Nowy Człowiek na Nowe Czasy (Odc. 22)

Dlaczego człowiek powinien porzucić „dom rodzinny”, porzucić znane terytorium i udać się w takie dzikie ostępy?

Na takie pytanie można dać więcej odpowiedzi, więcej domysłów, wychodząc poza ten fragment, ten odcinek – kolejny już – omawiania psychologicznego (i ezoterycznego) znaczenia przypowieści ewangelicznych.
Każda dojrzałość, wzięcie na siebie odpowiedzialności – conajmniej za siebie samego – to symboliczne opuszczenie domu.

Uwaga na marginesie: Koty w warunkach ziemskich opuszczają dom rodzinny wyjątkowo późno. Może to mieć dobre strony, gdy uda się opanować złe.


Można też powiedzieć:

“Życia duchowego nie można prowadzić na przedmieściu. Zawsze znajduje się na niezbadanych terenach, a my, którzy nim żyjemy, musimy zaakceptować, a nawet cieszyć się, że pozostaje ono nieoswojone.”
(Howard Macey)

Kolejna uwaga na marginesie głównego toku tego wywodu:
J. Eldredge, autor bardzo ciekawej, godnej częstszych przywołań,

książki “Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”

tylna strona okładki rzeczonej książki

(można spokojnie polecić ją szukającym czysto laickiej wnikliwej i nie tak oklepanej psychologii, choć wydana jest i po części osadzona w duchu religii chrześcijańskiej) zauważa:
“Ewa została stworzona w granicach bujnego piękna rajskiego ogrodu. Adam jednak, jak pamiętacie, został stworzony poza Rajem, w dzikiej przestrzeni. Zapis naszych początków w drugim rozdziale Księgi Rodzaju przedstawia to wyraźnie. Mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Dopiero potem zostaje zaprowadzony do Edenu. I odtąd chłopcy nigdy nie czują się dobrze w domu, a mężczyźni cierpiana nieuleczalną tęsknotę odkrywania. Tęsknimy za tym, a kiedy to zrealizujemy, zaczynamy żyć naprawdę. John Muir powiedział, że
kiedy mężczyzna wychodzi w góry, wraca do domu.”
[Patrząc na ten fragment Ktoś czy Któraś z Czytelników, Czytelniczek, może zastanowić się, czy aby pozycja ta nie jest przesiąknięta, niestety zakorzenionemu
w chrześcijaństwie (które jednak, jak już kilka razy dopowiedałem w różnych wpisach,
w istocie jest tylko i aż jedną wielką parodią swej genezy i początków), patriarchalnemu zboczeniu? Nie, nie jest, z tego co pamiętam (większe fragmenty tej książki). Jest rozsądna i potrafi pięknie i celnie mówić też o Kobiecie bez stawiania jej w jakiejś podrzędnej roli.]

Człowiek (Jezus) jest głodny chleba, ale nie w literalnym znaczeniu, lecz tego chleba, o który prosimy w Modlitwie Pańskiej, tak błędnie przetłumaczonego jako „nasz chleb powszedni” – chodzi o chleb transsubstancjalny, o wskazania na drogę, i literalnie raczej o chleb na dzień jutrzejszy, tak naprawdę, to znaczy na to, co wiąże się z rozwojem naszego życia, nie tego życia, jakim ono jest – w dniu powszednim, w codzienności, ale takiego, jakim jutro może się stać, chodzi o chleb, który da nam niezbędną energię do wewnętrznego rozwoju i wzrostu, o pożywienie, które przyniesie sukcesywnie kolejne fazy w pogłębieniu naszego zrozumienia.

Modlitwa Pańska, na marginesie, jest bowiem modlitwą o rozwój wewnętrzny i prośba o chleb jest prośbą o rodzaj zrozumienia niezbędny to tego.

[Modlitwa ta, popularne w jęz. polskim “Ojcze Nasz” (łać. Pater Noster) doczekała się też wielu bardziej lub mniej ekwilibrystycznych interpretacji i alegorii, w tym numerologicznych, kabalistycznych i .. eklektycznych (przyciągających bogactwem wyprowadzanych znaczeń, jak przykładowo, z pamięci, wydaje mi się, intepretacja Martynistów. Ezoteryczną interpretacją tej modlitwy zajmiemy się w swoim czasie]

W takim stanie „dzikości” pokusą jest samemu uczynienie chleba dla siebie, to jest, pójście za swoimi własnymi ideami, za swoją własną partykularną wolą. Tak dokładnie postąpili budowniczowie Wieży Babel, którzy użyli własnych materiałów, cegieł i mułu, w miejsce kamienia (skały) i solidnej zaprawy. Sądzili, że mogą zbudować nowy świat ze swoich własnych idei. Dlaczego jednak ktoś nie powinien zdać się raczej na siebie samego i na to, co płynie z powszedniego dnia, niż czekać czegoś, co wydaje się wątpliwe?

U Mateusza odpowiedź Chrystusa na to kuszenie brzmi:

Lecz On mu odparł : « Napisane jest : Nie samym chlebem żyje człowiek , lecz każdym słowem , które pochodzi z ust Bożych »
(Mateusz, IV, 4)

Zobaczmy jasno, że diabeł podpowiadał Chrystusowi by przemienił, dla siebie i swego głodu, kamień w chleb – to jest, aby nie czekał na jakieś Słowo Boże.
Szatan mówi: „Jeśli ty jesteś Synem Bożym, rozkaż tym skałom by stały się chlebem”, co oznacza: pożyw się swoją własną siłą i rozumiem, ideami.
[Może to też oznaczać, jeśli pamiętamy, co w odwiecznym języku przypowieści oznacza: “skała” – kuszenie do tego, by zatrzymać się na najbardziej podstawowej, nieelastycznej, wyrytej w “kamieniu” Prawdzie, którą, jak już wiemy, choćby z Odc. 14 (dość popularnego, z tego co widzę) – można się poranić. Nicoll takiego odniesienia tu nie czyni, ja idę za swoją ideą (pomysłem), by takie dodatkowe powiązanie tu wskazać. Nie zawsze, mam tutaj nadzieję, pójście za swoją ideą – jest złe. To zależy – diabeł tkwi w szczegółach i w kontekście – prawie zawsze.]

Ale misja Chrystusa, która rozpoczęła się niezwłocznie po tych kuszeniach w odludnym miejscu, nie polegała na produkowaniu prawdy i znaczenia przez niego samego, ale na zrozumieniu i nauczaniu Prawdy i znaczenia Słowa Bożego – to jest tego, co należy
i pochodzi z wyższego poziomu wpływów. Test dotyczył woli samego człowieka (samowoli) i woli wyższego rodzaju i człowiek powinien wybrać wolę Boga – a nie swoją własną.

Człowiek, jak wtedy Chrystus, powinien niższy, ludzki poziom siebie samego wznieść
i oddać pod kontrolę woli wyższego poziomu, boskiego rodzaju. To właśnie ten niższy ludzki poziom jest tutaj tym, co podlega kuszeniu – jest on oczywiście w Jezusie, jako urodzonym z ziemskiej matki.

Pomylić niższe z wyższym oznacza zniszczenie człowieka, gdyż wtedy przypisuje on sobie coś, co do niego nie należy.

A do kogo, tak naprawdę, należy COKOLWIEK – i co to jest to tzw. “święte prawo własności” czy dziedziczenia, tak chronione od wieków przez tzw. “kościół chrześcijański”? Czy aby nie jest to kolejna “przedwieczna” (ale tylko w ludzkiej rachubie wieczności, która jak wiadomo – jest ledwo machnięciem skrzydeł komara) kradzież – bezczelne przyznanie sobie tego, co należy tylko do Całości (i Odwieczności), czyli jest boskie? [pytania wtrącam mocno poza nurtem parafrazy Nicolla – ja, Marat]

W ten sposób człowiek jest kuszony, by uznał „Jestem Bogiem” a nie „Bóg jest mną”.

Jeśli powie: „Jestem Bogiem” identyfikuje siebie z Bogiem, ale czyni to z niższego poziomu, co niszczy w nim pierwiastek boski, człowieczeństwo.

Jeśli zaś powie: „Bóg jest mną”, poddaje wtedy siebie, swoją wolę i czyni wolę Boga swoim „Ja”, tak więc to co w nim niższe musi ustąpić przed tym, co wyższe.

Zauważmy, że Szatan zwrócił się do Jezusa podkreślając: „jeśli ty jesteś Synem Bożym”, co sugeruje, ze Jezus może czynić co mu się podoba, tak jakby był po prostu na poziomie Boga.

To wszystko, ten potencjał, był w Jezusie – miał w nim miejsce.

Jakkolwiek to kuszenie może być odebrane całkiem prosto, jako odnoszące się do próby powstrzymania pewnych apetytów, w tym przypadku dosłownie głodu, jest raczej jasne że inne i głębsze znaczenia znajdują się ponad literalną interpretacją i wiążą się z całością problematyki miłości własnej i pokusy siły, władzy – w którym to ludzka natura jest zanurzona. Jak wiemy, Jezus miał w sobie jak najbardziej ludzką naturę.
Zadaniem była jej transformacja.

pustynne lotnisko w Egipcie;
Szatan – w kolejnym kuszeniu – ukazał Człowiekowi (Jezusowi) cały świat (wszystkie królestwa) z góry – lecz raczej nie z samolotu
na pustynnych drogach oprócz Szatana i Jezusa można spotkać też rzeczy bardziej puszyste, i czasem niestety ginące pod kołami (ten kot miał szczęście, przykleił się do szyby – jak widać – od strony ogona i tyłu..

Następny wpis, jutro, będzie w całości wypełniony fotografiami.

Te zaś – z dzisiejszego (4 listopada 2019) wczesnego już (zegarowo) końca widnego dnia.

Gdy zaś te scenerie wydają nam się zbyt niepokojące tak kształtami (pewnymi..) jak barwą, dajmy oku odpoczynek na:

In Cloud’s smile We Trust – W Uśmiechu Chmury Pokładamy Nadzieję.
Czy taka będzie dewiza na przyszłym środku płatniczym? Czy będą przyszłe środki płatnicze? I nie o czasy chipowania tu chodzi i znamienia VISA, a o Czasy Po tych Czasach.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy (Odc. 21)

(fotografia nieba – chmur; wyjaśniam dla rozwiania wątpliwości czy domysłów)


Zobaczymy lepiej, czym jest i jak rozumiany może być diabeł – szatan, gdy zrozumiemy lepiej co tak naprawdę oznacza kuszenie.

W opisie kuszeń u Łukasza wspomniane jest, że Jezus „przebywał w dzikich ostępach przez 40 dni”, będąc kuszonym przez diabła. Liczba 40 pojawia się także, przykładowo, w historii dotyczącej Potopu, gdy deszcz padał nieprzerwanie przed czterdzieści dni
i nocy, w alegorycznej opowieści o tułaczce dzieci Izraela, tułających się czterdzieści lat na pustyni (tak samo, w „dzikich ostępach”), jest także powiedziane, że Mojżesz pościł przez czterdzieści dni i nocy zanim otrzymał Przykazania na kamiennych tablicach.

Tutaj, u Łukasza, 40 dni w „dzikości” bezpośrednio odnosi się do idei pokuszeń:

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód.

(Łukasz IV, 1 -2)

Wtedy następuje opis pierwszego kuszenia związanego z powyższym okresem, które jest przedstawione w ten sposób:

Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem».

(Łukasz IV, 3)

Spójrzmy wpierw na powierzchowny, literalny, pierwszy poziom znaczeniowy. Chrystus poczuł głód i diabeł zasugerował, by przemienił, dla siebie, kamień w chleb.
Jezus odpowiedział:

Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek».

(Łukasz IV, 4).

Na tym literalnym, powierzchownym poziomie jest to tym czym się zdaje – kuszeniem
o typowo fizycznym, cielesnym charakterze. Pamiętajmy jednak, że zostało powiedziane, że Jezus pozostawał w dzikich ostępach przed 40 dni, będąc kuszonym.
Jeśli dosłownie potraktujemy te ostępy, jako fizyczne miejsce – choćby dziki, odludne tereny, pustynię, jak to jest, że nic nie jest powiedziane na temat tych kuszeń, które przez ten cały czas miały miejsce? Można po prostu powiedzieć, że głodował na odludziu.

A tutaj bynajmniej nie odludzie, a plac przed Tesco


Jednak w połączeniu z zagadnieniem wewnętrznej rozwoju i ewolucji powinniśmy przez to pojęcie „dzikich terenów”, odludzia czy pustyni rozumieć pewien stan umysłu, ducha, stan wewnętrzny, porównywalny w czymś zewnętrznie mogącym być opisanym, to jest stan, gdy nie ma niczego, czym może kierować się człowiek, gdzie nie jest już pośród znanych sobie rzeczy i w przyjaznym otoczeniu.

Jest to dzikość strapienia, dezorientacji i zamętu, wewnętrznego zakłopotania i konsternacji, gdy człowiek jest w całości pozostawiony samemu sobie, co jest testem;
i nie wie w którym kierunku się udać a nie może udać się po prostu w swoim własnym kierunku, nie powinien.

To samo w sobie wystawia na pokuszenie, przez cały ten czas gdy jest pozbawiony znaczeń i drogowskazów, głoduje z braku zwyczajowych znaczeń.

Przepraszam za dłuższy okres niepisania na blogu.
Jutro następny wpis.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek na Nowe Czasy odc. 20 + jetzer ha-tov

W poprzednich częściach zajmowaliśmy się już kuszeniami, a zakończyliśmy na takich dwóch akapitach:

(…) Przypomnijmy sobie wprzód, że ta koncepcja ludzkości, jaka jest przedstawiona
w ewangeliach, ludzkości w pierwotnym, zastanym stanie, jakby we śnie, nieprzebudzonej, jest taka, że ludzkość znajduje się pod panowaniem Szatana, obraz przedstawia człowieka, który jest nawiedzany przez złe duchy. Oznacza to, że człowiek znajduje się pod panowaniem złych impulsów, wpływów i nastrojów, które personifikują nieczyste duchy, których celem jest zniszczenie człowieka i rasy ludzkiej. Koncepcja ewangeliczna przedstawia człowieka nieustannie ściąganego w dół przez siły zła, które są w nim samym, nie gdzieś niezależnie na zewnątrz, i którym człowiek się podporządkowuje, daje posłuch.

Poprzez ten posłuch i brak lub niedostateczny odporu tym złym siłom, postęp w ludzkim życiu jest wstrzymany. Te złe siły są w samym człowieku, w jego naturze,
w naturze jego miłości własnej, jego egotyzmu, jego ignorancji, głupocie, małości, próżności, a także w jego myśleniu i postrzeganiu tylko pod wpływem i za pomocą zmysłów tylko tego, co widzialne, zewnętrznych pozorów życia i świata, jako jedynej rzeczywistości. Te skażenia są łącznie nazywane diabłem, szatanem, który jest złowrogą potęgą niezrozumienia, nieporozumienia i błądzenia co do wszystkiego, co do taki nierozwinięty człowiek posiada, co go dotyczy, siłą błędnego łączenia rzeczy i interpretacji rzeczywistości. Diabeł jest agregacją tych wszystkich niedostatków i błędów, tej całej siły niezrozumienia i wszystkich rezultatów z tego płynących.
Tak więc diabeł nazywany jest Kłamcą, oszczercą i czyniącym skandal, z jednego punktu widzenia, natomiast Oskarżycielem z drugiego punktu widzenia. (..)

W tym miejscu zapowiedziałem, że przywołam fragment powieści Philipa K. Dicka “Boża Inwazja”. Oto on, in extenso, a właściwie kilka fragmentów, z ostatnich części tej krótkiej powieści:

“— Jest ich więcej — powiedziała Linda do Herba Ashera, który stał jak wkopany, patrząc na trup koźlęcia.
— Wejdź. Rozpoznałam go po zapachu. Belial niesamowicie śmierdzi. Wejdź, proszę. — Wzięła go za ramię i doprowadziła do drzwi.
— Cały się trzęsiesz. Wiedziałeś, co to jest, prawda?
— Tak — powiedział — ale kim ty jesteś?
— Czasami nazywają mnie Obrońcą. Kiedy bronię, jestem Obrońcą. Kiedy pocieszam, jestem Pocieszycielem. Jestem też Przydrożnym Pomocnikiem. Belial jest Oskarżycielem. W Sądzie jesteśmy przeciwnikami. Proszę, wejdź do środka i odpocznij. To było dla ciebie ciężkie przejście, ja wiem.
— Dobrze. — Pozwolił się jej zaprowadzić do windy.
— Czy cię nie pocieszałam? — spytała Linda Fox. — W przeszłości? Kiedy leżałeś samotnie w swojej kopule na obcym świecie, nie mając do kogo ust otworzyć? To jest moje zadanie. Jedno z moich zadań.
— Przyłożyła dłoń do jego piersi. — Serce ci wali. Musiałeś się nieźle przestraszyć.
To ci powiedziało, co ma zamiar zrobić ze mną. Ale, jak widzisz, nie wiedziało, dokąd je zabierasz. Dokąd, albo do kogo.
— Zniszczyłaś je — powiedział i umilkł.
— Ale zdążyło rozprzestrzenić się po całym wszechświecie. To, co widziałeś na dachu, to tylko jeden przypadek. Każdy człowiek ma swojego Obrońcę i Oskarżyciela. Po hebrajsku Obrońca nazywał się jetzer ha-tov, a Oskarżyciel jetzer ha-ra.

— Byłem sam, kiedy to do mnie przyszło. Udawało zbłąkane zwierzątko.
— Każda osoba na Ziemi będzie musiała wybrać między swoim jetzer ha-tov a swoim jetzer ha-ra. Ty wybrałeś mnie i dlatego cię obroniłam… Gdybyś wybrał tamtego stwora, nie mogłabym nic zrobić. W twoim przypadku wybrana zostałam ja. Bitwa toczy się o każdą duszę z osobna. Tak uczą rabini. Oni nie uznają doktryny upadku człowieka jako całości. Zbawienie to sprawa indywidualna.

Pochyliwszy się, pocałował Linde w policzek. Westchnęła przez sen. Słaby i we władzy tej kozopodobnej istoty, pomyślał. Taki byłem, kiedy tu przyleciałem. Obroniła mnie, bo byłem słaby. Ona nie kocha mnie tak, jak ja ją, bo musi kochać wszystkich ludzi. A ja kocham tylko ją. Całym sobą. Ja, słaby, kocham ją, która jest silna. Ona ma moją lojalność, a ja jej obronę. To jest Przymierze, które Bóg zawarł z Izraelitami: silny ochroni słabych, a słabi dają w zamian silnemu swoją cześć i lojalność, na tym polega wzajemność. (..)

[U ludzi, tłumaczących sobie pewne zdarzenia tak, jak zostali zmanipulowani – by je widzieć i oceniać – istnieje i przewija się przez wieki i w każdej religii zdolność niektórych jednostek posiadających serce i rozum, tłumaczenia i wynajdywania w tych zdarzeniach takich interpretacji, które nie mają nic wspólnego z celami Manipulatora, mają za to dużo wspólnego z Boskim Planem]

(..)
— To paradoks.
— Ale to prawda. Możesz wiele dla niej zrobić. Miałeś rację, kiedy pomyślałeś o słowie „wzajemność”. Wczoraj wieczorem ona uratowała ci życie.
— Emmanuel uniósł rękę. — To ja ci ją dałem.
— Rozumiem. — Domyślał się, że tak było.
— Czasami w tym równaniu, że silny broni słabego, trudno ustalić, kto jest silny, a kto słaby. W zasadzie, ona jest silniejsza od ciebie, ale ty też możesz jej bronić w pewien szczególny sposób, możesz osłaniać ją od tyłu. To jest prawdziwe prawo życia: wzajemna obrona. W ostatecznym rachunku wszystko jest i silne, i słabe.
Nawet jetzer ha-tov, twój jetzer ha-tov. Ona jest siłą i jednocześnie jest osobą, w tym kryje się tajemnica. Będziesz miał czas w życiu, które cię czeka, żeby tę tajemnicę zgłębić. Nieco. Będziesz ją coraz lepiej poznawać. Ale ona zna cię już teraz doskonale, (..)

— Ta kozopodobna istota wcale jej nie zaskoczyła.
— Nic nie zaskakuje jetzer ha-tov — powiedział Emmanuel. (..)

Nie powiedziała ci jeszcze o późniejszym darze, który ma dla ciebie: o darze całkowitego odpuszczenia win całego twojego życia. Ona będzie przy tobie, kiedy będziesz sądzony, i to ona będzie sądzona, nie ty. Ona jest bez skazy i przekaże ci tę swoją doskonałość, kiedy dojdzie do ostatecznej oceny. Nie bój się więc, twoje zbawienie jest zapewnione. Ona odda życie za ciebie, swojego przyjaciela. Jak powiedział Jezus: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Kiedy dotknęła tej kozopodobnej istoty, ona… może lepiej nie powiem.

— Ona sama na chwilę umarła — powiedział Herb Asher.
— Na chwilę tak krótką, że prawie nie istniejącą.
— A jednak to się zdarzyło. Ona umarła i wróciła. Mimo że ja nic nie zauważyłem.
(..)
— Kyrios — wyszeptała. —

[Por. “Kyrios” (pan) – zob. Kairos (zob. także grecki bóg – jeden z 3 sposobów rozumienia czasu)]

(..)

— A to coś na dachu? — zaczął Herb Asher.
Ale Emmanuel zniknął. Pozostali tylko on i Linda Fox.
— Zadzwonię do władz miejskich, żeby to wywieźli — powiedziała Linda Fox.
— Mają do tego specjalną maszynę. Do wywożenia jadowitego węża. Z życia ludzi
i z dachów domów. (..)

Później wyszli z Linda Fox na dach, żeby spojrzeć na trupa Beliala. Ku swemu zdziwieniu Herb Asher zobaczył nie wysuszone zwłoki kozopodobnego stworzenia, lecz coś, co wyglądało na szczątki wielkiego świetlistego latawca, który rozbił się i zdruzgotany przykrył prawie cały dach. W zadumie patrzyli z Linda na coś ogromnego, pięknego i zniszczonego, rozsypanego w okruchach, jak rozbite światło. — Taki był kiedyś — powiedziała Linda. Na początku. Przed upadkiem. To był jego pierwotny kształt. Nazywaliśmy go Motylem. Motylem, który spada powoli, przez tysiące lat, przecinając Ziemię, jak geometryczny kształt zniżający się stopniowo, aż nic z tego kształtu nie pozostanie.
— Był bardzo piękny — powiedział Herb Asher.
— Był gwiazdą poranną. Najjaśniejszą gwiazdą na niebie. A teraz pozostało z niego tylko to.
— Jakże upadł.
— I wszystko inne z nim — powiedziała Linda. (..)
— Czy będzie jeszcze kiedyś taki, jak na początku? — spytał Herb Asher.
— Może — odpowiedziała Linda.
— Może wszyscy tacy będziemy.

— Dziękuję ci — powiedział Herb Asher. Nad nimi pracowała maszyna uprzątająca szczątki Beliala. Zbierająca rozbite fragmenty czegoś, co kiedyś było światłem.”

Wpis ten miał wyglądać inaczej i pojawić się wcześniej, ale:
– byłem w podróży
– ostatnie dni są tak fatalne, że trudno mi teraz napisać coś od siebie. Może zresztą nie są “fatalne”, raczej wstrząsające, a wynika to z tego, że zwrócone mi zostały chyba w całości (proces zwracania rozpoczął się już dawniej) uczucia i zdałem sobie sprawę z rozmiaru własnej nieodpowiedzialności.

Do niniejszego wpisu wizualiów już nie dodam ale za to będzie ich sporo w następnym.

Please follow and like us:
error0

Nowy Człowiek – odc. 19 (oraz Pokusa Pana Który Gada ale nie Dotrzymuje Słowa)

Pewne treści skasowałem (nie dlatego, że były błędne, ale dlatego, że wielkim błędem jest napomykanie o nich – gdy są w stanie nie dokończonym, a należą do większego projektu, nad którym trzeba pracować etapami i długofalowo, systematycznie.
Jest to jedna z największych i najsprytniejszych pokus:
Pokusa odbierania nagrody (satysfakcji) za coś, co dopiero zaplanowaliśmy, ale nie napracowaliśmy się aby to odpowiednio wykonać i sfinalizować.

Tomasz Mann w “Doktorze Faustusie” największego Pokusiciela nazywa na jednej ze stron:

Dominus Dicis et Non Facis

Ten, który Mówi (Zapowiada..), ale nie Czyni (nie wykonuje, nie finalizuje, nie doprowadza do skutku).


W przypadku większych, złożonych projektów – zapowiadanie ich – przedstawianie jakiejś części, nad którą pracowało się tylko chwilowo – jest tutaj pokusa odbierania satysfakcji i zadowolenia jak za naprawdę pożytecznie wykonaną całościową robotę. Nie wolno dać się temu zwieść!

Trzeba wybierać. Wybór ma być codzienny. Co – chwilowy. Konsekwentny. Doskonałość ponoć jest bardziej “przyzwyczajeniem niż jednorazowym osiągnięciem”.

Można zobaczyć też w Przeszłość – że o tym wiedziałem, a jednak się tego nie ustrzegłem!
Moja wina,
moja wina,
moja bardzo wielka wina!
Błąd!
Trwać w błędzie – nie wolno!

Tyle mogę powiedzieć teraz – że to jest strasznie ambitna ścieżka – i sam, tutaj (z tą dzienną, ludzką świadomością) nie miałbym bezczelności, żeby ją wybrać .. Widać została wybrana wcześniej.
(vide tutaj)

Dodam jeszcze – bo jest bardzo a propos – ważne tutaj obserwacje i rady, napotkane na cennych stronach Energii Wewnętrznejkomentarz “Macieja”:

„Kiedy łucznik strzela za darmo, wszystko mu się udaje. Jeśli strzela dla zapinki z brązu, robi się niespokojny. Gdy zaś strzela o sztukę złota, ślepnie albo dwoi mu się w oczach. Całkiem traci głowę. Nie żeby mniej umiał. Ale nagroda sprawia, że się rozprasza. Dokłada starań. Bardziej myśli o wygranej niż o strzelaniu. I ten głód zwycięstwa pozbawia go zręczności (Prawdziwa księga południowego kwiatu, Rozdział XIX,4 w przekładzie Thomasa Mertona)”

Ja to wiele razy przemyślałem, tzn nie ten tekst powyżej ale mechanizm działania z tym związny. I tutaj sprawa jest zupełnie prosta i banalna i działa
w każdym przypadku, jest w 100% sprawdzalna. Dziś powiemy, że jeśli zastąpimy motywację wewnętrzną – motywacją zewnętrzną – to wszyscy od razu ślepną. I bez znaczenia jest to, czy są to pieniądze, czy uznanie, szacunek, władza itd. Jeśli motywacja nie bierze się z wnętrza nas tracimy kontakt z naszym wnętrzem. Czyli tracimy kontakt z boską iskrą w nas samych na rzecz – najzrozumialej dziś powiedzieć – ego. Związany z tym dość mocno jest też fakt, że człowiek czerpie radość z dawania, dzielenia się z innymi a jeśli jego działania nakierowane są na branie, zaspokajanie swojego ego, to to mu szczęścia nie da. Może mu dać iluzje szczęścia – ale na krótką metę. Stąd ciągłe poszukiwania lepszej pracy, lepszego partnera, lepszego miejsca do życia.

To bardzo ważny temat – ale nie będę go tutaj kontynuował. Zamiast tego przechodzimy bezpośrednio do dalszego ciągu omówień przypowieści ewangelicznych i ich ezoterycznego, psychologicznego znaczenia.
Jesteśmy w miejscu, gdzie mówimy o kuszeniach, dopiero zaczęliśmy ten wątek, przedstawiając kwestię (nieznanych) lat młodości tzw. Jezusa z Nazaretu.
Zajmowaliśmy się tym w odc. 18.
I zakończyliśmy na tym, że:

Końcowy etap wypełnienia wywyższenia tzw. Jezusa rozpoczął się z chwilą, gdy Judasz wyszedł w noc, aby go zdradzić, jak to jest opisane, kiedy to Jezus miał powiedzieć do pozostałych apostołów: „Teraz Syn Człowieczy jest wywyższony”.
(Zob. też Ew. Jana 12, 32 – gdy to zapowiada)

Ale nawet wtedy proces nie jest jeszcze zakończony – miał przecież Jezus jeszcze doświadczyć dwóch i bardzo trudnych kuszeń – tego w ogrodzie Getsemani, kiedy modlił się: „Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich; jednak nie moja lecz twoja wola niech się stanie” oraz tego na krzyżu, kiedy zawołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”.
Należy także odnotować, że Chrystus rozpoczął nauczanie około trzy lata zanim osiągnął wywyższenie – tak więc, przed osiągnięciem pełni doskonałości.

Zapytajmy samych siebie: Jak ta wewnętrzna ewolucja została osiągnięta?

Każda wewnętrzna ewolucja jest możliwa tylko poprzez zmierzenie się z określonymi trudnościami, inaczej mówiąc, także na drodze wewnętrznych pokuszeń. Trzy kuszenia Chrystusa przez Szatana zostały detalicznie odnotowane we wczesnych partiach ewangelii Mateusza i Łukasza i zreferowane skrótowo u Marka. Nic na temat nie jest powiedziane u Jana, ale Przemiana Wody w Wino jest ukazana jako punkt startowy zarówno nauczania jak i cudotwórczej działalności Chrystusa.
Przeanalizujmy te trzy pierwsze kuszenia ukazane przez Łukasza, aby zrozumieć, że Jezus musiał przejść przez etapy rozwoju na drodze zmierzenia się z kuszeniami,
były to swego rodzaju wewnętrzne zwycięstwa nad samym sobą.

Przypomnijmy sobie wprzód, że ta koncepcja ludzkości, jaka jest przedstawiona
w ewangeliach, ludzkości w pierwotnym, zastanym stanie, jakby we śnie, nieprzebudzonej, jest taka, że ludzkość znajduje się pod panowaniem Szatana, obraz przedstawia człowieka, który jest nawiedzany przez złe duchy. Oznacza to, że człowiek znajduje się pod panowaniem złych impulsów, wpływów i nastrojów, które personifikują nieczyste duchy, których celem jest zniszczenie człowieka i rasy ludzkiej. Koncepcja ewangeliczna przedstawia człowieka nieustannie ściąganego w dół przez siły zła, które są w nim samym, nie gdzieś niezależnie na zewnątrz, i którym człowiek się podporządkowuje, daje posłuch.

Poprzez ten posłuch i brak lub niedostateczny odporu tym złym siłom, postęp w ludzkim życiu jest wstrzymany. Te złe siły są w samym człowieku, w jego naturze, w naturze jego miłości własnej, jego egotyzmu, jego ignorancji, głupocie, małości, próżności, a także w jego myśleniu i postrzeganiu tylko pod wpływem i za pomocą zmysłów tylko tego, co widzialne, zewnętrznych pozorów życia i świata, jako jedynej rzeczywistości. Te skażenia są łącznie nazywane diabłem, szatanem, który jest złowrogą potęgą niezrozumienia, nieporozumienia i błądzenia co do wszystkiego, co do taki nierozwinięty człowiek posiada, co go dotyczy, siłą błędnego łączenia rzeczy i interpretacji rzeczywistości. Diabeł jest agregacją tych wszystkich niedostatków i błędów, tej całej siły niezrozumienia i wszystkich rezultatów z tego płynących. Tak więc diabeł nazywany jest Kłamcą, oszczercą i czyniącym skandal, z jednego punktu widzenia, natomiast Oskarżycielem z drugiego punktu widzenia.

W tym miejscu zakończymy, a następną część rozpoczniemy pewnymi fragmentami powieści Philipa K. Dicka “Boża Inwazja” – gdyż są tutaj na rzeczy.

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0