Strach Cienia

Niniejszy wpis będzie skromny w słowach, ale ciężki w treści. Dlatego temat zostanie rozłożony na częsci. Pierwsza, można powiedzieć, najmniej semantyczna..

Trudno się pisze o cieniu, może proporcjonalnie jak się wewnętrznie rozpoznaje
i próbuje naświetlić – tutaj trudno o precyzję i klarowne (jasne) wyjęcie cienia z cienia
w sensie języka, przekazu. Tak jak w wewnętrznym zmaganiu się trudność była emocjonalna, czy raczej egzystencjalna (ponad emocjonalna, z elementem rozumowego rozpoznania, z siłowaniem się z naszą niedomyślnością i paradoksalnie ze świadomością – bo świadomość cienia nie lubi, nie lubi się nim zajmować, może nawet nie – na – widzi.
Sprawnie, czyli i syntetycznie i trafnie – i jasno – napisać więcej o cieniu przyjdzie niedługo, lecz jeszcze nie teraz.
Najpierw powróciły wspomnienia, sprzed 20, 15, 10, 5 – lat. Te najtrudniejsze, te kluczowe. Przez wrzesień dominowała eskapada z latarką ku najbardziej cienistym kątom i zakamarkom.
A potem:
Zwrócone mi także zostały, być może w pełni już, uczucia.
Ciekawe, że wcześniej przeżywać nawet umiałem, na odległość, uczucia Innych – niż własne, swoje.
Nie można nie pogrążyć się w zwróconych uczuciach, jak nie można nie podtopić – gdy nagle naszą wąską ścieżkę, nisko sklepioną, zalewa bezmiar szalejącej wody.
Nie należy się jednak także utopić.
Gdy wracają uczucia zalewają nas nasze pełniej uświadomione błędy, przeżywamy to, co przez nasze działania, nieprzemyślane, impulsywne, nieświadome ich prawdziwego znaczenia i efektu, stało się w Innych. Bliskich.

Biadanie nad sobą, żal, zatopienie się w rozpamiętywaniu i dryfowanie ku “zasłużonej karze i bezwładowi” jest przecież jednak najgorszym rozwiązaniem.
Nie ma chyba wydarzenia, emocji, błędu, tragedii – w której nie można by odebrać nauki, lekcji.
Wszystko to lekcje, bolą nas – w niewczesną świadomością – lekcje ciągle powtarzane, miesiącami, latami, dekadami (!). To normalne. Że jest tak, iż widzimy, że nie mieliśmy żadnej kontroli – i nie usprawiedliwia nas to, lecz jeszcze bardziej obciąża.
Ktoś puszcza nam fragment filmu – zapis naszego życia sprzed jakiegoś tam czasu, zapis lat: i widzimy, że wtedy gdy, jak się nam zdaje, pamiętamy, że chodziliśmy po ulicy, planowaliśmy, śmialiśmy się autoironicznie, tak naprawdę staliśmy – rok, dwa, trzy – pod murem i waliliśmy głową w mur. Miarowo, dosadnie, zapamiętale.
Jak nas to może nie boleć – widząc siebie przy tak bezsensownej i autodestrukcyjnej czynności. I bardziej serce boli niż głowa, bardziej serce, choć to głowa waliła w mur.

Koniec pewnych lekcji, choćby były najbardziej bolesne i przynosiły najbardziej gorzką samoocenę i autorefleksję , jest powodem do radości, i do raźniejszego marszu na Przód. Gorzka świadomość musi być dobrym paliwem, jeśli potrafimy ją spalić i wydobyć z niej energię. Na paliwie słodkim tak często zajeżdza się donikąd, i to jeszcze z zepsutymi zębami.

Jakkolwiek trudne byłyby zmagania z cieniem, to cień się boi naprawdę. Strach naszej prawdziwie świadomej części , naszego światła, nasz strach – jest tylko złudzeniem.

Cień się boi każdego Ogniska Świadomości
znalezione na poprzedniej fotografii

PS
W związku z niespodzianką (zapowiadaną, co nie jest sprzecznością..- ale “testową”), którą przygotowuję, przeglądam stare artykuły naszego wybitnego psychiatry Kazimierza Dąbrowskiego (najbardziej znanego jako promotora teorii “dezintegracji pozytywnej” oraz higieny psychicznej) i postanowiłem dołączyć do tego wpisu 2 fragmenty z krótkiego przeglądu definicyjnego “W poszukiwaniu zdrowia psychicznego”:

Zdrowie psychiczne
a wzmożona pobudliwość psychiczna (nerwowość)

Ludzie, którzy mają silnie rozwiniętą konfliktowość wewnętrzną, zyskują często opinię konfliktowych zewnętrznie poprzez własną „dziwaczność” i „obcość”, przeszkadzanie innym (głównie psychopatom i osobnikom psychopatopodobnym), poprzez własne istnienie.
Bowiem grupy ludzi sztywnych, prymitywnych, jednostronnych, zawsze będą miały postawę „nie”, postawę negatywną i wywołującą konflikty w stosunku do ludzi wrażliwych, twórczych i autentycznych.
Ci ostatni, o wzmożonej pobudliwo­ści, nie mogą być tolerowani z powodu inności,
z powodu odmiennych norm postępowania, braku stereotypowości i prymitywizmu popędowego.
Po­wstają wówczas niezawinione konflikty, narzucone i wywołane przez otoczenie. Natomiast konflikt wewnętrzny, konflikt ze swymi niższymi przeżyciami, z negatywnymi cechami własnego typu psychologicznego, konflikt z biologicznym cyklem rozwojowym i z własną ograniczoną na pewnych terenach wrażliwością jest wyrazem dynamizmów rozwojowych. Wiąże się to najściślej z dynamizmem
„wstępowania wyżej” przez pod­ porządkowanie sobie prymitywnego siebie, jaki m się jest, dla „wyższego siebie”, dla siebie, którym się „być powinno”.

Please follow and like us:
error0

H20 [NCnNC cz. 8]

Ponieważ wszystkie pisma „święte”, mistyczne, zawierają zarówno dosłowne, literalne jak i głębsze, psychologiczne, znaczenia, mogą „paść”, znaleźć oddźwięk na różnych poziomach zrozumienia, w szczególności mogą zostać odebrane w podwójny sposób.

Gdyby człowiek nie był zdolny do żadnego rozwoju i potencjalnej ewolucji nie miałoby to większego sensu. To właśnie dlatego, że do takiej ewolucji człowiek jest zdolny, istnieją przypowieści. Duchowe („święte”) wyobrażenie człowieka – to jest to, co określa się jako „wewnętrzne” lub ezoteryczne – zakłada, że posiada on pewien nieużywany i nierozwinięty poziom zrozumienia i że jego prawdziwy rozwój jest ściśle związany z osiągnięciem tego wyższego poziomu.

Tak więc wszystkie pisma mistyczne, także te w formie przypowieści, posiadają podwójne znaczenie, ponieważ zawarte jest w nich znaczenie dosłowne, zaprojektowane by trafić do człowieka na ten poziom, na którym się on właśnie znajduje, lecz w tym samym czasie mające pewną zdolność (Czesław Miłosz może nazwałby to, jak i Simon Weil – o ile pamiętam – „dźwignią transcendencji”)  dosięgnięcia wyższego poziomu (i pociągnięcia w ten sposób rozumienia samego człowieka na wyższy poziom), który to wyższy poziom jest w człowieku potencjalnie obecny i niejako oczekuje na jego „wspięcie się” wyżej.

Przypowieści są formą przekazania „starożytnego” znaczenia.

[W oryginale pisze „ancient” – starożytnego, wydaje mi się jednak, że tutaj lepiej – przetłumaczyć „odwieczne”, odwiecznego znaczenia, jako uosobiające nieprzemijające, ale zapomniane prawdy]

Przypowieść w ewangeliach posługuję się pewnym odwiecznym językiem, od dawna zapomnianym. Był taki czas, gdy język przypowieści mógł być bezpośrednio zrozumiany. Ten język – język przypowieści, alegorii i cudów – jest stracony dla współczesnej ludzkości. Ale nadal istnieją źródła, które umożliwiają nam uchwycenie części tego odwiecznego znaczenia. Ponieważ celem przypowieści jest połączenie niższych i wyższych znaczeń, może być pomyślana jako most pomiędzy dwoma poziomami, przerzucony pomiędzy dosłownym a psychologicznym zrozumieniem.

Jak zobaczymy, całościowy język był kiedyś dobrze znany, ta dwoista technika była rozpoznana i pewne słowa, pojęcia i terminy były z premedytacją używane by mogły być zrozumiane w podwójnym sensie. W tym odwiecznym języku tworzone było połączenie pomiędzy wyższym a niższym znaczeniem – lub, co jest tym samym, wyższą i niższą stroną, poziomem w człowieku.

Nasze pierwotne narodziny urzeczywistniają się w ewolucji ze świata komórkowego
w organizm ludzki. Narodzić się drugi raz lub powtórnie [nie do końca pasuje tutaj „odrodzić”] oznacza ewoluować do wyższej psychologii, do wyższego możliwego poziomu zrozumienia. To jest wyższym celem człowieka, zgodnie z wszystkimi antycznymi (historycznymi) pismami, w których człowiek często przedstawiany jest, psychologicznie, jako niewzrośnięte nasiono.
Jest to wiedza ezoteryczna. Ten poziom może być osiągnięty tylko dzięki nowej wiedzy
i nowemu nauczaniu, którym towarzyszy emocjonalne zaangażowanie, „wczucie się” człowieka w nowe zagadnienia i odpowiednia praktyka. Wiedza, która przybliża człowiekowi taką możliwość nazywana jest niekiedy, w ewangeliach, Prawdą, czasami zaś Słowem.

Nie jest to jednak zwykła prawda, lub zwykła wiedza. Jest to wiedza o tym następnym kroku w rozwoju, o wyższym poziomie.

Aby poczynić pierwsze obserwacje o tym odwiecznym podwójnym języku przypowieści, zobaczmy na początku jak przedstawiana jest tam Prawda.

W tym języku przedmioty, zjawiska zewnętrzne, obserwowalne, reprezentują te psychiczne, wewnętrzne i niewidoczne. Życie zewnętrzne, rejestrowane przez normalne zmysły, jest przenoszone w inny poziom znaczeniowy.

Tak więc Prawda – nie jest jakimś widocznym przedmiotem, ale zostaje oddana, zaprezentowana poprzez takie w tym języku. Przypowieść jest pełna wizualnego obrazowania, z przedmiotami i zjawiskami w pełni postrzegalnymi zmysłowo. Jednak każdy taki obraz coś należącego do psychologicznego poziomu znaczenia, odmiennego od po prostu użytego obrazu.

W ewangeliach często używane jest słowo „woda”. Co to słowo znaczy w odwiecznym języku? W dosłownym znaczeniu tego słowa jest to oczywiście substancja fizyczna, zwana wodą. Ale psychologicznie, na wyższym poziomie znaczeniowym, sens jest odmienny.
„Woda” nie oznacza po prostu wodę.



Chrystus, mówiąc o powtórnych narodzinach do Nikodema, mówi, że człowiek musi narodzić się z wody i z ducha: „Jeśli człowiek nie narodzi się z wody i z ducha, nie może wejść do królestwa bożego.” (Jan 3;5)

Co zatem oznacza ta woda?
Musi mieć jakieś kolejne znaczenie, psychologiczne lub wyższe.
Możemy domyślać się, że „duch” oznacza, być może – wolę, lub intymną, ale najbardziej realną ludzką część. I możemy rozumieć, że narodzić się powtórnie nie oznacza oczywiście wejść na powrót do łona matki, do macicy, jak myślał Nikodem, który uosabia człowieka zdolnego jedynie do dosłownego, literalnego zrozumienia.

Cokolwiek możemy myśleć o znaczeniu „ducha”, nie możemy wyobrazić sobie, dysponując naszym zwykłym rozumieniem, co oznacza „woda” w tym antycznym (odwiecznym) podwójnym języku, w którym rzeczy i sprawy postrzegalne zmysłowo przekazują, oddają inne i specjalne znaczenia.
Nie mamy tutaj wskazówki.

Powiedzieć, że człowiek musi narodzić się na nowo z fizycznie rozumianej „wody” jest jawnym nonsensem. Co więc zatem może ta woda, psychologicznie, oznaczać?

Możemy odnaleźć, badając znaczenie innych biblijnych ustępów, co ten fizyczny obraz reprezentuje na psychologicznym poziomie znaczeniowym. Mogą być przytoczone setki przykładów. Weźmy jeden z ewangelii. Chrystus rozmawia z kobietą z Samarii przy studni i mówi jej, że mógłby jej ofiarować „żyjącą wodę/wodę życia”.

Chrystus odzywa się do niej kiedy kobieta przychodzi nabrać wody ze studni: „Każdy kto czerpie i pije tę wodę będzie znów spragniony, ale wodę, którą może zaczerpnąć u mnie (którą ja mogę mu dać do picia) ugasi na zawsze jego pragnienie, ta woda, która ja mogę dać stanie się w nim kołem wodnym (studnią – wiecznym źródłem), z którego tryska życie wieczne”. (Jan 4;13-14).

Wydaje się jasnym, że słowo „woda” zostało użyte tutaj w specjalnym sensie, należącym do odwiecznego i zapomnianego języka.

Podobnie, w Starym Testamencie, w Księdze Jeremiasza (ang. Jeremiah) jest powiedziane: „For my people have comitted two evils: they have forsaken me the fountain of living waters, and hewed them out cisterns, broken cisterns, that can hold no water” (Jeremiah, 2;13).

Czym zatem jest ta woda, żyjąca woda (woda życia)?

Jest to Prawda.

Ale oznacza to specjalny rodzaj prawdy, specjalny rodzaj i formułę wiedzy,
nazywaną „żyjącą prawdą”. Jest to „prawda żywa” ponieważ czyni człowieka żywym
w nim samym, a nie umarłym, jeśli zostanie przyswojona i zastosowana w praktyce.





W nauczaniu ezoterycznym – a więc odnoszącym się do ewolucji wewnętrznej – człowiek nazywany jest umarłym, jeśli nie wie, nie przyswoił i nie praktykuje niczego co wiąże się z tą wiedzą, z tą prawdą. Jest to wiedza, która jest prawdą tylko w odniesieniu do wyższego poziomu rozwoju, który potencjalnie oczekuje na każdego.
Jest to wiedza o tym wyższym rodzaju człowieczeństwa i drodze do niego. Odnosi się do tego, co człowiek musi wiedzieć, myśleć, odczuwać, rozumieć i czynić by osiągnąć swój następny poziom rozwoju. Nie jest to prawda zewnętrzna, dotycząca zewnętrznych przedmiotów i spraw, lecz prawda wewnętrzna, o człowieku w nim samym, jakim człowiekiem w istocie jest i w jaki sposób może siebie samego odmienić. Tak więc jest to prawda ezoteryczna (ezoteryczny oznacza wewnętrzny) lub Prawda odnosząca się do wewnętrznego rozwoju i nowej organizacji człowieka, która wiedzie do kolejnego stopnia w jego realnej ewolucji. Albowiem nikt nie może się zmienić, nikt nie może stać się inny, nikt nie może ewoluować i osiągnąć tego możliwego wyższego poziomu i, jak się mówi, odrodzić się (narodzić powtórnie), jeśli najpierw nie dowie się, nie usłyszy i nie podąży za nauczeniem, które tego dotyczy.

*

[Człowiek musi się oczywiście najpierw dowiedzieć i zidentyfikować – jaki jest. Więc warto należycie oceniać tzw. zwykłą świadomość, dzienną świadomość.. Choć ograniczona i powszednia nie może być jakimś wzgardzonym instrumentem, który gotowi jesteśmy już teraz kwestionować czy odrzucać w pogoni za oświeceniem – jest to bowiem nasze jedyne narzędzie, na którym pracujemy, nasz warsztat.
Podkreślam to, dlatego, że zbyt często spotyka się “oświeconego”, który w kategoriach zwykłej świadomości jest po prostu, mówiąc najmniej złośliwie, średnio rozgarnięty..]

Idea jest całkiem jasna. Nauczanie, które prowadzi do wyższego poziomu istnieje –
i zawsze istniało.

To nauczanie jest realną wiedzą psychologiczną dotyczącą człowieka i potencjalnego rozwoju Nowego Człowieka w nim.

Człowiek nie ma możliwości wymyślić tego sam z siebie.

Może budować cysterny, ale nie będą one zdolne pomieścić tej wody..

Ale ale – za długi już ten tekst. Dobrej Nocy!

Please follow and like us:
error0