Mój własny, prywatny Saturn

Zastawiam się jakie główne źródło ma osłabienie mentalne i duchowe, rozkojarzenie, dogłębny smutek, które zaczęły się już w pierwszym tygodniu września i trwają.
Jakie główne – czy też jakie “swoiście niezależne” od własnych, zdefiniowanych dawniej lub później cech, wad i słabości charakteru.

Czy to dochodzą do głowy różne, nieujednolicone, “Małe Osobowości” (small “I’s”), których człowiek ma ponoć określoną ilość (zapomniałem ile dokładnie, ale gdzieś około tysiąca) ?
Z opętanego JChs wyrzucił ponoć Legion złych duchów (“bo nas jest wielu”).
W pewnym sensie się skonsolidowałem na drodze do pewnej Indywidualności, ale
w takich czasach kryzysu, tak poznawczego, jak emocjonalnego, wydaje się, że stary bałagan ciągle pozostał zbyt duży. Mam wątpliwości co do tego, co do swojego stanu.
Ja w ogóle mam wiele różnych wątpliwości, w różnych kwestiach.

Dlatego nie usłyszycie u mnie jakichś kosmicznie fantastycznych wiadomości, detali o duchach, o tym jak wygląda i ile “waży” dusza, dokładny opis “4-tej gęstości” i jakie fantastyczne możliwości daje “nowemu człowiekowi” (przynajmniej na teraz..), statkach czy nazwach kosmitów. Wątpliwości to moje drugie Imię. Jeśli o czymś piszę, to znaczy, że jestem co do tego przekonany lub – bardzo znacząco jest to dla mnie uprawdopodobnione (wtedy nie napiszę tego nigdy stanowczo, jako “pewna wiedza”).
A jednak – czy lepiej mieć wątpliwości, nawet w najważniejszych sprawach – czy lepiej nie mieć ich w niczym?
Chyba jednak lepiej być ostrożnym – we wszystkim nieomal. Pod warunkiem, że nie rzutuje to zbytnio na proces decyzyjny i czynienie. A bywa, że niestety rzutuje..
Pisałem jednak w poprzednim wpisie dwa dni temu – cytując Arka – co jest kluczowe dla racjonalizmu. A jest nim krytycyzm – w tym i przede wszystkim SAMOKRYTYCYZM.

A jednak, nigdy nie byłem i nadal nie potrafię być ostrożny w tylu sprawach, które dotyczą emocji, które dotyczą empatii.
Chyba z 2 lata temu Ark radził mi: “musi ci stwardnieć serce“.
A także “powinieneś sprzedawać a nie rozdawać“.
Nawet jeśli to pierwsze kiedyś się stanie (nawet jakbym chciał – jak to zrobić? tyle już było na to sposobności, czasu, tyle zastosowano różnych narzędzi, nawet bardzo wymyślne, nie takie zwykłe – ludzkie, specjalne – podwójne i zimnokrwiste) i i dalej opornie to idzie), to drugie wydaje mi się nie do przeskoczenia. NIE UMIEM SPRZEDAWAĆ wręcz organicznie. Ponoć Lwy nie znają handlu.

Oczywiście sprzedawać nie znaczy tylko: za pieniądze.. Należy to rozumieć szerzej i czasem metaforycznie.

Oczywiście Ducha i jego dary należy trzymać od mamony jak najdalej (jak często Internet nawet o tym zapomina).

Ale ograniczając się tylko do tzw. niezbędnych kontaktów z pieniędzmi:
Byłem prawnikiem ale pieniądze umiałem w życiu brać tylko od instytucji (uniwersytetu, szkoły wyższej). Dlatego zresztą nie zostałem adwokatem, choć ponoć w twórczej analizie konkretnych stanów prawnych miałem talent (casusy rozwalałem nawet bez żadnej wiedzy kodeksowej czy z teorii).
Ale.. to skrajnie nie pragmatyczne i ciągle są tego konsekwencje. I złe konsekwencje, bo jeśli umiałoby się uzyskać jakieś środki dzięki rozsądnej sprzedaży – można byłoby owocnie przeznaczyć je na rozszerzenie pożyteczności tego, na czym nam zależy. Co jest pożyteczne dla Ogółu.

A może jest to tak:
Koty skonstruowane są w oparciu o pierwiastki: Ognia (kreatywność) i Ziemi (pragmatyzm).
Ludzie: Wody (uczucia) i Ziemi.
Ale kot w ludzkim ciele to połączenie: Ognia z Wodą. Brak Ziemi. Brak pragmatyczności.

Żeby skuteczniej być pożytecznym – muszę jednak popracować nad tą pragmatycznością.

A może ktoś (coś) mi zdalnie miesza w głowie? Cóż za fantastyczna hipoteza? Nie ma jednak zbyt dużego pożytku z rozważania tego, przynajmniej jeśli nie ma widoków na jakieś bardziej konkretne wnioski (śledztwo w tej sprawie)- po co wpędzać się w obsesję? Więc rozważanie tego nie byłoby, przynajmniej na teraz, racjonalne i pragmatyczne.

Być może zresztą płacę za wyjątkowo dobry okres, życie w “wiecznym teraz”, życie intuicyjną i twórczą chwilą, jakie miało miejsce od Czerwca do końca Sierpnia?
Może podobny do alchemicznego “Gift of Present” (Dar Chwili Obecnej).
Tak to już jest bowiem w Naturze, że za Nadzwyczajne (jakby Nienaturalne w swej intensywności) okresy “górki” (high states) płaci się proporcjonalną “zniżką”.
Najlepszym tego przykładem jest wykorzystywanie przez ludzi, dla polepszenia samopoczucia lub dla określonych, lepszych wyników mentalnych, pracy, twórczości – różnych używek. Ale jest to wtedy efekt wywołany na własne życzenie i osoba z minimalnym doświadczeniem życiowym wie, że za pożyczoną energię (lub coś innego) będzie musiała później zapłacić.

Tymczasem – to, co miało miejsce – nie odbyło się przecież na moje życzenie.

Otrzymałem bowiem – prezent, a dowiedziałem się o tym bezpośrednio, z wiadomości – ze Znaku.

28 czerwca napisałem o tym wpis (w jego drugiej części).

Od kogo ten prezent? Ha, zapewne od Lwów.

Własny, prywatny “znak w zbożu” (w tym wypadku znak w trawie), nazywany zwykle (j. ang) Crop-Circle lub Crop-Sign (Crop-Signs).
Pojawił się dokładnie pod moim balkonem, zamieściłem nawet jego zdjęcia, niektóre przekontrastowane, aby kształt był lepiej widoczny.

A tak naszkicowałem wtedy ten kszałt:

No cóż, naszkicowałem może trochę niedokładnie ale i znak wyczytać z trawy nie całkiem łatwo dokładnie..
Ale prawie na pewno to symbol związany z Saturnem.

W latach 2005-2008, w których nakręciłem najwięcej filmów (niektóre są na https://vimeo.com/dakunin), wybrałem się do Australii (2007 r.) i wypiłem ocean alkoholu – Saturn kojarzyłem głównie z melancholią, czarną żółcią, acedią (ciut romantycznie ujmowaną, mniej zakonnie – mnisio). Kto chce przeczytać o tym w najciekawszym ujęciu dostępnym po polsku (nie będę tu polecał własnych tekstów, choć też istnieją) może u Marka Bieńczyka w króciutkiej książeczce “Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty”). Ale nie o tym miałem tu pisać, to rozdział zamknięty.

Chociaż.. (dodaję ten akapit wieczorem) w poprzednim wpisie o racjonaliźmie  - dodałem na końcu (będący konsekwencją pewnej ironii, łagodzącej bezczelność tak górnolotnych auto-określeń) pewien passus (i link do mojego melancholicznego "dzieła" z roku 2005, tzw. "książki fikcyjnej") - toteż i tutaj dodam - ale tylko na marginesie - i niech ta krotochwila (książka jest przymróżeniem oka) nikogo nie odwiedzie na dłużej i na poważniej od spraw poważnych..
To ten dodatek: [ & – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”). ]

Ten prywatny Saturn, który dostałem w prezencie na progu Lata tego roku – najlepiej jest chyba opisany na stronie Zakonu Białego Lwa (są dwie strony, raczej nie związane, jedna wydaje się wartościowsza).

A tam pisze m.in.

PLEROMIC SATURN

One’s personal ‘Saturn’ or personified karma becomes one’s teacher. Acquiring the wisdom to handle the consequences of one’s past actions activates this power and one can then become a guide or spiritual parent for others. Pleromic Saturn manifests as the turning around of self-defeating personal traits and habits – infusing them with love so that they correct themselves and become strengths instead of weakness. Negative habits such as anger turns into a firmer, more loving will to pursue one’s highest goals and visions. Depression turns into practical realism and a greater ability to handle one’s problems. Irresponsible curiosity turns into greater understanding and patience. Power-seeking becomes a genuine desire to help others. Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Co w moim bardzo luźnym tłumaczeniu na język polski znaczy:

PLEROMICZNY SATURN (a u mnie – PLEOROMA, przypominam! – w budowie!)

“Osobisty Saturn” lub własna karma staje się nauczycielem.
Zdobycie mądrości do poradzenia sobie z konsekwencjami swoich przeszłych czynów aktywuje tę siłę i możemy zostać przewodnikiem i rodzicem duchowym dla innych.
Pleromiczny Saturn manifestuje się jako odwrócenie auto-destrukcyjnych (umniejszających, sabotujących nasze możliwości) osobistych wad i niekorzystnych przyzwyczajeń – napełnienie ich miłością, tak, że
mogą się skorygować i przemienić ze słabości – w zalety.

Reszta tego podręcznego tłumaczenia na jęz. polski jest być może zbędna?
Może całe jest zbędne?
Nie wiem..
Tyle może wiem, że od nieumiejętności sprzedawania gorsze jest rozdawanie niechcianego/niepotrzebnego.

W każdym razie, wybiorę się na spacer by przemyśleć dokładniej ten fragment i odnieść go do chwili obecnej
i do teraźniejszego czasu :
Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Po spacerze – muszę posprzątać w pokoju! I to generalnie.
Przed i po sprzątaniu – jak wrócę – wrzucę może jakieś fotografie i refleksje związane z otoczeniem (pokojem) i porządkowaniem.

a na widnokręgu ciągle

Please follow and like us:
error0
fb-share-icon0
Tweet 20
fb-share-icon20

KWESTIA RACJONALNOŚCI W KONTEKŚCIE ROZWOJU DUCHOWEGO (EWOLUCJI DUSZY), BADAŃ I DOŚWIADCZEŃ NIEMATERIALNYCH

Uważam się za racjonalistę* (&)
*primo: zawsze byłem nad-ambitny, choć nie zawsze wiedziałem
*secundo: a nawet megalomanem (przy kompleksie niższości).

Potocznie, i zbyt powszechnie, przyjęło się uważać – nawet przez dużą liczbę ludzi myślących – że w ogóle mówienie o jakimś świecie niematerialnym, duchu, duszy – wykracza poza racjonalizm, jest nieracjonalne, jest jakoś z racjonalizmem sprzeczne.

Gdy przyjrzymy się jednak problemowi bliżej, zadamy choćby pytanie:
– A niby dlaczego?, możemy spostrzec, jak wątłe podobne twierdzenia mają podstawy
i że w istocie rzeczy są raczej uprzedzeniem, są przesądem.

Racjonalne nie jest wykluczanie pewnej rzeczywistości z refleksji, z badań, z “traktowania jej poważnie” – tak arbitralnie jak wyklucza się duchowość
(ograniczmy się tylko do tego, skrótu myślowego – słowa ogólnego).
Skłonni do tego są ludzie, kierujący się przesądami materialnymi – nie jest to racjonalne.
Skłonni do tego są ludzie, którzy nigdy “duchowości” nie doświadczyli lub doświadczali jej rzadko – a i wtedy raczej się jej przestraszyli czy doznali pomieszania.
W obcowaniu z nią, we wglądzie, w olśnieniu, w naoczności “cudownego” (to pozytywne określenia – negatywne, częściej przez nich wybierane to: halucynacje (co nie przeczy, że istnieją i halucynacje), ogłupienie, zwidy itd. (co nie przeczy, że istnieje i ogłupienie i istnieją zwidy) czy wszelakim innym doświadczeniu duchowym – przestraszyli się głębi/czeluści i/lub swojego (często tym bardziej im obcego, im bardziej żyją iluzją obiektywnego poznania w czysto materialistycznych kategoriach) własnego wnętrza.

Światopogląd materialistyczny, to tak naprawdę, w jego prymitywnym zawężeniu, owoc dopiero XIX wieku, początków rewolucji przemysłowej, uproszczenia mentalne i psychologiczne, zły owoc, który przyniosło Oświecenie.

Domagając się wszędzie standardu “powtarzalności eksperymentu” – właściwego w dalej trwającym paradygmacie dla nauk przyrodniczych (i rzutującego na humanistykę, czego kolejnym złym owocem jest m.in. dziwny status psychologii jako nauki w ogóle i wykluczanie z akademickości niektórych, tak naprawdę bardziej wartościowych, nurtów psychologicznych) to kolejne nieporozumienie.
Metody badawcze powinny być dostosowane do przedmiotu, który badają. Tymczasem zjawiska “duchowe” właśnie tym się przeważnie charakteryzują, że są niepowtarzalne, mają przymiot indywidualności. Metoda oparta o powtarzalny eksperyment naukowy jest tutaj całkowicie chybiona i służy sceptykom jako, równie chybiony, dowód triumfu, nad zjawiskami, które ignorują (ale te zjawiska nie ignorują ich, bo i sceptycy mają problemy duchowe). Aby badać podobne zjawiska należy wypracować inne metody badawcze i być może chwila, gdy zostanie to oficjalnie zauważone i usystematyzowane jest bliska.


Co tak NAPRAWDĘ jest racjonalne pisze choćby fizyk – teoretyk, znawca fizyki kwantowej i wielowymiarowej, prof. Arkadiusz Jadczyk niejako za motto swojego blogu – bo od tego zaczął pierwszy wpis – przyjął cytat z Poppera:

“Jestem racjonalistą. To znaczy, usiłuję podkreślać wagę racjonalności u człowieka. Lecz, jak wszyscy myślący racjonaliści, nie twierdzę, że człowiek jest racjonalny. Wręcz przeciwnie, jest rzeczą oczywistą, że nawet najbardziej racjonalni ludzie są, pod wieloma względami, wielce nieracjonalni. Racjonalność nie jest cechą ludzką, nie jest też faktem o ludziach. Jest to *zadanie docelowe dla ludzi* – zadanie ciężkie. Osiągnięcie racjonalności, choćby po części, jest rzeczą trudną.

Choć nigdy nie sprzeczam się o słowa, nigdy nie definiuję słów, tutaj muszę wszakże wyjaśnić co rozumiem przez `racjonalność’. Przez racjonalność rozumiem po prostu krytyczny stosunek do problemów – gotowość uczenia się na naszych własnych błędach, oraz przyjęcie postawy świadomego doszukiwania się naszych błędów i naszych uprzedzeń.”

Ark poleca też w jednym ze swoich ostatnich wpisów dwie książki. Pierwsza aut. Rusłana Zukowca o mistykach w sufizmie. Жуковец Руслан – Великие мистики, как они есть. (w jęz. rosyjskim). A oto jej fragment:

“Ludzie żyją pragnieniami, a społeczeństwa – ideami, na których podstawie formułują konkretne pragnienia. Idee rodzą się jakby znikąd – ale czy tak jest w samej rzeczy? Twierdzę, że wszelki rozwój ludzkich społeczności jest inicjowany z góry, zaś idee przynoszą na świat ludzie, którzy stają się świadomymi lub nieświadomymi tych idei przewodnikami. Umysł człowieka działa kierowany przez nieznane,. Operując pojęciami otrzymanymi z zewnątrz i przyprawionymi własnym doświadczeniem. Gdy człowiek znajduje rozwiązanie problemu zewnętrznego, jak na przykład budowa mostu czy hangaru, do tego nie potrzebuje on ingerencji z góry.

Jednak gdy na człowieka przychodzi olśnienie, odkrywające zupełnie nową ideę, dotyczącą społeczeństwa lub kierowania życiem ludzi, to praktycznie zawsze jej pojawienie się w umyśle danego konkretnego człowieka jest inicjowane w górze. Wiedzą o tym pisarze, filozofowie i uczeni, ci którzy odkryli coś nowego. Wielu z nich mówiło o natchnieniu, lecz natchnienie nie zawsze odpowiada temu o czym ja tu piszę. Natchnienie jest wynikiem impulsu energii, impulsu popychającego człowieka do twórczości, domagającego by się w jakiś sposób wyrazić. Zwykle nie jest to połączone z owładnięciem jakimiś nowymi zdolnościami czy nowym pojmowaniem rzeczy. Natchnienie często nawiedza grafomanów i różnego rodzaju rzemieślników sztuki. Olśnienia natomiast doznają nieliczni, nawet spośród utalentowanych i twórców. I tylko poprzez olśnienie przychodzą do ludzi nowe idee, które prowadzą do zmian w życiu wielkich ludzkich społeczności.” 

Druga to “Archetypy Islamu”, Machut-Mendecka Ewa, Wyd. Eneteja 2006. A fragment z niej:

” Intuicja. Racjonalizm jest sufiemu obcy. W polu jego uwagi pozostają pozostałe orientacje, które wyraźnie się. ujawniają (niejako ze sobą “współpracują”) w czasie sufickiej drogi duchowej. Wydaje się, że najwcześniej dochodzi do głosu intuicja, i skoro wycisza się rozum, to ona daje możliwość poznawania i docierania do wiedzy. Zgodnie z koncepcją iluminizmu, jaka narosła wokół sufickich rytuałów, zaawansowany w swoich praktykach sufi potrafi tak bardzo koncentrować intuicję, że doznaje olśnienia, które – w mniemaniu mistyków islamu.jest stanem łaski, darem Boga. Te upragnione stany osiąga się dzięki nieustannym ćwiczeniom.”

& – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”).

Please follow and like us:
error0
fb-share-icon0
Tweet 20
fb-share-icon20