Przyszłość Nowego Człowieka – psychologiczna interpretacja przypowieści ewangelicznych

Chciałem przypomnieć, że od 23 czerwca zeszłego roku, ukazywała się tutaj, w odcinkach (ilustrowanych bogato fotografiami i nie tylko) moja parafraza bardzo wartościowego i bardzo mało znanego dzieła ucznia G. Gurdżijewa, dr Maurice’a Nicolla “Nowy Człowiek”.

Tak to się zaczęło (Pierwszy odcinek).

Z powodów czasowych, po zakończeniu przedstawiania kwestii wstępnych, nie dam rady już parafrazy pociągnąć dalej, zamieszczę jeszcze kilka odcinków ciekawszych ustępów, które mam już opracowane.

Wszystkich znających trochę język angielski zachęcam bardzo do sięgnięcia po tą pozycję. Można ją (testowo!) ściągnąć ode mnie
(tutaj, z Pleoromy)

, ale gdyby ktoś mógł zachęcam do zakupu oryginału, np. tutaj:

“New Man: An Interpretation of Some Parables and Miracles of Christ”

Tymczasem wracam do innej roboty.

Nowy Człowiek na Nowe Czasy (Odc. 22)

Dlaczego człowiek powinien porzucić „dom rodzinny”, porzucić znane terytorium i udać się w takie dzikie ostępy?

Na takie pytanie można dać więcej odpowiedzi, więcej domysłów, wychodząc poza ten fragment, ten odcinek – kolejny już – omawiania psychologicznego (i ezoterycznego) znaczenia przypowieści ewangelicznych.
Każda dojrzałość, wzięcie na siebie odpowiedzialności – conajmniej za siebie samego – to symboliczne opuszczenie domu.

Uwaga na marginesie: Koty w warunkach ziemskich opuszczają dom rodzinny wyjątkowo późno. Może to mieć dobre strony, gdy uda się opanować złe.


Można też powiedzieć:

“Życia duchowego nie można prowadzić na przedmieściu. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach, a my, którzy nim żyjemy, musimy zaakceptować, a nawet cieszyć się, że pozostaje ono nieoswojone.”
(Howard Macey)

Kolejna uwaga na marginesie głównego toku tego wywodu:
J. Eldredge, autor bardzo ciekawej, godnej częstszych przywołań,

książki “Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”

tylna strona okładki rzeczonej książki

(można spokojnie polecić ją szukającym czysto laickiej wnikliwej i nie tak oklepanej psychologii, choć wydana jest i po części osadzona w duchu religii chrześcijańskiej) zauważa:
“Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogrodu. Adam jednak, jak pamiętacie, został stworzony poza Rajem, w dzikiej przestrzeni. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Dopiero potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpiana nieuleczalną tęsknotę odkrywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że
kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu.”
[Patrząc na ten fragment Ktoś czy Któraś z Czytelników, Czytelniczek, może zastanowić się, czy aby pozycja ta nie jest przesiąknięta, niestety zakorzenionemu
w chrześcijaństwie (które jednak, jak już kilka razy dopowiedałem w różnych wpisach,
w istocie jest tylko i aż jedną wielką parodią swej genezy i początków), patriarchalnemu zboczeniu? Nie, nie jest, z tego co pamiętam (większe fragmenty tej książki). Jest rozsądna i potrafi pięknie i celnie mówić też o Kobiecie bez stawiania jej w jakiejś podrzędnej roli.]

Człowiek (Jezus) jest głodny chleba, ale nie w literalnym znaczeniu, lecz tego chleba, o który prosimy w Modlitwie Pańskiej, tak błędnie przetłumaczonego jako „nasz chleb powszedni” – chodzi o chleb transsubstancjalny, o wskazania na drogę, i literalnie raczej o chleb na dzień jutrzejszy, tak naprawdę, to znaczy na to, co wiąże się z rozwojem naszego życia, nie tego życia, jakim ono jest – w dniu powszednim, w codzienności, ale takiego, jakim jutro może się stać, chodzi o chleb, który da nam niezbędną energię do wewnętrznego rozwoju i wzrostu, o pożywienie, które przyniesie sukcesywnie kolejne fazy w pogłębieniu naszego zrozumienia.

Modlitwa Pańska, na marginesie, jest bowiem modlitwą o rozwój wewnętrzny i prośba o chleb jest prośbą o rodzaj zrozumienia niezbędny to tego.

[Modlitwa ta, popularne w jęz. polskim “Ojcze Nasz” (łać. Pater Noster) doczekała się też wielu bardziej lub mniej ekwilibrystycznych interpretacji i alegorii, w tym numerologicznych, kabalistycznych i .. eklektycznych (przyciągających bogactwem wyprowadzanych znaczeń, jak przykładowo, z pamięci, wydaje mi się, intepretacja Martynistów. Ezoteryczną interpretacją tej modlitwy zajmiemy się w swoim czasie]

W takim stanie „dzikości” pokusą jest samemu uczynienie chleba dla siebie, to jest, pójście za swoimi własnymi ideami, za swoją własną partykularną wolą. Tak dokładnie postąpili budowniczowie Wieży Babel, którzy użyli własnych materiałów, cegieł i mułu, w miejsce kamienia (skały) i solidnej zaprawy. Sądzili, że mogą zbudować nowy świat ze swoich własnych idei. Dlaczego jednak ktoś nie powinien zdać się raczej na siebie samego i na to, co płynie z powszedniego dnia, niż czekać czegoś, co wydaje się wątpliwe?

U Mateusza odpowiedź Chrystusa na to kuszenie brzmi:

Lecz On mu odparł : « Napisane jest : Nie samym chlebem żyje człowiek , lecz każdym słowem , które pochodzi z ust Bożych »
(Mateusz, IV, 4)

Zobaczmy jasno, że diabeł podpowiadał Chrystusowi by przemienił, dla siebie i swego głodu, kamień w chleb – to jest, aby nie czekał na jakieś Słowo Boże.
Szatan mówi: „Jeśli ty jesteś Synem Bożym, rozkaż tym skałom by stały się chlebem”, co oznacza: pożyw się swoją własną siłą i rozumiem, ideami.
[Może to też oznaczać, jeśli pamiętamy, co w odwiecznym języku przypowieści oznacza: “skała” – kuszenie do tego, by zatrzymać się na najbardziej podstawowej, nieelastycznej, wyrytej w “kamieniu” Prawdzie, którą, jak już wiemy, choćby z Odc. 14 (dość popularnego, z tego co widzę) – można się poranić. Nicoll takiego odniesienia tu nie czyni, ja idę za swoją ideą (pomysłem), by takie dodatkowe powiązanie tu wskazać. Nie zawsze, mam tutaj nadzieję, pójście za swoją ideą – jest złe. To zależy – diabeł tkwi w szczegółach i w kontekście – prawie zawsze.]

Ale misja Chrystusa, która rozpoczęła się niezwłocznie po tych kuszeniach w odludnym miejscu, nie polegała na produkowaniu prawdy i znaczenia przez niego samego, ale na zrozumieniu i nauczaniu Prawdy i znaczenia Słowa Bożego – to jest tego, co należy
i pochodzi z wyższego poziomu wpływów. Test dotyczył woli samego człowieka (samowoli) i woli wyższego rodzaju i człowiek powinien wybrać wolę Boga – a nie swoją własną.

Człowiek, jak wtedy Chrystus, powinien niższy, ludzki poziom siebie samego wznieść
i oddać pod kontrolę woli wyższego poziomu, boskiego rodzaju. To właśnie ten niższy ludzki poziom jest tutaj tym, co podlega kuszeniu – jest on oczywiście w Jezusie, jako urodzonym z ziemskiej matki.

Pomylić niższe z wyższym oznacza zniszczenie człowieka, gdyż wtedy przypisuje on sobie coś, co do niego nie należy.

A do kogo, tak naprawdę, należy COKOLWIEK – i co to jest to tzw. “święte prawo własności” czy dziedziczenia, tak chronione od wieków przez tzw. “kościół chrześcijański”? Czy aby nie jest to kolejna “przedwieczna” (ale tylko w ludzkiej rachubie wieczności, która jak wiadomo – jest ledwo machnięciem skrzydeł komara) kradzież – bezczelne przyznanie sobie tego, co należy tylko do Całości (i Odwieczności), czyli jest boskie? [pytania wtrącam mocno poza nurtem parafrazy Nicolla – ja, Marat]

W ten sposób człowiek jest kuszony, by uznał „Jestem Bogiem” a nie „Bóg jest mną”.

Jeśli powie: „Jestem Bogiem” identyfikuje siebie z Bogiem, ale czyni to z niższego poziomu, co niszczy w nim pierwiastek boski, człowieczeństwo.

Jeśli zaś powie: „Bóg jest mną”, poddaje wtedy siebie, swoją wolę i czyni wolę Boga swoim „Ja”, tak więc to co w nim niższe musi ustąpić przed tym, co wyższe.

Zauważmy, że Szatan zwrócił się do Jezusa podkreślając: „jeśli ty jesteś Synem Bożym”, co sugeruje, ze Jezus może czynić co mu się podoba, tak jakby był po prostu na poziomie Boga.

To wszystko, ten potencjał, był w Jezusie – miał w nim miejsce.

Jakkolwiek to kuszenie może być odebrane całkiem prosto, jako odnoszące się do próby powstrzymania pewnych apetytów, w tym przypadku dosłownie głodu, jest raczej jasne że inne i głębsze znaczenia znajdują się ponad literalną interpretacją i wiążą się z całością problematyki miłości własnej i pokusy siły, władzy – w którym to ludzka natura jest zanurzona. Jak wiemy, Jezus miał w sobie jak najbardziej ludzką naturę.
Zadaniem była jej transformacja.

pustynne lotnisko w Egipcie;
Szatan – w kolejnym kuszeniu – ukazał Człowiekowi (Jezusowi) cały świat (wszystkie królestwa) z góry – lecz raczej nie z samolotu
na pustynnych drogach oprócz Szatana i Jezusa można spotkać też rzeczy bardziej puszyste, i czasem niestety ginące pod kołami (ten kot miał szczęście, przykleił się do szyby – jak widać – od strony ogona i tyłu..

Następny wpis, jutro, będzie w całości wypełniony fotografiami.

Te zaś – z dzisiejszego (4 listopada 2019) wczesnego już (zegarowo) końca widnego dnia.

Gdy zaś te scenerie wydają nam się zbyt niepokojące tak kształtami (pewnymi..) jak barwą, dajmy oku odpoczynek na:

In Cloud’s smile We Trust – W Uśmiechu Chmury Pokładamy Nadzieję.
Czy taka będzie dewiza na przyszłym środku płatniczym? Czy będą przyszłe środki płatnicze? I nie o czasy chipowania tu chodzi i znamienia VISA, a o Czasy Po tych Czasach.

NCnNC – cz. 14

Człowiek, który jest przywiązany do dosłownego znaczenia wyższej Prawdy może zniszczyć sam siebie. To wyjaśnia, być może, dlaczego niektórzy religijni ludzie wydają się zniszczeni przez ich kontakt w wiarą i religią i stają się przez to gorsi nawet, niźliby uczyniło ich same życie.

To być może jest także ukazane w piątym rozdziale Ewangelii Marka, o człowieku opętanym przed ducha nieczystego, który na stałe mieszkał w grobach, o którym powiedziane jest, że zawsze „ranił się o skały”.
Skały – a więc branie wyższej Prawdy w jej dosłownym znaczeniu, na niższym poziomie – raniło go i czyniło nieczystym.
I od kiedy Jezusa można uznać za reprezentację, powiedzmy – obecnie, wyższego rozumienia takiej dosłownej Prawdy, człowiek ten płacząc zwrócił się do niego: „Czegóż ode mnie chcesz”, a Jezus wezwał duchy nieczyste do wyjścia z tego człowieka. Ten człowiek oznacza to, co dany człowiek jest w stanie zrozumieć – człowiek bowiem, jak już zaznaczyliśmy, jest w zasadzie tym – czym jest jego rozumienie, jakie jest jego rozumienie.
Ale to tylko przelotny rzut okiem na ten cud – tę przypowieść.

Mowa tutaj o winnicach, skałach, wodzie, winie, dawnych czasach, ale tak naprawdę mowa o tym, co jest jak najbardziej teraźniejsze i aktualne – i o tym, co się dzieje w nas psychologicznie i w okół nas – teraz i zawsze; Jerozolima, uliczka handlowa – styczeń 2019 rok (AD) – Jerusalem

[Pamiętajmy, że dopóki człowiek nie wykształci w sobie odpowiednio silnej indywidualności, ma wielorakie osobowości – legion, które walczą w nim
i zwodzą go.]

Odnosi się do określonego stanu w jakim może znajdować się człowiek, w kontekście nauczania o wyższej prawdzie. Sednem jest tutaj to, że biorąc wyższe, psychiczne prawdy literalnie człowiek może się poranić (i oczywiście jeszcze bardziej – ranić innych), staje się nieczysty.
Jego nieczystość została z niego wyrzucona i weszła w świnie, być może będziemy mogli zrozumieć więcej z pojawiających się tutaj znaczeń.

Jerozolima, 2019 AD – Jerusalem

Jezus zawsze uosabia prawdę nie literalną i nie li rytualną, głębsze zrozumienie Prawdy. Żydzi w opowieściach ewangelicznych niekoniecznie aktualnych (ówczesnych) realnych ludzi, członków narodu, ale określony poziom zrozumienia, w którym dominuje interpretowanie wszystkiego co należy do wyższego porządku wprost, dosłownie i literalnie. Każdy kto nie potrafi za słowami dostrzec znacznie psychologicznego, jest takim Żydem.
Tak więc, mówi się niekiedy, że „Żydzi ukamieniowali Chrystusa”.

Gdy Chrystus rzekł, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” , Żydzi mieli zamiar go ukamieniować, ponieważ ich literalnie nastawione umysły poczytało te słowa za bluźnierstwo. Wewnętrzne znaczenie jest takie, że ludzie rozumujący na poziomie dosłownego, rytualistycznego, zewnętrznego znaczenia „obrzucili”, ciskali te właśnie dosłowności niczym kamienie w tych, których rozumienie znajdowało się na wyższym poziomie.
Człowiek zawsze może ukamieniować innego człowieka narzucającym mu się znaczeniem bez zatrzymania się i przyzwolenia na refleksję czy odczucie na temat tego, co ktoś rzeczywiście miał na myśli.

obrazy, handel artystyczny, Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Odnieśmy się na chwilę do słowa i pojęcia wina, także używanego jako obrazujące Prawdę.  Głębiej zastanowimy się nad znaczeniem Prawdy ezoterycznej, gdy osiąga ona etap, wyższy stopień, na którym nazywana jest winem, w późniejszym czasie.
W tej chwili musimy rozeznawać, że skała (kamień) jest literalnym, dosłownym poziomem Prawdy ezoterycznej, woda odnosi się do kolejnego poziomu rozumienia tej samej Prawdy, wino zaś do najwyższego możliwego rozumienia.
W cudzie odnotowanym w drugim rozdziale Ewangelii Jana, Chrystus przemienia wodę w wino. Przy tej okazji wzmiankuje się, że polecił on sługom napełnić kamienne stągwie, kamienne zbiorniki – wodą i wtedy przemienił wodę w wino. Na przykładzie tego obrazu ukazane są trzy etapy, trzy stopnie, jaki przybierać może ludzki stosunek do Prawdy a oznacza to nic innego jak trzy rodzaje rozumienia Prawdy ezoterycznej.

Idea wina wiedzie naturalnie do idei winnic, które wino produkują. Zanim przejdziemy dalej w badaniu odwiecznego języka przypowieści, musimy przyjrzeć się znaczeniu tych winnic i spróbować odnaleźć wskazówki dotyczące ich prawdziwego znaczenia. Prawda, której cały czas próbujemy tutaj dotknąć nie jest, jak już wiemy, prawdą zwyczajną, powszednią. Jest ona jednak na ziemi zasiana. Także Chrystus nauczał tego rodzaju prawdy, w Kazaniu na Górze mówił nader otwarcie o pewnych jej aspektach, lecz głębsze znaczenia zostały ukryte i przekazane w formie przypowieści.

Powtórzmy, że człowiek nie może wymyśleć tego rodzaju prawdy – sam z siebie. Wskazaliśmy, że podobny temu, skazany na niepowodzenie wysiłek, opisany jest symbolicznie w historii budowy Wieży Babel.
Wyższa Prawda, która oznacza po prostu prawdę, która wiedzie do wyższego poziomu człowieczej auto-ewolucji, nie wrasta w normalnym życiu, lecz pochodzi od tych, którzy już osiągnęli ten wyższy poziom.

[Tutaj jeszcze raz przypomnę, że Wyższa Prawda może trafić i zostać właściwie zrozumiana tylko przez tych, którzy już jej elementy przeczuwają. Warto dodać, że przede wszystkim ( czy też może bardziej zwracać na to warto uwagę) – sercem (uczuciem) – nie tyle umysłem, intelektem.]

Ten wyższy poziom osiągnęło wielu. Niektórzy z nich, niewielu, są odnotowani w annałach zwyczajnej historii. My tutaj, ograniczmy się do Chrystusa (pisze Maurice Nicoll).
Oczywiście, być może takie – historyczne – i na pół legendarne postacie jak Budda, Lao-Tse, Sokrates..

Memy, znane postacie, plakaty, postery, rozrywka, fabryka marzeń; Jerozolima 2019 AD – Jerusalem

Chrystus wypowiedział wiele słów dotyczących ustanowienia tej nowej Prawdy na Ziemi i niekiedy używał obrazu „winnic”. Szkoła, ośrodek nauczania, bazujący na prawdzie tego rodzaju, jest określany przez niego właśnie winnicą, a celem tej winnicy jest przyniesienie, wydanie owocu. Jeśli nie obrodzi owocami, zostanie wycięta.
Chrystus także o sobie mówił jako o winie (krzewie winnym)

Ja jestem krzewem winnym , wy – latoroślami . Kto trwa we Mnie , a Ja w nim , ten przynosi owoc obfity , ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić . Ten , kto we Mnie nie trwa , zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie . I zbiera się ją , i wrzuca do ognia , i płonie . Jeżeli we Mnie trwać będziecie , a słowa moje w was , poproście , o cokolwiek chcecie , a to wam się spełni . Ojciec mój przez to dozna chwały , że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami . Jak Mnie umiłował Ojciec , tak i Ja was umiłowałem . Wytrwajcie w miłości mojej ! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania , będziecie trwać w miłości mojej , tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości . To wam powiedziałem , aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (Jan, XV, 5-11)

Chrystus przytacza taką oto przypowieść związaną z winnicą:

I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.  Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym figowcu, a nie znajduję. Wytnij go, po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”». (Łukasz, XIII, 6-9)

Z tego punktu widzenia człowiek przedstawiony jest jako zdolny do specjalnego wzrostu, rozwoju wewnętrznego, i winnice zostały urządzone aby uczynić tej rozwój możliwym i go wspierać. Oczywiście nie są to dosłownie winnice. Są to szkoły, miejsca
i osoby, związane z nauczaniem Wyższej Prawdy.

Czego uczą? Po pierwsze przekazują wiedzę, która, jeśli jest odpowiednio praktykowana, prowadzi do człowieka na wyższy poziom rozwoju, który jest nieodłącznie, ale jedynie potencjalnie, mu właściwy.

To czego nauczają człowieka, to to, że jest Indywidualnością, to znaczy – niepowtarzalną osobą.

Jako taki może osiągnąć wyższy poziom rozwoju mu przynależny, wyższy „stopień” samego siebie, i jest to najważniejsze i najbardziej znaczące jego zadanie życiowe, tylko taki rozwój może odpowiedzieć na jego najgłębsze pragnienia.

Rozpoczyna się od nauczania tej Prawdy i wiedzy dotyczącej i mieszczącej się w tej specjalnej prawdzie, ale prowadzi to do czegoś innego. Droga nauki i rozwoju prowadzi od Prawdy do pewnego definitywnego, stałego stanu, gdy człowiek nie działa już wyłącznie na podstawie prawdy, która zaprowadziła go na ten wyższy poziom rozwoju, ale działa naturalnie z tego poziomu, z udoskonalonego samego siebie.
Czasami nazywa się to Dobrem.
Wszelka Prawda musi w konsekwencji prowadzić do jakiegoś Dobra.
Do jakiegoś dobrostanu i dobrego w istocie działania, jako swojego głównego celu.
[Prawda, która finalnie nie przemienia się w Dobro jest bezużyteczna].

Taka jest główna idea należąca do pojęcia „winnic”. Wtedy zaczyna się produkować wino. Człowiek zaczyna działać z mocy samego Dobra, nie tylko posiłkując się czy kierując Prawdą, którą poznał i wtedy staje się Nowym Człowiekiem.

*

Tymi słowami kończy się wstęp do “Nowego Człowieka”.
Następnie przejdziemy do zagadnień bardziej szczegółówych,
poza tym – tego, czym trzeba się zająć – narasta.
Dodam tutaj jakieś ilustracje, ale w przeciągu kilku dni być może dopiero.

7 września wieczór – nadchodzi jesień – cofnijmy się teraz do początku tego wpisu, dodam kilka zdjęć.. – nadchodzi inna pora roku i trzeba zmienić sposób pracy, i pracę zefektywizować, bo na razie to nic nie ma..
Działanie w chwili, inspirowane, improwizacja, jest dobre, ale rzadko, albo tylko w pewnych cyklicznie nadchodzących porach (jak choćby pora lwów, w lecie), i takie improwizacje się sprawdzają, ale mają swoje ograniczenia i nie mogą być ciągle używane, jako jedyna forma pracy.. Niestety..,

Na inne okresy, na jesienne szarugi, na zimne mrozy, o wiele lepsza (jeśli nie jedyna) jest samodyscyplina, działanie i praca skrupulatnie wypełniająca założony wcześniej, przemyślany, mądry plan. Czy taki plan jest? No jakiś i jest.. Ale okres lata Lwów jakoś go przyćmił i muszę go sobie przypomnieć – zza blasków słońca lipcowego i sierpniowego muszę go wyciągnąć i zweryfikować, zdmuchnąć nagromadzony kurz letnich paproci i rosę.
Trzeba zmienić sposób tworzenia tego czegoś tutaj pożytecznego i zintensyfikować i to jest trudny moment, jak każdy moment, gdy się coś zmienia czy modyfikuje.. Ale oczywiście, cele pozostają te same.
Wysprzątałem chociaż jesiennie z pomocą ..
Ale.., to chyba już lepiej napisać w nowej notce, chociaż tutaj obiecałem trochę ilustracji – to ilustracje podrzucam, a z pisaniem przenoszę się na nową..

M.