Co widać na Fotografiach? (nowy format galerii)

W poprzednim wpisie dominowały (dodawane z drogi, na bieżąco)
foty niezbyt dobrej jakości, dlatego w tym zamieszczam kilkanaście (14) ciekawszych.
Tym razem nie opatruje ich żadnym opisem czy tytułem (ale są dostępne dane techn.).

Zaeksperymentowałem dla wygody oglądającego z formatem galerii – po kliknięciu obrazek się powiększa i można wygodnie przeglądać wszystkie oraz jest też opcja wyświetlenia w pełnych rozmiarach (tutaj ok. 2000px lub 1400px – dł. bok).
Taki można sobie pobrać, wydrukować a i zawiesić nad łóżkiem i interpretować, choćby co rano i wieczór, byle nie na klęczkach.

Jeśli ktoś ma Ochotę – może tytuł lub interpretację nadać danej fotografii sam
– np. używając Komentarza pod wpisem lub komentarza,
który można od razu dodać pod fotografią w otworzonej galerii
(z tego co widzę – ale nie wiem jak to będzie działać w różnych przeglądarkach i na różnym sprzęcie).
Tak to powinno wyglądać po kliknięciu w obrazek:


Byłoby fajnie, ale wiadomo, że Ochota, dobra Chęć i inne takie, to towar obecnie coraz rzadszy. A jeśli już, to bywa wybrakowany i tak krótkotrwały, że zamiaru się nie kończy, a tylko podejmuje i zawiesza – jak choćby obrazek świętobliwy nad łóżkiem. Zawieszona ochota jednak nic nie daje (za to odbiera energię), w niczym nie chroni ani nie pomaga, podobnie zresztą jak i obrazki same w sobie (zawieszone lub nie). Ważne, co się później z tym, co się zobaczyło (albo i nie) robi.. I do czego nas to inspiruje.

Skoro jednak chęci i ochoty to towary rzadkie, to powinny być, prawem ekonomii, droższe.. I rzeczywiście są: dla mnie, ale nie tylko dla mnie. Także dla tych, którzy za tymi obrazkami stoją. A są Tacy. Bo ja sam, to pikuś, że tak powiem. Ja tylko, jak widzę, fotografuję..

Oczywiście żadna z fotografii nie jest zmieniana, modyfikowana czy “fałszowana” pod względem wszystkiego tego, co na nich widać (albo nie widać). Są to fotografie dokumentalne, głównie nieba i chmur, co nie zawsze w sumie też widać.
Jeśli podkręcam kontrasty i poziomy i pewne rzeczy uwydatniam przy pomocy programu do obróbki fotografii, po zgraniu z komórki lub aparatu, to nie dlatego, że lubuję się w kiczowatych przerysowaniach, ale dlatego, że moim priorytetem jest uwydatnienie, podkreślenie, zaakcentowanie pewnych kształtów itd. – które na każdej z fotografii są widoczne i tak, w stanie najbardziej naturalnym, prosto z aparatu, ale pewna obróbka jedynie pomaga je ujrzeć dokładniej, pełniej i detaliczniej.

W następnym wpisie zajmę się już tematem poddanym przez Batona, w jednym z jego komentarzy, które ostatnio tutaj zamieszczał.

Marat Dakunin

Please follow and like us:
error0

Mój własny, prywatny Saturn

Zastawiam się jakie główne źródło ma osłabienie mentalne i duchowe, rozkojarzenie, dogłębny smutek, które zaczęły się już w pierwszym tygodniu września i trwają.
Jakie główne – czy też jakie “swoiście niezależne” od własnych, zdefiniowanych dawniej lub później cech, wad i słabości charakteru.

Czy to dochodzą do głowy różne, nieujednolicone, “Małe Osobowości” (small “I’s”), których człowiek ma ponoć określoną ilość (zapomniałem ile dokładnie, ale gdzieś około tysiąca) ?
Z opętanego JChs wyrzucił ponoć Legion złych duchów (“bo nas jest wielu”).
W pewnym sensie się skonsolidowałem na drodze do pewnej Indywidualności, ale
w takich czasach kryzysu, tak poznawczego, jak emocjonalnego, wydaje się, że stary bałagan ciągle pozostał zbyt duży. Mam wątpliwości co do tego, co do swojego stanu.
Ja w ogóle mam wiele różnych wątpliwości, w różnych kwestiach.

Dlatego nie usłyszycie u mnie jakichś kosmicznie fantastycznych wiadomości, detali o duchach, o tym jak wygląda i ile “waży” dusza, dokładny opis “4-tej gęstości” i jakie fantastyczne możliwości daje “nowemu człowiekowi” (przynajmniej na teraz..), statkach czy nazwach kosmitów. Wątpliwości to moje drugie Imię. Jeśli o czymś piszę, to znaczy, że jestem co do tego przekonany lub – bardzo znacząco jest to dla mnie uprawdopodobnione (wtedy nie napiszę tego nigdy stanowczo, jako “pewna wiedza”).
A jednak – czy lepiej mieć wątpliwości, nawet w najważniejszych sprawach – czy lepiej nie mieć ich w niczym?
Chyba jednak lepiej być ostrożnym – we wszystkim nieomal. Pod warunkiem, że nie rzutuje to zbytnio na proces decyzyjny i czynienie. A bywa, że niestety rzutuje..
Pisałem jednak w poprzednim wpisie dwa dni temu – cytując Arka – co jest kluczowe dla racjonalizmu. A jest nim krytycyzm – w tym i przede wszystkim SAMOKRYTYCYZM.

A jednak, nigdy nie byłem i nadal nie potrafię być ostrożny w tylu sprawach, które dotyczą emocji, które dotyczą empatii.
Chyba z 2 lata temu Ark radził mi: “musi ci stwardnieć serce“.
A także “powinieneś sprzedawać a nie rozdawać“.
Nawet jeśli to pierwsze kiedyś się stanie (nawet jakbym chciał – jak to zrobić? tyle już było na to sposobności, czasu, tyle zastosowano różnych narzędzi, nawet bardzo wymyślne, nie takie zwykłe – ludzkie, specjalne – podwójne i zimnokrwiste) i i dalej opornie to idzie), to drugie wydaje mi się nie do przeskoczenia. NIE UMIEM SPRZEDAWAĆ wręcz organicznie. Ponoć Lwy nie znają handlu.

Oczywiście sprzedawać nie znaczy tylko: za pieniądze.. Należy to rozumieć szerzej i czasem metaforycznie.

Oczywiście Ducha i jego dary należy trzymać od mamony jak najdalej (jak często Internet nawet o tym zapomina).

Ale ograniczając się tylko do tzw. niezbędnych kontaktów z pieniędzmi:
Byłem prawnikiem ale pieniądze umiałem w życiu brać tylko od instytucji (uniwersytetu, szkoły wyższej). Dlatego zresztą nie zostałem adwokatem, choć ponoć w twórczej analizie konkretnych stanów prawnych miałem talent (casusy rozwalałem nawet bez żadnej wiedzy kodeksowej czy z teorii).
Ale.. to skrajnie nie pragmatyczne i ciągle są tego konsekwencje. I złe konsekwencje, bo jeśli umiałoby się uzyskać jakieś środki dzięki rozsądnej sprzedaży – można byłoby owocnie przeznaczyć je na rozszerzenie pożyteczności tego, na czym nam zależy. Co jest pożyteczne dla Ogółu.

A może jest to tak:
Koty skonstruowane są w oparciu o pierwiastki: Ognia (kreatywność) i Ziemi (pragmatyzm).
Ludzie: Wody (uczucia) i Ziemi.
Ale kot w ludzkim ciele to połączenie: Ognia z Wodą. Brak Ziemi. Brak pragmatyczności.

Żeby skuteczniej być pożytecznym – muszę jednak popracować nad tą pragmatycznością.

A może ktoś (coś) mi zdalnie miesza w głowie? Cóż za fantastyczna hipoteza? Nie ma jednak zbyt dużego pożytku z rozważania tego, przynajmniej jeśli nie ma widoków na jakieś bardziej konkretne wnioski (śledztwo w tej sprawie)- po co wpędzać się w obsesję? Więc rozważanie tego nie byłoby, przynajmniej na teraz, racjonalne i pragmatyczne.

Być może zresztą płacę za wyjątkowo dobry okres, życie w “wiecznym teraz”, życie intuicyjną i twórczą chwilą, jakie miało miejsce od Czerwca do końca Sierpnia?
Może podobny do alchemicznego “Gift of Present” (Dar Chwili Obecnej).
Tak to już jest bowiem w Naturze, że za Nadzwyczajne (jakby Nienaturalne w swej intensywności) okresy “górki” (high states) płaci się proporcjonalną “zniżką”.
Najlepszym tego przykładem jest wykorzystywanie przez ludzi, dla polepszenia samopoczucia lub dla określonych, lepszych wyników mentalnych, pracy, twórczości – różnych używek. Ale jest to wtedy efekt wywołany na własne życzenie i osoba z minimalnym doświadczeniem życiowym wie, że za pożyczoną energię (lub coś innego) będzie musiała później zapłacić.

Tymczasem – to, co miało miejsce – nie odbyło się przecież na moje życzenie.

Otrzymałem bowiem – prezent, a dowiedziałem się o tym bezpośrednio, z wiadomości – ze Znaku.

28 czerwca napisałem o tym wpis (w jego drugiej części).

Od kogo ten prezent? Ha, zapewne od Lwów.

Własny, prywatny “znak w zbożu” (w tym wypadku znak w trawie), nazywany zwykle (j. ang) Crop-Circle lub Crop-Sign (Crop-Signs).
Pojawił się dokładnie pod moim balkonem, zamieściłem nawet jego zdjęcia, niektóre przekontrastowane, aby kształt był lepiej widoczny.

A tak naszkicowałem wtedy ten kszałt:

No cóż, naszkicowałem może trochę niedokładnie ale i znak wyczytać z trawy nie całkiem łatwo dokładnie..
Ale prawie na pewno to symbol związany z Saturnem.

W latach 2005-2008, w których nakręciłem najwięcej filmów (niektóre są na https://vimeo.com/dakunin), wybrałem się do Australii (2007 r.) i wypiłem ocean alkoholu – Saturn kojarzyłem głównie z melancholią, czarną żółcią, acedią (ciut romantycznie ujmowaną, mniej zakonnie – mnisio). Kto chce przeczytać o tym w najciekawszym ujęciu dostępnym po polsku (nie będę tu polecał własnych tekstów, choć też istnieją) może u Marka Bieńczyka w króciutkiej książeczce “Melancholia. O tych co nigdy nie odnajdą straty”). Ale nie o tym miałem tu pisać, to rozdział zamknięty.

Chociaż.. (dodaję ten akapit wieczorem) w poprzednim wpisie o racjonaliźmie  - dodałem na końcu (będący konsekwencją pewnej ironii, łagodzącej bezczelność tak górnolotnych auto-określeń) pewien passus (i link do mojego melancholicznego "dzieła" z roku 2005, tzw. "książki fikcyjnej") - toteż i tutaj dodam - ale tylko na marginesie - i niech ta krotochwila (książka jest przymróżeniem oka) nikogo nie odwiedzie na dłużej i na poważniej od spraw poważnych..
To ten dodatek: [ & – to połączenie megalomanii i kompleksu niższości – co daje w sumie “paradoksalnego (bo nie pleromicznego) racjonalistę” jest jakąś reperkusją wcześniejszego (z epoki melancholii – ok. 2005-2008) “ironicznego idealisty” (taką postać stworzyłem, zdefiniowałem, uświęciłem i wyśmiałem np. w “Podręczniku Pseudointelektualisty”). ]

Ten prywatny Saturn, który dostałem w prezencie na progu Lata tego roku – najlepiej jest chyba opisany na stronie Zakonu Białego Lwa (są dwie strony, raczej nie związane, jedna wydaje się wartościowsza).

A tam pisze m.in.

PLEROMIC SATURN

One’s personal ‘Saturn’ or personified karma becomes one’s teacher. Acquiring the wisdom to handle the consequences of one’s past actions activates this power and one can then become a guide or spiritual parent for others. Pleromic Saturn manifests as the turning around of self-defeating personal traits and habits – infusing them with love so that they correct themselves and become strengths instead of weakness. Negative habits such as anger turns into a firmer, more loving will to pursue one’s highest goals and visions. Depression turns into practical realism and a greater ability to handle one’s problems. Irresponsible curiosity turns into greater understanding and patience. Power-seeking becomes a genuine desire to help others. Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Co w moim bardzo luźnym tłumaczeniu na język polski znaczy:

PLEROMICZNY SATURN (a u mnie – PLEOROMA, przypominam! – w budowie!)

“Osobisty Saturn” lub własna karma staje się nauczycielem.
Zdobycie mądrości do poradzenia sobie z konsekwencjami swoich przeszłych czynów aktywuje tę siłę i możemy zostać przewodnikiem i rodzicem duchowym dla innych.
Pleromiczny Saturn manifestuje się jako odwrócenie auto-destrukcyjnych (umniejszających, sabotujących nasze możliwości) osobistych wad i niekorzystnych przyzwyczajeń – napełnienie ich miłością, tak, że
mogą się skorygować i przemienić ze słabości – w zalety.

Reszta tego podręcznego tłumaczenia na jęz. polski jest być może zbędna?
Może całe jest zbędne?
Nie wiem..
Tyle może wiem, że od nieumiejętności sprzedawania gorsze jest rozdawanie niechcianego/niepotrzebnego.

W każdym razie, wybiorę się na spacer by przemyśleć dokładniej ten fragment i odnieść go do chwili obecnej
i do teraźniejszego czasu :
Unrealistic self-evaluation (whether underestimating or overestimating oneself) becomes a realistic appreciation of one’s current level of abilities – one becomes joyous and contented with what one has attained, yet does not fall into complacency as one continues to be aware that there are always vast inner potentials yet to be tapped.

Po spacerze – muszę posprzątać w pokoju! I to generalnie.
Przed i po sprzątaniu – jak wrócę – wrzucę może jakieś fotografie i refleksje związane z otoczeniem (pokojem) i porządkowaniem.

a na widnokręgu ciągle

Please follow and like us:
error0

Kusy i pokusy (Nowy Człowiek na Nowe Czasy – odc. 17)

W bieżących dniach nie czuję się najlepiej – i raczej nie najsprawniej myślę, piszę zatem ten wpis posiłkując się tym co wcześniej sobie opracowałem – i będzie to kolejna część parafrazy “Nowego Człowieka”, tym razem z moim komentarzem i dopowiedzeniami ograniczonymi do minimum (z powodów wyżej napomkniętych).

Bezpośrednio od siebie wspomnę może tylko o tym – co wczoraj pojawiło się jako – być może – znak i pewna rada, związana z tym, jak postępować, co zrobić by te trudne dni przetrwać, jak najszybciej (ale festina lente, cierpliwość jest cnotą) je odmienić w dobre.

Znak i rada, ciekawa, bo – może i dlatego właśnie – że mi na myśl w powyższym kontekście by to nie przyszło, co jest wskazane.. A może to taki podwójny wskaźnik: że to trudne, bo przed samym mną dalej jeszcze ukryte (choć staram się siebie samego
w niczym nie okłamywać!).

To bardzo ważne – najważniejsze zgoła – nie kłamać!
Najważniejsze, podstawowe wręcz: za wszelką cenę NIE OKŁAMYWAĆ SAMEGO SIEBIE.

A oto ten znak i po(rada) – jak się okazuje, trafiona w tym choćby, że związana z tym, o czym mam teraz napisać, czyli 17 odcinkiem “NCnNC”, w którym, omawia się właśnie pokusy (tak wypadło, to pierwszy rozdział po wstępie – w oryginalnym tekście
M. Nicoll’a).

a przy znaku porada:
“We gain the strength of the temptation we resist.”
Ralph Waldo Emerson
THE MONK – [K]EY

Co się tłumaczy mniej więcej tak: “Zyskujemy siłę (moc) pokusy, której się oparliśmy (która nami nie zawładnęła)”

Idea kuszenia w ewangeliach.

Nie zawsze odpowiednio jasne rozumiane jest to, że sam Jezus musiał przejść poprzez proces wewnętrznego wzrostu i ewolucji. Nie urodził się jako doskonały.
Gdyby tak było, nie mogłyby go dotyczyć jakiekolwiek kuszenia, nie mógłby zostawiać wystawiony na próby pokuszenia, tak jak jest to opisane, nie doświadczałby też stanów ducha, aż do rozpaczy włącznie.

Niektórzy religijni ludzie popełniają błąd, myśląc, że ewangeliczny Nauczyciel miał od początku tak nadzwyczajne moce i umiejętności, że wszystko było dla niego możliwe
i łatwe. Przywołajmy tylko przykład, gdy Jezus napomyka, że wyleczenie pewnego rodzaju choroby jest trudne, zanim można tego dokonać, konieczne jest wiele modłów
i poszczenie.

Wiele istnieje punktów widzenia i opinii na temat nieskończonych zdolności i nieskończonych mocy Jezusa, tak, że niektórzy ludzie nawet spierają się, że gdyby był Synem Bożym, dlaczegóż by nie wyleczył wszelkich chorób i nie przemienił oblicza całego świata? Jest to ten sam rodzaj argumentu, który używają ludzie twierdzący,
że jeśli Bóg istnieje, dlaczego istnieją także: ból, choroby, nieszczęścia i cierpienia, wojny i tak dalej, dlaczego pozwala, by wydarzały się okropności?

W tym miejscu przygotowanego wcześniej tekstu miałem kilka uwag technicznych – notatek – do siebie – i dla siebie – pisanych skrótami myślowymi. Nie rozwinę ich jednak dziś, z powodów wyłuszczonych na wstępie tego wpisu, choć, ekhibicjonistycznie, także tych notatek nie usunę, oto one:

[Moje uwagi na ten temat i wyjaśnienia: trochę zob. do arg. Mackiego, trochę od siebie o wolności i jej absolutnym rozmiarze, ale zastanowić się – przywołać niepełną wiedzę (rezultaty karmiczne) itd. ]

Fundament takich twierdzeń, pytań i wątpliwości jest całkowicie chybiony. Sama idea znaczenia życia na Ziemi w tym przypadku nie jest zrozumiana. W rzeczy samej, chybia się także centralnej idei ewangelii, to jest: znaczenia indywidualnej ewolucji i odrodzenia się człowieka (Powtórnych, Drugich Narodzin).

Powtórzmy dla jasności: Jezus także musiał przejść przez proces wewnętrznego rozwoju i ewolucji. Jezus nie narodził się doskonały, w pełni rozwinięty byt, całkowicie zrealizowana istota. Przeciwnie – przyszedł niedoskonały na niedoskonały świat, by wypełnić pewne dawno przepowiedziane zadanie.
Ta zapowiadana wcześniej misja dotyczyła ponownego ustanowienia, przywrócenia, w tym krytycznym momencie rozwoju ludzkości, połączenia pomiędzy dwoma poziomami, w ewangelii nazywanymi „Ziemią” i „Niebem”. Musiało się to odbyć praktycznie, wpierw w nim samym, by droga pomiędzy wyższym poziomem Świata (świata duchowego, który rozciąga się i emanuje poprzez różne stopnie bytu boskiego – do bytu Absolutnego) dosięgnęła ludzkości na ziemi i by człowiek uświadomił sobie i mógł wejść na przewidzianą dla niego drogę wewnętrznego rozwoju.

[moje uwagi techniczne: M. Nicoll niestety używa tutaj dość złożonego zdania, nie wyjaśniając i nie drążąc pojęć, które używa. Dlatego spróbuję pewne rzeczy wyjaśnić w sposób, w jaki sam, po wielu latach ewolucji własnych poglądów itd.. – rozumiem tego rodzaju sformułowania i obrazy..
Nawiązać – neoplatonizm, gradacje, emanacje, kabała (naczynia (rozbite) sefiroty – /sefiry sfiry – nigdy nie pamiętam jaka jest poprawna odmiana), imiona boże – Al Arabi – ale sendo: to jak to rozumieć w tej mojej filozofii jedności Boga a jednocześnie hierarchii – też wibracje i oktawy Gurdżijewa – PRZYGOTOWAĆ. O tych różnych opcjach wspomnieć i odesłać. Swoje rozumienie wyjaśnić!]

I to by było dzisiaj, bo dzień nieznośny, na tyle. Ciąg dalszy nastąpi i będzie dalej o pokusach – to dopiero pierwsze akapity..
Dodam jeszcze kilka zdjęć..bo jak pokusy, to i Kusy (jest w tytule), czyli Sz.P. Dyjabeł,
inaczej Szatan (NNK chyba wymyślił: Szmatan?)

Tutaj to nie wiem czy ktoś skojarzy…

Więc w drugiej kolejności – bardziej ewidentny Dyabeł

Niniejszego Tasmańskiego żarłoka w czasie pożywiania się (podane przez kelnera – opiekuna w zoo) uwieczniłem podczas wizyty w jednym z ogrodów – małych zoo w Sydney (Australia), rok 2007.
(powiększenie: prawy klawisz i pokaż grafikę..)

No, ten – znów nieoczywisty. Ale diabelsko się skojarzył Arkadiuszowi Jadczykowi (choć się on nie przestraszył, to jednak tak skojarzył).
Zrobiony na parkingu przed Tesco w Rzeszowie.

A na koniec będzie zupełnie nieprzyzwoity (wiadomo, to pan zepsucia i perwersji, nie tylko seksualnych) – rozkraczony zupełnie w pozie nieeleganckiej.

A jeśli Szatan to i Piekło.
Ostatnią fotografią wspomnę – już niestety były – czas letni – gdy trzeba było gasić piekło nad dachami na blokach na przeciwko mojego okna..

Uwaga: jest to oczywiście fotografia i NIE JEST PRZEROBIONA – nic nie jest zmienione czy “domalowane”
– po prostu zastosowano odpowiednie ustawienie kontrastów i filtru)

Powyższą fotografię (jak i inne) można oglądać wygodnie w dużym formacie i powiększeniach – np. na moim strumieniu zdjęć (ad hoc) na FLICKR.
Ta powyższa jest tutaj.

W ogóle – dopóki nie zostaną ukończone (są na ukończeniu pierwsze wersje – mam nadzieję, że do końca września już ruszą) strony specjalnie poświęcone Znakom na Niebie – to dość duży wybór jest na moim FLICKR – warto przeglądać, szczególnie
dochodząc na starsze strony ( na teraz jest 39 stron – trzeba przewinąć na sam dół i jest wtedy link do następnych – i prawie 4 tyś. fotografii)
– na teraz 3,823 . Przy czym archiwum (fotografie nigdzie nie wrzucone i nawet jeszcze nie przejrzane komputerowo z braku czasu) liczy może 10 razy więcej.

Dobranoc.

Do usłyszenia niebawem.

MD

Please follow and like us:
error0

A nad nami III – Węży, Lwy, Anioły i Oczy

Dziś Węże, Smoki będą kiedy indziej..

Węży sporo, coraz więcej.. a nigdy nie brakowało..
(i mała rada: jak się czegoś boisz, spróbuj wyobrazić to sobie humorystycznie..)
Walka to za duzo powiedziane – tutaj raczej Struś wrzeszczy w panice, a Wąż atakuje i kąsa..Dlatego:

Nie warto być strusiem i chować głowę w piasek.
Bardzo to niedobra strategia ochrony.
Źródło wiele razy powtarzało, jakie to ważne, i że czasem nawet wystarczy:

WIEDZA OCHRANIA
IGNORANCJA SPROWADZA ZAGROŻENIE

ludzie i strusie..
strusie i ludzie..
No dobra, może i jakieś smoki się zawieruszyły, ale to jedna rodzina..
Smoków to w ogóle mam setki, tysiące..

Nie wszystkie oczy patrzą złośliwie..

niektóre dość komicznie…

Ale są takie, które chłodno obserwują.. i raczej mało przyjaźnie.

“Gad” ma pewne cechy symboliczne (podobnie jak Lew), te cechy to m.in. zimnokrwistość, hierarchia, terytorialność.. Ośrodek gadzi w mózgu człowieka za te cechy ponoć odpowiada. Niektóre gady bywa, że zjadają swoje młode. U Lwów – odwrotnie, rodzina się broni i dla siebie poświęca!

Lwy walczą z Wężami.

Lwy w tym ważnym Czasie o nas nie zapomniały i chcą nam, ludziom, pomóc.

Warto uważnie obserwować zewnętrzny świat, obiektywną rzeczywistość wokół siebie. Bo my sami – raczej na pewno jesteśmy czujnie obserwowani i.. kontrolowani. A są zakusy, by jeszcze bardziej poddać nas totalnej kontroli.

Ale są miejsca, gdzie możemy się poczuć – jak pod skrzydłami Anioła.

I zawierzyć opiece Miłości i Opatrzności Bożej.

Ale, ale – gdy się nam mówi, by się modlić – to się nas często zwodzi.
Sama modlitwa i prośby nie wystarczą! Trzeba się zorganizować i robić, wpływać na zmianę Rzeczywistości! Inaczej – pusta modlitwa – to diabłu raczej potrzebna!

Jutro wyjeżdzam z Mamą w długo oczekiwaną podróż do alchemicznej Pragi i nie tylko.

w Pradze byłem już w marcu tego roku, ale trochę zimnawo było i nieźle wiało.. I sms od brata, którego nie znałem, Lapis Agntor, dowiedziałem się, że nieszczęśliwie zmarła. Miała 30 lat. Jak wróciłem, pojechałem na jej pogrzeb w Bytomiu.

Pozdrawiam Wszystkie Mamy – nie wszystkie wiecie jaką władzę posiadacie!

Wykorzystujcie tę władzę zawsze Dobrze!

33 minuty po Północy, dnia następnego (19 sierpnia AD 2019)
..no, już 34… (OO:35)

Postanowiłem dodać jeszcze kilka fotografii z ostatnich dni, na których też – piękne niebieskookie węże (i nie tylko).

A mama, ..to mnie raczej nie traktuje poważnie..,
no, ale tak już jest.. nikt nie jest prorokiem we własnym domu : – )

Marat Dakunin

Mateusz

Please follow and like us:
error0

A nad nami (II) oraz praca z odroczonym wynagrodzeniem

Dziś trochę fotografii.

Ogólnie, to tyle pracy przede mną..
A sam robię.
Jakby ktoś chciał ze mną pracować, to może napisać Tutaj,
tyle, że z góry mówię, że tutaj wynagrodzenie z zasady jest płacone z opóźnieniem
(czasem dużym, za to wielkie), choć na pewne bonusy doraźne można liczyć..

Tutaj mniej więcej plan roboty, a to i tylko wirtualnie i też nie wszystko.

DAKUNIN.COM

Jutro święto chińskiej bogini księżyca, może coś przygotujemy..

Nie pamiętam czy pokazywałem tego Serafina (charakterystyczne serce i skrzydła)

Na tej stronie pisze trochę podstawowych wiadomości:


The highest Choirs of Angels who dwell closest to the Throne of God are the Seraphim, the Cherubim and the Thrones. All these holy angels are pure spirits of contemplation. Their holiness is so intense that the human mind is incapable of comprehending their levels of adoration and participation in the Divinity.
(...) And hovering above the Lord, were the Seraphim angels. Each of these beings had six wings, and with two they covered their faces, with two they covered their feet, and with the remaining two they flew” (Isaiah 6:2). In this Old Testament passage, Isaiah is clearly referring to the great Temple of Jerusalem, which is also called the First Temple, or Solomon’s Temple, which was built around the time of 960 BC. Only God can say in what order of importance the angels take. The Seraphim are included in the ranks of the company of angels, in the Celestial Hierarchy spoken of in Hebrews 12:22. Their number is considerable. The title of Seraphim is applied to those angels assigned to God’s altar and they are connected with the holiness of God. These beings also served as agents of purification for Isaiah as he began his prophetic ministry, they relate to sacrifice and cleansing and are associated with fire. They are sometimes referred to as “burning fires of love”. The Hebrew word for Seraphim means a burning that is poisonous (serpent); a seraph or symbol creature (from their copper colour); fiery serpent. One placed a hot coal against Isaiah’s lips with the words, “See, this has touched your lips; your guilt is taken away and your sin atoned for” (Isaiah 6:7). Similar to the other types of holy angels, the Seraphim are totally obedient to God. (...)
The Seraphim’s love and holiness is so great that it fills all creation in and through God. The intense love of the Seraphim protects the whole cosmos. It spills over and guards the entire world as it pours down through the lower eight Choirs of Angels. Each Seraphim reflects God in a special way, as do all angels. And yet, the Seraphim are angels of the purest and deepest created level of adoration. (...)

No i trochę z Nad Nami..

Helloou !

Poza tym, 8.8 moje urodziny w Warszawie urządził Malarz – Czarownik
(ale obecnie jest Obrażony)

Kot Czarownika
Nie pamiętam czy pokazywałem tego kota, z Safed
To jest przeróbka genialnego obrazu Malarza – Czarownika pt. (tzn przeróbka) – ZEZOWANIE PRZY BANANIE – obrazu Czarownika niestety nie mogę pokazać bez jego zgody a ma muchy w nosie (Belzebuby) i focha.
A to już coś innego…

Prawie że mi złamał serce ten Czarownik (no ale ja już umarłem i żyję Powtórnie, więc nie tak łatwo mnie połamać..).

uszanowanie dla Wieniczki Jerofiejewa

Poza tym – przypominam, że jednak Apokalipsy nie unikniemy – i się zbliża!

Albowiem: Natura oczyszcza się w Ogniu.

Apokalipsa oznacza zmianę systemu, no i dobrze, bo wreszcie trzeba powstać (powstać z kolan..;-) z tego UPADKU CZŁOWIEKA, który miał miejsce tak dawno temu (a bo ja wiem, raczej ponad 200.000 lat temu).

Trochę tekstów (miniatura – 10 stron) z tym związanych – jest tutaj:

Ale później będzie fajnie – jak wiemy z Pism – Tysiącletnie Królestwo – a od siebie dodam, że w sumie to nie znam szczegółów jak będzie, ale powinno być już wg SERVICE TO OTHERS(Służba Innym (Drugiemu, Bliźnim) a nie SERVICE TO SELF (Służba Sobie Samemu) – gdyż Ziemia przeszła na inną polaryzację
(i przechodzi na gęstość 4; ale to zależy jak się liczy).
Co za tym idzie, ludzie, którzy Zauważają Innych i Dają Im – więcej niż sobie (w znacznym stopniu, niby określa się nawet, że +50%) awansują – pozostaną tutaj. Ludzie, którzy zostają w STS (Służba Sobie – inaczej mówiąc, egoistyczne zamiatanie pod siebie, nie tylko materialne, także energii, uczuć itd.) – urodzą się ponownie już na innej planecie. Padają też takie wizje, że na “Ziemi” (ale w 3 gęstości), pod “czerwonym niebem” (popioły zalegające atmosferę?).
Ci, należący do STS, urodzą się ponownie (reinkarnują) jeśli mają dusze, a raczej jeśli mają wyższe centra, czyli nie są Portalami Organicznymi) –

[podobno Portal Organiczny – to człowiek, który:
a) nie ma wyższych centrów tj. wyższego centrum emocjonalnego (terminologia Murawiewa, Gurdżijewa) oraz wyższego centrum intelektualnego oraz
b) jeśli chodzi o centrum seksualne, ma podczepione pod “czakrę seksualną” ssanie, która odprowadza zgromadzoną energię (np. wyssaną z innego człowieka, jak np. wampirowanie energetyczne – takie tropy poddaję, bo mi się to tak kojarzy…. ). Gdzie odprowadza tę energię? Ano do tych, którzy trzymają człowieka w niewoli i się nim żywią (głównie energetycznie) od czasów Upadku Człowieka (sami zresztą ten upadek wywołali, trochę podstępnie – vide Wąż w Raju). Mowa tutaj o istotach należących do 4 STS
(4 poziom Służby Sobie). Uważają one zresztą, że mają prawo człowieka niewolić, bo sam się im wolną wolą oddał (to częściowo jest prawda, ale podstęp – przynajmniej w Sprawiedliwym prawie – UNIEWAŻNIA ZAWARTĄ UMOWĘ!).
Tak ja to – na gorąco niejako, na potrzeby skromnej notki blogowej, widzę i opisuję. Czy jestem tego wszystkiego pewien? Nie jestem. Ale dużo na to wskazuje i dużo to potwierdza. A co? No, choćby Znaki na Niebie.

Czy jestem pewien tego, co tutaj piszę? Nie nie jestem, a nawet, co do Portali Organicznych to zawsze się sprzeciwiałem takiej teorii (praktyce) ze względów empatyczno – humanistycznych
i egalitarnych. Ale jeśli i nawet, to co mój sprzeciw może?

Jeszcze raz: Zawsze mam wątpliwości – ale dużo potwierdza
to co piszę (choćby: znaki na niebie).

Źródła należy zawsze weryfikować, bezpośrednie bardziej jeszcze niż pośrednie. Bezpośrednie to takie choćby jak przekazy chanellingowe.
Polecam tylko jeden takowy ( choć np. tzw. materiał Ra ma frapujące fragmenty), mianowicie:
Cassiopaea (odbiorca: Laura Knight – Jadczyk), na ten bowiem zostałem nakierowany ponad 10 lat temu, a nawet zrobiłem honorową stronę.

Ogólnie to wg informacji Chanellingu Cassiopaea (patrz wyżej) moimi słowami – jest tak, że pewne BYTY duchowe
(6-ta gęstość, transient passengers, bardziej tradycyjnie: byty anielskie, czysta wiedza – która jest miłością) przekazują nam wartościowe informacje, i one się przemieszczają w czasoprzestrzeni kosmicznej (na Fali – Wave).
Precyzyjniejszą wiedzę i komentarze z zakresu nauk ścisłych udostępnia Arkadiusz Jadczyk, fizyk, mąż Laury, którego miałem przyjemność poznać , wraz z rzeczoną Małżonką – także osobiście i odwiedzić – wiosną 2014 r, pod Tuluzą, we Francji).


Gdy "Kasjopejanie" byli, w latach 80'tych XX w.,
w rejonie Plejad, przedstawiali się jako:

- Plejadianie (odbiorca: Barbara Marciniak).

Inicjacja kontaktu nastąpiła też z rejonu Kasjopei, 15/16 lipca 1994 r., przedstawiając się jako:
- Kasjopejanie (odbiorca: Laura Knight - Jadczyk).

Wg informacji Kasjopejan, następnym "przystankiem" miał być Lew (gwiazdozbiór.. konotacje Syriusza, Liry itd. są mi znane, ale nie mam uporządkowanej sprawdzonej wiedzy na ten temat) .
Symboliczna inicjacja kontaktu nastąpiła 15 lipca 2016 r, Źródło nazwałem:
- Lwy, a odbiorcą jest Marat Dakunin (Mateusz).

A później:

Tak ładnie – jak niżej – to może jeszcze nie będzie, ale na pewno ładniej niż teraz,
w sensie duchowym ( i uczciwiej, sprawiedliwiej, piękniej).
Poza tym, szczególik który pamiętam: ‘labilna fizykalność’ (ciało staje się – w 4 gęstości już nie więzieniem dla duszy, a domem, który można – mniej lub bardziej dowolnie – ale zmieniać, kształtować).
Dodatkowa ciekawostka z pamięci – i pewne ostrzeżenie – w 4 gęstości myślenie życzeniowe ma ten skutek, że staje się RZECZYWISTOŚCIĄ – NA TYM POZIOMIE (GĘSTOŚCI). Szybkie wnioski: – Aha, to trzeba uważać i konieczny jest wcześniejszy trening/selekcja… Inny wniosek: Pamiętajmy, że “staje się rzeczywistością…ale TYLKO dla tego samego poziomu. To przypomina informację podaną przez Kasjopejan, że 4 STS, które niewolą ludzi – popełniają błąd tego typu, że nie widzą aktualnego realnego stanu rzeczy, który jest dla nich mniej korzystny niż im się to jawi (gdyż myśleniem życzeniowym stwarzają sobie ILUZJĘ – rzeczywistość na ICH poziomie, ale już nie na innym).

Poza tym, może odwiedzę dziś lub jutro (jak przestanie padać) znajomego Ducha Jana Matejki

duch Jana Matejki

A może poznam się bliżej z pewnym Mimem z Krakowa..

Duchy Koni męczonych przez dorożkarzy na krakowskiej starówce się dopominają – będę musiał coś z tym zrobić – ale jeszcze nie wiem jak, bo ponoć nic się nie da z tym zrobić (dopiero Apokalipsa pomoże…).

No i na koniec – przypominam raz jeszcze!

Mateusz – Marat

P-@S
Planowałem – poniższe, bardzo ważne, oświadczenie, zamieścić w przyszłym tekście lub gdzieś na jednej z przygotowywanych stron, ale jednak zdecydowałem się, w pewnej skróconej formie, już tutaj, pod tym, istotnym odcinkiem BL8GA, napisać na temat taki:

Być może Kogoś zastanowi to, że podkreśliłem tutaj dwukrotnie, że NIE MAM CO DO RÓŻNYCH KWESTII PEWNOŚCI – że co do różnych informacji, tropów, symboliki, znaczeń, TOWARZYSZĄ MI WĄTPLIWOŚCI.

Musiałem tak uczynić, będąc uczciwym intelektualnie i szczerym emocjonalnie, starając się ważyć złoty środek pomiędzy precyzją, na jaką mnie obecnie stać, estetyką i formą przekazu i prostolinijnością, konieczną wysławianiu Prawdy Duchowej.

Nie chciałbym jednak, by osłabiało to wagę tego, co piszę.
Odwrotnie. To powinno przydać temu wiarygodności.

Ze swej strony staram się zachować najwyższą staranność we wszystkim, tematyka jednak w której się poruszamy jest szczególna. Szczególna nie tylko przez to, że częściowo dotyczy wydarzeń przyszłych (a możność trafnej przepowiedni jest tutaj szczególnie trudna, przywołując znane powiedzenie Nielsa Bohra..).
Nie o proroctwa tutaj chodzi, nie o strasznie i tym bardziej nie o jakieś egotyczne motywy.


[Nawiasem mówiąc jednak, Proroctwa właśnie nie są z natury swej konkretne, lecz przedstawiają wydarzenia SYMBOLICZNIE oraz nierzadko bazują na pewnym paradoksie, którego liniowe myślenie ludzkie nie jest w stanie ogarnąć.
Wystarczy wskazać tutaj 2 najbardziej znane przykłady z kultury popularnej: proroctwo – kto zabije władcę Nazguli z powieści “Władca Pierścieni” Tokiena czy choćby proroctwo o lesie podchodzącym pod zamek, co miało zwiastować upadek króla Makbeta z dramatu W. Szekspira…]

Każdy wie, że nie takie pisanie i nie takie treści przynoszą korzyść, poważanie czy inne profity. Odwrotnie: jak zostało już powiedziane 2 tyś. lat temu nie gdzie indziej, niż w ewangeliach – poruszanie się w takich treściach przynosi raczej Nienawiść ludzką (“będą was prześladować”), cenzurę (już pewne jej objawy mogę zaobserwować, choćby otrzymując komunikat, że moja treść została zgłoszona jako “obraźliwa” dla użytkowników (przy próbie dodania np. na grupy w mediach społecznościowych itp., wcześniej, nawet przy treściach o znacznie mniejszej wadze gatunkowej, zdarzały się zablokowania możliwości dodawania itd.) i.. coś, czego autor dociekający intelektualnie i nigdy nie rezygnujący z logiki, bać się może i najbardziej: śmieszności.
Dużo by o tym pisać.

Z uśmiechem przytoczyć można pewne porzekadło, nie pretendując jednak do żadnej roli: “Mistyk nie może bać się śmieszności”.

Chciałbym jednak tylko napisać jeszcze jedno o WĄTPLIWOŚCIACH; o tym ich aspekcie, który łączy się z tym, gdy zmagamy się z treściami wyjątkowo trudnymi, materiami DUCHOWYMI, mającymi charakter ponadczasowy i niematerialny, niefizyczny lub panfizyczny.
Otóż, cechą takich treści, takich przekazów, takich informacji jest to, że są w znacznej mierze NIEDOOKREŚLONE, SYMBOLICZNE, CZĘŚCIOWO METAFORYCZNE, że zostawiają odbiorcy pewną, znaczną, swobodę, że pozostawiają mu WOLNĄ WOLĘ w nadaniu ostatecznego praktycznego kształtu temu, co intuicyjnie odczuje, empatycznie wyrozumuje i sformułuje w sobie tak, by dać temu pewne praktyczne kształty.
Jest to cecha przekazu z DOBREGO ŹRÓDŁA, tego co płynie od Sił Światła, życzących nam, ludziom, naszego najwyższego duchowego dobra

(które jakże często jest zupełnie inne niż bardziej doraźnie rozumiane dobro, nie tylko materialne, nacechowane bardziej “przyjemnościami” niż “Radością”).

TO, co jest zbyt stanowczo podane, zbyt narzucające się konkretem, faktami, wymyślnymi – mającymi olśnić czy zadziwić zdarzeniami, nazwami itd. itp. – tak, że wręcz WYMUSZA na nas pewną całościową wizję, obraz i wnioski czy kierunek postępowania nawet dookreślony nominalnie – może pochodzić od sił, które wcale wolnej woli człowieka nie szanują, od sił, które – odwrotnie – w swej naturze i dążeniach mają zawłaszczanie cudzej wolności, a potem zawłaszczanie cudzej tożsamości, energii, życia, na końcu – i Duszy.

Tak ważne jest szanowanie informacyjnej Wolności człowieka – Odbiorcy.
I bardzo dużo z samego tylko tego faktu, i formy w jakiej podawanej są nam treści, można wyciągnąć wniosków..

To, co wyżej spisałem, choć dalekie od wyczerpania tego tematu i dalekie od tego, co należałoby napisać, by przedstawić wszelkie intuicje, przemyślenia i doświadczenia w tym tylko temacie, tym zagadnieniu
“PEWNOŚCI – a WĄTPLIWOŚCI”
– w tak istotnych i tak przecież, nadzwyczajnych
i niecodziennych treściach, jest jednak bardzo ważne.
Proszę mieć to na uwadze, także wtedy, gdy, Drodzy Czytelnicy, spotykacie się z różnymi przekazami, klipami, audycjami na YouTube, artykułami i innymi treściami, których morze jest w Internecie i nie tylko, a które to treści raczą Was fantastycznymi i fantazyjnymi informacjami, gdzie wymienia się rasy kosmiczne, nazywa jakichś bogów czy bogini konkretnymi imionami, podaje szczegóły na temat różnych cech, budowy futurologicznych nieznanych nam rzeczy, czy też konkretne daty, konkretne przyszłe wydarzenia..
Proszę mieć to na uwadze – w kontekście tego co piszę wyżej,

a także co w ogóle tutaj piszę i jak piszę (a także CO POKAZUJĘ) , o czym
i w jakiej formie – i wyciągnąć dla Siebie odpowiednie wnioski.
Albowiem także w tym momencie, jak w każdym innym tutaj na BL8GU niczego nie pragnę ani nie zamierzam NARZUCAĆ – a tylko przedstawić Waszemu wolnemu Duchowi, Waszemu Gorącemu Sercu i Waszemu zaostrzonemu Intelektowi – do Rozważenia i Rozsądzenia.

Co zgadza się z zaleceniem Murawiewa: sprawy serca waż rozumem, a sprawy rozumu kładź też na serce.

Przy czym – zbyt ostry nóż może już kroić tylko powietrze (Enzelberg).

Please follow and like us:
error0

Interludium (nie czytać)

Tak się często gęsto tutaj sumituję, pisząc co piszę, i nie tylko, ale muszę Wam powiedzieć, o Wy niecni Goście, którzy mimo jasnego ostrzeżenia by tego nie czytać
(i co się rozumie oczywiście także: nie wchodzić, nie oglądać itd.) – jednak czytacie, weszliście i oglądacie..

Wbrew temu co się dawniej mawiało i co się dalej nierzadko mawia, że ciekawość wiedzie do piekła, mówię ja Wam, a gdy ja mówię, zaprawdę powiadam Wam, nie tylko ja mówię; a może nawet ja zgoła nic nie mówię...
 W najbliższych Czasach Proroków i Znaków nie zabraknie, więc trzeba uważać i czy aby się jest pod dobrymi skrzydłami! I nie na słowie tylko polegać, ale na tym co przynosi
i jak się w czasie z ludźmi obchodzi. 

Albowiem

BŁOGOSŁAWIONA JEST CIEKAWOŚĆ !

I gdy ostrzegani jesteście: – O to pytać nie należy, albo: – Tego sprawdzać się nie godzi, bo to pewne i święte, albo inne takie kwiatki,

a nie słuchacie – i Wy błogosławieni jesteście!

Zaprawdę powiadam Wam – bądźcie jak dzieci w ciekawości niecierpliwej i nieustającej!

Bądźcie ciekawscy jak KOTY!

Im bardziej co dogmatycznie wyniosłe i im wyżej wisi – tym celniej trącajcie łapką by sprawdzić na jakiej nici zawieszone i gdzie ta nić prowadzi.

Albowiem nie jest sztuką wejść do Labiryntu i zabić Minotaura,

sztuką jest z niego wyjść – na powrót – i dotrzeć do Ludzi z tym, co się im niesie.

Taka dola.

(PS. Ciekawe, kiedy Żydzi się dowiedzą, że nie są żadnym Boga narodem wybranym..
Ulubioną rasą Stwórcy są koty!)

rys. Bogusław Polch
już tu jesteśmy

z sieci..

w Pradze..
15.VII.2019 r.

pozdrawiam! M

Please follow and like us:
error0

A nad Nami

Tymczasem nad nami piękne letnie niebo.

Kiedyś nawet ludzie uważali zjawiska na niebie, nawet takie ulotne jak kształty chmur i to co razem ze światłem one są w stanie wyobrazić (a człowiekowi się skojarzyć) za Znaki, za proroctwa.

Tak podaje choćby słownik:

Clouds – There are two principal aspects to cloud-symbolism: on the one
hand they are related to the symbolism of mist, signifying the intermediate world between the formal and the non-formal; and on the other hand they are associated with the ‘Upper Waters’—the realm of the antique Neptune.
The former aspect of the cloud is symbolic of forms as phenomena and appearance, always in a state of metamorphosis, which obscure the immutable quality of higher truth. The second aspect of clouds reveals their family connexion with fertility-symbolism and their analogous relationship with all that is destined to bring fecundity. Hence the fact that ancient Christian symbolism interprets the cloud as synonymous with the prophet, since prophecies are an occult source of fertilization, celestial in origin.
Hence also the conclusion of Bachelard that the cloud should be taken as a symbolic messenger.
[A Dictionary of Symbols, J.E.Cirlot, Second Edition, pp. 51-52]

Chyba każdy zrozumiał.. Toć to prosty angielski .. no i są jeszcze te automatyczne translatory. A jeśli nie, lub chciałby zapytać: zawsze można w komentarzu.

No to, skoro tak, to może jakaś Opatrzność jednak nad nami czuwa?

Czasem nawet ta opatrzność daje znać, że z Miłością coś wspólnego ma..
bo mi się tak wydaje, ale takie coś co wygląda jak Serco-Skrzydło to też tradycyjnie był znak niejakich Serafinów..

Ostatnio nawet, w tej fali upałów, które teraz trochę złagodniały, zasygnalizowano jakby, że piekło zamarza i diabeł ucieka, przed lodowym chmurek podmuchem..

zobacz w większym formacie tutaj

Na niebie też różną zwierzynę, kto chce, może wypatrzeć..

I światło w Nasze Serca wlewa ukojenie..

A ten niedobry smok, rozsiadł się na całym złocie!

zobacz większe tutaj

Ale idzie Nowe i na nowo Przychodzi:

Please follow and like us:
error0

Gdy Lwa nie ma w trawie harce

Dwa tygodnie temu wybrałem się do Wiednia.

W centrum trwała akurat Parada Równości (czy też Miłości) – na bogato..

Odwiedziłem m.in. budynek Theresianum, słynnej XVIII i XIX wiecznej szkoły dla arystokracji Cesarstwa Austro-Węgierskiego, do której uczęszczał mój dziadek Antonii (ojciec ojca). Mam w planach popularyzację pewnej historii z barwnego życia dziadka, dość bogatej psychologicznie i ciekawej faktograficznie, z wątkiem relacji polsko – żydowskich (Dziadek przyczynił się do uratowania wielu żyć podczas II Wojny Światowej).
Historię tę streściłem w formie dwóch miniatur literackich, które aż się proszą formą dramaturgiczną np. o sfilmowanie. Opisałem to na prostej amatorskiej stronie i mam w planach samodzielną realizację fabularyzowanego dokumentu, jeszcze w tym roku.. w najbliższym czasie zaś umieszczę propozycję wsparcia i udziału w tym przedsięwzięciu na którymś z serwisów crowdfundingowych (słyszałem, że Patronite blokuje co bardziej oryginalne i kontrowersyjne dla pewnych gremiów realizacje).

Kto ciekaw, zapraszam do odwiedzenia – strona znajduje się pod adresem http://filosemita.pl

Wróciwszy ze stolicy Austrii, popołudniem, zauważyłem, że Ktosik (Cosik) akurat pod moim blokiem, dokładnie prawie pod moim pionem klatki i poniżej mojego balkonu, wymalował skręcając trawę taki oto znak
(słynne znaki w zbożu nazywa się najczęściej: crop circle.)

(zdjęcia lekko podkontrastowałem aby uwydatnić powstałe z pozaginanej i poskręcanej trawy zarysy)

Z tego, co słyszałem, pewne z głośnych “crop circles” są robione przez dowcipnisiów i ewidentnie są dziełem człowieka, inne zaś jednak, poza niesłychanie precyzyjną i frapująca konstrukcją, mają tą cechę, że końce pozginanego zboża wykazuje określone promieniowanie.. to już ciężej możliwe do wykonania przez zwykłych kawalarzy.
Czy ten “mój” znak w trawie (na placyku zabaw pod moimi oknami i balkonem) też promieniuje? Nie mam odpowiedniej aparatury, żeby to sprawdzić.
Zszedłem jednak zrobić też kilka fotografii z bliska.

Najlepiej jednak oglądać tę “robotę” z góry, z balkonu, na pewnym zbliżeniu, wtedy można dostrzec w całości pewien.. no tak, znak.

Coś widzicie? I co? 🙂

Ja coś widzę..
Nawet już chyba wiem mniej więcej co..
Coś takiego:

A co to takiego?
Ktoś wie?

Ja, przyznam się, od razu to nie byłem pewien – nie bardzo wiedziałem, tylko, że mi się z czymś kojarzył.

A z czym i do czego doszedłem ..
i jaki to może mieć kontekst..
O tym następnym razem, niekoniecznie jednak w następnym odcinku,
W następnym odcinku bezpośrednio po tym bowiem wypadałoby zamieścić coś z obiecanej parafrazy…

Tymczasem!

Marat Dakunin (Mateusz)

Please follow and like us:
error0