Strach Cienia

Niniejszy wpis będzie skromny w słowach, ale ciężki w treści. Dlatego temat zostanie rozłożony na częsci. Pierwsza, można powiedzieć, najmniej semantyczna..

Trudno się pisze o cieniu, może proporcjonalnie jak się wewnętrznie rozpoznaje
i próbuje naświetlić – tutaj trudno o precyzję i klarowne (jasne) wyjęcie cienia z cienia
w sensie języka, przekazu. Tak jak w wewnętrznym zmaganiu się trudność była emocjonalna, czy raczej egzystencjalna (ponad emocjonalna, z elementem rozumowego rozpoznania, z siłowaniem się z naszą niedomyślnością i paradoksalnie ze świadomością – bo świadomość cienia nie lubi, nie lubi się nim zajmować, może nawet nie – na – widzi.
Sprawnie, czyli i syntetycznie i trafnie – i jasno – napisać więcej o cieniu przyjdzie niedługo, lecz jeszcze nie teraz.
Najpierw powróciły wspomnienia, sprzed 20, 15, 10, 5 – lat. Te najtrudniejsze, te kluczowe. Przez wrzesień dominowała eskapada z latarką ku najbardziej cienistym kątom i zakamarkom.
A potem:
Zwrócone mi także zostały, być może w pełni już, uczucia.
Ciekawe, że wcześniej przeżywać nawet umiałem, na odległość, uczucia Innych – niż własne, swoje.
Nie można nie pogrążyć się w zwróconych uczuciach, jak nie można nie podtopić – gdy nagle naszą wąską ścieżkę, nisko sklepioną, zalewa bezmiar szalejącej wody.
Nie należy się jednak także utopić.
Gdy wracają uczucia zalewają nas nasze pełniej uświadomione błędy, przeżywamy to, co przez nasze działania, nieprzemyślane, impulsywne, nieświadome ich prawdziwego znaczenia i efektu, stało się w Innych. Bliskich.

Biadanie nad sobą, żal, zatopienie się w rozpamiętywaniu i dryfowanie ku “zasłużonej karze i bezwładowi” jest przecież jednak najgorszym rozwiązaniem.
Nie ma chyba wydarzenia, emocji, błędu, tragedii – w której nie można by odebrać nauki, lekcji.
Wszystko to lekcje, bolą nas – w niewczesną świadomością – lekcje ciągle powtarzane, miesiącami, latami, dekadami (!). To normalne. Że jest tak, iż widzimy, że nie mieliśmy żadnej kontroli – i nie usprawiedliwia nas to, lecz jeszcze bardziej obciąża.
Ktoś puszcza nam fragment filmu – zapis naszego życia sprzed jakiegoś tam czasu, zapis lat: i widzimy, że wtedy gdy, jak się nam zdaje, pamiętamy, że chodziliśmy po ulicy, planowaliśmy, śmialiśmy się autoironicznie, tak naprawdę staliśmy – rok, dwa, trzy – pod murem i waliliśmy głową w mur. Miarowo, dosadnie, zapamiętale.
Jak nas to może nie boleć – widząc siebie przy tak bezsensownej i autodestrukcyjnej czynności. I bardziej serce boli niż głowa, bardziej serce, choć to głowa waliła w mur.

Koniec pewnych lekcji, choćby były najbardziej bolesne i przynosiły najbardziej gorzką samoocenę i autorefleksję , jest powodem do radości, i do raźniejszego marszu na Przód. Gorzka świadomość musi być dobrym paliwem, jeśli potrafimy ją spalić i wydobyć z niej energię. Na paliwie słodkim tak często zajeżdza się donikąd, i to jeszcze z zepsutymi zębami.

Jakkolwiek trudne byłyby zmagania z cieniem, to cień się boi naprawdę. Strach naszej prawdziwie świadomej części , naszego światła, nasz strach – jest tylko złudzeniem.

Cień się boi każdego Ogniska Świadomości
znalezione na poprzedniej fotografii

PS
W związku z niespodzianką (zapowiadaną, co nie jest sprzecznością..- ale “testową”), którą przygotowuję, przeglądam stare artykuły naszego wybitnego psychiatry Kazimierza Dąbrowskiego (najbardziej znanego jako promotora teorii “dezintegracji pozytywnej” oraz higieny psychicznej) i postanowiłem dołączyć do tego wpisu 2 fragmenty z krótkiego przeglądu definicyjnego “W poszukiwaniu zdrowia psychicznego”:

Zdrowie psychiczne
a wzmożona pobudliwość psychiczna (nerwowość)

Ludzie, którzy mają silnie rozwiniętą konfliktowość wewnętrzną, zyskują często opinię konfliktowych zewnętrznie poprzez własną „dziwaczność” i „obcość”, przeszkadzanie innym (głównie psychopatom i osobnikom psychopatopodobnym), poprzez własne istnienie.
Bowiem grupy ludzi sztywnych, prymitywnych, jednostronnych, zawsze będą miały postawę „nie”, postawę negatywną i wywołującą konflikty w stosunku do ludzi wrażliwych, twórczych i autentycznych.
Ci ostatni, o wzmożonej pobudliwo­ści, nie mogą być tolerowani z powodu inności,
z powodu odmiennych norm postępowania, braku stereotypowości i prymitywizmu popędowego.
Po­wstają wówczas niezawinione konflikty, narzucone i wywołane przez otoczenie. Natomiast konflikt wewnętrzny, konflikt ze swymi niższymi przeżyciami, z negatywnymi cechami własnego typu psychologicznego, konflikt z biologicznym cyklem rozwojowym i z własną ograniczoną na pewnych terenach wrażliwością jest wyrazem dynamizmów rozwojowych. Wiąże się to najściślej z dynamizmem
„wstępowania wyżej” przez pod­ porządkowanie sobie prymitywnego siebie, jaki m się jest, dla „wyższego siebie”, dla siebie, którym się „być powinno”.

Please follow and like us:
error0

Mój własny, prywatny Saturn

Zastawiam się jakie główne źródło ma osłabienie mentalne i duchowe, rozkojarzenie, dogłębny smutek, które zaczęły się już w pierwszym tygodniu września i trwają.
Jakie główne – czy też jakie “swoiście niezależne” od własnych, zdefiniowanych dawniej lub później cech, wad i słabości charakteru.

Czy to dochodzą do głowy różne, nieujednolicone, “Małe Osobowości” (small “I’s”), których człowiek ma ponoć określoną ilość (zapomniałem ile dokładnie, ale gdzieś około tysiąca) ?
Z opętanego JChs wyrzucił ponoć Legion złych duchów (“bo nas jest wielu”).
W pewnym sensie się skonsolidowałem na drodze do pewnej Indywidualności, ale
w takich czasach kryzysu, tak poznawczego, jak emocjonalnego, wydaje się, że stary bałagan ciągle pozostał zbyt duży. Mam wątpliwości co do tego, co do swojego stanu.
Ja w ogóle mam wiele różnych wątpliwości, w różnych kwestiach.

Dlatego nie usłyszycie u mnie jakichś kosmicznie fantastycznych wiadomości, detali o duchach, o tym jak wygląda i ile “waży” dusza, dokładny opis “4-tej gęstości” i jakie fantastyczne możliwości daje “nowemu człowiekowi” (przynajmniej na teraz..), statkach czy nazwach kosmitów. Wątpliwości to moje drugie Imię. Jeśli o czymś piszę, to znaczy, że jestem co do tego przekonany lub – bardzo znacząco jest to dla mnie uprawdopodobnione (wtedy nie napiszę tego nigdy stanowczo, jako “pewna wiedza”).
A jednak – czy lepiej mieć wątpliwości, nawet w najważniejszych sprawach – czy lepiej nie mieć ich w niczym?
Chyba jednak lepiej być ostrożnym – we wszystkim nieomal. Pod warunkiem, że nie rzutuje to zbytnio na proces decyzyjny i czynienie. A bywa, że niestety rzutuje..
Pisałem jednak w poprzednim wpisie dwa dni temu – cytując Arka – co jest kluczowe dla racjonalizmu. A jest nim krytycyzm – w tym i przede wszystkim SAMOKRYTYCYZM.

A jednak, nigdy nie byłem i nadal nie potrafię być ostrożny w tylu sprawach, które dotyczą emocji, które dotyczą empatii.
Chyba z 2 lata temu Ark radził mi: “musi ci stwardnieć serce“.
A także “powinieneś sprzedawać a nie rozdawać“.
Nawet jeśli to pierwsze kiedyś się stanie (nawet jakbym chciał – jak to zrobić? tyle już było na to sposobności, czasu, tyle zastosowano różnych narzędzi, nawet bardzo wymyślne, nie takie zwykłe – ludzkie, specjalne – podwójne i zimnokrwiste) i i dalej opornie to idzie), to drugie wydaje mi się nie do przeskoczenia. NIE UMIEM SPRZEDAWAĆ wręcz organicznie. Ponoć Lwy nie znają handlu.

Oczywiście sprzedawać nie znaczy tylko: za pieniądze.. Należy to rozumieć szerzej i czasem metaforycznie.

Oczywiście Ducha i jego dary należy trzymać od mamony jak najdalej (jak często Internet nawet o tym zapomina).

Ale ograniczając się tylko do tzw. niezbędnych kontaktów z pieniędzmi:
Byłem prawnikiem ale pieniądze umiałem w życiu brać tylko od instytucji (uniwersytetu, szkoły wyższej). Dlatego zresztą nie zostałem adwokatem, choć ponoć w twórczej analizie konkretnych stanów prawnych miałem talent (casusy rozwalałem nawet bez żadnej wiedzy kodeksowej czy z teorii).
Ale.. to skrajnie nie pragmatyczne i ciągle są tego konsekwencje. I złe konsekwencje, bo jeśli umiałoby się uzyskać jakieś środki dzięki rozsądnej sprzedaży – można byłoby owocnie przeznaczyć je na rozszerzenie pożyteczności tego, na czym nam zależy. Co jest pożyteczne dla Ogółu.

A może jest to tak:
Koty skonstruowane są w oparciu o pierwiastki: Ognia (kreatywność) i Ziemi (pragmatyzm).
Ludzie: Wody (uczucia) i Ziemi.
Ale kot w ludzkim ciele to połączenie: Ognia z Wodą. Brak Ziemi. Brak pragmatyczności.

Żeby skuteczniej być pożytecznym – muszę jednak popracować nad tą pragmatycznością.

A może ktoś (coś) mi zdalnie miesza w głowie? Cóż za fantastyczna hipoteza? Nie ma jednak zbyt dużego pożytku z rozważania tego, przynajmniej jeśli nie ma widoków na jakieś bardziej konkretne wnioski (śledztwo w tej sprawie)- po co wpędzać się w obsesję? Więc rozważanie tego nie byłoby, przynajmniej na teraz, racjonalne i pragmatyczne.

Być może zresztą płacę za wyjątkowo dobry okres, życie w “wiecznym teraz”, życie intuicyjną i twórczą chwilą, jakie miało miejsce od Czerwca do końca Sierpnia?
Może podobny do alchemicznego “Gift of Present” (Dar Chwili Obecnej).
Tak to już jest bowiem w Naturze, że za Nadzwyczajne (jakby Nienaturalne w swej intensywności) okresy “górki” (high states) płaci się proporcjonalną “zniżką”.
Najlepszym tego przykładem jest wykorzystywanie przez ludzi, dla polepszenia samopoczucia lub dla określonych, lepszych wyników mentalnych, pracy, twórczości – różnych używek. Ale jest to wtedy efekt wywołany na własne życzenie i osoba z minimalnym doświadczeniem życiowym wie, że za pożyczoną energię (lub coś innego) będzie musiała później zapłacić.

Tymczasem – to, co miało miejsce – nie odbyło się przecież na moje życzenie.

Otrzymałem bowiem – prezent, a dowiedziałem się o tym bezpośrednio, z wiadomości – ze Znaku.

28 czerwca napisałem o tym wpis (w jego drugiej części).

Od kogo ten prezent? Ha, zapewne od Lwów.

Własny, prywatny “znak w zbożu” (w tym wypadku znak w trawie), nazywany zwykle (j. ang) Crop-Circle lub Crop-Sign (Crop-Signs).
Pojawił się dokładnie pod moim balkonem, zamieściłem nawet jego zdjęcia, niektóre przekontrastowane, aby kształt był lepiej widoczny.

A tak naszkicowałem wtedy ten kszałt:

No cóż, naszkicowałem może trochę niedokładnie ale i znak wyczytać z trawy nie całkiem łatwo dokładnie..
Ale prawie na pewno to symbol związany z Saturnem.

W latach 2005-2008, w których nakręciłem najwięcej filmów (niektóre są na https://vimeo.com/dakunin), wybrałem się do Australii (2007 r.) i wypiłem ocean alkoholu – Saturn kojarzyłem głównie z melancholią, czarną żółcią, acedią (ciut romantycznie ujmowaną, mniej zakonnie – mnisio). Kto chce przeczytać o tym w najciekawszym ujęciu dostępnym po polsku (nie będę tu polecał własnych tekstów, choć też istnieją) może u Marka Bieńczyka w króciutkiej książeczce “Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty”). Ale nie o tym miałem tu pisać, to rozdział zamknięty.

Chociaż.. (dodaję ten akapit wieczorem) w poprzednim wpisie o racjonaliźmie  - dodałem na końcu (będący konsekwencją pewnej ironii, łagodzącej bezczelność tak górnolotnych auto-określeń) pewien passus (i link do mojego melancholicznego "dzieła" z roku 2005, tzw. "książki fikcyjnej") - toteż i tutaj dodam - ale tylko na marginesie - i niech ta krotochwila (książka jest przymróżeniem oka) nikogo nie odwiedzie na dłużej i na poważniej od spraw poważnych..
To ten dodatek: [ & – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”). ]

Ten prywatny Saturn, który dostałem w prezencie na progu Lata tego roku – najlepiej jest chyba opisany na stronie Zakonu Białego Lwa (są dwie strony, raczej nie związane, jedna wydaje się wartościowsza).

A tam pisze m.in.

PLEROMIC SATURN

One’s personal ‘Saturn’ or personified karma becomes one’s teacher. Acquiring the wisdom to handle the consequences of one’s past actions activates this power and one can then become a guide or spiritual parent for others. Pleromic Saturn manifests as the turning around of self-defeating personal traits and habits – infusing them with love so that they correct themselves and become strengths instead of weakness. Negative habits such as anger turns into a firmer, more loving will to pursue one’s highest goals and visions. Depression turns into practical realism and a greater ability to handle one’s problems. Irresponsible curiosity turns into greater understanding and patience. Power-seeking becomes a genuine desire to help others. Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Co w moim bardzo luźnym tłumaczeniu na język polski znaczy:

PLEROMICZNY SATURN (a u mnie – PLEOROMA, przypominam! – w budowie!)

“Osobisty Saturn” lub własna karma staje się nauczycielem.
Zdobycie mądrości do poradzenia sobie z konsekwencjami swoich przeszłych czynów aktywuje tę siłę i możemy zostać przewodnikiem i rodzicem duchowym dla innych.
Pleromiczny Saturn manifestuje się jako odwrócenie auto-destrukcyjnych (umniejszających, sabotujących nasze możliwości) osobistych wad i niekorzystnych przyzwyczajeń – napełnienie ich miłością, tak, że
mogą się skorygować i przemienić ze słabości – w zalety.

Reszta tego podręcznego tłumaczenia na jęz. polski jest być może zbędna?
Może całe jest zbędne?
Nie wiem..
Tyle może wiem, że od nieumiejętności sprzedawania gorsze jest rozdawanie niechcianego/niepotrzebnego.

W każdym razie, wybiorę się na spacer by przemyśleć dokładniej ten fragment i odnieść go do chwili obecnej
i do teraźniejszego czasu :
Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Po spacerze – muszę posprzątać w pokoju! I to generalnie.
Przed i po sprzątaniu – jak wrócę – wrzucę może jakieś fotografie i refleksje związane z otoczeniem (pokojem) i porządkowaniem.

a na widnokręgu ciągle

Please follow and like us:
error0

Święte Światło, Psychoterapie i Tajemnica Mateusza Lewity

Zapowiadałem, że następny wpis miał się pojawić niebawem, a wychodzi to niebawem nie takie niebawem, może nawet zupełnie bawem, ale w sumie niedługo..

Dużo różnej pracy. A za 3 dni urodziny (8.8).
Jutro muszę Tacie zawieść książki Virginii Woolf.

A i niespodziewane zdarzenia.

Nawet, tak się zdarzyło, że może mogłem komuś pomóc..

Ale ta osoba, do końca chyba tej pomocy nie chce…
Pomóc komuś to najczęściej – jeśli pomoc mądra i skuteczna – się sprowadza do odpowiedniego wytłumaczenia Chorej Osobie, dlaczego i jak może sobie pomóc sama..
Różnie to z tym jest..
Przykładowo choćby w schorzeniach psychicznych (a i duchowych) notuje się większą skuteczność, gdy Pacjent ufa “lekarzowi” – choćby, wierzy (lub wie) w jakiś jego autorytet…na ten przykład choćby mniejsze powodzenie ma terapia – psychoterapia,
czy psychiatryczna osób wysoce inteligentnych – gdyż z natury rzeczy trudniej wtedy o taką relację, gdy lekarz czy terapeuta w oczywisty sposób przewyższa chorego inteligencją (lub jako taki się choremu jawi) – trudno więc o wspomniany wyżej efekt zaufania czy autorytetu.., a co za tym idzie trudniej też chorego nakłonić, przekonać czy też w ogóle ukazać mu sprawę tak, by go zmobilizować do odpowiedniego uleczenia siebie samego, choćby dając wskazówki, co należy robić, a czego unikać..

I w sumie – taki wskazówki pewnej przypadkiem do mnie piszącej (na FB) osobie dałem, starając się korzystać z całego mojego doświadczenia życiowego i choć wcale mi się nie wydawało, że cokolwiek w tak trudnej sprawie (cierpień duchowych) pomóc mogę, to okazało się, chyba, że pomóc nawet jakoś mogę czy mógłbym, ale Pacjent(Ka) wcale nie taka skłonna się do ukazanych prawideł i zasugerowanych zmian wzorców postępowania zastosować. A dlatego, że coś tam jednak za bardzo lubi i pożąda..
A w naturze tak już jest, że jak się z pożądaniem i lubieniem czegoś bardzo przesadzi, to się to odbija w drugą stronę i powoduje przykrości. Wiedzieli o tym już starożytni epikurejczycy..
Tak już jest, oj znam się ja na tym sam, aż za dobrze, święty nie jestem, a może nawet najgrzeszniejszy z grzesznych (no, może nie naj, ale bardzo grzeszny -to zresztą cecha Mateusza, że – tym się choćby i przede wszystkim od Faryzeuszy ukazanych w przypowieści z Ewangelii – różnił, że on o tym, że bardzo niedobry jest, wiedział i się tego wstydził – a oni nie wiedzili, ba – sądzili, że są bardzo dobrzy, oj, prawie, że święci..
I to byłaby jedna z ważniejszych przyczyn, dla których tak niedoskonałego człowieka jak Mateusza Praw…(pardon, Celnika) Pan Jezus wybrał. Że i takiego wśród 12 Dobrych Ludzi miał (którzy to wszyscy wcale tak doskonali nie byli, ale się starali… ba, głupi byli nawet jak but, tak, że nawet Pana Jezusa nie raz wnerwiali.. No ale cóż, jak się nie ma co się ma (tacy ludzie, no..) – to się lubi co się ma (pomyślał Pan Jezus i podrapał się w Aureolę – pewnego razu, który to nie jest wspominany w ewangeliach [a to dlatego, że mocno są one co do faktów zmanipulowane i skłamane. Co do nauk i przypowieści – mniej, ale co do faktów i toku wydarzeń i samego życia i bycia i kolei losów Pana Jezusa – to oj, aż ręka swędzi i ucho, tak są skłamane.. Będę o tym jeszcze pisał, a juści!

Taki krótki wpis, a tyle wątków się pojawiło, dygresji…
I wszystkie jakby takie – rzucone, a nie dokończone.
Jakże tak można, bałaganiarsko pisać?

Ale tematów i treści przecież takie nieprzebrane bogactwo… i wszystkie ważne.
Toteż czasem trzeba i tak napisać. A to co zaczęte, będzie gdzieniegdzie tu i ówdzie kontynuowane, więc jeśli ciekawość wzbudzona (a czasem i nerwy, a co, ja wiem, że nerwy także, bowiem treści różne takie, że człowiek przyzwyczajony do tego, jakie były i są, i gdy się zupełnie nowe na temat takich treści słyszy lub czyta, jak tutaj, twierdzenia, wtedy nie tylko oczy się szeroko mogą otworzyć ale i ręka zaswędzić, by takiego Niecnotę, co Prawdy takie głosi – nowe a nieznane (i kontrowersyjne!) – palnąć, a chociażby – jeśli palnąć nie można – bo internetowa odległość nie pozwala – wyzwać – jakimś najgorszym słowem, nie przypiął ni przyłatał choćby – Ad Personam!

Tak, tak, tyle to treści i taki tutaj w tym wpisie bałagan..

Co to za apostoł? Ano, bo poza tym, że grzesznik – to strasznie chaotyczny człowiek, czasami (nie zawsze, bo się potrafił spiąć, ale ogólnie to często taki niepozbierany i bałaganiarz). No cóż, nikt z 12-stki nie był doskonały. Ale, że aż tak – takiego? No fakt, sam muszę przyznać, że do tej pory, od Początku się głowię i dziwię i w głowę tą (wspominaną) zachodzę i wschodzę (i poprawiam aureolę, która – inaczej niż u Pana Jezusa – wcale do tej łepetyny nie pasuje, jakby, nie przymierzając, słoma z butów przeszkadzała jej się dopasować) – od samego Początku, nieustannie (jak w nowennie..a może i litanii..), do teraźniejszej, teraźniutkiej chwili, się głowię, jak takiego typka, jak Mateusz Pra (pardon, Celnik) można było pośród Dwunastu Policzyć.
Ano nic, jedyna może odpowiedź właściwa na to, że Boskie wyroki niezbadane i dla Boga nie ma nic niemożliwego, więc może i to możliwe i Prawdziwe.
Tak sobie myślę, gdy wspominam biografię i koleje życia oraz, znane mi, cnoty i niecnoty (te drugie głównie) Mateusza zwanego LEWitą.
Bo, tutaj zdradzę tajemnicę, najbieglejszemu tylko biografowi rzeczonego i historiozofowi znaną, że: wbrew utartym mniemaniom, nie dlatego tak się on zwał, że z plemienia i kasty lewitów pochodził, ale dlatego, że z Lwiego Plemienia został tutaj przysłany, aby Ludziom pomagać.
Bo Ludzi, nie wiadomo w sumie do końca czemu i za co, to Koty jednak kochają.
[a poza tym, jak już wspominałem, ale powtórzę, bo to ważne, a poza tym od tego zdania się pewna bestsellerowa Powieść rozpoczyna, że:

– Żydzi nie są żadnym narodem wybranym. Ulubioną rasą Pana Boga (i Pana Jezusa także, tylko inny podgatunek) są Koty!

A teraz trochę Świętego Światła.

SSS – Świetę Światło w Safed, mieście kabalistów (Palestyna, styczeń 2019 AD)

Acha, jeszcze jedno, tak wspobnie trochę, taki auto-komentarz, może wczesny i może mylny, ale póki co, jestem nawet z siebie (trochę) zadowolony.

van Eyck, Małżeństwo Arnolfinich, w otoce lustra Artysta zamieścił małą auto-recenzję (no i tutaj wiadomo już, że nie wczesną, ani nie mylną), która brzmi:

Najlepsze, co kiedykolwiek Namalowałem.

I mi się tak, na Teraz, wydaje.

Dobranoc i do Usłyszenia – po 8.8.

Wpis dedykuję Rodzicom i Arkowi , M

PS
Po namyśle, o 3:33 w nocy postanowiłem dodać jeszcze 2 fotografie..
Dlaczego? Dlatego, że powyższy wpis jest lekki i dużo w nim humoru (mam taką nadzieję, bo taki miał i być), ale cała tematyka (a bardzo jest aktualna i staje się, z upływem czasu, coraz aktualniejsza) jest poważna, a nawet bardzo poważna.
I chciałbym o tym z całą powagą zapewnić. MD

cloud bird snout fire – Igni Natura Renova Integra (“the whole of nature is renewed by fire”)

Ale jest Nadzieja.

“Hope” (Nadzieja), Safed – miasto kabalistów, Palestyna styczeń 2019 AD, (c) MD


Please follow and like us:
error0