Nadzienie dające nadzieję

Jest to wpis na bieżąco pisany, na telefonie, zatem z góry przepraszam za wszelkie ewentualne usterki, literówki etc. Zaczynam go ok. 17 zakończę zapewne ok. 00.

Stefan Banach, polski geniusz matematyki z międzywojennego Lwowa szukał natchnienia, najlepiej mu się pracowało, najpełniej potrafił się twórczo skupić, wśród kawiarnianego zgiełku, pośród rozgadanych ludzi, zapełniających zastawione trunkami, niedojedzonymi śledziami, serwetkami (które akurat Banach często zapełniał wzorami) stoliki. Pośród podniesionych, podpitych głosów, muzyki, brzękania sztućców i talerzy. Z przyjaciółmi, z którymi dyskutował najtrudniejsze teorematy często wybierał kawiarnię “Szkocką”, między innymi dlatego, że na marmurowych blatach tamtejszych stolików dobrze się pisało kopiowym ołówkiem (ponieważ takie zapisy, zawierające nierzadko genialne obliczenia i pomysły czasami ulatniały się z chwilą starcia przez kelnera, kupiono później zeszyt tzw. Szkocki, by trwałej przechowywał cenne wpisy i wydawano go zaprzyjaźnionym z lokalem matematykom do użycia zamiast brudzenia marmuru). No, ale to dłuższa historia. W każdym razie, jak to zwykle bywa resztę lokalu wypełniali inni goście (mayamatycy) i ich różne, mniej lub bardziej iluzoryczne dysputy.

S. Banach dużo palił i nie tylko..
Kawiarnia Szkocka zdjęcie już sporo z 60-70 lat po erze wspomnianych spotkań. Zdjęcia z sieci (Wikipedia). Wszystkie zdjęcia – tutaj na blogu czy gdziekolwiek, gdzie ja maczam ręce, jeśli nie są podpisane czyjego autorstwa – lub skąd – znaczy to, że są wykonane przeze mnie. Od tej zasady nie ma nigdy wyjątków, jeśli może być coś nie tak – tylko przez przeoczenie, ale staram się na to baczyć i nie przeoczyć nigdy.

Podczas wojny i okupacji niemieckiej Lwowa (bo była i sowiecka, a niemieckie nawet dwie), matematycznemu geniuszowi udało się załatwić bezpieczną, dającą “swobodę” wśród nazistowskich łapanek i opresji pracę i dobre “papiery”. Pracował jako karmiciel wszy.

Karmiciele wszy dla Instytutu Weigla

Kiedyś, niecałą dekadę temu, kolega, warszawski profesor matematyki i informatyki – Alx, zainspirował mnie do nakręcenia krótkiej impresji wideo, do słów jego wiersza, osnutego na motywach tego okupacyjnego epizodu geniusza Banacha. Kto ciekaw, rzeczony klip jest do obejrzenia tutaj: https://vimeo.com/132769392

Poewizja do wiersza Alexa (osnutego na wojennych losach Banacha, geniusza matematycznego ze Lwowa)

Ha!

Biomed ostatnio fatalny, Słońca niewiele, sił mało.., czasem nawet serce boli. Niech się choćby taka Jasmuheen wybierze do Polski w listopadzie i spróbuje odżywiać się samą praną – powodzenia!

Wybrałem się jednak i ja, pośród zgiełk, ludzi, mayamatyków, rozmowy i brzdękania..
I piszę. Co prawda nie na serwetce ani na marmurze, ale za to utrwalam, lepiej może nawet niż na kartkach, jak w szkockim zeszycie tamci, ponad 80 lat temu. Poszedłem zatem, podumać, skupić się i pisać, do Świątyni
(Kraków, jak wiadomo od wieków grodem jest we wszelakie świątynie bogatym).

First person perspective w nawiedzonej przeze mnie właśnie świątyni.

A mogłem przechodzić obok:

Baton z nadzieniem dającym Nadzieję. Fot. z sieci.

Nie przechodziłem, tej synchroniczności nie było, ale ją stworzyłem i przywołałem, na pamiątkę tego, że to Baton przyszedł do mnie. Co mi sprawiło radość. Dziękuję!

Baton pisze, że blog jest trudny, teksty tutaj są trudne (niektóre, być może).
Tak nie powinno być.
Kiedyś o tym pamiętałem, we wstępie do mojego wizualnego podręcznika do prawa (wydanego w 2008 r., Warszawa C. H. Beck Verlag) ) pisałem przecież:

Władysław Tatarkiewicz pisał niegdyś, że aby pewna treść przeszła z umysłu piszącego do umysłu czytającego, musi być dokonana pewna praca, a jest lepiej, gdy tę pracę wykona piszący. Praca autora niniejszego skryptu miała w przeważającej mierze charakter formalno-techniczny. Starałem się przede wszystkim dokonać możliwej do zaakceptowania syntezy prezentowanych zagadnień prawnych, nie tracąc jednak z pola widzenia jak największej ilości ich istotnych cech. Czy został osiągnięty w tej sferze rozsądny kompromis pomiędzy stopniem szczegółowości a przejrzystością opracowania, warunkowany także technicznymi możliwościami składu drukarskiego w określonym formacie, ocenią Czytelnicy.

Ale Baton pisze też, że czuje się jak koneser, czytając.
Czy to źle? To chyba akurat dobrze.

Pamiętam, że i ja tak trochę może i podobnie się czułem, gdy jesienią 2007 roku, po powrocie z Australii (gdzie nie znalazłem tego, czego szukałem),

Darling Harbour w Sydney
To też Ukochany Port Sydneyczyków, tym razem z 2 moich fotografii zrobiłem kolaż DownUnder co jest też popularną nazwą tego kontynentu.
A to dzielni australijscy chłopcy, APEC 2007

zacząłem odwiedzać blog fizyka matematycznego Arkadiusza Jadczyka (który nadal jest i regularnie przez Autora pisany). Mogłem sobie tam nawet, w komentarzach podyskutować, czasem się poczubić trochę, czasem z czym zgodzić, a najwięcej pewnie dowiedzieć i poćwiczyć myślenie, z różnymi Ludźmi, gośćmi bloga Arka.
A byli (i niektórzy są nadal) wśród nich m. in. : profesorowie matematyki, fizyki, tak teoretycy jak doświadczalnicy (choćby Trurl z Klapaucjuszem – serio, taki miał nick..), nauk technicznych, filozofowie (tacy z tytułami i tacy z pretensjami oraz samoucy), bywali też wszelkiej maści dziwacy, polscy niedocenieni wynalazcy, także licealistki (pozdrawiam Kopciuszka z tamtych czasów), psycholożki.. Kogóż tam nie było.

Razu jednego, pewien prof. dr hab. inż. nauk technicznych udowadniał mi w dyskusji,
że człowiek żadnej wolności nie ma i wolności tylko w pewnych granicach iluzję, gdyż
– i choćby dlatego – nie miał nawet wolności czy być czy nie być, czy się urodzić, żyć, nie zapytano go o to.. Więc co i dalej mówić o innych zdeterminowaniach. Byłem wtedy bezczelnawy bardziej niż teraz i zaargumentowałem, że o wolności w ogóle można mówić tylko gdy coś (ktoś) istnieje. W nieistnieniu żadnego dylematu wolności być nie miał, z definicji niejako. Riposty się nie doczekałem..

Baton wskazuje też, że pewne teksty, które są nienajgorsze (wspomina o “Bułce”) są za bardzo ukryte.
Tutaj znowu są dwie drogi i dwie możliwości.
Można upierać się, tak jak Gieorgij Gurdżijew, że pewne teksty muszą być celowo skomplikowane (często pozornie, bo po prostu wymagają nie tylko nawet erudycji i oczytania, co doświadczenia życiowego i umiejętności widzenia tego, co wokół nas jak
i w nas samych) lub pewne treści powinny być na różne sposoby poukrywane, dlatego by dotarł do nich czytelnik odpowiednio zdeterminowany i wnikliwy, taki, który zasłuży. Przypomina to klasyczne wschodnie próby, które musiał przejść uczeń. Choćby żeby mu się chciało gdzieś indziej niż.. na czole.. kliknąć.

“Opowieści Belzebuba dla Wnuka” są przecież tak napisane (choćby językowo, literacko), że aż nie chce się ich czytać. To, że autor wprowadza irytujące neologizmy wydaje się wyłącznie denerwujące, dopóki potencjalnie nie odkryjemy, że robi to celowo, gdyż chce odzwyczaić nas od znanych pojęć, które rozumiemy zupełnie opatrznie – (tu powinno być “opacznie” ale zostawiam literówkę, gdy ja zauważyłem, gdyż też na coś wskazuje..) niż należy je rozumieć, wg niego, prawdziwie (jak choćby pojęcie: śmierć).

Ale.. Czy ja chcę aby podobne zagrywki stosować?
Utrudniać by selekcjonować zdeterminowanych czy odpowiednio uważnych?
A gdzie tam.. Nie chcę.
Nie jestem Gurdżijewem i nie jest też pierwsza połowa XX wieku.

Czasy są inne, Ostatnie, i na takie sprawy czasu już nie ma.

Przeciwnie. Działam w ramach tego, co się rozpoczęło, mianowicie to, że, wszystko co było dotąd zakryte, zostanie ujawnione.

Por. Ewangelia wg Mateusza 10,26.

(lekko większy zrobi się ten zrzut ekranu po zastosowaniu: prawy klawisz myszki i Otwórz grafikę w nowej karcie..)

Dlatego wszystkie uwagi Batona przyjmuję też jako napomnienie (łagodne, widać dobre ma mój Gość serce i wyrozumiałe, co już go stawia, to tylko samo, ponad wieloma koneserami, i co, nawiasem mówiąc, wypełnia też zalecenie Gurdżijewa, by dla ludzkich niedoskonałości być wyrozumiałym.. Lecz nie pobłażliwym w tym znaczeniu, które mogłoby samym tym ludziom przynieść szkodę).

Dlatego wyprostuję pewne nie do końca chcący (niechcący raczej) ukryte treści, nie tylko Bułkę.

W najbliższych wpisach, może nie pierwszym czy drugim, ale jeszcze w listopadzie, zajmę się jednak dwoma, bardzo ważnymi pytaniami, propozycjami rozważań, które Baton postawił.

A wyrozumiały i łagodny tutaj akurat nie był, bo poruszył kwestie, na które napisać coś sensownego najtrudniej, tym bardziej, gdy tak ogólnie są zagajone.

Temat istnienia zła i Złych, najkrócej mowiąc oraz temat: myślenia.
I bardzo to ogólne i jedne z najtrudniejszych kwestii, dla ludzi, i ich myślenia (w przypadku myślenia o myśleniu jest to: metamyślenia – typowe dla filozofów, szczególnie kognitywistów, analitycznych, języka i nauki).
Jest to trudne jednak także – i w w pierwszym przypadku (zagadnienia zła) może nawet
i kluczowe – w obszarze serca: czyli uczuć, odczuć, emocji, empatii.

Tu jednak muszę przerwać, gdyż opuszczam świątynię i idę w stronę..

Przeszedłem przez nawę główną.

nawa główna

Nie oglądając zbytnio się na portal frontowy i specyficzne nowomodne rozety.

Portal frontowy i nowomodne rozetki

Szedłem tędy:

Cofnąłem się rakiem na chwilę

Później tędy:

Ścieżka jest raz szersza i widoma a raz bardziej zagadkowa.

I owędy.

Tutaj, choć portal i ornamentyka bardziej tradycyjna, nie wszedłem. Nie tylko dlatego, że na głucho wyzamykane.

Wypatrzylem corvina alba, ale akurat wśród innego gatunku.

trochę zmarznięty

Zagruchało mi m. in. o tym, że trzeba wprowadzić na tym blogu lepsze funkcjonalności
i sprawdzić tagowania, bo pewnie jeśli ktoś szuka po tagach to wielu wpisów nie pokaże.. Mój błąd, niestaranność i pewna nieznajomość wordpressa. Powinienem też sporządzić listę wszystkich wpisów z krótkim wskazaniem zawartości łatwo dostępną z linku obok (na górze, w menu po prawej jest tylko zaczątek takiego spisu). Inaczej wiele treści się gubi. Zrobię to.

Poza tym poprawię pewne tagowania, bo źle pewne słowa kluczowe –keywordsy – tagi – urządziłem i dublując się niejako (choćby : ewangelia, ewangelie, fotografia, fotografie) wprowadzają w błąd. Poza tym muszę sprawdzić czy pewne są w ogóle dodane tam gdzie trzeba. A pewne są zbędne.

Zakarbowałem sobie te potrzebne zmiany funkcjonalne
i przejrzystościowe, pragmatyczne i prakseologiczne, techniczno – formalne oraz wygodnościowo – popularyzacyjne, poczym ruszyłem dalej.

Z Białym się jednak wprzódy pożegnałem.
Niektóre drogi są niejasne i nieoczywiste. Światło niby prowadzi, ale gdy się odbija, załamuje i daje refleksy, może wtedy wykrzywić rzeczywistość i zmylić idącego na pewien czas (lub przestrzeń).
Ale gdy człowiek się stara a przede wszystkim ma Czyste Intencje, wtedy długo błądzić mu się nie pozwoli
i poświęci tam gdzie trzeba. O proszę – tu też ciekawa literówka – miało być, rzecz jasna (nomen omen) – “poświeci” – ale ze światłem tak to bywa, że czasem jak poświeci to i nawet poświęci. Sacrum. Serio.
Coraz bliżej końca drogi – na dziś (dzisiejszy wieczór).
Przepraszam za jakość niektórych fotografii w tym wpisie. Ale tą wstawiłem (i zostawiam), bo wiem, co tam widać, może Ktoś też będzie wiedział.

Gdy niecałe 2 lata temu zamieszkałem ponownie w Krakowie (w którym – bez mojej woli – tej świadomej na teraz – się też urodziłem, 8.8.77 roku – ale jeszcze przed 1980 wyprowadziłem a właściwie to mało miałem w tej sprawie do gadania) , zaraz przy bloku, na wejściu niejako, wymalowano:

Niby nic szczególnego, bo 8 i 8 to pewnie skrót od HH czyli “Heil Hitler“, który wypisują (bo graffiti to nie jest) po ścianach neofaszyści (tylko dlaczego polscy, tego akurat nie bardzo rozumiem). A jednak w zestawieniu ze mną (8. 8., 7.7.) oraz dodatkowym tekstem na powyższym murku widocznym, raczej takim niebardzo typowym dla faszystów itp., była to sympatyczna synchroniczność.

Natomiast zupełnie niedawno, po czerwcu roku bieżącego, latem – gdy już wiedziałem, jak trudną ścieżkę mi zgotowano (musiała być wcześniej wybrana – ja sam bym jej nie wybrał, aż tak bowiem od dawna bezczelny nie jestem) – przy drodze, po której najczęściej wracałem do domu, jak to czynię właśnie teraz – to piszącktoś nalepił taki znaczek:

ul. Racławicka

Ścieżka Lwa bywa bowiem także, w Taoizmie, nazywana ścieżką Tygrysa.

Dobranoc.

PS Sprawdziłem też stan techniczno-programistyczny tej witryny

Please follow and like us:
error0

Święte Światło, Psychoterapie i Tajemnica Mateusza Lewity

Zapowiadałem, że następny wpis miał się pojawić niebawem, a wychodzi to niebawem nie takie niebawem, może nawet zupełnie bawem, ale w sumie niedługo..

Dużo różnej pracy. A za 3 dni urodziny (8.8).
Jutro muszę Tacie zawieść książki Virginii Woolf.

A i niespodziewane zdarzenia.

Nawet, tak się zdarzyło, że może mogłem komuś pomóc..

Ale ta osoba, do końca chyba tej pomocy nie chce…
Pomóc komuś to najczęściej – jeśli pomoc mądra i skuteczna – się sprowadza do odpowiedniego wytłumaczenia Chorej Osobie, dlaczego i jak może sobie pomóc sama..
Różnie to z tym jest..
Przykładowo choćby w schorzeniach psychicznych (a i duchowych) notuje się większą skuteczność, gdy Pacjent ufa “lekarzowi” – choćby, wierzy (lub wie) w jakiś jego autorytet…na ten przykład choćby mniejsze powodzenie ma terapia – psychoterapia,
czy psychiatryczna osób wysoce inteligentnych – gdyż z natury rzeczy trudniej wtedy o taką relację, gdy lekarz czy terapeuta w oczywisty sposób przewyższa chorego inteligencją (lub jako taki się choremu jawi) – trudno więc o wspomniany wyżej efekt zaufania czy autorytetu.., a co za tym idzie trudniej też chorego nakłonić, przekonać czy też w ogóle ukazać mu sprawę tak, by go zmobilizować do odpowiedniego uleczenia siebie samego, choćby dając wskazówki, co należy robić, a czego unikać..

I w sumie – taki wskazówki pewnej przypadkiem do mnie piszącej (na FB) osobie dałem, starając się korzystać z całego mojego doświadczenia życiowego i choć wcale mi się nie wydawało, że cokolwiek w tak trudnej sprawie (cierpień duchowych) pomóc mogę, to okazało się, chyba, że pomóc nawet jakoś mogę czy mógłbym, ale Pacjent(Ka) wcale nie taka skłonna się do ukazanych prawideł i zasugerowanych zmian wzorców postępowania zastosować. A dlatego, że coś tam jednak za bardzo lubi i pożąda..
A w naturze tak już jest, że jak się z pożądaniem i lubieniem czegoś bardzo przesadzi, to się to odbija w drugą stronę i powoduje przykrości. Wiedzieli o tym już starożytni epikurejczycy..
Tak już jest, oj znam się ja na tym sam, aż za dobrze, święty nie jestem, a może nawet najgrzeszniejszy z grzesznych (no, może nie naj, ale bardzo grzeszny -to zresztą cecha Mateusza, że – tym się choćby i przede wszystkim od Faryzeuszy ukazanych w przypowieści z Ewangelii – różnił, że on o tym, że bardzo niedobry jest, wiedział i się tego wstydził – a oni nie wiedzili, ba – sądzili, że są bardzo dobrzy, oj, prawie, że święci..
I to byłaby jedna z ważniejszych przyczyn, dla których tak niedoskonałego człowieka jak Mateusza Praw…(pardon, Celnika) Pan Jezus wybrał. Że i takiego wśród 12 Dobrych Ludzi miał (którzy to wszyscy wcale tak doskonali nie byli, ale się starali… ba, głupi byli nawet jak but, tak, że nawet Pana Jezusa nie raz wnerwiali.. No ale cóż, jak się nie ma co się ma (tacy ludzie, no..) – to się lubi co się ma (pomyślał Pan Jezus i podrapał się w Aureolę – pewnego razu, który to nie jest wspominany w ewangeliach [a to dlatego, że mocno są one co do faktów zmanipulowane i skłamane. Co do nauk i przypowieści – mniej, ale co do faktów i toku wydarzeń i samego życia i bycia i kolei losów Pana Jezusa – to oj, aż ręka swędzi i ucho, tak są skłamane.. Będę o tym jeszcze pisał, a juści!

Taki krótki wpis, a tyle wątków się pojawiło, dygresji…
I wszystkie jakby takie – rzucone, a nie dokończone.
Jakże tak można, bałaganiarsko pisać?

Ale tematów i treści przecież takie nieprzebrane bogactwo… i wszystkie ważne.
Toteż czasem trzeba i tak napisać. A to co zaczęte, będzie gdzieniegdzie tu i ówdzie kontynuowane, więc jeśli ciekawość wzbudzona (a czasem i nerwy, a co, ja wiem, że nerwy także, bowiem treści różne takie, że człowiek przyzwyczajony do tego, jakie były i są, i gdy się zupełnie nowe na temat takich treści słyszy lub czyta, jak tutaj, twierdzenia, wtedy nie tylko oczy się szeroko mogą otworzyć ale i ręka zaswędzić, by takiego Niecnotę, co Prawdy takie głosi – nowe a nieznane (i kontrowersyjne!) – palnąć, a chociażby – jeśli palnąć nie można – bo internetowa odległość nie pozwala – wyzwać – jakimś najgorszym słowem, nie przypiął ni przyłatał choćby – Ad Personam!

Tak, tak, tyle to treści i taki tutaj w tym wpisie bałagan..

Co to za apostoł? Ano, bo poza tym, że grzesznik – to strasznie chaotyczny człowiek, czasami (nie zawsze, bo się potrafił spiąć, ale ogólnie to często taki niepozbierany i bałaganiarz). No cóż, nikt z 12-stki nie był doskonały. Ale, że aż tak – takiego? No fakt, sam muszę przyznać, że do tej pory, od Początku się głowię i dziwię i w głowę tą (wspominaną) zachodzę i wschodzę (i poprawiam aureolę, która – inaczej niż u Pana Jezusa – wcale do tej łepetyny nie pasuje, jakby, nie przymierzając, słoma z butów przeszkadzała jej się dopasować) – od samego Początku, nieustannie (jak w nowennie..a może i litanii..), do teraźniejszej, teraźniutkiej chwili, się głowię, jak takiego typka, jak Mateusz Pra (pardon, Celnik) można było pośród Dwunastu Policzyć.
Ano nic, jedyna może odpowiedź właściwa na to, że Boskie wyroki niezbadane i dla Boga nie ma nic niemożliwego, więc może i to możliwe i Prawdziwe.
Tak sobie myślę, gdy wspominam biografię i koleje życia oraz, znane mi, cnoty i niecnoty (te drugie głównie) Mateusza zwanego LEWitą.
Bo, tutaj zdradzę tajemnicę, najbieglejszemu tylko biografowi rzeczonego i historiozofowi znaną, że: wbrew utartym mniemaniom, nie dlatego tak się on zwał, że z plemienia i kasty lewitów pochodził, ale dlatego, że z Lwiego Plemienia został tutaj przysłany, aby Ludziom pomagać.
Bo Ludzi, nie wiadomo w sumie do końca czemu i za co, to Koty jednak kochają.
[a poza tym, jak już wspominałem, ale powtórzę, bo to ważne, a poza tym od tego zdania się pewna bestsellerowa Powieść rozpoczyna, że:

– Żydzi nie są żadnym narodem wybranym. Ulubioną rasą Pana Boga (i Pana Jezusa także, tylko inny podgatunek) są Koty!

A teraz trochę Świętego Światła.

SSS – Świetę Światło w Safed, mieście kabalistów (Palestyna, styczeń 2019 AD)

Acha, jeszcze jedno, tak wspobnie trochę, taki auto-komentarz, może wczesny i może mylny, ale póki co, jestem nawet z siebie (trochę) zadowolony.

van Eyck, Małżeństwo Arnolfinich, w otoce lustra Artysta zamieścił małą auto-recenzję (no i tutaj wiadomo już, że nie wczesną, ani nie mylną), która brzmi:

Najlepsze, co kiedykolwiek Namalowałem.

I mi się tak, na Teraz, wydaje.

Dobranoc i do Usłyszenia – po 8.8.

Wpis dedykuję Rodzicom i Arkowi , M

PS
Po namyśle, o 3:33 w nocy postanowiłem dodać jeszcze 2 fotografie..
Dlaczego? Dlatego, że powyższy wpis jest lekki i dużo w nim humoru (mam taką nadzieję, bo taki miał i być), ale cała tematyka (a bardzo jest aktualna i staje się, z upływem czasu, coraz aktualniejsza) jest poważna, a nawet bardzo poważna.
I chciałbym o tym z całą powagą zapewnić. MD

cloud bird snout fire – Igni Natura Renova Integra (“the whole of nature is renewed by fire”)

Ale jest Nadzieja.

“Hope” (Nadzieja), Safed – miasto kabalistów, Palestyna styczeń 2019 AD, (c) MD


Please follow and like us:
error0