Nowy Człowiek – odc. 19 (oraz Pokusa Pana Który Gada ale nie Dotrzymuje Słowa)

Pewne treści skasowałem (nie dlatego, że były błędne, ale dlatego, że wielkim błędem jest napomykanie o nich – gdy są w stanie nie dokończonym, a należą do większego projektu, nad którym trzeba pracować etapami i długofalowo, systematycznie.
Jest to jedna z największych i najsprytniejszych pokus:
Pokusa odbierania nagrody (satysfakcji) za coś, co dopiero zaplanowaliśmy, ale nie napracowaliśmy się aby to odpowiednio wykonać i sfinalizować.

Tomasz Mann w “Doktorze Faustusie” największego Pokusiciela nazywa na jednej ze stron:

Dominus Dicis et Non Facis

Ten, który Mówi (Zapowiada..), ale nie Czyni (nie wykonuje, nie finalizuje, nie doprowadza do skutku).


W przypadku większych, złożonych projektów – zapowiadanie ich – przedstawianie jakiejś części, nad którą pracowało się tylko chwilowo – jest tutaj pokusa odbierania satysfakcji i zadowolenia jak za naprawdę pożytecznie wykonaną całościową robotę. Nie wolno dać się temu zwieść!

Trzeba wybierać. Wybór ma być codzienny. Co – chwilowy. Konsekwentny. Doskonałość ponoć jest bardziej “przyzwyczajeniem niż jednorazowym osiągnięciem”.

Można zobaczyć też w Przeszłość – że o tym wiedziałem, a jednak się tego nie ustrzegłem!
Moja wina,
moja wina,
moja bardzo wielka wina!
Błąd!
Trwać w błędzie – nie wolno!

Tyle mogę powiedzieć teraz – że to jest strasznie ambitna ścieżka – i sam, tutaj (z tą dzienną, ludzką świadomością) nie miałbym bezczelności, żeby ją wybrać .. Widać została wybrana wcześniej.
(vide tutaj)

Dodam jeszcze – bo jest bardzo a propos – ważne tutaj obserwacje i rady, napotkane na cennych stronach Energii Wewnętrznejkomentarz “Macieja”:

„Kiedy łucznik strzela za darmo, wszystko mu się udaje. Jeśli strzela dla zapinki z brązu, robi się niespokojny. Gdy zaś strzela o sztukę złota, ślepnie albo dwoi mu się w oczach. Całkiem traci głowę. Nie żeby mniej umiał. Ale nagroda sprawia, że się rozprasza. Dokłada starań. Bardziej myśli o wygranej niż o strzelaniu. I ten głód zwycięstwa pozbawia go zręczności (Prawdziwa księga południowego kwiatu, Rozdział XIX,4 w przekładzie Thomasa Mertona)”

Ja to wiele razy przemyślałem, tzn nie ten tekst powyżej ale mechanizm działania z tym związny. I tutaj sprawa jest zupełnie prosta i banalna i działa
w każdym przypadku, jest w 100% sprawdzalna. Dziś powiemy, że jeśli zastąpimy motywację wewnętrzną – motywacją zewnętrzną – to wszyscy od razu ślepną. I bez znaczenia jest to, czy są to pieniądze, czy uznanie, szacunek, władza itd. Jeśli motywacja nie bierze się z wnętrza nas tracimy kontakt z naszym wnętrzem. Czyli tracimy kontakt z boską iskrą w nas samych na rzecz – najzrozumialej dziś powiedzieć – ego. Związany z tym dość mocno jest też fakt, że człowiek czerpie radość z dawania, dzielenia się z innymi a jeśli jego działania nakierowane są na branie, zaspokajanie swojego ego, to to mu szczęścia nie da. Może mu dać iluzje szczęścia – ale na krótką metę. Stąd ciągłe poszukiwania lepszej pracy, lepszego partnera, lepszego miejsca do życia.

To bardzo ważny temat – ale nie będę go tutaj kontynuował. Zamiast tego przechodzimy bezpośrednio do dalszego ciągu omówień przypowieści ewangelicznych i ich ezoterycznego, psychologicznego znaczenia.
Jesteśmy w miejscu, gdzie mówimy o kuszeniach, dopiero zaczęliśmy ten wątek, przedstawiając kwestię (nieznanych) lat młodości tzw. Jezusa z Nazaretu.
Zajmowaliśmy się tym w odc. 18.
I zakończyliśmy na tym, że:

Końcowy etap wypełnienia wywyższenia tzw. Jezusa rozpoczął się z chwilą, gdy Judasz wyszedł w noc, aby go zdradzić, jak to jest opisane, kiedy to Jezus miał powiedzieć do pozostałych apostołów: „Teraz Syn Człowieczy jest wywyższony”.
(Zob. też Ew. Jana 12, 32 – gdy to zapowiada)

Ale nawet wtedy proces nie jest jeszcze zakończony – miał przecież Jezus jeszcze doświadczyć dwóch i bardzo trudnych kuszeń – tego w ogrodzie Getsemani, kiedy modlił się: „Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich; jednak nie moja lecz twoja wola niech się stanie” oraz tego na krzyżu, kiedy zawołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”.
Należy także odnotować, że Chrystus rozpoczął nauczanie około trzy lata zanim osiągnął wywyższenie – tak więc, przed osiągnięciem pełni doskonałości.

Zapytajmy samych siebie: Jak ta wewnętrzna ewolucja została osiągnięta?

Każda wewnętrzna ewolucja jest możliwa tylko poprzez zmierzenie się z określonymi trudnościami, inaczej mówiąc, także na drodze wewnętrznych pokuszeń. Trzy kuszenia Chrystusa przez Szatana zostały detalicznie odnotowane we wczesnych partiach ewangelii Mateusza i Łukasza i zreferowane skrótowo u Marka. Nic na temat nie jest powiedziane u Jana, ale Przemiana Wody w Wino jest ukazana jako punkt startowy zarówno nauczania jak i cudotwórczej działalności Chrystusa.
Przeanalizujmy te trzy pierwsze kuszenia ukazane przez Łukasza, aby zrozumieć, że Jezus musiał przejść przez etapy rozwoju na drodze zmierzenia się z kuszeniami,
były to swego rodzaju wewnętrzne zwycięstwa nad samym sobą.

Przypomnijmy sobie wprzód, że ta koncepcja ludzkości, jaka jest przedstawiona
w ewangeliach, ludzkości w pierwotnym, zastanym stanie, jakby we śnie, nieprzebudzonej, jest taka, że ludzkość znajduje się pod panowaniem Szatana, obraz przedstawia człowieka, który jest nawiedzany przez złe duchy. Oznacza to, że człowiek znajduje się pod panowaniem złych impulsów, wpływów i nastrojów, które personifikują nieczyste duchy, których celem jest zniszczenie człowieka i rasy ludzkiej. Koncepcja ewangeliczna przedstawia człowieka nieustannie ściąganego w dół przez siły zła, które są w nim samym, nie gdzieś niezależnie na zewnątrz, i którym człowiek się podporządkowuje, daje posłuch.

Poprzez ten posłuch i brak lub niedostateczny odporu tym złym siłom, postęp w ludzkim życiu jest wstrzymany. Te złe siły są w samym człowieku, w jego naturze, w naturze jego miłości własnej, jego egotyzmu, jego ignorancji, głupocie, małości, próżności, a także w jego myśleniu i postrzeganiu tylko pod wpływem i za pomocą zmysłów tylko tego, co widzialne, zewnętrznych pozorów życia i świata, jako jedynej rzeczywistości. Te skażenia są łącznie nazywane diabłem, szatanem, który jest złowrogą potęgą niezrozumienia, nieporozumienia i błądzenia co do wszystkiego, co do taki nierozwinięty człowiek posiada, co go dotyczy, siłą błędnego łączenia rzeczy i interpretacji rzeczywistości. Diabeł jest agregacją tych wszystkich niedostatków i błędów, tej całej siły niezrozumienia i wszystkich rezultatów z tego płynących. Tak więc diabeł nazywany jest Kłamcą, oszczercą i czyniącym skandal, z jednego punktu widzenia, natomiast Oskarżycielem z drugiego punktu widzenia.

W tym miejscu zakończymy, a następną część rozpoczniemy pewnymi fragmentami powieści Philipa K. Dicka “Boża Inwazja” – gdyż są tutaj na rzeczy.

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0