jednak, że tutaj lepiej – przetłumaczyć „odwieczne”, odwiecznego znaczenia, jako uosobiające nieprzemijające, ale zapomniane prawdy]

Przypowieść w ewangeliach posługuję się pewnym odwiecznym językiem, od dawna zapomnianym. Był taki czas, gdy język przypowieści mógł być bezpośrednio zrozumiany. Ten język – język przypowieści, alegorii i cudów – jest stracony dla współczesnej ludzkości. Ale nadal istnieją źródła, które umożliwiają nam uchwycenie części tego odwiecznego znaczenia. Ponieważ celem przypowieści jest połączenie niższych i wyższych znaczeń, może być pomyślana jako most pomiędzy dwoma poziomami, przerzucony pomiędzy dosłownym a psychologicznym zrozumieniem.

Jak zobaczymy, całościowy język był kiedyś dobrze znany, ta dwoista technika była rozpoznana i pewne słowa, pojęcia i terminy były z premedytacją używane by mogły być zrozumiane w podwójnym sensie. W tym odwiecznym języku tworzone było połączenie pomiędzy wyższym a niższym znaczeniem – lub, co jest tym samym, wyższą i niższą stroną, poziomem w człowieku.

Nasze pierwotne narodziny urzeczywistniają się w ewolucji ze świata komórkowego
w organizm ludzki. Narodzić się drugi raz lub powtórnie [nie do końca pasuje tutaj „odrodzić”] oznacza ewoluować do wyższej psychologii, do wyższego możliwego poziomu zrozumienia. To jest wyższym celem człowieka, zgodnie z wszystkimi antycznymi (historycznymi) pismami, w których człowiek często przedstawiany jest, psychologicznie, jako niewzrośnięte nasiono.
Jest to wiedza ezoteryczna. Ten poziom może być osiągnięty tylko dzięki nowej wiedzy
i nowemu nauczaniu, którym towarzyszy emocjonalne zaangażowanie, „wczucie się” człowieka w nowe zagadnienia i odpowiednia praktyka. Wiedza, która przybliża człowiekowi taką możliwość nazywana jest niekiedy, w ewangeliach, Prawdą, czasami zaś Słowem.

Nie jest to jednak zwykła prawda, lub zwykła wiedza. Jest to wiedza o tym następnym kroku w rozwoju, o wyższym poziomie.

Aby poczynić pierwsze obserwacje o tym odwiecznym podwójnym języku przypowieści, zobaczmy na początku jak przedstawiana jest tam Prawda.

W tym języku przedmioty, zjawiska zewnętrzne, obserwowalne, reprezentują te psychiczne, wewnętrzne i niewidoczne. Życie zewnętrzne, rejestrowane przez normalne zmysły, jest przenoszone w inny poziom znaczeniowy.

Tak więc Prawda – nie jest jakimś widocznym przedmiotem, ale zostaje oddana, zaprezentowana poprzez takie w tym języku. Przypowieść jest pełna wizualnego obrazowania, z przedmiotami i zjawiskami w pełni postrzegalnymi zmysłowo. Jednak każdy taki obraz coś należącego do psychologicznego poziomu znaczenia, odmiennego od po prostu użytego obrazu.

W ewangeliach często używane jest słowo „woda”. Co to słowo znaczy w odwiecznym języku? W dosłownym znaczeniu tego słowa jest to oczywiście substancja fizyczna, zwana wodą. Ale psychologicznie, na wyższym poziomie znaczeniowym, sens jest odmienny.
„Woda” nie oznacza po prostu wodę.



Chrystus, mówiąc o powtórnych narodzinach do Nikodema, mówi, że człowiek musi narodzić się z wody i z ducha: „Jeśli człowiek nie narodzi się z wody i z ducha, nie może wejść do królestwa bożego.” (Jan 3;5)

Co zatem oznacza ta woda?
Musi mieć jakieś kolejne znaczenie, psychologiczne lub wyższe.
Możemy domyślać się, że „duch” oznacza, być może – wolę, lub intymną, ale najbardziej realną ludzką część. I możemy rozumieć, że narodzić się powtórnie nie oznacza oczywiście wejść na powrót do łona matki, do macicy, jak myślał Nikodem, który uosabia człowieka zdolnego jedynie do dosłownego, literalnego zrozumienia.

Cokolwiek możemy myśleć o znaczeniu „ducha”, nie możemy wyobrazić sobie, dysponując naszym zwykłym rozumieniem, co oznacza „woda” w tym antycznym (odwiecznym) podwójnym języku, w którym rzeczy i sprawy postrzegalne zmysłowo przekazują, oddają inne i specjalne znaczenia.
Nie mamy tutaj wskazówki.

Powiedzieć, że człowiek musi narodzić się na nowo z fizycznie rozumianej „wody” jest jawnym nonsensem. Co więc zatem może ta woda, psychologicznie, oznaczać?

Możemy odnaleźć, badając znaczenie innych biblijnych ustępów, co ten fizyczny obraz reprezentuje na psychologicznym poziomie znaczeniowym. Mogą być przytoczone setki przykładów. Weźmy jeden z ewangelii. Chrystus rozmawia z kobietą z Samarii przy studni i mówi jej, że mógłby jej ofiarować „żyjącą wodę/wodę życia”.

Chrystus odzywa się do niej kiedy kobieta przychodzi nabrać wody ze studni: „Każdy kto czerpie i pije tę wodę będzie znów spragniony, ale wodę, którą może zaczerpnąć u mnie (którą ja mogę mu dać do picia) ugasi na zawsze jego pragnienie, ta woda, która ja mogę dać stanie się w nim kołem wodnym (studnią – wiecznym źródłem), z którego tryska życie wieczne”. (Jan 4;13-14).

Wydaje się jasnym, że słowo „woda” zostało użyte tutaj w specjalnym sensie, należącym do odwiecznego i zapomnianego języka.

Podobnie, w Starym Testamencie, w Księdze Jeremiasza (ang. Jeremiah) jest powiedziane: „For my people have comitted two evils: they have forsaken me the fountain of living waters, and hewed them out cisterns, broken cisterns, that can hold no water” (Jeremiah, 2;13).

Czym zatem jest ta woda, żyjąca woda (woda życia)?

Jest to Prawda.

Ale oznacza to specjalny rodzaj prawdy, specjalny rodzaj i formułę wiedzy,
nazywaną „żyjącą prawdą”. Jest to „prawda żywa” ponieważ czyni człowieka żywym
w nim samym, a nie umarłym, jeśli zostanie przyswojona i zastosowana w praktyce.





W nauczaniu ezoterycznym – a więc odnoszącym się do ewolucji wewnętrznej – człowiek nazywany jest umarłym, jeśli nie wie, nie przyswoił i nie praktykuje niczego co wiąże się z tą wiedzą, z tą prawdą. Jest to wiedza, która jest prawdą tylko w odniesieniu do wyższego poziomu rozwoju, który potencjalnie oczekuje na każdego.
Jest to wiedza o tym wyższym rodzaju człowieczeństwa i drodze do niego. Odnosi się do tego, co człowiek musi wiedzieć, myśleć, odczuwać, rozumieć i czynić by osiągnąć swój następny poziom rozwoju. Nie jest to prawda zewnętrzna, dotycząca zewnętrznych przedmiotów i spraw, lecz prawda wewnętrzna, o człowieku w nim samym, jakim człowiekiem w istocie jest i w jaki sposób może siebie samego odmienić. Tak więc jest to prawda ezoteryczna (ezoteryczny oznacza wewnętrzny) lub Prawda odnosząca się do wewnętrznego rozwoju i nowej organizacji człowieka, która wiedzie do kolejnego stopnia w jego realnej ewolucji. Albowiem nikt nie może się zmienić, nikt nie może stać się inny, nikt nie może ewoluować i osiągnąć tego możliwego wyższego poziomu i, jak się mówi, odrodzić się (narodzić powtórnie), jeśli najpierw nie dowie się, nie usłyszy i nie podąży za nauczeniem, które tego dotyczy.

*

[Człowiek musi się oczywiście najpierw dowiedzieć i zidentyfikować – jaki jest. Więc warto należycie oceniać tzw. zwykłą świadomość, dzienną świadomość.. Choć ograniczona i powszednia nie może być jakimś wzgardzonym instrumentem, który gotowi jesteśmy już teraz kwestionować czy odrzucać w pogoni za oświeceniem – jest to bowiem nasze jedyne narzędzie, na którym pracujemy, nasz warsztat.
Podkreślam to, dlatego, że zbyt często spotyka się “oświeconego”, który w kategoriach zwykłej świadomości jest po prostu, mówiąc najmniej złośliwie, średnio rozgarnięty..]

Idea jest całkiem jasna. Nauczanie, które prowadzi do wyższego poziomu istnieje –
i zawsze istniało.

To nauczanie jest realną wiedzą psychologiczną dotyczącą człowieka i potencjalnego rozwoju Nowego Człowieka w nim.

Człowiek nie ma możliwości wymyślić tego sam z siebie.

Może budować cysterny, ale nie będą one zdolne pomieścić tej wody..

Ale ale – za długi już ten tekst. Dobrej Nocy!

Please follow and like us:
error0

[NCnNC cz. 7] Deptanie pereł


Pisze Mateusz w rozdziale 7:6:

„Nie dawajcie psom tego , co święte , i nie rzucajcie swych pereł przed świnie , by ich nie podeptały nogami , i obróciwszy się , was nie poszarpały „.

Ta zewnętrzna, niższa strona ludzkiego rozumienia, zachowuje się tutaj często jak stopa, która depcze wyższe znaczenia, nie mogąc ich pojąć na własnym poziomie. To strona człowieka, która wierzy tylko temu, co pokazać są w stanie cielesne zmysły, ta strona umysłu, która „trzyma się”, stąpa po ziemi, tak jak czynią to właśnie stopy.


Przypomina mi się tutaj utyskiwanie G. Gurdżijewa nad językiem angielskim, który nazywał małpim. Przykładowo – słowo oddające najwyższą i najczystszą część człowieka, duszę, jest niezmiernie podobne do tego, które przystaje do części najniższej i najbrudniejszej.

Zob. Soul /ang. dusza/

Soil – gleba, grunt, ziemia
– to soil – pobrudzić

Ta strona nie może otrzymać nauczania o wewnętrznej ewolucji, gdyż jest zwrócona ku wszystkiemu temu, co zewnętrzne, a nie temu, co wewnętrzne.

Ta strona nie może zatem pojąć czegoś takiego, jak powtórne narodziny.

Człowiek ma tylko jeden poród, oczywiście. Jednocześnie wszystkie (niemal) nauki ezoteryczne mówią, że jest zdolny narodzić się drugi raz, osiągnąć Drugie – Powtórne narodziny. Ale te powtórne narodziny (re-birth; odrodzenie) należą do człowieka w nim samym, prywatnego, sekretnego, wewnętrznego, nie do tego, jakim wydaje się być w życiu i jakim jawi się nawet we własnych myślach
 i wyobrażeniach; czy jest to tzw. człowiek sukcesu czy pretendujący do niego.
To drugie należy do człowieka zewnętrznego, takim jaki się przedstawia sobie lub innym lub wydaje się być, nie takim – jakim jest.

W psychologicznym nauczaniu zawartym w ewangeliach człowiek nie jest rozpatrywany jako taki, jakim się zdaje być, ale taki, jaki najgłębiej – jest.
To jeden z powodów, dla których Chrystus zaatakował Faryzeuszy. Gdyż byli głównie tym, co przedstawia się na zewnątrz; tylko powierzchniowo sprawiali wrażenie dobrych, sprawiedliwych i religijnych. Poprzez atak na faryzeuszy, atakował tę stronę człowieka, która skupia się na zewnętrznym, widocznym wrażeniu, przedstawia się tak lub inaczej, by osiągnąć jakiś zewnętrzny cel, pochwałę, lęk; tymczasem człowiek wewnętrznie może być od tego jak najbardziej odległy, nawet zepsuty. Faryzeusz, rozumiany jako figura – metafora psychologiczna, to nic innego jak ta udająca strona człowieka, która pretenduje tego, by jawić się (także, oczywiście, dla skorej do samookłamania samoświadomości człowieka, który łatwo daje się takiej zewnętrznej masce zwieźć – tym łatwiej, im dla niego to wygodniejsze) jako dobra, pełna cnót itd. Oczywiście, jest większy lub mniejszy faryzeusz w każdym człowieku i takie jest tego określenia psychologiczne znaczenie.

Wszystko, powtórzmy: bez wyjątku, powiedziane w ewangeliach, niezależnie od tego, czy zaprezentowane w formie przypowieści, cudu lub rozmowy – dialogu, ma znaczenie psychologiczne, odrywając się od dosłownego sensu użytych słów i znaczenia opowiedzianych faktów i zdarzeń. Dlatego też zdarzenia, dialogi, opowieść ewangeliczna o Chrystusie i jego krytyce oraz interakcjach z faryzeuszami odnosi się nie do tak właśnie nazwanych, określonych, historycznych przedstawicieli społeczności żydowskiej (były 3 główne „sekty”: faryzeusze, saduceusze i esseńczycy]) żyjących tak dawno temu, ale do każdego tutaj i teraz, do faryzeusza w każdym z nas. Do tej nieszczerej, ceniącej głównie zewnętrzny pozór, osobowości w nas samych, która oczywiście nie może uzyskać żadnego realnego nauczania, wiedzy psychologicznej, bez szukania w niej i przy okazji niej okazji do czegoś cenionego w zewnętrznym świecie, pochwały, nagrody.
Na ten temat będzie jeszcze powiedziane więcej.

Please follow and like us:
error0