Idąc dalej..

Idąc dalej po Kłodzku, trafiłem na piękny średniowieczny most, przypominający ten Karola, w Pradze – także na nim zostały ustawione figury, rzeźby.
Ludzie doceniają kunszt, czasem przy nich pozują..

rzeźby komponują się na moście ładnie z naturą (a zasadą w naturze jest odżywianie się, trzeba jeść.. choć flora (drzewa, krzewy) nie polują .. – ich pożywienie to głównie światło słoneczne (fotosynteza) i soki Matuli Ziemi. Człowiek jest ukoronowaniem Stworzenia, konsumentem, może jeść co chce: zwierzęta, rośliny, to i to, albo tylko to i tak dalej. Ludzi jednak nikt nie je. Czy aby na pewno?

Na te Czasy, czasy przełomu, gdy Stare musi odejść a Nowe nadejdzie, potrzeba ludziom rozwagi i przestrogi.

Nie trzeba ludziom przesądów, zabobonu, klęczenia przed pomnikami, trzeba ludziom spojrzeć wewnątrz siebie, w swoje serce bardziej.

A także uważnie obserwować rzeczywistość wokół, obiektywną, Naturę, to co się dzieje, to się przejawia, objawia, co się ukazuje, co się unaocznia. I nie zakładać z góry, że coś jest niemożliwe lub takie czy siakie.

Fotografie można zobaczyć w większym rozmiarze (ok. 2000 px bok – tutaj).

Wnet nastęny odcinek, też jeszcze z K.

Ave Sekhmet!

Materiału z tej wycieczki sporo, więc podzielę wpis na 2 lub nawet 3 części.
W części pierwszej komentarza będzie nie za wiele, powtórzę też 3-4 foto, z góry, które się już pojawiły, a to dla ich urody w tym przypadku – nie dla znaczenia (bo niektóre, inne, a które to Wy już chyba wiecie, poza urodą estetyczną mają też do spełnienia pełną ważną funkcję.. symboliczną.. , czy mówiąc bardziej bezpośrednio nawet: informacyjną.

Poprzez pareidolię bowiem można także informować.


A jak informować – to także – się komunikować.


Zawędrowałem najpierw do góry, następnie w dół.
A prowadziły mnie Duchy, na co wskazywały ultrasynchroniczności i nie tylko.
Ale zacznijmy od początku..

Fotografie z tego wpisu można też obejrzeć w większej rozdzielczości tutaj.

Dobrze, że ten głaz nie na górze – albo nie na sercu..

A to obraz surrealisty Rene Magritte’a

To ulubiony obraz prof. Arkadiusza Jadczyka, którego Lwy pozdrawiają, a któremu ja jak zwykle korzystam ze sposobności, by podziękować. Tutaj od kilku lat stoi mały, historyczny raczej, ale ważny, hołd (dla grupy Cassiopaea – Laura Knight – Jadczyk i Arkadiusza Jadczyka)

Ale – a miałem iść do schroniska “Odrodzenie”
(w “Oświeceniu” już byłem i całkiem tam fajnie, powiem,
chociaż niektóre sprawy, no naprawdę..nie do uwierzenia,
a niektóre – dość smutne, ale za to ile tych radosnych!)
– rozważałem też schronisko “Samotnia” (i zejść do Karpacza).

O samotni i o odrodzeniu to ja jeszcze opowiem..

Wodospad Kamieńczyk sobie darujemy, choć zamieszczę tylko pewną buzię z koryta

Jeszcze nie wiedziałem tego dnia, że dalszy ciąg trasy został mi wymyślony zupełnie inaczej, choć mogłem to podejrzewać, gdy przesiadałem się we Wrocławiu:

Pamiętam, 17 lat temu, przykrość Ewie zrobiłem, okradli mnie w nocnym pociągu, wtedy dworzec wrocławski mnie rankiem przytłoczył. Ale skończyło się dobrze.. Czy to wszystko, co teraz nam towarzyszy się skończy dobrze? Myślę, że tak. Mam takie przeczucie. Linie czasowe są do końca otwarte, ale dużo już zrobiono, by się skończyło dobrze (a jak się skończy dobrze to się bardzo dobrze, radośnie zacznie). Ale my sami, każdy z nas, musi pracować, starać się, przyłożyć do tego, by poszło dobrze. Czekać, nic nie robić, zwalać na innych, oczekiwać zbawienia, pomocy z góry, zrobienia wszystkiego za nas – to najpewniejsza recepta aby wszystko nie poszło tak dobrze, a dla tego, kto takie rozwiązanie wybrał – poszło jak najgorzej.

Na miejsce przeznaczone (i nocleg) dotarłem już po północy.

Okazało się, że zaraz za rzeką stoją wysokie kamienice, które widziałem już wcześniej, widziałem w snach. Hmm, pewne miejsca, wydarzenia z linii czasu, którą mamy (?) podążyć śnią się nam czasem, niezbyt często, ale jednak, w takich “prekognicyjnych” bardziej niż profetycznych snach (bo co to za jasnowidzenie..). Prekognicja – poza snem – też mi się zdarzyła. I to udowodniona – dla mnie – wg krytycznych bardzo kryteriów. Może kiedyś i to opowiem.
Tych kamienic nie pokażę jednak, bo stało się rano i nie piękne kościoły w Kłodzku mnie przyciągnęły i słynna Twierdza, ale drzewo, jako pierwsze:

A przy drzewie – konar jeden.
Z czym się to mi skojarzyło? A, z kilokma rzeczami, może nawet i z pewnymi mitami. Ważniejsze często bywają pytania – nie gotowe odpowiedzi. A tam, gdzie pytać nie należy – czy nawet – nie wolno – najpewniej tylko dlatego to, że coś śmierdzi – i dlatego jest kryte.
pareidolia?
ratusz w Kłodzku

Lwy, już takie są, że za drobne niegrzeczności się nie obrażają. Za grubsze też raczej nie.
Jakie jeszcze są Lwy?
Są czułe, kochające, ale i niecierpliwe, pośpieszne, czasem coś za szybko zrobią czy nazwą i przez to, zdarza się, skrzywdzą. Zapalczywe, szybko gasną. Kreatywne, ale na krótką metę.
Muszą pracować nad swoją wolą.
Blisko im do Źródła. Chcą się zaprzyjaźnić z minerałem, ptakiem, dzrzewem. Złego – nie chcą pamiętać. Zgryźliwe – potrafią być, złośliwe – nigdy.
Nieznoszą niesprawiedliwości i kłamstwa. Gdy walczą – to raczej tylko w obronie słabszego.
Przez to, że nienawidzą przemocy (i drapieżnictwa się wyrzekły) oraz równe miejsce – jeśli nawet nie prymat – przyznają elementowi kobiecemu – popadają niekiedy w kłopoty.
Jednak nie na długo, obronią je bowiem Ptaki, a może bywa i nikiedy tak, że i same Źródło..
Jeśli to możliwe – tak wiele wymyka mi się jeszcze rozumieniu.

Lwy podróżują w Czasie.
Dusza wielowymiarowa – nazywana bywa kocią.
Jak już kiedyś pisałem – potrafią też niektóre koty skakać w tzw. bardo – co się łączy oczywiście z podróżowaniem w Czasie.
Ale idolatrii Lwy nie lubią.

Lwy uważają, że jedyny prawdziwy autorytet powinien się opierać na:

a) skali (rozpiętości) Świadomośći

b) stopniu udoskonalenia Sumienia.

I taka jest też Lwia propozycja dla Ludzi.

Ludzie dawno dawno temu, gdy Upadli, tę regułę zarzucili, przez co teraz, od dawna, jak widać, jest generalnie burdel.

Cześć druga niebawem.

Marat (Mateusz) Lewita*, Przedstawicielstwo Lwów

*trochę już było wyjaśnione,
ale wyjaśnienie się powtórzy,
żeby w głowy zapadło..

Strach Cienia

Niniejszy wpis będzie skromny w słowach, ale ciężki w treści. Dlatego temat zostanie rozłożony na częsci. Pierwsza, można powiedzieć, najmniej semantyczna..

Trudno się pisze o cieniu, może proporcjonalnie jak się wewnętrznie rozpoznaje
i próbuje naświetlić – tutaj trudno o precyzję i klarowne (jasne) wyjęcie cienia z cienia
w sensie języka, przekazu. Tak jak w wewnętrznym zmaganiu się trudność była emocjonalna, czy raczej egzystencjalna (ponad emocjonalna, z elementem rozumowego rozpoznania, z siłowaniem się z naszą niedomyślnością i paradoksalnie ze świadomością – bo świadomość cienia nie lubi, nie lubi się nim zajmować, może nawet nie – na – widzi.
Sprawnie, czyli i syntetycznie i trafnie – i jasno – napisać więcej o cieniu przyjdzie niedługo, lecz jeszcze nie teraz.
Najpierw powróciły wspomnienia, sprzed 20, 15, 10, 5 – lat. Te najtrudniejsze, te kluczowe. Przez wrzesień dominowała eskapada z latarką ku najbardziej cienistym kątom i zakamarkom.
A potem:
Zwrócone mi także zostały, być może w pełni już, uczucia.
Ciekawe, że wcześniej przeżywać nawet umiałem, na odległość, uczucia Innych – niż własne, swoje.
Nie można nie pogrążyć się w zwróconych uczuciach, jak nie można nie podtopić – gdy nagle naszą wąską ścieżkę, nisko sklepioną, zalewa bezmiar szalejącej wody.
Nie należy się jednak także utopić.
Gdy wracają uczucia zalewają nas nasze pełniej uświadomione błędy, przeżywamy to, co przez nasze działania, nieprzemyślane, impulsywne, nieświadome ich prawdziwego znaczenia i efektu, stało się w Innych. Bliskich.

Biadanie nad sobą, żal, zatopienie się w rozpamiętywaniu i dryfowanie ku “zasłużonej karze i bezwładowi” jest przecież jednak najgorszym rozwiązaniem.
Nie ma chyba wydarzenia, emocji, błędu, tragedii – w której nie można by odebrać nauki, lekcji.
Wszystko to lekcje, bolą nas – w niewczesną świadomością – lekcje ciągle powtarzane, miesiącami, latami, dekadami (!). To normalne. Że jest tak, iż widzimy, że nie mieliśmy żadnej kontroli – i nie usprawiedliwia nas to, lecz jeszcze bardziej obciąża.
Ktoś puszcza nam fragment filmu – zapis naszego życia sprzed jakiegoś tam czasu, zapis lat: i widzimy, że wtedy gdy, jak się nam zdaje, pamiętamy, że chodziliśmy po ulicy, planowaliśmy, śmialiśmy się autoironicznie, tak naprawdę staliśmy – rok, dwa, trzy – pod murem i waliliśmy głową w mur. Miarowo, dosadnie, zapamiętale.
Jak nas to może nie boleć – widząc siebie przy tak bezsensownej i autodestrukcyjnej czynności. I bardziej serce boli niż głowa, bardziej serce, choć to głowa waliła w mur.

Koniec pewnych lekcji, choćby były najbardziej bolesne i przynosiły najbardziej gorzką samoocenę i autorefleksję , jest powodem do radości, i do raźniejszego marszu na Przód. Gorzka świadomość musi być dobrym paliwem, jeśli potrafimy ją spalić i wydobyć z niej energię. Na paliwie słodkim tak często zajeżdza się donikąd, i to jeszcze z zepsutymi zębami.

Jakkolwiek trudne byłyby zmagania z cieniem, to cień się boi naprawdę. Strach naszej prawdziwie świadomej części , naszego światła, nasz strach – jest tylko złudzeniem.

Cień się boi każdego Ogniska Świadomości
znalezione na poprzedniej fotografii

PS
W związku z niespodzianką (zapowiadaną, co nie jest sprzecznością..- ale “testową”), którą przygotowuję, przeglądam stare artykuły naszego wybitnego psychiatry Kazimierza Dąbrowskiego (najbardziej znanego jako promotora teorii “dezintegracji pozytywnej” oraz higieny psychicznej) i postanowiłem dołączyć do tego wpisu 2 fragmenty z krótkiego przeglądu definicyjnego “W poszukiwaniu zdrowia psychicznego”:

Zdrowie psychiczne
a wzmożona pobudliwość psychiczna (nerwowość)

Ludzie, którzy mają silnie rozwiniętą konfliktowość wewnętrzną, zyskują często opinię konfliktowych zewnętrznie poprzez własną „dziwaczność” i „obcość”, przeszkadzanie innym (głównie psychopatom i osobnikom psychopatopodobnym), poprzez własne istnienie.
Bowiem grupy ludzi sztywnych, prymitywnych, jednostronnych, zawsze będą miały postawę „nie”, postawę negatywną i wywołującą konflikty w stosunku do ludzi wrażliwych, twórczych i autentycznych.
Ci ostatni, o wzmożonej pobudliwo­ści, nie mogą być tolerowani z powodu inności,
z powodu odmiennych norm postępowania, braku stereotypowości i prymitywizmu popędowego.
Po­wstają wówczas niezawinione konflikty, narzucone i wywołane przez otoczenie. Natomiast konflikt wewnętrzny, konflikt ze swymi niższymi przeżyciami, z negatywnymi cechami własnego typu psychologicznego, konflikt z biologicznym cyklem rozwojowym i z własną ograniczoną na pewnych terenach wrażliwością jest wyrazem dynamizmów rozwojowych. Wiąże się to najściślej z dynamizmem
„wstępowania wyżej” przez pod­ porządkowanie sobie prymitywnego siebie, jaki m się jest, dla „wyższego siebie”, dla siebie, którym się „być powinno”.