Dzień Marcina

Dziś jest wtorek, 6.

Dla odmiany pokażę dzisiaj trochę wglądu w dzień Marcina.

A to było jeszcze wczoraj i w niedzielę, bo Marcin lubi przyrodę;

A teraz dał mi znać, że jest zarobiony (pomaga starszym Paniom), więc ja idę na spacer – i pewnie zwidzimy się po 15..

tu trasę objaśniał
a tu się pokazał
i tutajty

tymczasem!

Tutaj jednak pozwolę sobie zwrócić uwagę Państwa na:

Co uczyniwszy (zwróciwszy uwagę, chyba, że nie..ale jeśli tak, to iddźta do tych Ślepych!. lub tych ślepych (wśród tych ślepych i tych drugich ślepych są też rzecz jasna widzący, za pieniądze, ukryci, a także inne twory itdpedep. etc.etc.)

Ja tam uważam, że ślepota to akurat wada najgorsza,

a ślepota dobrowolna,

największy grzech.

Tymczasem!

M.

Prawdy będzie coraz więcej, na razie zapraszamy do naszej telewizji, w której programy na razie tzw. z odtworzenia, ale chyba już pod koniec Października a może na początku Listopada pojawi się jakiś LIVE.. (i będą nagrywane warsztaty i lekcje do szk8ły Pleoromy):

https://www.youtube.com/channel/UCuemRt9-fbiFVjbOXO-wILA

(pracuje na razie jeden.. no, tak szczerze powiedziawszy, to nad Pleoromą pracuje, na razie:
1 1/2 człowiek

1/3 Lwa

i nM.

A kto to i co to, to się jeszcze okaże..

Tymczasem dzień ten się tak zakomp(i)lował, że został skomponowany
nowy hejnał, o tutaj:

Pożegnanie z Bajką..

Żegnamy się z podstawową, pierwszą dziewiczą fazą projektu Znaki na Niebie (Signs in the Sky) tymi oto zdjęciami z ostatnich dni (pierwszych dni jesieni) września
[wykonane chińską komórką – z chińskim wirusem oczywiście.. :-]

(bez obaw, Znaki się nie kończą.. lecz zakończył się 1 etap (jak tam pójdzie z finalizacją dokumentacji, to już się biedzimy z print-on-demand itd. – testowa zaś witryna sklepu, gdzie można będzie nabyć Znaki w formie albumów (pdf-ów) testuje się tutaj: PRESS.PLEOROMA.COM
Niestety jakaś odpłatność będzie, z tego prostego powodu, że na razie twórca musi
z czegoś żyć, a zaprzestał zajmowania się prawem 10 lat temu (i dobrze, bo co by teraz studentom powiedział, jak w oczy spojrzał?), a oszczędności prywatne (w tym spadkowe) się niestety pokończyły (i trochę, niezbyt mądrze, rozdałem :-/].

Natomiast, wspomniałem już w jednym z ostatnich wpisów, że ruszył też (chwilo w szufladzie bardziej niż pokazywany..) projekt Znaki w Drzewach (Signs in the Trees). I co to znaczy – że już cała prawie Natura ma nam coś do przekazania – to na pewno będzie ciekawe się dowiedzieć.. Nieprawdaż?

Rzeczone fotografie z komórki są do obejrzenia w większym rozmiarze (ok. 2000 px bok) tutaj.

A tutaj: znajdź Marata!

A tutaj: pewne odniesienie do Interpretacji #1

I jeszcze raz wskażemy – że komuś udało się czegoś (może nieświadomie) domyślić – tego co i ja wiem (się dowiedziałem..)

ze strony wodza Apaczy (Howhg! Powiedziałem!) http://www.acojapacze.pl/

A w następnym wpisie pokażemy ostatnie (w tym sezonie, na tym etapie, ale też w ogóle) fotografie z aparatu – gdyż aparat w zw. z zakończeniem fazy projektu a także w związku z tym co nadmieniłem wyżej (konieczności życiowe tudzież wyłożenia kasy na print-on-demand) powędruje jutro do nowego Pana (akurat Pani..:-).

Acha – i przez nie do – Patrzenie (trzeba było – choć znane – na to Popatrzeć..) – teraz dopiero wstawiłem rozwiązanie zagadki tego, co najbardziej przeszkadza w pracy Mateuszowi – wstawiłem po okładce jego cierpień – we właściwym wpisie: tutaj.

MD

Jak osiągnąć Szczęście?

Ano, właśnie, taki tytuł przyniósł mi ten ziąb końca września, gdy się ocknąłem, i przypomniałem sobie, na co to ja patrzyłem (gdzie się kiedyś, zapatrzyłem, patrzałem, tak, żę się zapatrzałem..było to ..takie wschodnie, pustynne miasto.. ale o tym kiedy indziej).

W każdym razie została mi udzielona pomoc i podpowiedź (tzn. taka – że zrozumiałem, co jest moim głównym przeszkodnikiem w pracy, i co za tym idzie – w osiągnięciu Szczęścia. A tak to już jest tutaj ułożone, że moje szczęście jest pozwiązane z Waszym, gdyż, Mateusz, jak to jest powiedziane: “Nie zazna szczęścia, póki nie uszczęśliwi innych”..
Taka to była łamigłówka..Nie mówię, że już od razu jest rozwiązana.. Ale dość solidny węzeł właśnie został rozsupłany.

To, co piszę, jest oczywiście dlatego i dla Tego (Kogoś), kto to Zrozumie (a jest taki Ktoś), natomiast tak ogólnie, to oznajmiam, że ziąb nadszedł, wczorajszy poniedziałek przekimałem, dziś znów rad bym się jakiejś radości chwycić i przyjemności by ku Szczęściu zdążać (mojemu, ale i Waszamu, jak wspomniane, bo tutaj akurat to się warunkuje.., więc:
Projekt 4-letni jest po półmetku finalizacji, a jak dalej pójdzie z finalizacją to się okaże.. Jak dzisiaj zasięgnę języka u zecera, tj. grafika, tj..muzyka..(tak, jest też on i muzykiem) tj. Dawida. I okaże się czy Blurb dalej tak nieprofesjonalny został i czy będziemy szukać bezpośrednio Amazonu..no, zobaczymy.
Tymczasem sygnalizuję, że działamy dalej. I będziemy tańczyć na finał finalizacji, być może, już niedługo, może nawet przed końcem pierwszej dekady Października.

tak, to jest z tym związane.

Ach, przez nie do patrzenie nie wstawiłem tutaj rozwiązania zagadki (znanej, ale trzeba było na to .. Popatrzeć..) – co najbardziej przeszkadza w pracy Mateuszowi -otóż to:

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Proin nibh augue, suscipit a, scelerisque sed, lacinia in, mi. Cras vel lorem. Etiam pellentesque aliquet tellus. Phasellus pharetra nulla ac diam. Quisque semper justo at risus. Donec venenatis, turpis vel hendrerit interdum, dui ligula ultricies purus, sed posuere libero dui id orci. Nam congue, pede vitae dapibus aliquet, elit magna vulputate arcu, vel tempus metus leo non est. Etiam sit amet lectus quis est congue mollis. Phasellus congue lacus eget neque. Phasellus ornare, ante vitae consectetuer consequat, purus sapien ultricies dolor, et mollis pede metus eget nisi. Praesent sodales velit quis augue. Cras suscipit, urna at aliquam rhoncus, urna quam viverra nisi, in interdum massa nibh nec erat.

czyli:

Nie ma zatem takiego człowieka, który kocha cierpienie samo w sobie, kto by do niego dążył lub chciał go doświadczyć tylko dlatego, że jest to cierpienie, a dlatego, że czasami zdarzają się takie okoliczności, w których to cierpienie może doprowadzić go do jakiejś wielkiej przyjemności. Dając przykład banalny: któż z nas kiedyś nie podejmował się trudnego wysiłku fizycznego, mając na względzie uzyskanie z tego korzyści? Kto ma jakiekolwiek prawo obwiniać człowieka, który wybiera przyjemność nie wiążącą się z przykrymi konsekwencjami, albo tego, kto unika takiego cierpienia, które nie prowadzi do przyjemności?” (Dalej: „jednocześnie potępiamy ze słusznym oburzeniem i czujemy niechęć do ludzi, którzy są tak owładnięci urokami nietrwałej przyjemności, tak zaślepieni jej pragnieniem, że nie dostrzegają, iż następstwem ich postępowania będą z pewnością cierpienie i trudności.”)

przesłane (nieświadomie, Nie-Boże) przez pewną Czarownicę z Poznania, a zachowane, bo przepowiednia przez nią jednak Prawdę rzekła.. [fragment dzieła art. to już dtcptf.]
teraz trzeba trochę Wody, by się obmyć z tego, co nieczyste (jak wyżej – choćby dlatego, że do przemycenia Prawdy przepowiedni używa się ..cz..z P..z .itd.}
I tutaj sobie przypominamy i dyscyplinujemy: Wolność, a contrario – ale także, że: nie warto rzucać pereł przed Wieprze.
Marcin mi w wytrwaniu w czystości pomoże hehe..
Pod czujnymi rozumnymi oczami Lwów
No, właśnie o to chodziło – i za tą pomoc dziękuję – temu Panu A co

No, kto zrozumiał – to zrozumiał, To i dobrze, A ja do pracy – i do finalizacji!

na ulicy w Jerozolimie, styczeń 2019, Marat Dakunin (c) fot.

A w skrócie to, co symbolizuje ułożenie palców (dłoni) Anioła (Człowieka) można określić tak:

Najpierw ROBOTA!

Później Radocha!

Pamiętaj co Pierwsze!

!

M

*

Informacje, Opóźnienia, Strona Pleoroma.com, Strona Znaki na Niebie (Signsinthesky.net) itd.

Zamiast kolejny raz przepraszać (!?) za opóźnienie, może lepiej będzie (i sensowniej) gdy po prostu wyjaśnie, skąd opóźnienia się biorą.

Pierwsza przyczyna jest prozaiczna – wszystko robię sam (póki co nie pojawił się, nie został “zesłany” / spotkany żaden współpracownik, który mógłby odciążyć z choćby częścią projektów – a robione są też takie, których zupełnie nie widać – nic z nich nie jest pokazywane, dopóki nie zostaną ukończone) – i trudno wyrobić czasowo.

Drugi powód jest taki, że w zasadzie cały czas nie jestem sam pewien i się waham – jakie informacje podane teraz, bezpośrednio i bez owijania w bawełnę, tudzież metaforyzowania, mogą być naprawdę pomocne dla Szerokiego grona Odbiorców, a jakie raczej mogą, przynajmniej na tym etapie jeszcze, zaszkodzić, zrazić..
Tutaj niestety, niewiele mam wskazówek, bo pytania, komentarze czy sugestie – tak tutaj na blogu, czy gdzie indziej (jak choćby w grupie “Znaki na Niebie” czy na profilu FB Marata Dakunina, czy też na stronie fb Pleoromy) są bardzo rzadkie..

Przypomnę jeszcze może link do kanału PLEOROMA na YouTube – jest tam już w tej chwili kilka chyba bardzo ciekawych klipów i filmów!

Sam jednak liczę też, że wnet się coś mi na tyle wyjaśni, że już nie będę się co do tego wahał.. – w każdym razie wiem, że potrzebna jest cierpliwość.
Cierpliwość, wytrwałość jest bardzo ważna.

Przepraszam (jednak) zatem (także siebie) za opóźnienia – i myślę, już bez podawania kolejnych konkretnych dat, że jednak – do końca Sierpnia, .. być może do końca lata kalendarzowego wypełnię już te obowiązki, także co do zakresu podstawowej informacji.
Na stronie Pleoroma nie chcę publikować informacji i danych cząstkowych, jak tutaj dzieje się w danych wpisach (na blogu – bl8g.pl), chciałbym od razu – jeśli zapowiem, że strona (www.pleoroma.com) już działa – by były na niej przynajmniej podstawowe wiadomości, ale z całego spektrum zagadnień, które chciałem poruszyć, by była to już informacja podstawowa, ale kompletna.

Z najbliższych dniach opowiem może trochę o pracach, które są póki co niewidoczne (na tyle, by nie zapeszyć) a także poruszę może tutaj pewnien istotny wątek informacyjny, a będzie to wątek dotyczący ODŻYWIANIA SIĘ (nie chodzi tutaj o dywagacje na temat właściwej diety..).

Nie wiem – czy ktoś z Was (na pewno) zauważył, że dość często w “znakach na niebie”, czyli w układach chmur itd. pojawia się motyw “zjadania”, “jedzenie” – połykania, otwartych, wyszczerzonych “gęb”, pysków itp.
Tak więc właśnie ten wątek poruszę – i podam kilka istotnych i ważnych informacji na ten temat.

Tymczasem, jeśli tylko Ktokolwiek miałby jakieś pytania, sugestie (czy zażalenia) i krytykę – będę bardzo wdzięczny za przekazanie ich – najprościej chyba – tutaj, w komentarzu (nie trzeba się do tego logować, a dane można podać anonimowe..).

M

Lato

Dawno nie pisałem.

W zasadzie od zeszłego lata.. (nie licząc jednego wpisu na jesieni i jednego w zimie).

Przyczyny tego były różnorakie, między innymi taka – bardziej techniczna – że miałem przenieść niniejszego bloga (domenę bl8g.pl) w inne “wirtualne” miejsce, gdyż tutaj zostało, m.in. w marcu 2020 roku poważnie zaatakowane.
Przenosiny są jednak z różnych względów kłopotliwe, a domenę i linkowania (do starych wpisów itd.) warto zachować.., tak więc, na nowych miejsach będzie rosło (same nie urośnie, będę podlewał – nie olewał!) nowe, a tutaj będzie sobie wzrastało to, co już zakiełkowało i się nawet, słabiutkim, ale zawsze, listowiem pokryło..

A działo się dużo.

Więc ten wpis piszę tylko, by zasygnalizować, że pod tą domeną (BL8G) będzie pisanie kontynuowane i znów w miarę cykliczne (1-2 na tydzień), jak to było latem rok temu. Czy wniosek z tego taki, że jak przyjdzie jesień i zima to się znów urwie? Niekoniecznie.. Wtedy bowiem i inne poletka powinny już zacząć kiełkować i wtedy ptasia poczta będzie mogła przenosić słowa i pomysły pomiędzy zagajnikami.

A więc do roboty, bo na wiosnę

2020

Latający Kot obudził serce moje do Pracy

ul. Lewkowa jest po lewej

Marat – Mateusz

Kwestia waryactwa, symbolika Liczb, przypadki & “synchroniczności” oraz obowiązek codziennej Pracy

Narobiłem sobie kłopotu wczorajszym wpisem, także dlatego, że użyłem trybu gramatycznego (chciałoby się z fizyki rzecz tensorowego..) bezczasowego a właściwie trybu Wieczności, zapowiadając rzeczy do wykonania w piątek, sobotę i niedzielę, tak, jakby były już wykonane.
Tymczasem dobra praca, jakościowa (i twórcza), a taka ta praca musi być z natury rzeczy, którymi się zajmuję – wymaga w miarę dobrego samopoczucia fizycznego (i psychicznego). A ja prawie nie spałem. Co prawda zdażało mi się nie spać po 3 i 4 doby i “coś robić” w przeszłości nierzadko, ale obiecałem sobie nie powtarzać tego rodzaju ekstremalnych (i nienaturalnych, szkodliwych) uwarunkowań dla mojej roboty, szczególnie tej najważniejszej.
Dodatkowo: nie najlepiej mi się oddycha (w dzieciństwie cierpiałem na astmę tak silną, że przez zwężenie oskrzeli dusiłem się np. w pomieszczeniu o zagrzybionych ścianach; na szczęście z okresem dojrzewania tak silna astma ustąpiła), ale to raczej nie jest związane z czynnikami alergicznymi. Jak to zwykle u mnie jest to “psychosomatyczne”, na podłożu nerwicy (na którą kiedyś chyba cierpiałem, bo się i oficjalnie leczyłem).
Co jeszcze: bóle kręgosłupa. A wymieniłem tylko czynniki bardziej somatyczne, cielesne (choć, jak wszystko, uwarunkowane psyche).

Tak więc – nie dajmy się zwariować!
[piszę tu o sobie w pluralis maiestatis, co jest quasi-mrugnięciem okiem w stronę “rozdwojenia jaźni”, które może ale nie musi być typowe dla schizofrenii oraz jest typowe dla gatunku kotowatych, zwanych lwami..]

Postaram się wykonać to co zaplanowałem, w ograniczeniach normalnego czasu, ale jeśli jednak nie ze wszystkim zdąże do niedzieli (13.10) włącznie – powinienem uznać, że nie wydarzyła się żadna tragedia. Nie chcę siebie źle oceniać (i takie założenie wydaje mi się słuszne, rozsądne) dopóty, dopóki bezwład czy opóźnienie nie zamienia się w bardziej zwyczaj, a udaje się utrzymać zwartą i jakościowo sensowną pracę – codziennie, lub prawie codziennie..(cóż za folgowanie sobie.. ale nie można skakać na głęboką wodę..;-).
Wpis wczorajszy zakończyłem już po Północy i wyszedłem na balkon. Oraz zrobiłem zdjęcie.

Widok z mojego balkonu po Północy, już 11.10. AD bieżącego..

W ogóle: kwestia wariactwa.


Należy wiedzieć (i ja doskonale o tym wiem), że obsesja na temat liczb i ich znaczeń, przypadków – nie będących przypadkami, mniej lub bardziej tajemniczych teorii i znaczeń przenikających całą Rzeczywistość – są bardzo charakterystycznymi cechami różnego rodzaju poważnych chorób psychicznych, choćby schizofrenii.
Carl Gustav Jung, który, wśród swoich rozliczych zainteresowań psychologiczno – filozoficznych wprowadził pojęcie i badał “synchroniczności” – sam bał się przez całe swoje życie, że w określonym wieku zachoruje na schizofrenię (zapomniałem, jaka to była..liczba..). Dla schizofrenii jest typowe rozpoczynanie tej choroby od pewnego inicjującego, konkretnego wydarzenia, dającego się oznaczyć co do dnia a czasem nawet konkretnego wydarzenia, godziny. Znanym przypadkiem (choć przejaskrawionym, gdyż twórca “Poza dobrem i złem” cierpiał też na pewne symptomy choroby psychicznej wcześniej) jest choćby atak szaleństwa Fryderyka Nietzschego, od którego zaczął się ostatni, naznaczony chorobą etap jego życia (wielki myśliciel był wtedy do śmierci pielęgnowany przez swoją siostrę).

Historia filozofa jest bardzo znana, “romantyczna” i podnieca wielu twórców – Nietzsche doznał ataku szaleństwa, gdy woźnica okrutnie katował swojego konia pociągowego, na ulicy w Turynie w 1889 r.

Kadr z filmu węgierskiego reżysera Béli Tarra “Koń turyński” (2011) . Film jest bardzo statyczny, nie znajdziemy w nim postaci znanego filozofa, za to tytułowego konia i jego “rodzinę” (właściciela – włoskiego wozaka, rolnika z końca XIX w. i jego córkę).




Dużo we wczorajszym choćby wpisie (bardzo specyficznym, mocno “wsobnym”) było
(i w ogóle jest) o znaczących, symbolicznych, coś tam oznaczających, Liczbach. Dużo też w naturze mojej pracy tzw. znaczących zbiegów okoliczności (choćby błahych, natury raczej towarzyskiej, ale miłych i zawsze coś mówiących – jak choćby komentarz Arka (prof. Arkadiusza Jadczyka) pod wpisem “Pytanie do Czytelników oraz Obrazy (kolejne)” – na tym to blogu), synchroniczności które ostatnio zrobiły się wręcz modne
i co za tym idzie ogromnie nadużywane, mylone i obarczone “chciejstwem” [wishful thinking]).
Muszę oświadczyć, że co do takich “przypadków” zawsze byłem sceptyczny i to zwykle bardziej sceptyczny niż przeciętny człowiek. Nawet intersubiektywne “znaczące” koincydencje itd. często traktowałem jak zwykłe przypadki (co nie znaczy, że te naprawdę pouczające życiowo ignorowałem – nie! – dostrzegałem ich wagę, choć z praktyczną poprawą po “nauczce” bywało kiepsko..). Albowiem wmówienie sobie w sumie słusznej rzeczy, że “w istocie nic co się wydarza na całym świecie przypadkiem nie jest” zbliża do paranoi podobnie jak nadużywanie (stosowanej przecież i tak często, że jest to nawet charakterystyczne dla mnie i mojej fotografii, tutaj pokazywanej, pareidolii).

A jednak – cóż zrobić, gdy natura pracy, do której zostałem zaproszony i której się podjąłem, jest bardzo ściśle związana i z symbolizmem (symboliką, metaforyką itd., w tym liczbową, ale oczywiście nie tylko) i z tzw. “synchronicznościami” (które są szczególnymi “przypadkami” (sic!) koincydencji) i najkrócej mówiąc: wskazują na Ważne Prawdy, mówią nam, że poruszamy się zgodnie z pewnym “planem” (czy też misją..).
Jest to tylko jedno z ujęć tego pojęcia i rzucone niejako tymczasowo.. jako popularne i właśnie – ostatnio modne.
Więcej o synchronicznościach nie chcę w tym miejscu pisać, gdyż poświęce temu tematowi specjalne miejsce w niedalekiej przyszłości.

 pisałem o tym, nie do końca zresztą na serio, w eseju "O różnych rodzajach przypadków", stanowiącym też część satyryczno - prowokacyjnego utworu pt. "Podręcznik pseudointelektualisty" (napisany w 2005 r.). 
Esej zniknął chyba z Internetu wraz z niedziałającą domeną serwisu liternet.pl, na którym znajdowało się kilkaset moich krótszych i dłuższych tekstów.  

W ogóle: co różni chorego psychicznie (tytułowego wariata, co jest określeniem niby obraźliwym, ale i jakoś cieplejszym, bo bardziej romantycznym – od w pełni zdrowego człowieka, i to człowieka wybitnie inteligentnego i twórczego (choćby takiego, nie przymierzając: geniusza – naukowego, artystycznego lub .. mistycznego? Z tym ostatnim problem i kłopot, także definicyjny, największy..
Pomijając trudność ze znalezieniem choćby jednego przypadku
“całkowicie zdrowego (psychicznie) człowieka”.

Otóż różnica jest w zasadzie jedna: wariat nie realizuje w rzeczywistości swoich zamiarów, planów, rojeń, teorii, zaplanowanych dzieł itd., przeważnie bardzo ambitnych, nawet uznawanych za fizycznie lub społecznie niemożliwe (utopijne).

Co można dodatkowo zauważyć, Bóg jest absolutnie sprawiedliwy i widać to także na przykładzie ludzi szczególnie, wręcz “nadnaturalnie” uzdolnionych, geniuszy. Otóż, typowe dla takiej osobowości jest też swojego rodzaju “obsuwa” czyli jakaś wada, nieumiejętność, niezdolność – tak znacząca, że o wiele silniejsza niż “przeciętnie” dysponuje się daną cechą w społeczeństwie.
Jako przykład można podać, znane przecież także z anegdot i dowcipów, totalne roztargnienie, dziwactwa – choćby geniuszy matematycznych, czy niezdolność do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie różnie się objawiająca. Trudno powiedzieć czy przybiera to aż tak patologiczne rozmiary, ale ze współczesności słynna jest historia np. Grigorija Perelmana, laureata Medalu Fieldsa (matematycznego “Nobla”)- który demonstracyjnie go też nie przyjmował i wyrażał potępienie dla wszystkich “egoistycznych zaszczytów”, porzucił ponoć pracę na rosyjskiej uczelni i w ogóle pracę naukową (która przecież byłą nie tylko jego pracą zawodową ale i pasją), mieszka z matką w malutkim mieszkaniu i żyje ascetycznie).
Swoją drogą, swoistym signum temporis jest fakt, że “życie ascetyczne” przychodzi (nawet mnie) nam obecnie do głowy jako przykład “niedostosowania społecznego” czy też w ogóle jakaś “wada”. Kwestia to tak przytłaczającej powszechności społecznie odwrotnego modelu – sabarytyzmu i maksymalizacji użycia i zaspokojenia, głód życia przyjemnościami wszelkiego rodzaju (cielesnymi, umysłowymi, z wyłączeniem może jedynie duchowych, te bowiem zaspokaja łatwiej właśnie – asceta).

Muszę jednak już zakończyć ten wpis, gdyż powstał niejako ponadprogramowo, i choć można byłoby tutaj jeszcze wiele dygresji poczynić, najważniejsze w sumie jest to..
by nigdy nie tracić humoru, czasem pozwalać sobie na uśmiech nawet gdy się coś przeskrobało.
Najlepszy humor i poczucie humoru jest oczywiście auto-ironiczne, nacechowane dystansem do siebie samego i swojego ego (a nawet, w pewnej swoistej mierze i swojej “duszy” i Boga).

Humor, uśmiech, autodystans – do siebie i swoich planów, a także własnych
(i cudzych, szczególnie ideologicznych) myśli, przeżyć, “wizji”, przeświadczeń czy olśnień
(czasem tylko wewnętrzny, i nierzadko czarnawy) – jest może i najlepszym zabezpieczeniem przed chorobą psychiczną, choćbyśmy mieli zajmować się
i symboliką, i “cudownymi zbiegami okoliczności”,
a nawet i samym Bogiem, szmatanem i wszystkimi chórami anielskimi, na stopie koleżeńskiej.

dziś w windzie w drodze z 7 na 0
a tu na ulicy, luz blues jak widać..

Na koniec – przypomnę – że, planowo – następny wpis rozpocznie się od fragmentu z powieści “Boża Inwazja” Grubego Konioluba czyli Philipa K. Dicka
oraz jeszcze raz zapuszczę dla Was piosenkę o wolności, którą dostałem przed urodzinami tego roku (7.8.) od Stelli de los Santos.

Ale ludzi wolnych jest tak mało, jak prawdziwych geniuszy, a może i mniej..
Może jest ich akurat tyle, co mistyków?

[pod spodem tekst piosenki – niepoetyckie tłumaczenie z serwisu tekstowo]

Prawie ma 20 lat i już
Zmęczony marzeniami
Ale dom z cementu
To jego świat i miasto.
Myśli, że zasieki to kawałek metalu
Coś czego nigdy nie dosięgnie
W swoich pragnieniach by unieść się

Wolny,
Jak słońce kiedy wschodzi,
jestem wolny jak morze…
..jak ptak, który uciekł z klatki
I może w końcu latać…
..jak wiatr, który usłyszał moje wołania
I moich ciężarów,
Bezustannych dróg
Skłaniając się ku prawdzie
Wiedząc gdzie jest koniec, wolności.

Pełen miłości, gwiżdżąc sobie poszedł
Ze śpiewem na ustach
Tak bardzo wesoły, że usłyszał

Głos, który go zawołał
Upadł na podłogę śmiejąc się i nie mówiąc nic
Na jego piersi szkarłatny kwiat,
Kwitł wciąż

Wolny,
Jak słońce kiedy wschodzi,
jestem wolny jak morze…
..jak ptak, który uciekł z klatki
I może w końcu latać…
..jak wiatr, który usłyszał moje wołania
I moich ciężarów,
Bezustannych dróg
Skłaniając się ku prawdzie
Wiedząc gdzie jest koniec, wolności.

PS
Znalazłem krótkie, 2-stronicowe popularne omówienie synchroniczności (metasynchronicity) i alchemii (rozwoju duchowego) w kontekście postmodernistycznej psychologii (Jonah Dempcy ” Metaphor, Metonymy and Synchromysticism”).

3 i 4 (ale też 22) – Te, Deum

William Blake, grafika z początku “Jerusalem”

Dziś jest Czwartek, 10.10. i wypada weń wigilia.

— No.. Spóźniony ten bloger trochę (pomyśli uważny Czytelnik* i uśmiechnie się pod wąsem; lub meszkiem..).

*choćby taki, który był już (albo będzie, na jedno wychodzi, gdyż Było, Jest i Będzie, jednym jest .. albo będzie?) na innej wigilii (tu/tam**).

** “Parsifal:
– Zrobiłem niewiele kroków, a zdaje się, że przebyłem szmat drogi.

Gurnemanz:
– Widzisz, mój synu, tutaj przestrzenią stał sie czas.

(Philip K. Dick “Valis”)***

[Trochę z innej beczki: Podoba mi się idea, że po śmierci nasza Czaso-Przestrzeń zamienia się, na pewien “okres” w Przestrzenio-Czas” i jest to tzw. Przegląd Życiowy, służący rozwojowi naszej świadomości (tudzież odczuwania i rozumienia emocjonalnego, co zawiera się w świadomości ale warto podkreślić) – chodzimy wtedy po różnych sytuacjach z naszego przeżytego już życia jak po pokojach, oglądamy esencjonalne sytuacje, “odczuwamy” co czuła “druga osoba” podczas danej interakcji emocjonalnej,..etc.etc.. innymi słowy: poprzez aktywny uczestniczący przegląd “odbytego szkolenia w danej klasie” – utrwalamy wiadomości ..choć nie zawsze tak to zgrabnie i fajnie wygląda, bo – jak wiemy – w szkołach bywają i prymusi ale także i leserzy, drugoroczni i…
[tak mniej więcej pamiętam została ta kwestia obrazowo przedstawiona w przekazie zwanym “Ra*”, z którym zetknąłem się kiedyś przypadkowo i mogłem go porównać z innymi przekazami na temat pierwszego okresu życia po-śmierci. Oczywiście, logicznym jest też, że okres/stan/przestrzeń “Bardo
” jest zróżnicowany i zależy/bazuje na bagażu kulturowo-wierzeniowo-wizualno-poznawczym danej osobowości (wykształconej w danym życiu aspektu duszy] (takie moje uproszczone ujęcie)

PS
Lwy i Tygrysy mogą skakać w Bardo…(wzwyż, co jest naturą skoku..) – czy to nie interesujące?
Kto jest zainteresowany?

Może kiedyś poskaczemy wspólnie..
nawet i przed bardo. Ba!



***[tą niezamierzoną synchronicznością – przyznaję, że pamiętam o tym, że następny odcinek “Nowego Człowieka” ma się zacząć fragmentem powieści Philipa K. Dicka; te słowa zaś pochodzą z “Valis”, innej jego książki, która jest ciut zbyt potencjalno-sur(sic!)realistycznie rozstrzepana, by ją tutaj przywoływać z pożytkiem dla Czytelnika (dla rozrywki jego to i nawet, ale dla Sprawy – wprowadzić mogłaby za dużo zamętu, jakby go i w okół (eh) realnym świecie nie było nazbyt dużo****

*** *Sprawa Ta, sercu droga, Pleoroma, to – poza szerszymi opisami (które do końca 3-2-um [zob. niżej] ]się opublikują już) – innymi, krótszymi słowami, sprawa uporządkowania Na Nowo czyli Odmienienia tej części chaosu, której tak nazbyt dużo.


(c) prof. dr hab. Arkadiusz Jadczyk (można poczytać i pooglądać np. tutaj..)

A jednak, będę się upierał, że dziś jest wigilia.
Wiigila to tzw. dzień poprzedzający.
Co jednak poprzedza?
Na pewno – przychodzi po – wyjątkowo długim okresie nieopublikowania tutaj żadnego wpisu. Tak, to prawda. Ale z tym i ta cała heca związana.

Wigilia etymologicznie oznacza  vigilia znaczy ‘czuwanie, stróżowanie, warta’ (od: vigil ‘straż’, vigiliare ‘czuwać’).  Dzień poprzedzający Boże Narodzenie zaczęto tak nazywać w dawnych wiekach dlatego, że w tę wyjątkową noc pierwsi chrześcijanie spędzali czas na vigiliach, czyli na dwunastogodzinnym czuwaniu i modlitwie (od szóstej po południu do szóstej rano; vigilia była ‘częścią nocy równą trzem godzinom’). Owe vigilie dzielono umownie na cztery wieczorno-nocne okresy: zmierzch, północ, kuropianie i ranek. Wraz z nastaniem zmierzchu kończył się okres adwentu (Adwentu). Vigilia była częścią nocy równą 3 godzinom.
[przypomina Maciej Malinowski w poradach językowych]


Będą zatem trzy ważne dni (niekoniecznie świąteczne, poza tym – jak zwykle – mówiąc o sprawach ducha a nawet sacrum – niekoniecznie muszę mówić w duchu jakiejś religii czy “wiary” (czy o niej). Nie raz już tutaj zaznaczałem, że nie jest to konieczne.
Ale.. to możliwa jest wigilia.. nie tylko bez “Bożego Narodzenia” ale i bez – świąt – w sensie – religijnym właśnie?
Nie wiem czy jest możliwa w szerokiej świadomości zbiorowej, ale ja właśnie piszę o niej indywidualnie, przedstawiam niejako propozycję dla Waszej – zapewne niezbyt szerokiej ale elitarnej, świadomości zbiorowej. Ci, którzy czytacie i się zastanawiacie.

Piątek (11.10), sobota (12.10) i niedziela (13.10) będą tymi dniami – i dziś, poprzedza je właśnie wigilia. Ale jakie to święto, co to za Triduum?
Kogo to znowu powiesili.. czy usmaż.. ukrzyżowali?
Na pamiątkę kogo, komu wyrwano serce, czekamy z drżącymi sercami odświętnego dnia?

A więc nastąpią Trzy dni po dniu dzisiejszym, czyli Wigilii (tego 3-2-um).

Co to za święto, co to za święte dni, co to za okazja?

Żadna. Jutro (Piątek) będę pracował, w Sobotę będę pracował i w Niedzielę będę pracował.
I co, tylko tyle?
I jak to – jakoś tak, że nawet odwrotnie: zamiast “dzień święty święcić” – to harować? Tyrać? Groszorobić? (to akurat nie), Pracować w takie – nieświęta, ale święta?

Trzeba. Bo jest potrzeba a Czas płynie.
Choć tak naprawdę to wszystko Stoi w miejscu,
i wszyscy stoimi w bezruchu – w bezczasie, w miejscu,
i tylko – w przestrzeni – w kierunku naszego serca – przesuwa się grot..Nie,
przesuwa się Taran, który (je przebije), nas wszystkich wgniecie w Podziemię i zmiecie z tej Planety.

Tak więc konieczne jest 3-2-um, jak słychać (to nie zbliża się bynajmniej na łapkach kota, ale łapki kota trochę łagodzą sprawę, bo niosą pomoc, wiedzę i wsparcie – w granicach wolnej woli – tym, którzy ją jeszcze mają).

Trochę hermetyczny się ten wpis robi. I przez tę chwilę, póki jest sam, niech i taki będzie, hermetyczne zamknięcia sprzyjają aseptycznym warunkom gdy planuje się operację na żywym sercu.

Pamiętam, że Ostatnio – czyli stosunkowo Dawno (ach ten Niemiłosierny Heropass – Czas) pisałem, że następny (wypadałoby więc, że ten) wpis rozpoczniemy od dobrej prozy i mogłem już niejednego zwolennikowi intelektualnej profetyczności i spekulatywnego wizjonerstwa (bo przecież nie fantastyki… fantastyka to jest to, co piszą w gazetach i pogadują w telewizjach) narobić smaka na grubego Konia.

Ale co się odwlecze to nie.. (bo przecież Czas nie istnieje, a tylko szerokość naszego rozumienia, świadomości i głębokość naszego odczuwania i współpromieniowania (tym, co powołuje istniania, i jest obrzydliwie nadużywanym pojęciem na literę zgodną z moim inicjałem imienia).
Dobiega końca zatem (dosłownie, zostało jej 5x60xdrgań atomu Cezu) ta wigilia trzech dni pracy, w trakcie których, mogę powiedzieć, że zdarzyło się już to, co miało,
czyli:
– m.in. spacerowałem z Pelikanem,

Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Kraków, 10.10.2019 AD (foto z telefonu kom.)
Mój dom – widać akurat moje piętro (7).

– dokończyłem podstawowe robótki pajęcze na Trzecią Noc i Trzeci Dzień, Niedzielę Wolnego Wyboru (przynajmniej podstawowe zajawki na trzech najważniejszych jeszcze łysych czyli P1, P2 oraz SITS- wg schematu webringu Pleoromy – brakujące z https://dakunin.com) ,

pojawiłem się w wielu miejscach naraz ciałem i licem (chyba jednak nie skorzysta(łem) ze starego lecz założę(łem) nowy kanał YT w tym celu, oraz na Vimeo);

[tutaj będzie link w Niedzielę 13.10]

po to, by każdy:

Kto szuka,
mógł znaleźć.

Albowiem, jeśli nie zrobione i nie Istnieje tam – gdzie ma być znalezione – ten, który szuka – nie znajdzie! A jak tak może być? Ja się pytam?
Tak być nie może.
Bóg musi brać odpowiedzialność za słowa i obietnice.

Dlatego trzeba temu Bogu pomagać.

New Demiurg Industries – Marat Dakunin A.D. ca 1998

[W tej Zapowiedzi Triduum czyli Przemyśleniach Wigilijnych – napisanych magicznie – by zwielokrotnić Siłę (8) – wystąpiły(ją) także cyferki: 10, 1, 2, 3 i 4 (oraz jak zawsze 5 i 8) i robocze (22) [jak zauważyłem postfactum.. tean stpe non spein wielachwicz chtran

Powerful and Beautiful Artwork (c) Jacqueline Payne https://www.facebook.com/jacqueline.payne.758

And 7, 5 and 8 are not by chance here..

Nowy Człowiek na Nowe Czasy – kontynuacja omówienia psychologicznego i ezoterycznego znaczenia przypowieści w ewangeliach (NCnNC cz. 13)

Pytań i propozycji tematów do poruszenia na razie brak.
Zatem trzeba znów od siebie..

Pisanie inspirowane na bieżąco bywa dobre i płodne (i w sumie tak się głównie toczy od prawie 3 miesięcy), ale ważna też jest (często ważniejsza) praca zaplanowana. No i oczywiście samodyscyplina, której tak nie lubimy i z którą taki mamy problem (ja przynajmniej mam, a jak mam problem to i nie lubię. Lubimy rzeczy bezproblemowe, prawda? No tak.. – ale lubimy też przygody, dreszczyk emocji, prawda? No więc jak to jest? Co w końcu lubimy i co chcemy? Tego tematu tutaj nie pociągnę, ale jest ważny i w skali makro łączy się także z zagadnieniem tego, jak wygląda świat stworzony i co się w nim dzieje, jakie są w nim prawa, zasady i jak się objawiają, a także co się na bieżąco dzieje, gdy się wchodzi ze Stworzeniem w interakcje, różne; choćby zgodnie z pewnymi prawami, a czasami i niezgodnie – są wtedy różne konsekwencje. Badając to, można wnioskować, jak to wszystko działa..

I jakoś wychodzi też na to, że niedoskonałośćwprowadzenie elementu “zła” (z całym obciążeniem tego pojęcia często nie możemy sobie dać rady i wszystko mylimy, dualizujemy, lub nie, relatywizujemy – ale często źle właśnie (sic!) itd..) jest (była) konieczna, by to Wszystko, to Życie – zaistniało i – żyło –
się Działo!

[ale nie znaczy to, że należy to “zło” wybierać, w stworzeniu się poruszając]

To jest temat rzeka, teologiczny i kosmologiczny, filozoficzny, bardzo ważny i trzeba się nim zająć – ale.. No właśnie, trzeba też jednak wypełniać to, co zaplanowane.

Zatem tutaj trzynasty już odcinek rozważań, jakie sygnalizuje tytuł wpisu.
Jaka jest symbolika 13-tki? Potocznie, pechowa. Ale, jak zwykle z symboliką: niejednoznaczna, i zależy do czego się odnosi. Zwykle zaś to widzimy post factum.. choćby – dana zmiana, dany fakt zaistniały (bo czymże jest fakt? Jakąś zmianą w otaczającej rzeczywistości) – na “dobre” był, czy też “na złe”. Bywa też, że nawet po fakcie nie widzimy i nie wiemy dokładnie albo sądzimy mylnie.. Tak to już jest.
Ale..
Wiedza w prawidłowej interpretacji faktów (a czasem nawet ich przewidzeniu, wnioskowaniu ante factum, nie post tylko) nam pomaga, jeśli jest pewna, jeśli jest prawdziwa (czyli zwykle zdobyta z pewnym wysiłkiem, i z wysiłkiem zweryfikowana, bo taka wiedza, jak zasłyszana czy przeczytana na portalu plotka czy nawet “artykuł naukowy” to często więcej może zrobić szkody niż pożytku, w myśl zasady, że

ZŁA WIEDZA JEST GORSZA NIŻ ŻADNA.

Ale dobra wiedza jest dobra (sic!). Dosłownie, bo, jak też stwierdza Maurice Nicoll, uczeń Gurdżijewa, którego dzieło w tym cyklu tutaj przywołanym parafrazuję i komentuję,

“Wszelka wiedza po to tylko jest, by się (..) zamienić w Dobro”.


Warto o tym pamiętać, o tym, że widza dla samej wiedzy, mądrości dla samych mądrości są czcze.


A także, jak ponoć mawia się pomiędzy aniołami – wiedza jest dla człowieka bardzo ważna – bo zwiększa zakres przyznanej mu wolnej woli!

Przejdźmy teraz w końcu do tego 13 – tego odcinka (jak widać, a to co piszę wyżej, piszę na bieżąco, inspirowany chwilą, w otwartym oknie edycji), ociągam się, zapowiadam, gaworzę (no, ale nie bredzę i nie leję wody, tutaj się, mam nadzieję, pilnuję!) bardzo mi się coś nie chce przechodzić z tego, co “się dzieje w momencie” do “zaplanowanego i zdyscyplinowanego” .. Może także dlatego, że nie samiutki sam ja od siebie tylko wtedy mówię i piszę, tylko jakby coś słyszę i wtedy usłyszawszy układam w myśl i piszę…

Ale trzeba..

Przypominam i daję link do pierwszego odcinka NCnNC:

Odcinek 12 (tutaj) skończył się na dziwnej frazie:

„Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ks. Ps. 118,22).

To dziwna fraza. Kim są ci budowniczy? Budowniczowie czegóż to?
Tego świata – z tego świata?
Oczywistym jest, że nauczanie Chrystusa przyszło do świata zbudowanego na przemocy, świata, gdzie prawie każdy wierzył, że przemocą cokolwiek się buduje,
że przemocą można coś ulepszyć. Kiedy Chrystus zostaje nazwany skałą, kamieniem – to znaczy, że fundamentalnie rzecz biorąc, nim jest, że od skały, kamienia – zaczyna.
Ale całe jego nauczanie nastawione jest na transformację, na przemianę skały w wodę, wody zaś w wino.

Żydzi rozumieli wszystko nader dosłownie, jako skałę. Chrystus znaczenia dosłowne pogłębiał o znaczenia psychologiczne. Ukazuje to jeden z „cudów”, które tak naprawdę są cudami psychicznymi – to jest transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie.

W większości “cuda” były i są cudami psychicznymi.
Ukazują transformację znaczenia dosłownego w psychologiczne zrozumienie. Człowiek zaś, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt z wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

Kolejny wpis jeszcze dziś..